Tag Archive: Mirosław Salwowski

  1. Historia małżeńska

    Leave a Comment Film ten opowiada o małżeństwie Charliego i Nicole, które to po dziesięciu latach zgodnego pożycia zaczyna się rozpadać. Dzieje się to po tym, jak przed dwojgiem z nich pojawiają się nowe ścieżki zawodowej kariery. Pewnego dnia więc Nicole decyduje się złożyć pozew rozwodowy, o czym Charlie dowiaduje się poniekąd przypadkiem. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej produkcja ta – mimo że nie jest pod tym względami bardzo jednoznaczna – zasługuje na uznanie. Z pewnością wszak nie mamy tu do czynienia z jakąś apologią rozwodu, a wręcz przeciwnie w filmie tym pokazuje się, jak dużo problemów i zranień może on przynieść. To wskazanie na problemy i zranienia związane z rozwodem zostały zresztą ukazane w – można by powiedzieć – wybitnie artystyczny sposób. W „Historii małżeńskiej” wyczuwa się bowiem, jak przenikają się ze sobą dwie płaszczyzny: z jednej strony wydaje się nam, iż twórcy filmu kreują obraz, w którym rozwód to „nic wielkiego”, ot świadoma decyzja dwojga dorosłych ludzi, którzy doszli do wniosku, że powinni przestać być już razem; z drugiej jednak strony pod tą powierzchownością wyczuwa się tragizm całej tej sytuacji. Nawet więc jeśli, ów film nie jest w swej krytyce czy potępieniu dla rozwodów jednoznaczny, to nie jest on ich obroną albo tym bardziej pochwałą. A kto wie – być może przez wskazany przeze mnie wyżej, a zastosowany przez jego twórców „zabieg artystyczny” jest on dla niejednego widza bardziej przekonujący aniżeli miałoby to miejsce w przypadku, gdyby stanowił on swego rodzaju „antyrozwodową” polemikę. Ponadto można powiedzieć, iż w „Historii małżeńskiej” poddany zostaje krytyce amerykański system prawny odnoszący się właśnie do kwestii rozwodów, gdyż pokazuje się tam, jak ów system sprzyja wzajemnemu antagonizowaniu się małżonków. Jak pisze o tym, jedna z recenzentek portalu Filmweb.pl, pani Małgorzata Steciak: „Obnaża przy okazji absurdy amerykańskiego systemu prawnego żerującego na poczuciu krzywdy małżonków i pielęgnujących w nich urazy. Zaprojektowanym, by dzielić niegdyś bliskich sobie ludzi, wykoślawiać i odkształcać rzeczywistość, zasłaniając się walką o podział majątku czy prawa do opieki nad dzieckiem.” (Patrz: Filmweb.pl, „Sceny z życia małżeńskiego”) Co do większych zastrzeżeń, jakie można by próbować podnieść wobec owego filmu, to są nimi wulgaryzmy, a także słowne nawiązania do pewnych seksualnie dewiacyjnych lub obscenicznych czynności. W jednej ze scen, feministycznie nastawiona adwokat – będąca reprezentantką Nicole – wygłasza też antychrześcijańsko brzmiącą tyradę, acz w tym wypadku nie jesteśmy pewni, czy słowa te zostały tam umieszczone w przychylnym czy choćby neutralnym duchu (dlatego też mimo obecności tej sceny w dziale „Wątki antychrześcijańskie” wpisaliśmy „Brak”, a nie np. „Niewiele”). Reasumując: doceniamy ten film, gdyż mimo wszystko wydaje się on nieść – w pewien nazwijmy to nawet „podprogowy” czy nieświadomy sposób – przesłanie niechętne rozwodom, ukazując ich tragizm oraz niebezpieczeństwa. Ostrożność jednak jest tu stanowczo zalecana ze względu na sporą liczbę wulgaryzmów oraz sprośne i obsceniczne nawiązania. Mirosław Salwowski Grafika została dołączona do powyższego tekstu za portalem Filmweb.pl /.../
  2. Jeszcze o „Zielonej granicy”

