Tag Archive: katolicki serwis filmowy

  1. Test na przyjaźń

    Leave a Comment Film ten opowiada o 17-letniej dziewczynie (o imieniu Veronica) z amerykańskiego stanu Missouri, która po tym, jak dowiaduje się, iż zaszła w nieplanowaną ciążę ze swym chłopakiem, postanawia dokonać na swym jeszcze nienarodzonym dziecięciu „zabiegu” aborcji. By jednak to uczynić, Veronica musi jechać do innego stanu, gdyż w Missouri jako osoba niepełnoletnia nie mogłaby tego dokonać bez wiedzy oraz zgody swych rodziców (tymczasem ona wie, iż takiego przyzwolenia na ów czyn by nie otrzymała). W tym celu główna bohaterka prosi swą najbliższą przyjaciółkę Bailey, by ta zawiozła ją do jednej z klinik aborcyjnych w innym ze stanów, gdzie na przerwanie ciąży nie będzie musiała mieć zgody swych rodziców. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej nie wahamy się powiedzieć, iż film ów jest po prostu wstrętny oraz odrażający. Jego główne przesłanie jest bowiem w sposób jednoznaczny oraz bezdyskusyjny radykalnie proaborcyjne, a wszystkie pobocznie dobre rzeczy w nim pokazane, tj. przyjaźń czy wzajemna troska, tak naprawdę zostały tu zaprzęgnięte na służbę usprawiedliwiania tej wielkiej niegodziwości, jaką jest mordowanie nienarodzonych dzieciątek. Ta produkcja jest jeszcze tym bardziej haniebna, iż nie pokazuje się w niej nastolatki pragnącej dokonać aborcji ze względu na jakieś bardzo poważne czy dramatyczne okoliczności, w jakich się ona znalazła (np. gwałt czy widmo bezdomności) – co oczywiście i tak by było niemoralne i zakazane przez Boże prawo. W tym filmie widzimy bowiem, że rodzice głównej bohaterki byliby – najprawdopodobniej – gotowi jej pomagać w dziele wychowania dziecka, a co więcej ojciec poczętego dziecięcia niczym nieprzymuszony postanowił wziąć za nie odpowiedzialność oraz oświadczył się swej dziewczynie. Mimo jednak tych mocno sprzyjających urodzeniu i wychowaniu dziecka okoliczności Veronica i tak postanawia je zamordować, co tylko pokazuje, iż proaborcyjna propaganda nieraz schodzi już na coraz niższe poziomy deprawacji i degeneracji, nie próbując już nawet usprawiedliwiać owej zbrodni poprzez odwoływanie się do jakichś bardziej poważnych okoliczności. Gwoli jeszcze bardziej jasnego nakreślenia proaborcyjnego wydźwięku tego filmu wspomnijmy jeszcze tylko sposób, w jaki z jednej strony odmalowani są działacze „Pro Life”, a z drugiej sam „zabieg” aborcji. Otóż nieco mimowolna wizyta Veronici i Bailey w domu małżeństwa będącego aktywistami „Pro Life” w pewien co prawda trochę komediowy sposób, tym nie mniej jednak dość wyrazisty, przypomina nawiązania do scen z filmowych horrorów. Podczas gdy sama wizyta głównej bohaterki w klinice aborcyjnej jest utrzymana w bardzo spokojnej, by nie powiedzieć „ciepłej” atmosferze. Z innych pobocznych, a wspierających nieprawości wątków tego filmu można zaś też wymienić życzliwe przedstawienie w nim czynów homoseksualnych, a także to, iż w celu dokonania aborcji Veronica posługuje się kradzieżą, kłamstwem oraz oszustwem. Można zresztą dodać, iż kradzież dokonana przez Veronicę połączona jest z pewnego rodzaju rabunkiem, gdyż właścicielka lombardu, w którym główna bohaterka chce sprzedać pierścionek zaręczynowy, podarowany jej przez ojca dziecka, grozi temu ostatniemu bronią, gdy ów chce go odzyskać. Podsumowując: w żadnym wypadku nie polecamy tego filmu, gdyż jest on radykalnie proaborcyjny, a także z mniejszą bądź większą aprobatą pokazuje takie nieprawości jak kradzież, kłamstwo, oszustwo, rabunek oraz czyny sodomskie. Mirosław Salwowski /.../
  2. Pan Smith jedzie do Waszyngtonu

    Leave a Comment Po śmierci jednego z senatorów jego koledzy partyjni gorączkowo poszukują odpowiedniego kandydata, który zajmie wolne miejsce w parlamencie. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ musi to być człowiek, który da im się łatwo manipulować, a zarazem cieszy się społeczną sympatią i nie sprawia wrażenia marionetki. Wybór pada na młodego instruktora harcerskiego z prowincji – Jeffersona Smitha. Zdaje się on idealny do tej roli – miły, prostoduszny, obdarzony dobrą aparycją, „zakochany” w amerykańskiej demokracji, owiany już sławą lokalnego bohatera i co najważniejsze zupełnie nieświadomy prawdziwej roli, jaką ma odegrać. W zamiarach swoich prawdziwych mocodawców ma stać się on częścią demokratycznej fasady, za którą skrywają się brudne interesy multimilionera Jima Taylora. Kiedy jednak nieświadomy gry nowy senator zgłasza projekt ustawy, który koliduje z interesami Taylora i mimo ostrzeżeń nie chce się z niego wycofać, cała machina polityczno-biznesowa kieruje się przeciw niemu. Po stronie Smitha staje tylko Clarissa Saunders, młoda, ale dobrze znająca kulisy polityki, sekretarka … Ten piękny film Franka Capry, mimo że dzieje się w świecie amerykańskiej polityki okresu tuż przed II wojną światową, pozostaje ponadczasowy i uniwersalny. Jest to w dużej mierze zasługą tego, że reżyser świadomie unika aluzji do konkretnych polityków czy partii w tym dziele. Nie da się więc powiedzieć np. z całą pewnością, która z amerykańskich partii została tu odmalowana jako przeżarta korupcją, lub które konkretnie gazety są na usługach Taylora. Choć film unika partyjniactwa, to jednak pozostaje filmem o polityce i jako taki prezentuje też pewien „pomysł” na tę dziedzinę życia. Receptą na kryzys państwa i jego struktur demokratycznych jest tutaj wewnętrzna czystość i zewnętrzna niezłomność ludzi dobrej woli. Wyraźnie zaakcentowana jest tu też potrzeba oddolnego organizowania się i wspierania się takich ludzi, by w razie potrzeby