Tag Archive: Kultura Dobra co to jest

  1. Contagion – Epidemia strachu

    Leave a Comment Film ten przedstawia możliwy scenariusz wybuchu mocno śmiertelnej epidemii, która swym zasięgiem obejmuje cały świat. W skutek szerzenia się tej zarazy umiera setki milionów osób, na ulicach zaś szerzy się anarchia i bezprawie. Naukowcy pracują nad tym, by szybko wynaleźć szczepionkę, która zdoła powstrzymać się szerzenie tej epidemii. W tle tego wszystkiego obserwujemy też losy Thomasa i jego nastoletniej córki, którzy muszą na co dzień żyć w czasach rozprzestrzeniania się śmiertelnej zarazy. Dodajmy, że Thomas był mężem pierwszej zakażonej osoby, która nagle umarła. Ten będący wyjątkowo „na czasie” obraz, jeśli chodzi o jego moralną i światopoglądową wymowę zasługuje raczej na pochwałę. W sposób życzliwy pokazane zostały w nim bowiem poświęcenie, trud oraz ofiarność w bardzo trudnym czasie walki z siejącą śmierć chorobą. W filmie tym zostały też ukazane pewne złe bądź wątpliwe na płaszczyźnie etycznej zachowania jednak w przypadku większości z nich nie sposób odnieść wrażenia, by były one tam odmalowywane w pozytywny bądź usprawiedliwiający sposób. Mirosław Salwowski /.../
  2. Sekta

    Leave a Comment Luke McNamara to student Yale, który w odróżnieniu od wielu swoich kolegów, miejsce na tym prestiżowym uniwersytecie zawdzięcza jedynie własnej pracy, determinacji i talentom. Mimo sukcesów w nauce oraz sporcie martwi się on wizją kolejnego kredytu, który będzie musiał spłacać jeszcze wiele lat po tym, kiedy skończy college i pójdzie na wymarzony wydział prawa. Chłopaka przygnębia też przekonanie, że „nie ma szans” u swojej uroczej koleżanki, której rodzice mają własny odrzutowiec. Najbardziej jednak dręczy go niepokój, że nie zostanie już przyjęty do elitarnego studenckiego bractwa o nazwie Czaszki … https://danhairfield.wordpress.com/ Film ten zasługuje na pochwałę , gdyż jest wyraźną przestrogą przed organizacjami o charakterze tajnym i elitarnym. Innymi słowy przed różnymi stowarzyszeniami, których członkowie, uważając się za lepszych od reszty ludzkości, dążą do sobie tylko w pełni wiadomych celów. W „Sekcie” mamy w sposób dość jasny, może trochę nawet zbyt uproszczony, pokazany system wciągania młodych obiecujących ludzi do takich organizacji i uzależniania ich od siebie. Główne wabiki, jakie pokazuje film, to elitarność, pieniądze, przywileje, wizja władzy i prestiżu. Nie bez znaczenia są też oczywiście takie rzeczy jak poczucie męskiego braterstwa, aura tajemniczości, wspólnie dzielone sekrety, czy efektowne ceremonie. Dużym wabikiem we współczesnym świecie, w którym nieco brak takich rzeczy, jest też sam proces inicjacji do bractwa, wymagający od młodych mężczyzn wykazania się jakimś męstwem. W filmie zabrakło jednego ważnego elementu, a mianowicie bardziej subtelnego duchowego zwodzenia, które jest jedną z większych przynęt tego rodzaju stowarzyszeń. Nie dla każdego bowiem, kto aspiruje do tego rodzaju tajnej organizacji, najważniejsze w tej układance są pieniądze i nadzieja władzy, wieloma zapewne kieruje ułuda, że w ten sposób będą zasadniczo zmieniać świat na lepsze. Nie mniej jednak „Sekta” pokazuje i tak dużo czynników, które są magnesem takich organizacji. I jak najbardziej trafione zdaje się hasło, które reklamowało ten obraz: „Damy Ci wszystko, czego pragniesz … za pewną cenę.” Tą ceną jest nie tylko moralna wolność człowieka, ale w ostatecznym rachunku jego dusza. Warto w tym miejscu przytoczyć słowa Pisma św.: ” Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?” (Mt. 16:26). Dużą zaletą filmu jest też to, że streszcza on w jednym, acz dwukrotnie powtórzonym tu zdaniu, to dlaczego takie organizacje są zagrożeniem dla społeczeństwa. Zdanie to brzmi: „Reguły naszego kręgu, znoszą wszelkie reguły świata zewnętrznego.” Pycha więc członków takich organizacji może już nie tylko sprowadzać się do myślenia o sobie jako o jednostkach superoświeconych, które mają prawo decydować o tym, co jest dobre, a co złe w miejsce Boga, ale już nawet działać, tak jakby byli „bogami”. Działać tak jakby nie obowiązywały już ich żadne prawa, nawet te przyjęte w kodeksie karnym, licząc na to, że bracia ze stowarzyszenia uchronią ich od należnej kary. W filmie ten poziom arogancji i zepsucia jest jeszcze stopniowany w ten sposób, że nie wszyscy członkowie bractwa godzą się na tuszowanie morderstwa, lecz są i tacy, którzy jeszcze uważają, że organizacja nie może przekraczać pewnych granic. Jednakże postawa osób, które dosłownie rozumieją zasadę, że reguły bractwa znoszą te na zewnątrz, wydaje się bardziej konsekwentna i logiczna. Główny zatem wątek i zasadnicze przesłanie filmu oceniamy zdecydowanie pozytywnie. Ogólnie pozytywną ocenę musimy jednak obniżyć ze względu na pewne poboczne, aprobatywnie pokazane tu złe rzeczy. Jedną z takich rzeczy jest w tym obrazie scena namiętnych pocałunków pomiędzy parą niepoślubionych sobie osób, która domyślnie kończy się ich stosunkiem seksualnym. Mamy też wyeksponowany (zupełnie nieistotny dla rozwoju akcji) obnażony tors jednego z głównych bohaterów. I jest to prawdopodobnie chwyt obliczony na zainteresowanie głównie żeńskiej części widowni, gdyż, sądząc po komentarzach do filmu, ta scena została dobrze zapamiętana przez niektóre panie i jest przez nie po wielu latach wspominana z niejakim sentymentem. W pewnym momencie u pozytywnej bohaterki filmu widzimy też posążek kojarzący się wschodnią pogańską religijnością (buddyzmem bądź hinduizmem), co można uznać za lekką promocję fałszywych wierzeń. Pewne zastrzeżenia można też mieć do współpracy głównego bohatera ze środowiskiem, z którego wcześniej się skutecznie wyrwał. W domyśle jest to środowisko, któremu nieobca jest drobna przestępczość. I choć tym razem Luke współpracuje z dawnymi kolegami w dobrej sprawie, to niektóre z metod, jakie wspólnie stosują, są co najmniej wątpliwe. Całość jednak tego wątku pozostawia słuszne wrażenie, że od drobnych przestępców „z nizin” gorsi i groźniejsi są ci ze „szczytów”. Podsumowując, polecamy ten film choć z powyższymi zastrzeżeniami, ze względu na jego oczywistą „antylożową” wymowę. Marzena Salwowska /.../
  3. Suburbicon