    Leave a Comment

    Pewien czas temu jedna z osób zwróciła mi uwagę na tekst autorstwa pani Małgorzaty Tomczak pt. „Rodziny z dziećmi, wykształcona Afganka, ciężarna kobieta – osoby takie, jak w filmie Holland, są na granicy wyjątkami”. W tym opublikowanym na łamach „Gazety Wyborczej” artykule autorka sugeruje, iż między innymi film w reżyserii Agnieszki Holland pt. „Zielona granica” w mocno jednostronny sposób – czyli na korzyść retoryki „proimigracyjnej” – przedstawia sprawę kryzysu na polskiej granicy wschodniej. Pani Tomczak w kontekście takiej retoryki otwarcie nawet stwierdza:

    Po dwóch latach pisania o migracji i kryzysie na granicy nie mam wątpliwości, że wytwarzamy fałszywą wiedzę.”

    Co prawda, pani Tomczak w żadnym miejscu wspomnianego tekstu nie przyznaje się do czegoś, co można by nazwać mianem „jawnego kłamstwa”, jednak nie ukrywa, że w celu lepszego nastawienia do imigrantów strona – którą niegdyś i ona reprezentowała – stosowała pewnego rodzaju pominięcia, „przefiltrowanie” rzeczywistego obrazu sytuacji, etc. Te słowa autorka „Gazety Wyborczej” odnosi także do filmu „Zielona granica”.

    W związku z tym zachodzi zatem pytanie, czy moja – opublikowana na tym portalu – recenzja owej produkcji kinowej nie była dla niej zbyt pochlebna? A może należałoby powiedzieć więcej: czy nie była ona zasadniczo błędna? Otóż, nie sądzę, by uprawnione było zastosowanie wobec niej tego drugiego określenia („zasadniczo błędna”). Dalej bowiem podzielam wyrażoną w „Zielonej granicy” krytykę tzw. pushabacków”. Ciągle też uważam, iż życzliwy sposób w jaki zostali w tym filmie zobrazowani polscy aktywiści niosący pomoc nielegalnym imigrantom znad naszej granicy z Białorusią zasługuje na szacunek i uznanie. Co do zaś „jednostronności” owego filmu to przynajmniej delikatnie została ona przez nas zauważona już w pierwszej wersji jego recenzji. W punkcie nr 5 recenzji napisałem wszak:

    Jeśli chodzi o samych imigrantów to ów obraz owszem wydaje się być przesłodzony: chyba wszyscy z nich są pokazani w filmie w bardzo życzliwym świetle.”

    Nie jest zatem tak, iż w momencie pisanie recenzji „Zielonej granicy” nie dostrzegałem żadnej jej wady czy braku. Przyznaję jednak, że poziom jednostronności tego filmu był chyba jednak zbyt duży, by zasługiwał on na notę „+3” („Dobry”) – a taką właśnie ocenę nadałem mu pierwotnie. Dlatego też postanowiłem obniżyć jego ocenę z +3 na „+2” („Dobry ale z poważnymi zastrzeżeniami”). Myślę, iż jest to w miarę – czyli z uwzględnieniem naszych ludzkich ograniczeń i ułomności – sprawiedliwa i uczciwa ocena filmu pt „Zielona granica”.

    Mirosław Salwowski

    ***

    Kadr z filmu „Zielona granica”. Fot. Metro Films

  3. 1670 (serial TV)