walczyć z rozplenionym na szczytach władzy złem. Walka ta jednak ma przebiegać uczciwie, z poszanowaniem prawa i ustroju. Sam główny bohater jest oczywiście pewnym wzorcem idealnego polityka i wskazaniem, jakich ludzi powinniśmy obierać na swoich przedstawicieli w parlamencie. Jego kandydatura nieprzypadkowo zostaje jakby wytypowana przez dzieci, których ziemskim ojcem jest skorumpowany polityk. Jest to oczywiście nawiązanie do słów Chrystusa, który stawiał dzieci jako wzór właściwie pojętej niewinności i prostoty, a także zaufania Bogu Ojcu (por. Mt 18, 1-4). Dzieci bowiem dokonując tu wyboru nie kierują się żadnym interesem, a jedynie „moralną oceną kandydata”, którego postawa i dotychczasowe czyny są im dobrze znane. W ten sposób dzieci w swojej prostocie spełniają wolę Boga, który najwyraźniej pragnie pomóc ludziom przerwać spiralę zła i naprawić sytuację. To, że w filmie kandydata wskazują dzieci, oczywiście nie oznacza, że jego twórcy dosłownie postulują ten sposób dokonywania wyborów. Chodzi tu raczej o to, że w swoich decyzjach, także, a może zwłaszcza politycznych, mamy być niewinni, prości i otwarci na wolę Ojca jak dzieci. O to żebyśmy nigdy nie postrzegali polityki jako sfery wyłączonej spoza moralnej oceny. Byśmy wreszcie zawsze wyżej cenili człowieka prawego, uczciwego, kierującego się szlachetnymi ideałami od kogoś, kto ma wprawdzie dużo politycznego sprytu i doświadczenia, ale brak mu moralnych kwalifikacji. Z drugiej strony nie oznacza to też zachęty do wybierania ludzi wprawdzie dobrych i szlachetnych, ale takich, którym brak np. intelektualnych zdolności do sprawowania władzy. Główny bohater filmu jest wprawdzie naiwnym idealistą, bez większego doświadczenia politycznego, jednakże jest już człowiekiem dobrze sprawdzonym w lokalnej działalności, nie brakuje mu też inteligencji, elokwencji i niezbędnego wykształcenia, by podjąć się tego zadania. Wskazanie jest więc jasne – spośród ludzi, którzy mają ku temu predyspozycje intelektualne i osobowościowe, powinniśmy w ramach demokracji dla własnego i ogólnego dobra wybierać ludzi, o jak najwyższym poziomie moralnym. Innym istotnym dla postulowanej tu odnowy moralnej polityki wątkiem jest przeciwstawienie prowincja – wielkie miasta. Wypada ono oczywiście na korzyść prowincji, której mieszkańcy (można powiedzieć statystycznie rzec biorąc) chętniej zachowują chrześcijańskie wartości i sposób bycia, są bardziej życzliwi, patriotyczni, skłonni do działania na rzecz wspólnego dobra, mniej egocentryczni, pyszni, zadufani i zepsuci niż mieszkańcy wielkich miast. Choć z drugiej strony docenia się tu też piękno, rozmach i splendor Waszyngtonu, które to cechy jakby uzasadniają potrzebę istnienia takich metropolii. Monumentalność Waszyngtonu wyraża bowiem nie tylko fizyczną potęgę i siłę kraju, ale także trwałość wartości, na jakich został on zbudowany i siłę jego ducha. Jednym z dominujących elementów tego obrazu jest też oczywiście podziw czy wręcz uwielbienie reżysera dla amerykańskiej demokracji. Momentami może to być wręcz śmieszne czy irytujące jak zachwyt nad wzorowanym na Zeusie olimpijskim posągiem Lincolna w Waszyngtonie, umieszczonym w budowli, która odtwarza kształt pogańskiej świątyni. Czasem można tu mieć wrażenie, że stosunek reżysera do amerykańskiej demokracji ociera się o kultowy i że zastąpienie demokracji jakimkolwiek innym ustrojem, uznałby on za zło moralne samo w sobie. Ten element jednak łagodzi świadomość, że demokracja, jaką wielbi tu Frank Capra, nie jest tu jakąś demokracją liberalną czy laicką, ale jest to ustrój wyraźnie oparty na chrześcijańskich wartościach i śmiało się do nich odwołujący. Słowo Boże czyli Biblia nie jest tu przywoływane tylko ogólnikowo, ale jest też w konkretnych dyskusjach politycznych, główny bohater czyta również Pismo św. w kongresie, a normalną praktyką jest modlitwa senatorów w tym miejscu. Tak że demokracja, którą tak ceni Frank Capra nie jest jakimś obojętnym religijnie tworem, ale ustrojem opartym i wprost odwołującym się do tradycyjnie chrześcijańskich wartości oraz wiary. Reżyser podkreśla też pozytywnie pewne cechy specyficzne cechy tego ustroju, które sprzyjają zachowaniu chrześcijańskiego ładu społecznego. A jest to chociażby ograniczenie pychy rządzących, podkreślenie służebnej funkcji władzy, współodpowiedzialność wszystkich obywateli za losy kraju, czy wreszcie pewna zdolność do oczyszczania systemu z narosłego zła za pomocą demokratycznych procedur i prawa. Żeby już bardziej nie przedłużać, to warto tylko zasygnalizować jeszcze trzy spośród licznych zalet tego filmu. Pierwsza to pozytywna przemiana jednego z kluczowych polityków tutaj pokazanych. Jest to ciekawa postać – mężczyzna, który w młodości sam był szlachetnych idealistą i co ciekawe nadal za takiego uchodzi, choć od dawna jest skorumpowany. Na pewnym etapie posuwa się on nawet do oszczerstw wobec głównego bohatera, jednakże pod wpływem jego niezłomnej postawy, najpierw przechodzi załamanie, potem skruchę i wreszcie wraca na właściwe tory. Druga z tych zalet to ciekawa postać kobieca, która nie jest tylko ładną dekoracją dla „męskiej historii”. Jest to oczywiście panna Clarissa Saunders, sekretarka senatora Smitha, bez której zapewne zagubiłby się on jako nowicjusz w świecie wielkiej polityki. Trzeci punkt, na który wreszcie warto zwrócić pozytywną uwagę to podkreślenie znaczenia wolnej prasy, której zadaniem jest patrzeć na ręce polityków, a także szukać i opisywać prawdę o ich poczynaniach. Tej roli prasy z początku nie rozumie główny bohater, który czuje się znieważony, kiedy nazywany jest przez dziennikarzy marionetką czy wręcz pajacem, jednak to właśnie prasa otwiera mu oczy na to, że właśnie taka rola została mu wyznaczona przez liderów partii. Podsumowując polecamy ten film jako ciągle aktualne wezwanie do moralnej odnowy nie tylko w życiu prywatnym ale też politycznym. Marzena Salwowska /.../
