Tag Archive: mezalians w kinie polskim

  1. Ja tu rządzę

    Leave a Comment Hulaka i utracjusz, młody hrabia Józio Lulewicz pragnie, wraz z parą przyjaciół, otworzyć w Warszawie teatr muzyczny. Jednakże, jego zarządzająca rodzinnym majątkiem matka zdecydowanie odmawia sfinansowania projektu. Młody hrabia nie poddaje się jednak tak łatwo, szybko obmyśla jak skłonić matkę do zmiany zdania. Postanawia zatrudnić się w zakładzie szewskim, w którym dzień wcześniej wybił okno, wracając z nocnej hulanki. W tym, wyjątkowo muzykalnym warsztacie, nikt nawet nie podejrzewa, kim jest nowy terminator, „koledzy od dratwy” traktują go więc jak każdego nowicjusza. Hrabia Józio z początku traktuje swoje obowiązki jaką przejściową katorgę, gdyż przekonany jest, że matka nie mogąc znieść takiej „niedoli” syna szybko pośpieszy mu na ratunek.  Oczekuje więc, że  jego plan zdobycia środków na teatr wkrótce się ziści. Ten doskonały plan komplikuje pojawienie się córki szewca – Joanny, której obecność sprawia, że nowy terminator przestaje być zainteresowany szybkim opuszczeniem zakładu … „Ja tu rządzę” to miła komedia, która z wyraźną sympatia traktuje swoich bohaterów, nawet tych niezbyt pozytywnych. Stąd też być może bierze się pewna wada tego filmu, jaką jest zbytnia pobłażliwość w traktowaniu pewnych grzechów i przywar, takich jak pijaństwo czy hazard. Zwłaszcza nadużywanie alkoholu, chociaż nie jest tu chwalone, to nie spotyka się z żadną wyraźną naganą, nawet ze strony, zwykle nader krytycznej, Joanny. Innym nieco wątpliwym elementem filmu jest forsowanie na pozytywną bohaterkę dziewczyny, która ma wprawdzie wiele zalet, jednak swoją apodyktyczną postawą daleko odbiega od ideału chrześcijańskiej niewiasty zdobnej „niezniszczalnym klejnotem łagodnego i cichego ducha” (1 P 3,4). Jest to osoba, która „trzęsie” całym zakładem, „szefując” nawet własnemu ojcu. Niestety, trudno sobie wyobrazić, żeby postawa Joanny uległa takiej zmianie po ślubie z ukochanym, by potrafiła być dla niego „żoną poddaną swojemu mężowi, jak przystało w Panu” (Kol 3,18). Mimo powyższych zastrzeżeń, film ma wiele zalet, a jego ogólna wymowa jest moralnie budująca. W osobie głównego bohatera, hrabiego Józia, przedstawia on bowiem pozytywną przemianę hulaki i utracjusza w odpowiedzialnego mężczyznę, który potrafi polubić i docenić ciężką i uczciwą pracę. Film (nie będąc jakąś komunistyczną propagandą) nie tylko podnosi wartość „prostej” acz solidnej pracy, ale zdaje się wyżej cenić szlachetność charakteru niż szlachectwo krwi. Co w II Rzeczypospolitej nadmiernie rozmiłowanej w tytułach i herbach mogłoby mieć duże znaczenie wychowawcze (gdyby film powstał nieco wcześniej). Film w łagodny sposób śmieje się również z innych problemów międzywojennej Polski, z których część jest i dziś aktualna (materializm i prymat pieniądza, starający się nadawać ton reszcie społeczeństwa prymitywni nuworysze, mącąca ludziom w głowach „literatura dla kucharek”), część zaś na szczęście już nie dotyczy naszych realiów (analfabetyzm, praca bez wynagrodzenie za same utrzymanie). Film zatem, choć z pewnymi zastrzeżeniami, wart jest polecenia głównie przez wzgląd na jego moralne przesłanie, po części zaś jako ciekawy obraz przedwojennej Polski. Marzena Salwowska /.../