    Leave a Comment Ta nowa produkcja Netflixa jest satyrycznym spojrzeniem na 17-wieczną polską szlachtę, jak i relacje zachodzące pomiędzy takową a innymi warstwami społecznymi (głównie chłopami, ale również mieszczanami). Przy tej okazji twórcy owego serialu przemycili też szereg łatwych do odczytania odniesień względem otaczającej nas aktualnie rzeczywistości. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej serial pt. „1670” nie jest bardzo łatwy do pozytywnego lub negatywnego ocenienia, acz ostatecznie uznałem, iż zasługuje on jednak na notę „-1” (a więc „Wyraźnie niebezpieczny albo dwuznaczny„). Choć bowiem jego zaletą jest przeprowadzana w humorystyczny sposób krytyka różnych tak sarmackich, jak i bardziej „tradycyjnie polskich”, a także „klerykalnych” (patrz: postać ks. Jakuba Adamczewskiego) wad w rodzaju chciwości, kłótliwości czy pijaństwa, to jednak jest to przy tym bardzo mocno przemieszane z życzliwymi aluzjami wobec ideologii LGBT. Ponadto jeden z wątków tej produkcji może być interpretowany albo jako wsparcie dla swego rodzaju sceptycyzmu religijnego albo też indyferentyzmu w tej sferze – obie postawy są zaś błędne i nie zasługują na pochwałę. Co więcej, odnosimy przy tym wrażenie, iż tak słuszna satyra na nasze polskie wady narodowe, jak i wsparcie dla pewnych grzechów oraz wad są w tym serialu oferowane niczym w nierozłącznym pakiecie. Gwoli ścisłości: nie twierdzimy, iż niniejsza interpretacja przesłania mającego stać za ową nową produkcją Netflixa jest z pewnością nieomylna, a oglądanie jej bez ważnej potrzeby stanowi materię grzechu. Po prostu, taka jest moja opinia na ów temat, a przy zapoznawaniu się z poszczególnymi dziełami popkultury ostrożność jest zwykle bardziej wskazana aniżeli nadmiar beztroski. Mirosław Salwowski Ps. Grafika dołączona została do powyższego tekstu za następującymi źródłami: Filmweb.pl, Robert Pałka/Netflix /.../
  4. Recepta na święta

    Leave a Comment Film ten opowiada o Vanessie, ambitnej pani doktor, która przyjeżdża do rodzinnego domu na święta Bożego Narodzenia. W tym przedświątecznym i świątecznym czasie Vanessa stanie przed dylematem odnoszącym się do rozwoju jej kariery zawodowej, a także jej osobistego (romantycznego) życia. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej produkcja ta jest miłą (choć jednak „przesłodzoną”) opowieścią o ważności takich tradycyjnych cnót i wartości jak rodzina, małżeństwo, miłość bliźniego, rzetelne wykonywanie swych obowiązków. Nie uświadczy się też w niej żadnego seksu, obsceniczności, wulgarności, przemocy czy specjalnego eksponowania nieskromności (choć nie do końca przyzwoite stroje są w niej pokazane). Jedynie na końcu owego filmu znajdziemy scenę niezbyt przyzwoicie wyglądającego pocałunku pomiędzy niepoślubioną parą – ale jest ona dość krótka i ponadto trudno taką jedną scenę porównywać z natężeniem i ciężarem gatunkowym tego, co pod tym względem można obejrzeć w raczej większej części współczesnego przemysłu filmowego. Jeśli więc mamy już coś w tym filmie krytykować, to jest to przede wszystkim to, czego w nim nie ma. Nie ma zaś w nim jakichś bardziej wyraźnych i bezpośrednich odniesień do samego sedna Bożego Narodzenia, a więc osoby naszego Pana i Zbawcy Jezusa Chrystusa. Ta okoliczność jednak razi, gdy zważy się, że ów film jednak nawiązuje do okresu owych świąt. Odnośnie zaś wątku, który jest obecny w omawianym obrazie, a który raczej zasługuje na naszą przyganę, to należy tu wymienić przychylnie pokazany zwyczaj okłamywania dzieci polegający na wmawianiu im, iż rzekomo sam św. Mikołaj (w kulturze amerykańskiej nazywany „Santa Claus”) przychodzi i zostawia im prezenty. Nie kwestionując, iż za owym zwyczajem kryją się dobre intencje, to na płaszczyźnie obiektywnej należy ocenić go jako moralnie naganny. W celu zapoznania się z bardziej szczegółową argumentacją przemawiającą przeciw tego rodzaju wprowadzaniu w błąd dzieci, zachęcamy do zapoznania się z poniżej linkowanymi artykułami i materiałami filmowymi: http://edwardfeser.blogspot.com/2010/11/there-is-no-santa-clause.html https://salwowski.net/2019/12/06/piec-powodow-dla-ktorych-klamstwa-o-sw-mikolaju-sa-grzeszne/ Pomimo jednak powyższych zastrzeżeń, polecamy zapoznanie się z filmem pt. „Recepta na święta”. Mirosław Salwowski Ps. Powyżej opisany film można legalnie obejrzeć pod następującym linkiem internetowym: https://katoflix.pl/film/recepta-na-swieta *** Grafika dołączona do powyższego tekstu została za następującymi stronami: Filmweb.pl, Canal Plus /.../
  5. To wspaniałe życie