  3. Kill Team

    Leave a Comment Film ten opowiada prawdziwą historię oddziału amerykańskich żołnierzy, którzy podczas swego pobytu w Afganistanie dopuszczali się morderstw na mieszkających tam niewinnych i nieuzbrojonych cywilach. Głównym bohaterem tego obrazu jest szeregowy Andrew Briggman, który po pewnym czasie zostaje mianowany przez sierżanta Deeksa dowódcą grupy żołnierzy. Briggman początkowo gorliwie wypełnia swe nowe, związane z dowodzeniem, obowiązki, jednak w pewnym momencie zauważa, iż coś niepokojącego dzieje się z jego podwładnymi. Wreszcie dochodzi do wniosku, iż podlegający mu żołnierze za podpuszczeniem sierżanta Deeksa dopuszczają się zbrodni wojennych. Briggman zamierza zatem zgłosić te nadużycia odpowiednim władzom, lecz Deeks podburza przeciwko niemu podlegających mu żołnierzy, próbując jednocześnie skłonić go do akceptacji wspomnianych wyżej niemoralnych czynów. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film ten jest wart docenienia ze względu na fakt, iż – raczej bez potępiania idei wojny sprawiedliwej – wskazuje też na to, że również w czasie wojny obowiązują pewne zasady moralne. Jedną z tych zasad jest oczywiście zakaz mordowania niewinnych ludzi, a więc np. nieuzbrojonych i spokojnie zachowujących się cywilów. Rzecz jasna, realistycznie rzecz biorąc, trzeba mieć też na uwadze to, iż nawet sprawiedliwa wojna jest czymś, co w tradycyjnej moralistyce katolickiej zwie się „bliską okazją do grzechu”, gdyż każda sytuacja wojenna stwarza poważne niebezpieczeństwo popełniania nadużyć i zbrodni również przez żołnierzy walczących po dobrej stronie. Powiązaną z tymi ukazywanymi w filmie prawdami jest też postawa głównego jego bohatera, czyli Andrew Briggmana, który przynajmniej do pewnego etapu stara się stawiać opór barbarzyńskim poczynaniom swych towarzyszy broni. Na przykładzie Briggmana mamy więc tu pokazanego człowieka, który z jednej strony wbrew sytuacji, w jakiej się znalazł próbuje postępować cnotliwie, a z drugiej strony jest on na różne sposoby kuszony, by jednak współuczestniczyć w mordowaniu niewinnych cywilów. Jeśli chodzi o poważniejsze zastrzeżenia, jakie można podnieść względem tego filmu, to jest nim nadmiar wulgarnej mowy. Być może pewną obiekcją, którą moglibyśmy też wobec niego sformułować jest fakt, iż w samej głównej treści filmu nie zostało wyeksponowane zwycięstwo dobra nad złem (które w rzeczywistości miało miejsce), a jedynie zostało ono wspomniane na samym jego końcu. Sądzimy bowiem, że lepsze dla podkreślenia moralnego i światopoglądowego przesłania tej produkcji byłoby, gdyby ów wątek, w którym dobro pokonuje zło, został ukazany w niej znacznie szerzej i wyraziściej. Mirosław Salwowski /.../
  4. I Am Woman

    Leave a Comment Film ten opowiada o znanej amerykańskiej (acz pochodzącej z Australii) piosenkarce Helen Reddy, której piosenka pt. „I Am Woman” stała się nieoficjalnym hymnem feministek w USA. Początkowo jednak Helen musiała zmagać się z różnymi niezbyt sprzyjającymi jej meandrami amerykańskiego show-biznesu i nieraz jako samotna matka i pochodząca z obcego kraju kobieta ledwo wiązała przysłowiowy koniec z końcem. Wytrwała praca, talent oraz pomoc mężczyzny, który później stał się jej mężem, sprawiły jednak, iż Helen Reddy osiągnęła wielki sukces jako piosenkarka muzyki pop. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film ów oczywiście ma swoje zalety, a są nimi np. pokazanie wartości ciężkiej pracy z jednej strony oraz niszczycielskiej siły uzależnienia od narkotyków z drugiej. Trudno jest nam jednak ową produkcję w bardziej zasadniczy sposób pochwalić, gdyż w silny sposób został w nią wpleciony wątek ideologii feministycznej, którą Helen Reddy rzeczywiście w swym prawdziwym życiu gorliwie popierała. Rzecz jasna, nie można powiedzieć, by dokładnie wszystko w tejże ideologii było błędne oraz złe, nie mniej jednak rzeczy słuszne się w niej znajdujące są ściśle wymieszane z rzeczami fałszywymi (czego sztandarowymi przykładami są choćby walka o legalność aborcji czy wspieranie homoseksualizmu). I w tym filmie owe błędne aspekty ideologii feministycznej też są przychylnie pokazane. Na przykład, główna bohaterka w pewnym momencie mówi o Bogu używając zaimka osobowego „Ona”, a także występuje na demonstracji, na której widnieją hasła popierające legalność zabijania nienarodzonych dzieci. Ogólnie zatem, film ten przez swą mocną promocję feminizmu jest doktrynalnie dwuznaczny, a więc jeśli ktoś chce go obejrzeć doradzamy zachowanie sporej dozy krytycyzmu wobec treści w nim zawartych. Mirosław Salwowski /.../
  5. Śmiertelna wyliczanka