    Leave a Comment

    Akcja tego dzieła ma miejsce w latach pięćdziesiątych XX w. w fikcyjnym miasteczku Suburbicon. Wydaje się, że warunki egzystencji w owym miejscu stanowią spełnienie „American dream” – zakorzenionego w etosie Stanów Zjednoczonych marzenia o prowadzeniu dostatniego i statecznego życia, w którym głównymi wartościami są rodzina, religia, uczciwa praca i praworządność. Tę niemal sielankową atmosferę zakłócają niespodziewanie dwa wydarzenia. Pierwszym jest wprowadzenie się do jednego z domów w owym miasteczku murzyńskiej rodziny Mayersów – wywołuje to sensację i protesty, bowiem są oni jedynymi czarnymi mieszkańcami w okolicy, a wielu spośród ich sąsiadów żywi rasowe uprzedzenia i nie chce, aby do „porządnej” i złożonej dotąd wyłącznie z białych społeczności przyjmować „niepożądane elementy”. Drugim z wydarzeń zakłócających życie miejscowych jest morderstwo, którego ofiarą pada pani Rose Lodge. Przez większość filmu śledzimy losy jej męża Gardnera, syna Nicky’ego oraz siostry Margaret. W wątku tym, w miarę upływu czasu, trup ściele się coraz gęściej, bowiem winni zabójstwa pani Lodge nie osiągnęli wraz z jej uśmierceniem wszystkich swoich celów i zbrodniczymi metodami próbują przezwyciężyć kolejne trudności pojawiające się na drodze do realizacji ich niecnych planów. Historia czarnoskórej rodziny, na którą padają podejrzenia o związek z tragicznymi wydarzeniami, schodzi na drugi plan, ale jest ona elementem niezbędnym dla zrozumienia przesłania tego dzieła.

    Najnowszy film George’a Clooneya jest ciętą i naprawdę udaną satyrą na cały wachlarz ludzkich wad.

    Po pierwsze wyraźnie napiętnowany został tu rasizm wyrażający się w okazywaniu bliźniemu nieufności czy wręcz pogardy ze względu na jego kolor skóry. Twórcy nie starają się przy tym robić widzowi jakiegoś nachalnego wykładu na temat szkodliwości takiej błędnej i niemoralnej postawy, ale osiągają dydaktyczny sukces poprzez umiejętne skontrastowanie łagodności i prostolinijności Mayersów z groteskową wręcz niechęcią z jaką czarnoskórzy bohaterowie spotykają się ze strony swych sąsiadów. W ten sposób obnażona zostaje głupota stereotypów zakładających z góry, że wszyscy  Murzyni są obywatelami gorszymi, skłonnymi do przestępczości i agresji. Docenione zaś zostaje traktowanie każdego bliźniego z szacunkiem i miłością, bez irracjonalnych uprzedzeń.