    Leave a Comment Ten „bożonarodzeniowy klasyk” opowiada o Georgu Baileyu, który postanawia popełnić samobójstwo po tym jak popadł w poważne tarapaty finansowe. Z pomocą przychodzi mu jednak zesłany przez Boga anioł Józef, który pokazuje Georgowi, jak otaczająca go rzeczywistość wyglądałby w sytuacji, gdyby nie przyszedł on na ten świat. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film ten jest oczywiście wart polecenia, gdyż w przychylny sposób ukazuje nam takie z tradycyjnie chrześcijańskich cnót i wartości jak: wiara w Boga, modlitwa, dobroczynność, pomoc bliźniemu, rodzina i małżeństwo. Co więcej, jako że produkcja ta była kręcona w czasach „starego, dobrego” Kodeksu Haysa to nie uświadczy się w niej seksu, obsceniczności, nagości, wulgarnej mowy czy zbyt naturalistycznie lub „rozrywkowo” pokazywanej przemocy. Tytułem zastrzeżeń, jakie można sformułować względem tego filmu, to należy się w tym miejscu odnieść się do scen, w których w tonie zbyt humorystycznym żeńska nagość jest sugerowana (acz nie pokazywana). Myślę również, iż sceny w których ukazuje się pozamałżeńskie tańce damsko-męskie są utrzymane w co najmniej neutralnym, jeśli nie życzliwym wobec nich kontekście – co rzecz jasna na naszą pochwałę nie może zasługiwać. Należy w tym miejscu wspomnieć także o kontrowersyjnym doktrynalnie przedstawianiu świata aniołów – występujący w filmie anioł Józef ukazany jest jako istota pod kątem psychologicznym wyraźnie niedoskonała. Ten wątek omawianej produkcji być może należy potraktować jako swego rodzaju humorystyczne „antropomorfizowanie” owego zagadnienia. Ostatecznie zaś biorąc, mowa jest tu o ułomnościach owego anioła, które nie mają charakteru stricte moralnego, a zatem autorzy filmu nie zasugerowali w ten sposób, iż posłuszne Bogu anioły są również grzesznikami (co oczywiście byłoby już co najmniej skrajnie wątpliwą rzeczą). Podsumowując: nasze doktrynalne i moralne zastrzeżenia wobec filmu „To wspaniałe życie” nie mają raczej poważniejszego charakteru i w żaden bardziej wyraźny sposób nie przyćmiewają one wspaniałego oraz tradycyjnie chrześcijańskiego jego przesłania. Polecamy zatem obejrzenie owego obrazu – zwłaszcza w nadchodzącym czasie przygotowywania się i obchodzenia świąt narodzenia naszego Pana i Zbawcy Jezusa Chrystusa. Mirosław Salwowski *** Grafika dołączona została do powyższego tekstu za następującymi stronami internetowymi: www.filmweb.pl, www.teleman.pl /.../
  6. Klub cudownych kobiet