    Leave a Comment Dwóch licealistów – klasowego geniusza (Justina) i najpopularniejszego chłopaka w szkole (Richarda) na pozór nic nie łączy, poza tym, że obaj pochodzą z bogatych rodzin. W tajemnicy przed otoczeniem ci dwaj przyjaźnią się jednak i zawierają szczególny pakt. Postanawiają zamordować przypadkową osobą, w bardzo przemyślany i niemal naukowy sposób, licząc oczywiście, że ujdą kary. Po przygotowaniach wcielają swój zamiar w życie. W sumie ich plan jest na tyle dobry, że może rzeczywiście nie znaleźliby się nawet w kręgu podejrzanych, gdyby sprawa została przydzielona mniej dociekliwej i upartej osobie niż detektyw Cassie Mayweather. Film ten, jeśli chodzi o przesłanie i sposób ukazania głównego wątku, jest zasadniczo godzien pochwały. W przystępny sposób podejmuje bowiem niełatwy temat wpływu zgubnych myśli, teorii czy wręcz całych systemów filozoficznych na ludzki (zwłaszcza młody) umysł. Pokazuje, że idee mają swoje konsekwencje, zwłaszcza jeśli są swobodnie propagowane. Justin i Richard dokonują zbrodni tego rodzaju, który w normalnych warunkach (państwa w którym panuje jako taki ład społeczny) zdarza się dość rzadko, ale mimo to zasługuje na szczególną uwagę przez to, że jakby odsłania rąbek tajemnicy ludzkiej nieprawości. Morderstwo, którego dopuszczają się nastolatkowie, jest szczególne, gdyż nie przynosi im ono żadnej korzyści materialnej, nie kierują się też chęcią osiągnięcia sławy, zastraszenia czy zszokowania otoczenia, ani też nienawiścią, niechęcią, pożądaniem czy jakimkolwiek afektem wobec ofiary. Nie odreagowują swoich traum czy niepowodzeń, trudno nawet powiedzieć, żeby czerpali jakąś szczególną przyjemność z samego aktu zbrodni. Jedyną ich motywacją jest fascynacja myślami typu „Nie można żyć w pełni nie znając smaku samobójstwa i zbrodni” (Justin i Richard „doświadczają” tu samobójstwa grając w rosyjską ruletkę). Ten rodzaj bezinteresownej, „czystej” zbrodni postrzegają jako wyzwolenie od norm moralnych, konieczną wręcz inicjację do wolności. Owi chłopcy już najwyraźniej czują się kimś lepszym, ale dopiero po morderstwie spodziewają się poczuć w pełni i kosztować swoje „nadczłowieczeństwo”. Sam pomysł tego rodzaju zbrodni przywodzi na myśl motywacje Raskolnikowa ze Zbrodni i Kary. Podstawową jednak różnicą jest to, że Justin i Richard, kiedy sprawy nie idą po ich myśli, zdają się nie żałować zbytnio samego zbrodniczego czynu, którego się dopuścili, a jedynie konsekwencji, które im zagrażają ze strony prawa. Można powiedzieć, że w sposób pośredni jest tu pochwalona kara śmierci, prezentowana jako jedyna sprawiedliwa wobec takich cynicznych zbrodni, a także jako czynnik skłaniający morderców do współpracy z policją (w nadziei na łagodniejszy wyrok). Zaletą filmu jest też to, że pokazuje jak główni bohaterowie (czy raczej antybohaterowie) tej opowieści spadają z piedestałów, na których sami się postawili. W końcu nic nie zostaje ani z ich „romantycznego paktu”, ani z przyjaźni, kiedy próbują ratować się, zrzucając na siebie wzajemnie całą odpowiedzialność za zbrodnię. Dzięki temu ryzyko, że młodzi widzowie będą postrzegać ich jako godnych podziwu i naśladowania, jest raczej niewielkie. Jeśli chodzi o wątpliwe aspekty filmu, to wiążą się one głównie z postacią prowadzącej sprawę morderstwa pani detektyw – Cassie Mayweather. Chociaż i tu jest wiele punktów, na które warto najpierw pozytywnie zwrócić uwagę. Cassie jest bowiem osobą, która mimo twardego profesjonalizmu nie jest zobojętniała wobec ofiar. Na jej przykładzie pokazane jest też, że nawet tragiczne życiowe doświadczenia mogą być wykorzystane do czynienia dobra, jeśli skrzywdzona osoba (jak Cassie) znajdzie na to dość siły. Na przykładzie pani detektyw pokazane jest też wyraziście, jak przez krzywdę, której doznała w młodości od mężczyzny, któremu zaufała, sama źle traktuje innych ludzi (zwłaszcza płci przeciwnej). Te jednak jej zachowania są pokazywane wyraźnie jako raniące dla bliźnich i destrukcyjne dla niej samej. Jednakże, chociaż sam sposób traktowania kochanków przez Cassie został pokazany jako niewłaściwy, to już sam fakt utrzymywania przez nią pozamałżeńskich relacji intymnych już nie. Co oczywiście należy ocenić negatywnie. Innym wyraźnym moralnym uchybieniem filmu jest to, że posługiwanie się kłamstwem przez policjantów, jest tu pokazywane jako standardowa i nie budząca moralnych zastrzeżeń metoda. Niemniej, ze względu na główne przesłanie filmu, przy braku epatowania szczegółami zbrodni, z równocześnie dość ciekawą fabułą i postaciami polecamy ten kryminał. Marzena Salwowska /.../
  6. Troja

    Leave a Comment Film oparty luźno na Iliadzie Homera opowiada historię mitycznej (choć mającej zapewne jakiś swój historyczny pierwowzór) wojny trojańskiej. Zgodnie ze znanym z mitologii greckiej przekazem rozpoczyna się ona z powodu uprowadzenia Heleny, żony spartańskiego króla Menelaosa, przez trojańskiego księcia Parysa, będącego jej kochankiem. Zdradzony mąż udaje się po pomoc do swego brata i sojusznika, potężnego władcy Agamemnona, który od dawna chciał zawładnąć Troją, stanowiącą konkurencję dla jego państwa. Do wyprawy przeciw Trojańczykom, mającej na celu odbicie Heleny i zniszczenie Troi dołączają znani Europejczykom bohaterowie tacy jak Achilles czy Odyseusz, których losy jest nam dane śledzić przez resztę filmu. Tym co w tym filmie warto docenić jest odarcie go z nadprzyrodzoności, polegające na zupełnym usunięciu z fabuły pogańskich bogów wypełniających karty Iliady, przez co w dużej mierze znika problem ewentualnych względów okazywanych przez twórców politeizmowi. Bohaterowie wspominają wprawdzie nieraz o bogach, których czczą, ale wobec realistycznej konwencji, w jakiej zrealizowano to dzieło można uznać to jedynie za próbę oddania mentalności i przekonań pogańskich bohaterów, nie zaś promocję ich wierzeń. Z uznaniem wspomnieć też należy o fakcie, że opowiedziana tu historia została ciekawie zniuansowana, obu stronom konfliktu przyznano w niej pewne racje, ukazano różne ich wady i zalety, przez co od obu możemy się czegoś dobrego nauczyć, jak również mamy szansę uczyć się na błędach obu.  