    Film jednak nie poprzestaje na wskazaniu na zło tkwiące w rasizmie jako takim, ale pokazuje jakie niebezpieczeństwa związane są ogólnie z ujawnianiem się w różnych społecznościach działania tzw. mechanizmu kozła ofiarnego, polegającego na tym, że, wobec grożącego danej grupie niebezpieczeństwa, obarcza ona winą za nie ofiarę wybraną przez siebie często na podstawie różnych negatywnych stereotypów (mogą, lecz nie muszą być one związane z rasą). Takie zjawisko widać w omawianym dziele w kuriozalnej sytuacji, w której, wraz z kolejnymi, związanymi ze wspomnianą wyżej kryminalną intrygą, zabójstwami mieszkańców Suburbiconu, wzrasta nienawiść do Mayersów (którzy nie mieli z owymi dramatycznymi wydarzeniami nic wspólnego, a jedyną podstawą oskarżania ich o różne nieprawości był kolor ich skóry). Twórcy filmu, chcąc oddać pełnię szkodliwości uczynienia rodziny Mayersów kozłami ofiarnymi, wskazują, że zachowanie takie nie tylko powodowało jej poniżenie, ale na dodatek odwracało uwagę od działań prawdziwych sprawców zbrodni. Obarczanie winą nowych sąsiadów w wyraźny sposób powiązane zostało nie tylko z uprzedzeniami wobec obcych, ale także z zaślepieniem członków przedstawionej społeczności, którzy nie chcieli przyjąć do wiadomości, że ich „porządni” znajomi mogą być w rzeczywistości hipokrytami winnymi rozmaitych świństw i zbrodni. Nie przeszło im przez myśl, że ci „stateczni” obywatele mogą być podobni „do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz” wewnątrz „pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa” (Mt 23, 27). Można więc powiedzieć, iż „Suburbicon” potwierdza wiele biblijnych przestróg – przestrzega przed zakłamaniem i przymykaniem oczu na zło, którego dopuszczamy się my sami lub nasze najbliższe otoczenie,
    a jednocześnie wzywa do powściągliwości w oskarżaniu (zwłaszcza nieznanych nam) bliźnich, odrzucenia przesądów, które zaciemniają trzeźwą ocenę sytuacji i naśladowania przez to Boga, który „naprawdę nie ma względu na osoby” (Dz 10, 34).

    Innym pozytywem filmu jest fakt, iż sprawcami przestępstw, które przypisywano Mayersom, są tu wyłącznie postacie negatywne. W czasach kiedy kręci się filmy przychylnie odmalowujące przestępczość (jak choćby „Ocean’s Eleven: ryzykowna zagrywka” czy też polski „Vabank”), obecna w różnych produkcjach krytyka zachowań kryminalnych (i innych grzechów) zasługuje na szczególne uznanie. Choć bowiem film George’ a Clooneya nie stroni od pokazywania nieprawości (takich jak morderstwa, cudzołóstwo, starania o wyłudzenie ubezpieczenia, przekupstwo), to trudno doszukać się w nim cienia sympatii dla tych obrzydliwości. Co istotne ich sprawcy zostają ostatecznie ukarani przez los; choć niektórym widzom ich koniec może się wydać dość przypadkowy, to myślę, że da się go odczytać jako znak działania Opatrzności Bożej. Docenić też trzeba, iż twórcy przy obrazowaniu zła zastosowali dość umiarkowane środki (przemoc, choć nieraz jest dość gwałtowna, ukazana jest w sposób, który raczej nie sprzyja rozsmakowaniu się w niej, seks między bohaterami zasugerowany jest przez jedno krótkie ujęcie, a nie pokazany w długich i sugestywnych scenach).

    Właściwie jedynym poważnym zastrzeżeniem jakie zgłaszam wobec tej produkcji jest nadmiar obecnej weń wulgarnej mowy. Choć w dużej mierze posługują się nią postacie negatywne (co może rodzić dezaprobatę dla tego sposobu wyrażania się), to jestem przekonany, iż dałoby się jej używania uniknąć. Ponadto, co gorsza, raz wulgaryzmy padają z ust bohatera pozytywnego, jakim jest wujek Nicky’ego, Mitch.

    Z uwzględnieniem powyższego zastrzeżenia polecam jednak ten film jako dzieło nie tylko bardzo udane pod względem artystycznym, ale również obfitujące w wartościowe wskazówki moralne.

    Michał Jedynak /.../