    Leave a Comment Film ten opowiada o grupce kobiet z położnego w Irlandii miasta Ballygar, które spełniają swe marzenie o tym by wybrać się na pielgrzymkę do Lourdes, gdzie w XIX wieku miały mieć miejsce jedne z prywatnych objawień maryjnych. Okazuje się jednak, iż dołącza do nich też Chrissie, która w atmosferze niedomówień i niechęci przed laty opuściła Ballygar. Pielgrzymka do Lourdes stanie się w związku z tym nie tylko stricte religijnym przeżyciem, ale będzie dla niektórych z tych kobiet okazją do stanięcia „oko w oko” ze swą trudną przeszłością. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film pt. „Klub cudownych kobiet” można, zasadniczo rzecz biorąc, uznać za wartościowy i godny polecenia. Oczywiście, nie wszystkie z pokazanych tam zachowań zasługują na pochwałę (np. nieskromny strój, nieposłuszeństwo żon wobec ich mężów), jednak jego główne przesłanie sprowadza się do afirmacji pojednania, przebaczenia, przywiązania do rodziny oraz miłości bliźniego. Rzecz jasna i pod tym kątem nie jest to jakiś szczególny czy wybitny film – gdyż powstało wiele innych filmów w bardziej dogłębny sposób pokazujących owe tradycyjne cnoty i wartości – jednak te konkretne dobre treści w nim zawarte warto jednak docenić. Co też może najważniejsze, owe cnoty nie wydają się być w tej produkcji rodzajem parawanu, za pomocą którego próbuje się promować pewne wady, grzechy czy fałszywe doktryny (jak to nieraz niestety wszak w filmach bywa). Choć, jak już wspomniałem, w filmie tym są pokazane pewne niewłaściwe zachowania, to nie odnosi się jednak wrażenia, iż są one jednocześnie tam specjalnie promowane. Na przykład, niektóre z kobiecych postaci tej produkcji noszą wyraźnie nieskromne stroje, ale z drugiej strony w czasie, w którym umiejscowiona została akcja „Klubu cudownych kobiet”, takie ubiory były już niestety przez kobiety powszechnie noszone. Trudno zatem na siłę doszukiwać się w pokazaniu tego faktu intencji pochwalania owego niemoralnego zwyczaju, w sytuacji gdy autorom filmu mogło przede wszystkim chodzić o wierne odzwierciedlenie kulturowych realiów danych czasów. Podobnie, gdy widzimy sceny, w których żony są nieposłuszne swym mężom (udając się wbrew ich woli na pielgrzymkę do Lourdes), nie ma się wrażenia, iż ów wątek został tam dodany w celu gloryfikacji takiego zachowania. Z drugiej strony trzeba wziąć pod uwagę to, iż współcześnie ani nieskromny strój ani nieposłuszeństwo żony wobec męża nie wzbudza już większych kontrowersji, tak też nawet samo neutralne pokazywanie takich uczynków, może de facto przyczyniać się do jeszcze większej normalizacji owych niemoralnych działań. Z tym więc zastrzeżeniem co do możliwej, a nawet bardzo prawdopodobnej interpretacji owego filmu, polecamy go do obejrzenia. Mirosław Salwowski /.../
  7. Znachor (2023)

    Leave a Comment Ta, już trzecia, ekranizacja znanej powieści autorstwa Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej, nie wnosi niemal niczego nowego (poza jednak ważnym szczegółem, o którym będzie mowa poniżej) do tego, co już było opisywane na naszym portalu. Mamy tu więc chociażby wątek w nieprzychylny sposób pokazujący wywyższanie się przedstawicieli arystokracji ponad „prosty lud”. Oczywiście też w filmie tym wskazano na coś, co może wydawać się w naszych oczach konfliktem pomiędzy poszczególnymi normami moralnymi (tj. pomiędzy zakazem kradzieży a potrzebą ratowania życia) – choć dodajmy, iż w świetle tradycyjnej moralistyki katolickiej jest to konflikt pozorny, gdyż wedle takowej nie każde zabranie cudzej rzeczy (nawet bez zgody jej właściciela) stanowi kradzież. Wszystkie te rzeczy są więc i w nowej „netfliksowej” adaptacji „Znachora” odpowiednio wyeksponowane, a zatem i tym razem zasługuje ona na nasze docenienie. Dlaczego więc w przypadku „Znachora” z 2023 roku daliśmy mu ocenę nie „+3” (jak wobec jego wersji z 1938 roku), ale „+2”? Otóż rzecz w tym, iż w tej konkretnej adaptacji grzech nierządu i konkubinatu jest przedstawiany wręcz w przychylnym świetle. Co prawda, pewne słowa krytyki wobec owych występków są tutaj wypowiadane, ale padają one w takim kontekście, iż najpewniej „przeciętny” widz odbierze je jako niemal karykaturalne, a przez to nie warte poważnej refleksji. Dodajmy też, że od strony bardziej „graficznej” akty nierządu nie są w tej produkcji jedynie delikatnie zasugerowane, przez co ich oglądanie może być dla bardziej wrażliwych widzów okazją do grzechu. Powyższe to w zasadzie jedyna bardziej wyraźna krytyka, jaką można wysunąć wobec moralnej i światopoglądowej płaszczyzny owego filmu – ale jako, iż tyczy się ona czegoś, co jest materią ciężkiego (a więc poważnego) grzechu – za zasadne uznaliśmy danie najnowszemu „Znachorowi” noty „+2”, czyli „Dobry ale z poważnymi zastrzeżeniami„. Mirosław Salwowski Ps. Grafika dołączona została do powyższego tekstu za witrynami Filmweb oraz Netflix. /.../
  8. Zielona granica