Jeśli chodzi o walory moralne tego filmu to warto podkreślić, że liczne cnoty cenione przez chrześcijaństwo doczekały się w omawianej produkcji pochwały. Jedną z najbardziej jaśniejących tu przykładem postaci, na którą twórcy mocno starają się też skierować sympatię widza, jest tu Hektor, książę i obrońca Troi, brat Parysa. Jest on przedstawiony jako wierny mąż (nie korzysta z propozycji cudzołóstwa z jedną kobietą), odpowiedzialna głowa rodziny (zawczasu myśli o zapewnieniu żonie i dziecku ucieczki z miasta), odważny żołnierz i patriota, a także rozważny dowódca (odradza rodakom przeprowadzanie ataków, które mogłyby skonsolidować targane konfliktem wojsko greckie). Okazuje on też szacunek przeciwnikowi, pozwalając by po bitwie Grecy zebrali i pogrzebali swych zabitych żołnierzy. Można rzec, że gdyby nie jego pogaństwo można by go uznać za ucieleśnienie ideału chrześcijańskiego rycerza. Przy okazji warto zaznaczyć, że wojna, w której bierze on udział może być uznana obiektywnie za sprawiedliwą, bo o ile przyczyną najazdu Greków był niemoralny czyn w wykonaniu Parysa, to dość szybko ich wyprawa przerodziła się w zwykłą napaść mającą na celu zniewolenie Troi (o czym świadczy, że była kontynuowana nawet po śmierci Menelaosa, gdy siłą rzeczy odbijanie Heleny nie miało już sensu).  Z Hektorem silnie kontrastuje Parys, który jest rozpustnikiem (mowa o tym, że miał liczne romanse), a nadto jest pozbawiony należytej odwagi i wykazuje się nieudolnością w czasie walk, od których przedtem stronił. Te jego wady odmalowane są w nieprzychylny sposób; skłonność do rozpusty i cudzołóstwo z Heleną stają się nawet przyczyną wojny i cierpienia wielu niewinnych ludzi oraz zostają napiętnowane przez Hektora. Innym występkiem, który twórcy wydają się krytykować jest osłanianie grzechu innego człowieka motywowane więzami rodzinnymi. Priam, władca Troi nie chce bowiem wbrew radzie Hektora odesłać Heleny do męża, ponieważ boi się, że Parys za nią podąży i zostanie zabity przez zazdrosnego męża kochanki. Przez owo postępowanie staje się on współodpowiedzialnym za konflikt i późniejszą zagładę miasta. Tak to zatem bezzasadne tolerowanie cudzołóstwa zostaje w tej opowieści ukarane, w czym chrześcijański widz może dopatrzeć się palca Bożego. Inną zaletą filmu jest wskazanie, iż zdrada Heleny nie wzięła się znikąd, ale była wynikiem złego traktowania jej przez Menelaosa, który ogólnie uważał żony za kogoś w rodzaju „klaczy rozpłodowych”, mających jedynie dostarczać potomstwa i nie zasługujących na większą uwagę i był otwarty na erotyczne kontakty z innymi kobietami. Historia ta może być dla widza przestrogą, aby trzymał się z dala od zachowań mogących jego małżonka prowadzić do ulegnięcia pokusie cudzołóstwa. Z innych zalet warto wymienić negatywne odmalowanie przeżartego żądzą władzy i bezwzględnego Agamemnona prowadzącego jak wspomniano niesprawiedliwą wojnę oraz źle traktującego wziętą do niewoli Trojankę Bryzejdę. Należy też zwrócić uwagę na przychylne zobrazowanie pozytywnych przemian u bohaterów. Chodzi tu w pierwszym rzędzie o Achillesa, który początkowo jawi się jako opętany żądzą zdobycia sławy, arogancki, egocentryczny i do tego dość bezwzględny człowiek (pozwala swym żołnierzom na wymordowanie bezbronnych kapłanów Apolla, bezcześci zwłoki zabitego w pojedynku Hektora). Z czasem jednak zdobywa się na akty szacunku wobec wroga (wobec błagań Priama pozwala pogrzebać Hektora i nie prowadzi walk podczas uroczystości żałobnych), a także na swego rodzaju miłosierdzie (uwalnia brankę Bryzejdę, którą wcześniej zresztą obronił przed zgwałceniem). Na lepsze zmienia się też Parys, który w końcu staje dzielnie do walki w obronie swej ojczyzny. Można też docenić fakt, że trochę lekceważąco potraktowano tu pogaństwo, przewija się w filmie bowiem postać pogańskiego kapłana, którego wróżby zazwyczaj się sprawdzały, ale który ostatecznie przez swe błędne rady dotyczące wciągnięcia konia trojańskiego do miasta przyczynia się do jego upadku, a sam ginie marnie mimo oddania się w opiekę swych bóstw.  Jeśli chodzi o niewłaściwe elementy filmu, to w pierwszym rzędzie trzeba zganić nadmierną ilość nagości i seksu. O ile bowiem pewne złe czyny, takie jak cudzołóstwo Heleny i Parysa są tu napiętnowane, to samo ich przedstawienie pozostawia trochę do życzenia i mogłoby być oględniejsze. Poza tym czyny takie jak niemałżeńskie współżycie Achillesa z Bryzejdą są tu przedstawione dwuznacznie i ciężko rzec czy twórcy chcieli je zganić, zrelacjonować czy przedstawić z sympatią (choć o to ostatnie ich jednak raczej nie podejrzewam). Ze względu na te elementy, jak również niemałą ilość przemocy film ten nie nadaje się dla całych rodzin. Dla dorosłych może być on jednak pouczający. Zawiera on bowiem cenne wskazówki moralne, krytykę różnych odmian zła i pochwały dobrych czynów, które choć dokonywane przez pogan stanowią akty posłuszeństwa względem naturalnego prawa wyrytego przez Boga w ich sercach. Z tego powodu warto go obejrzeć.  Michał Jedynak /.../
  7. Farming