    Leave a Comment O tym, jaka jest tematyka nowego filmu w reżyserii pani Agnieszki Holland wie już chyba większość Polaków. Napiszę więc tylko pokrótce, iż jego akcja została osadzona w październiku 2021 roku, a jej miejscem jest białorusko-polska granica, gdzie za sprawą perfidnych działań rządu Łukaszenki, imigranci z krajów arabskich i afrykańskich w nielegalny sposób przerzucani są do Polski. Akcja ta spotyka się z brutalną reakcją polskich służb, które w celu zapobieżenia napływowi nielegalnej imigracji, stosują wobec owych przybyszów procedurę „push-backów” polegającą na tym, iż – odtransportowuje się ich do granicy z Białorusią – a następnie przymusza, by ponownie wracali do tego kraju. Na tle całej tej historii zostały pokazane działania polskich aktywistów niosących humanitarną pomoc owym imigrantom. Nawiązując do kontrowersji, zastrzeżeń i ataków, jakie kierowane są pod adresem tego filmu Agnieszki Holland, pragnę napisać, że: 1. Nie widzę rozsądnych powodów, by zarzucać temu filmowi „szkalowanie” polskich funkcjonariuszy. To, co zostało zasadniczo tam pokazane – a więc praktyczny przebieg tzw. push-backów – jest już i tak publicznie znane, zostało de facto zalegalizowane przez rządzących naszym krajem, a nadto ich faktyczne istnienie potwierdziły orzeczenia polskich sądów. Oczywiście zaś, choćbyśmy się bardzo starali, to skoro ktoś decyduje się na przeprowadzenie push-backów, to nie da się tego zrobić łagodnie i kulturalnie: jest więc niemal pewne, iż w swym podstawowym zarysie wyglądało to tak jak na filmie. Dodam, iż push-backi muszą być mniej lub bardziej okrutne, gdyż po prostu tym mianem należy nazwać siłowe wypychanie przemęczonych, zziębniętych, wygłodniałych ludzi (niezależnie od ich płci i wieku) do miejsca, gdzie będą zastraszani i bici (czyli białoruskiej strony granicy). 2. Co do sceny w której jeden z funkcjonariuszy polskiej „Straży granicznej” umieścił w termosie kawałki szkła, a następnie rzucił go imigrantowi, by ten pokaleczył się, pijąc z niego wodę, to owszem jest ona zawarta w „Zielonej granicy”. Czy jest ona „oszczercza” wobec polskich funkcjonariuszy? Nie wiem tego, ale nie wydaje mi się, by było skrajnie nieprawdopodobne, by pośród tysięcy osób pełniących ten zawód, nie znajdował się bardzo wąski margines i do tego stopnia zdegenerowanych oraz okrutnych ludzi. Zresztą w scenach pokazujących ten czyn widać, iż drugi z żołnierzy przynajmniej słownie karci owego strażnika za tak haniebne zachowanie. Twórcy filmu nie sugerują zatem, że aż tak okrutne zachowanie było czymś normalnym i niekontrowersyjnym dla większości z polskich żołnierzy i pograniczników. Warto zresztą w tym miejscu nadmienić, iż pani Agnieszka Holland przygotowywała się do kręcenia tego swego filmu poprzez liczne wywiady przeprowadzane z imigrantami, aktywistami, mieszkańcami Podlasia, a także pogranicznikami. Nie da się z góry zarzucić jej w tej sprawie kłamstwa, gdyż nie można wykluczyć, iż dotarła ona w ten sposób do wiarygodnych informacji potwierdzających zaistnienie i takiego zdarzenia. 3. Na przykładzie jednego z funkcjonariuszy Straży Granicznej zostają pokazane moralne dylematy i rozterki, które najpewniej były udziałem przynajmniej części tych z nich, którzy brali udział w wykonywaniu push-backów. Polscy funkcjonariusze nie są zatem w tym filmie ukazani jako masa pozbawionych uczuć i moralności bestii. 4. W odróżnieniu od polskich służb, funkcjonariusze białoruskiego reżimu są w jednolity sposób pokazani jako wręcz ucieleśnienie wszelkiego zła: chciwi, nieczuli, okrutni, brutalni, a nawet dopuszczający się na imigrantach zabójstw. 5. Jeśli chodzi o samych imigrantów to ów obraz owszem wydaje się być przesłodzony: chyba wszyscy z nich są pokazani w filmie w bardzo życzliwym świetle. 6. Obraz PiS-owskiego rządu jawi mi się być przesadnie krytyczny. W pewnym momencie bohater grany przez Macieja Stuhra (Bogdan) mówi o aktualnie rządzących jako „rasistach” i nie jest to w jakimś pryncypialnym sensie skrytykowane (chociaż z drugiej strony ta postać jest w filmie pokazana jako psychicznie niezrównoważona). Przypisywanie PiS rasizmu wydaje się być jednak jego niesprawiedliwą krytyką – nawet w tych niemoralnych swych działaniach odnoszących się do sposobu traktowania nielegalnych imigrantów, PiS nie zdaje się kierować kryteriami stricte rasowymi, ale raczej dostrzeganiem pewnych kulturowych odmienności. PiS być może jest trochę ksenofobiczny, ale nie jest per se rasistowski. 7. Ten film nie jest „antypolski”. Są w nim mocno ukazane tak dobre, jak i złe zachowania Polaków. Na sam koniec dodam, że podzielam zdanie tych, którzy mówią, iż polskim aktywistom pomagającym nielegalnym imigrantom znad naszej wschodniej granicy (przynajmniej w odniesieniu do ich pierwszych potrzeb, czyli dostarczenia im leków, żywności, picia, opatrywania ran) powinno się w przyszłości dać medale. Zdaję sobie sprawę z tego, iż zapewne jakieś 90 procent z nich to osoby wywodzące się ze środowisk lewicowych i lewackich, które być może mą osobę chętnie widziałyby jako sądownie skazaną za „propagowanie homofobii”, ale w tym konkretnym aspekcie po prostu trzeba docenić ich praktyczną miłość bliźniego, a czasami i nawet wręcz postawy o charakterze bohaterskim. Podsumowując: zdecydowanie polecamy naszym Czytelnikom zapoznanie się z tym dość smutnym, ale zasadniczo rzecz biorąc zarazem dobrym, wartościowym i moralnie budującym filmem o tych, którzy zdecydowali się być „polskimi Samarytanami” (por. Ewangelia św. Łukasza 10, 25-37). Mirosław Salwowski Ps. Grafika przy powyższym tekście została wykorzystana za witryną Filmweb.pl /.../
  9. Kot w butach: Ostatnie życzenie

    Leave a Comment Animacja ta jest jedną z odsłon znanej bajkowej opowieści o „Kocie w Butach”. W tej konkretnej produkcji widzimy, jak tytułowy bohater przeżył już swoich osiem „kocich” żyć, tak też pozostało mu już ostatnie dziewiąte. Jak na żądną przygód i ryzyka postać przystało Kot w Butach postanawia udać się do „Czarnego Lasu”, by tam odnaleźć „Gwiazdkę Życzeń” i przeżyć jeszcze jedną ekscytującą przygodę. W międzyczasie okazuje się, iż spotyka on swą dawną miłość, czyli Kitty Kociłapkę, przed którą będzie musiał się ukorzyć prosząc ją o pomoc. Tej dwójce – Kotowi w Butach i Kitty Kociłapce – będzie też towarzyszył uroczy piesek Perrito. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej animacja ta zasadniczo niesie ze sobą pozytywne przesłanie o wyzbywaniu się egoizmu, pomaganiu innym oraz naprawianiu własnych błędów. Te dobre rzeczy są pokazane właśnie na przykładzie Kota w Butach, którego „fizyczna” wędrówka do „Czarnego Lasu” staje się także duchową podróżą od życia pełnego egocentryzmu i samolubstwa do okazywania miłości również innym. Gdyby wskazać na pewne braki czy wady tej animacji to należałoby wspomnieć o tym, iż być może niektóre jej sceny będą zbyt przerażające dla młodszych dzieci. Ponadto są tam pewne lekkie nawiązania do niezbyt skromnych tańców latynoamerykańskich, a niektóre pozytywnie bądź obojętnie odmalowane zachowania należałoby uznać za coś będącego obiektywnie materią grzechu oszustwa. Podsumowując: animacja „Kot w butach: Ostatnie życzenie” wydaje się być zasadniczo godna polecenia, jednak dobrze będzie, jeśli rodzice spróbują zneutralizować możliwie szkodliwe oddziaływanie niektórych z pomniejszych jej elementów. Mirosław Salwowski ___ Źródło grafiki dołączonej do tekstu: www.filmweb.pl /.../
  10. Kres drogi