    Leave a Comment Film ten został oparty na prawdziwych wydarzeniach i stanowi on opowieść o Enitanie czarnoskórym chłopcu, który jako niemowlak został przez swych nigeryjskich rodziców przekazany na wychowanie do mieszkającej w Wielkiej Brytanii białej rodziny. Akt ten miał miejsce w ramach szerszego programu „adopcji” (w potocznym, acz nie ściśle prawnym tego słowa znaczeniu) nigeryjskich dzieci przez brytyjskie rodziny, który zwany był „farmingiem”. Jak się później miało okazać decyzja ta w przypadku Enitana nie należała – delikatnie mówiąc – do najszczęśliwszych. Chłopiec bowiem od małego wzrasta w mocno niestabilnej atmosferze, która w dużej mierze jest „zasługą” jego sprawiającej wrażenie rozchwianej emocjonalnie przybranej białej matki. Ponadto, Enitan dorasta w poczuciu pewnego rodzaju rozdarcia pomiędzy przeważającą jeszcze wówczas (rzecz dzieje się w latach 70 i tych i początku 80-tych XX wieku) w Wielkiej Brytanii kulturą białych ludzi, a społecznością czarnych do których z racji urodzenia też w jakiś sposób przynależy. Kiedy chłopiec wkracza w wiek nastoletni widzimy go jako już przepełnionego agresją młodego człowieka, który w pewnym momencie – mimo brutalnego traktowania przez miejscowych rasistowskich skinheadów – w poczuciu nienawiści do własnej rasy – postanawia się związać z tą złowrogą subkulturą. Oczywiście, nie byłoby to możliwe, gdyby owi skinheadzi nie zaakceptowali go jako jednego ze „swoich”, co, o dziwo po początkowym traktowaniu Enitana w sposób bardzo dla niego pogardliwy, dochodzi w rzeczywistości do skutku. Tak też ów nastoletni Murzyn staje się wiernym uczestnikiem jednej z lokalnych grup skinheadów, pogrążając się przez to tym bardziej w agresji, przemocy i nienawiści do własnej rasy. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej zasadniczo rzecz biorąc należy docenić ów film. Jest on bowiem przestrogą tak przed rasizmem, jak i przed oddawaniem się nienawiści oraz krwawej przemocy jako takim. Można też chyba powiedzieć, iż nawet jeśli twórcy filmu nie czynią tego w zamierzony sposób, to jedną z jego lekcji stanowi przesłanie o tym, że najlepiej jest, gdy dzieci są wychowywane przez swych własnych naturalnych rodziców, w ramach własnej jednolitej kultury. Pokazane w tej produkcji psychologiczne i emocjonalne rozdarcie Enitana wynika bowiem w dużej mierze właśnie z tego, iż dorastał on w dwóch dość mocno oddalonych od siebie światach. Chociaż, rozmiary pokazane w filmie zła mogą miejscami przytłaczać, gdyż niemal każda z bardziej wyraziście odmalowanych tu postaci ma jakieś mniej lub bardziej poważne wady, to zaletą tego obrazu jest jednak to, iż nie pozostawia on widzów samych sobie z owym ogromem nieprawości. Mimo bowiem owej bardzo dużej ilości zła, w filmie ukazana jest też w mocny sposób nadzieja na to, iż z nawet największego moralnego bagna można powstać, by prowadzić dobre oraz pożyteczne dla społeczeństwa życie. W produkcji tej widzimy też, że staje się to za przyczyną szczerej oraz wiernej miłości (ale tej pozbawionej erotycznych konotacji), którą jedna z nauczycielek okazuje pogrążającemu się w nienawiści i agresji Enitanowi. Czy zatem w tym filmie są jakieś poważniejsze wady? Tak naprawdę, trudno tak do końca orzec. Owszem jest tu bardzo dużo wyraziście pokazanej przemocy, która z jednej strony może być łatwo usprawiedliwiana treścią oraz tematyką omawianej produkcji, z jednak z drugiej strony może się w odniesieniu do takowej rodzić pytanie, czy aby nie dałoby się pokazać losów Enitana w sposób zarazem przekonujący, a jednocześnie unikający epatowania zbyt krwawymi szczegółami? Analogiczne pytanie, można wysunąć zresztą do obecności wulgarnego słownictwa w tym filmie, które naszym zdaniem mogłoby być łatwo złagodzone poprzez „wypikanie” co poniektórych wyrazów. Podsumowując: polecamy ten film, gdyż stanowi on co prawda momentami mogącą robić przytłaczające pokazanym w nim złem wrażenie, ale jednak ostatecznie rzecz biorąc krzepiącą moralnie opowieść. Oczywiście, głównie ze względu na mnogość pokazanej w nim w sposób wyrazisty przemocy, a także niektóre obsceniczne nawiązania do sfery seksualnej, w przypadku młodszych widzów doradzamy najwyższą ostrożność przy zapoznawaniu się z tą produkcją. Mirosław Salwowski /.../
  8. Rząd (serial TV)

    Leave a Comment Serial ten opowiada o Birgitte Nyborg Christensen, duńskiej polityk, która w swej karierze zawodowej podejmuje się misji sformowania rządu oraz przewodzenia mu w roli pani premier. Dwoje pozostałych najistotniejszych bohaterów tej produkcji to Katrine Fønsmark (ambitna i ideowa dziennikarka) oraz Kasper Juul pełniący do pewnego czasu funkcję spin doctora pani premier. Nie ulega wątpliwości, iż płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej serial ten posiada swe zalety, przedstawiając w pozytywnym świetle pewne dobre i wartościowe postawy moralne (np. troskę o rodzinę, sprawiedliwe podchodzenie do niektórych problemów społecznych). Z drugiej jednak strony, nie sposób nie zauważyć, iż ogólnie rzecz biorąc, różne kwestie polityczne, moralne i ideowe są tu ukazywane ze stricte liberalnej i/lub lewicowej perspektywy, przez co rzeczy dobre, mieszają się w tym obrazie z rzeczami złymi (w sensie przychylnego ich ukazywania). Tak więc widzimy tutaj tak troskę o rodzinę i sprawiedliwość, jak i np. sprzeciwianie się prawnemu zakazowi aborcji. W jednym zaś z odcinków nawet problem prostytucji został pokazany tak, jakby od strony etycznej sam w sobie nie stanowił problemu. Moralnie kontrowersyjny jest również sposób zobrazowania tego, iż główna bohaterka po swym rozwodzie z pierwszym mężem utrzymuje de facto cudzołożne relacje z pewnym mężczyzną. Chodzi o to, że jest to pokazane w tym serialu jako coś zupełnie normalnego oraz pożądanego. Warto także dodać, iż choć omawiana produkcja wskazuje na potrzebę zachowania pewnych wyraźniejszych standardów moralnych także w ramach walki politycznej (co jest jej plusem), to jednak z drugiej strony rzeczy takie jak kłamanie są w niej pokazywane raczej jako normalne działanie w ramach polityki. W tym miejscu nie chodzi nam oczywiście o to, by zaprzeczać, iż kłamstwo rzeczywiście jest bardzo często używane przez polityków (gdyż tak najprawdopodobniej się dzieje), ale by zwrócić uwagę na to, że coś takiego powinno być potępiane również w ramach aktywności politycznej. Podsumowując: do serialu tego trzeba podchodzić bardzo ostrożnie i krytycznie, w najlepszym razie przyswajając sobie z niego to co jest w nim dobre i szlachetne, a odrzucając to co jest niemoralne oraz bezbożne. Mirosław Salwowski /.../