    Leave a Comment Film ten został oparty na sztuce teatralnej i powieści przedstawiającej historię kompanii C brytyjskiej armii, która została na początku 1918 roku została wysłana na jeden z frontów I wojny światowej. Na płaszczyźnie zaś bardziej „indywidualnej” produkcja ta koncentruje się na losach kapitana Stanhope oraz jego dawnego kolegi ze szkoły 20-letniego Raleigha. Jeśli chodzi o przekaz moralny i światopoglądowy filmu pt. „Kres drogi” to bardzo trudno jest nam go wyłuskać. W obrazie tym widzimy bowiem tak pewne moralnie dobre zachowania (np. troskę przełożonego o swych podwładnych), jak i niektóre ze złych czynów (pijaństwo, wpadanie w nieumiarkowany, przesadny gniew) – jednak przy tym wszystkim ciężko jest nam rozeznać intencję i ducha, w ramach których twórcy nam je ukazali. Przede wszystkim wydaje się, iż film ten pokazuje owe rozmaite czyny z perspektywy bardziej chłodnego kronikarza niż moralisty czy kaznodziei zaangażowanego po tej czy innej stronie światopoglądowego sporu. Być może, ktoś mógłby twórcom owego filmu zarzucić nadmierne tendencje pacyfistyczne, gdyż wojna jest tam ukazana bez patosu i heroiczności, ale za to jako smutna, zazwyczaj nudna i przygnębiająca rzeczywistość, ale trudno przecież zakwestionować, iż faktycznie konflikty wojenne tak wyglądają. Takie zatem odmalowanie wojny nie musi mieć na celu propagowania pacyfistycznych błędów, ale może za nim stać po prostu chęć wiernego pokazania wojennej rzeczywistości. A więc podsumowując, ani nie pochwalamy ani nie krytykujemy tego filmu. Na pewien jego plus możemy jeszcze tylko dodać, iż przemoc, która siłą rzeczy musi być pokazana w produkcjach filmowych tyczących się wojny, nie jest w tym konkretnym przypadku przesadnie eksploatowana. Mirosław Salwowski— PS. Powyżej opisany film można legalnie obejrzeć pod następującym linkiem internetowym: https://katoflix.pl/film/kres-drogi ___ Źródła grafiki wykorzystanej w tekście: www.filmweb.pl https://gamerweb.pl/kres-drogi-recenzja-filmu-transatlantyk-2018/ /.../