  9. Zaginiona dziewczyna

    Leave a Comment Film oparty na powieści Gillian Flynn opowiada historię zaginięcia Amy, żony głównego bohatera, Nicka Dunna. Jej nieobecność odkrywa on w dniu piątej rocznicy ich ślubu i niezwłocznie w celu jej odnalezienia podejmuje współpracę z policją. Dowody wskazują, że została zamordowana.  W miarę rozwoju śledztwa podejrzenia o jej zabójstwo padają na Nicka (wychodzi bowiem na jaw, że w małżeństwie mu się nie układało, on sam miał kochankę, a także zwiększył polisę na życie żony, więc miał solidny motyw, by ją uśmiercić).  Atutem artystycznym tego filmu jest znakomity scenariusz umiejętnie przerzucający sympatie i podejrzenia widzów (zwłaszcza oglądających go pierwszy raz) z jednych bohaterów na drugich. Trzyma on w napięciu, zmusza do myślenia nad intrygą, a co więcej dostarcza ciekawych refleksji o pewnych życiowych prawdach, wyraźnie, choć bez nachalnego „moralizatorstwa”, wplecionych w fabułę. Wobec powyższego tym, którzy chcą doświadczyć przyjemności ze śledzenia zwrotów akcji ,radzę, tak jak przy recenzji „Chinatown”, poprzestać na ogólnie pozytywnej ocenie i wrócić do recenzji po seansie, bo morał jest tu mocno związany z fabułą, której część trzeba ujawnić.  Przechodząc do omówienia moralnej wartości dzieła zacznę od szybkiego wytknięcia jego złych stron. Ktoś kto przyjrzał się tabelce wie, że może tu niestety znaleźć sporo wulgaryzmów, a także niemało przemocy, seksu i nieskromności (co do tych trzech ostatnich kumulują się one głównie w jednej dość wyrazistej scenie erotycznej, w której następuje również dosadnie ukazane zabójstwo pewnej postaci). Taka forma wyrazu zasługuje co najmniej na najwyższą podejrzliwość, bo nawet jeśli zło nie jest tu pochwalane, a ukazane rzeczy mogą odpowiadać wielu rzeczywistym zdarzeniom, to zbyt dosłowne ich obrazowanie może obniżać wrażliwość widzów na przemoc czy nieczystość. Nadto niektóre grzechy i niewłaściwe zachowania, takie jak seks na pierwszej randce lub co prawda w małżeństwie, ale w miejscu w zasadzie publicznym (ustronny zakątek biblioteki), są tu zobrazowane dwuznacznie – ktoś może je uznać (choć niekoniecznie zgodnie z intencją twórców) za nic innego jak niewinne i spontaniczne przejawy miłości. Z tych powodów film nie nadaje się dla dzieci, a i dorośli muszą przy nim uważać. Mamy tu też dość przytłaczające emocjonalnie zakończenie, gdzie zło jakiego się dopuszczono uchodzi w zasadzie bez kary i można rzec, że częściowo nawet zwycięża.  Czy takie poważne wady niszczą jednak przekaz owej produkcji i zaćmiewają zupełnie jej zalety? Wydaje się, że nie. Morał opowieści jawi się bowiem ciągle jako jak najbardziej słuszny. Najważniejszą lekcją jest tu ostrzeżenie przed sądzeniem po pozorach, pochopnym wyrokowaniem o bliźnim i zniesławianiem go, fałszywym oskarżaniem, które może prowadzić do zniszczenia czyjegoś życia. Mimo istnienia przekonywających dowodów na winę Nicka okazuje się on bowiem ofiarą Amy, która upozorowała swe zabójstwo i fabrykowała dowody mające skierować podejrzenia przeciw niemu, po to aby zemścić się na nim za wspomnianą zdradę. W międzyczasie jednak został on potraktowany, zwłaszcza przez szukające sensacji media, jako socjopata i zwyrodnialec (szczególnie, iż Amy zadbała także o rozpowszechnienie informacji o swej fikcyjnej ciąży, zaś zabójstwo ciężarnej jest czymś szczególnie odpychającym). Po raz kolejny zatem dowiedziono w tym filmie słuszności zasady domniemania niewinności i obnażono szkodliwość przyciągania tłumów przez media za pomocą chwytliwych, niesprawdzonych, tabloidowych informacji. Niszcząca siła oszczerstwa ukazana jest też na przykładzie pewnego mężczyzny niesłusznie oskarżonego w przeszłości przez Amy o zgwałcenie, który wiedzie teraz marny żywot (jest pogrążony w depresji, figuruje w Internecie jako gwałciciel, przez co nigdy nie znalazł żony itd.). Ważne jest również podkreślenie, że sprawiedliwy osąd należy się także grzesznikom, takim jak cudzołożnik Nick, w przypadku którego zdrada nie oznacza automatycznie tego, że jest on też zabójcą (choć jak sam słusznie przyznaje niebycie zabójcą, nie czyni go z miejsca dobrym człowiekiem). Oprócz uwrażliwiania na niesłuszny negatywny osąd łatwo w filmie dopatrzeć się ostrzeżenia przed tym, że niektórych ludzi możemy zbyt wysoko cenić, niesłusznie wychwalać, co widać na przykładzie Amy, która dzięki swej „propagandzie” zyskała niezasłużoną sympatię społeczeństwa i opinię wprost nieskazitelnej osoby skrzywdzonej przez podłego męża. Za godne uznania można także uznać odpychające odmalowanie wyrachowania Amy i będącej jego owocem prywatnej zemsty. Nie negując słuszności karania za zdradę małżeńską, trzeba przyznać, że żona Nicka po pierwsze nie była podmiotem uprawnionym do wymierzenia takiej kary, a co więcej używała środków wewnętrznie złych (oszczerstwa, kłamstwa), by doprowadzić swe „dzieło” do końca. Nie da się przy tym jej postępowania uznać nawet za zło popełnione pod wpływem silnych emocji (co łagodziłoby wydatnie winę), bo metodyczne zaplanowanie zemsty wskazuje na coś zupełnie innego – premedytację. Byłoby więc bardzo szkodliwym usprawiedliwianie jej ruchów i dobrze, że twórcy poszli w przeciwnym kierunku. Warto też zaznaczyć, że choć przez swe machinacje Amy zmusiła ostatecznie Nicka do pozostania z nią, to uczyniła swe małżeństwo w pewnym aspekcie jeszcze bardziej nieszczęśliwym (świadomość popełnionego przez żonę zła kładzie się cieniem na późniejszej relacji małżonków i czyni ich dwojgiem zupełnie już nieufających sobie ludzi). Wyraźnie widać tu zatem, że złe drzewo przynosi złe owoce. Z drugiej strony zdrada, której dopuścił się Nick pokazana jest tu jako bardzo raniąca dla tej niewiasty, kochającej męża może nieraz chorą, zaborczą, zanadto nacechowaną zazdrością, ale jednak bardzo mocną miłością, która w sytuacji, gdyby „dwoje chciało naraz” być może mogłaby być przekuta w złoto i stanowić podstawę bardzo zżytego ze sobą małżeństwa. Choć zatem chciałoby się może ujrzeć w filmie mocniejsze potępienie cudzołóstwa, to nie da się powiedzieć, aby obrazowano je tu jako nieszkodliwe czy pożyteczne. Można zatem uznać ten film za ogólnie pouczający i warty zobaczenia przez dorosłych, choć zawierający pewne niebezpieczne elementy i z tego powodu wymagający od widza wiele ostrożności w przyswajaniu sobie obecnych w nim treści.  Michał Jedynak /.../
  10. Gorączka złota (1942)

    Leave a Comment W tej niemej komedii Charlie Chaplin wciela się, w ulubioną przez siebie, postać „eleganckiego trampa”. Tym razem ów włóczykij bierze udział w słynnej gorączce złota w Klondike (1898 r.), która ściągnęła do tego miejsca wielu śmiałków i desperatów. Tu, niemal zamarznięty, wraz z innym poszukiwaczem złota – „Wielkim Jimem” trafia do chaty pewnego bandyty. Przybysze niemal siłą zmuszają rzezimieszka do okazania gościnności. Zamknięci przez zimę w chacie trzej mężczyźni niemal umierają z głodu. Kiedy warunki wreszcie na to pozwalają rozchodzą się każdy w swoją stronę. Główny bohater udaje się do miasta, gdzie poznaje tancerkę Georgię, w której zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Dziewczyna, choć nie traktuje poważnie trampa, to żeby zakpić z pewnego natrętnego i zbyt pewnego siebie wielbiciela, okazuje głównemu bohaterowi widoczną przychylność. Tymczasem trampa odnajduje dawny towarzysz niedoli – Wielki Jim, a następnie prosi, by pomógł mu odnaleźć ukrytą górę złota. Te poszukiwania mogą uczynić z partnerów prawdziwych bogaczy … Ta perełka sztuki filmowej znana jest zapewne z niektórych scen również widzom, którzy nie widzieli jeszcze całego filmu. Do historii kina i zbiorowej pamięci przeszły zwłaszcza takie obrazy jak uczta z gotowanego buta czy balet odegrany przez Charliego Chaplina przy pomocy bułek. Chociaż te sceny mogą nadal bawić widza i mają pewien urok same w sobie, to warto sięgnąć jednak po cały film i zobaczyć je w szerszym kontekście. Te bowiem i inne sceny pokazane w filmie nie są stworzone tylko dla „pustego śmiechu” i zabawienia widza. Jest to specyficzny język reżysera, którym przekazuje swoje współczucie i zatroskanie nad niedolą biednych i pogardzanych ludzi. W języku tym Chaplin potrafi też pokazać zarówno grozę położenia poszukiwaczy złota odciętych od świata i głodujących w górskiej chacie, jak i zakochanie i „stan rozmarzenia” głównego bohatera. Reżyser korzysta więc ze swego talentu i umiejętności, by za pomocą lekkiego humoru przekazywać poważne treści. Pokazuje tutaj na przykład, jak w jednej chwili dzięki nagłemu wzbogaceniu główny bohater z postaci śmiesznej i pogardzanej staje się szanowanym i nader mile widzianym obywatelem. Chociaż przecież jest tym samym człowiekiem, co jeszcze dzień wcześniej, a jednak stosunek społeczeństwa i jednostek jest do niego zupełnie różny. Reżyser pokazuje, że sprawiedliwa postawa zarówno wobec bogatych i biednych testuje ludzką duszą. Przywodzi to bardzo na myśl fragment z Pisma świętego : „Bo gdyby przyszedł na wasze zgromadzenie człowiek przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę i przybył także człowiek ubogi w zabrudzonej szacie,  a wy spojrzycie na bogato odzianego i powiecie: «Usiądź na zaszczytnym miejscu!», do ubogiego zaś powiecie: «Stań sobie tam albo usiądź u podnóżka mojego!»,  to czy nie czynicie różnic między sobą i nie stajecie się sędziami przewrotnymi?” (Jk 2, 2-4). Szybkie wzbogacenie nie ma za to deprawującego wpływu (co niestety często się zdarza w takich przypadkach) na duszę głównego bohatera, może dlatego, że jest on człowiekiem pokornym i nie przywiązującym zbytniego znaczenia do dóbr materialnych. W opowieści tej ukarane też zostaje zło i nagrodzone dobro (morderca i złodziej ponosi karę, nieoczekiwanie szlachetne zachowanie „światowej dziewczyny” zostaje nagrodzone). Choć więc w filmie tym nie ma jakichś wyraźniejszych nawiązań do chrześcijaństwa czy Biblii, to wiele myśli wydaje się zbieżnych z prawdziwą wiarą. Jeśli chodzi o minusy filmu, to można się tu doszukać zbytniego usprawiedliwiania pewnych niewłaściwych zachowań czy postaw u ludzi, którzy znajdują się w nędzy. Główny bohater, choć zasadniczo jest osobą szlachetną i dobrą, to zdaje się też mieć pewną skłonność do kombinatorstwa, a w pewnym momencie dopuszcza się też kłamstwa, żeby osiągnąć swój cel (będąc rzeczywiście głodnym, udaje, że zemdlał z głodu, żeby otrzymać ciepły posiłek i dach nad głową). Wydaje się, że choć taka postawa nie jest tu wprost chwalona, to jednak jest jakoś akceptowana jako zasadna w ciężkim położeniu strategia przetrwania. Gdyby było inaczej, to postawę trampa skorygowałby prawdopodobnie komentarz lektora. Podsumowując, film wydaje się godny polecenia i uwagi, przy uwzględnieniu zastrzeżenia co do zbyt łatwego usprawiedliwiania niektórych grzechów biedą. Marzena Salwowska /.../