Tag Archive: katolicki filmweb

  1. Shorta

    Leave a Comment Akcja tego filmu dzieje się w fikcyjnej dzielnicy Kopenhagi, gdzie ludność dominującą stanowią muzułmanie oraz Arabowie. Dwójka – raczej niezbyt za sobą przepadających – policjantów (Mike i Jens) patrolujących ów rejon zatrzymuje pewnego młodego muzułmanina, jednak tego samego dnia wybuchają tam gwałtowne rozruchy. Wskutek tych zamieszek Mike oraz Jens jako przedstawiciele znienawidzonej przez miejscową społeczność policji znajdują się w śmiertelnym niebezpieczeństwie i muszą walczyć o swe życie. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film ten wydaje się – zasadniczo rzecz biorąc – godnym polecenia, gdyż na postaci policjanta Jensa pokazuje on przykład dobrego stróża prawa, który brzydzi się korupcją, chce stać na straży sprawiedliwości oraz jest gotowy w imię tych zasad bardzo narazić się swym kolegom z pracy. Ponadto, w produkcji tej wyeksponowane zostały też różne inne pozytywne postawy moralne, tj. niesienie pomocy potrzebującym oraz przełamywanie własnych uprzedzeń. Nie bez znaczenia jest to, iż twórcy filmu umieścili w nim przykład konstruktywnego społecznie działania pośród imigranckiej młodzieży będącego alternatywą dla przestępczego stylu życia, na który takowa jest nieraz narażona. Tytułem zastrzeżeń, jakie można podnieść wobec omawianego obrazu, jest fakt, iż w jednej ze scen Mike, by ratować swego kolegę Jensa dopuszcza się poważnie niemoralnego czynu. Z drugiej jednak strony dalszy rozwój fabuły pokazuje, iż ten niemoralny występek i tak – patrząc od strony doczesnych kalkulacji – nie był „potrzebny”. Sam zaś Mike w całym filmie jest pokazany jako postać moralnie dwuznaczna, co chyba może osłabiać sympatię widza i dla tego wspomnianego przeze mnie wyżej jego złego czynu. Zatrzymując się zaś przy jeszcze przy postaci samego Mike’a, to sposób jego sportretowania także nasuwa pewne wątpliwości. Niektóre z wypowiedzi tego policjanta można wszak interpretować jako wręcz rasistowskie i prawdopodobnie takie były intencje twórców filmu. Problem polega na tym, że owe niemalże rasistowskie wypowiedzi Mike mogą być rozumiane także w dość niewinnym duchu, to znaczy jako wyraz realistycznego spojrzenia na bolączki oraz patologie dręczące daną społeczność. Mirosław Salwowski /.../
  2. Ojciec chrzestny II

    Leave a Comment Druga część jednej z bardziej znanych serii w historii kina. Film opowiada dalsze losy Michaela Corleone, który, jak wiadomo z pierwszej części, przejął po swym ojcu kierownictwo mafii, a teraz mierzy się ze swym konkurentem, żydowskim gangsterem Hymanem Rothem, dla zapewnienia swej rodzinie poczesnej pozycji. Jednocześnie film ukazuje losy wspomnianego ojca, Vito, począwszy od jego ucieczki z Sycylii przed śmiercią z rąk lokalnego mafijnego bossa, poprzez jego pierwsze lata jako imigranta w USA, po karierę w ramach zorganizowanej przestępczości. Obraz ten pod kątem moralnym jest bardzo trudny do jednoznacznej oceny. Niewątpliwie pokazano tu dużo zła w wykonaniu bohaterów i nie ma dla niego wyraźnej przeciwwagi w postaci budujących przykładów. Jednak nie sposób uciec od wrażenia, że rozwój fabuły zmierza do pokazania zgniłych owoców zatracania się w grzechach i pogoni za wszelką cenę za marnościami takimi jak doczesna potęga.  Odmalowanie wydarzeń poprzedzających pierwszą część mogłoby wielu posłużyć do usprawiedliwiania wkraczania na drogę przestępstwa. Młody Vito jawi się bowiem jako po części przymuszony sytuacją do pewnych niecnych czynów. Jest ubogim imigrantem, który w dodatku niesprawiedliwie traci pracę – nietrudno wytłumaczyć, dlaczego zaczyna wspólnie z sąsiadem zawodowo kraść. Bogaty (niepotrzebujący pieniędzy) i skłonny do przemocy mafioso Fanucci zmusza go do płacenia haraczu i to w okresie zapalenia płuc jego syna – nietrudno usprawiedliwić skrytobójczy mord na tym bandycie, przez który uwalnia w sumie nie tylko siebie, ale i okolicę od szantażów i strachu. Vito kontynuuje przestępczą działalność, nawet gdy mu się już powodzi – nie zapomina jednak o ubogich, np. używa swych wpływów do polepszenia sytuacji lokatorki gnębionej przez antypatycznego i chciwego wynajmującego. Sycylijski mafioso zamordował jego ojca, brata i matkę, gdy bohater był dzieckiem – łatwo zrozumieć, że jako dorosły wywarł na nim krwawą zemstę. To wszystko mogłoby łatwo rodzić sympatię dla jego grzechów. Jednak patrząc na to jak potoczyły się losy rodu Corleone, a w szczególności syna Vito, Michaela, dostrzec można, iż budowana w ten sposób potęga stanowiła budowlę wzniesioną na piasku. Wzorce, które ojciec wpoił synowi przez swe zachowanie, przyczyniają  się bowiem do pogrążania się rodziny w bagnie nieprawości oraz ostatecznie do jej tragedii. Zło czynione przez kolejne pokolenia, zgodnie z ostrzeżeniem zawartym w biblijnej księdze Mądrości Syracha (patrz: Syr 7, 1), pochłania sprawców. O ile Vito wkroczył na drogę bezprawia, gdy doskwierała mu bieda, to Michael kroczy nią, nawet gdy jest już wpływowym i bogatym „biznesmenem”. Robi to, mimo iż wcześniej naiwnie wierzył, że mimo chwilowego „romansu” z przestępczością uda mu się szybko zalegalizować działalność – w poprzedniej części zapewniał narzeczoną, Kay, iż nie zajmie to więcej niż 5 lat, w części zaś omawianej ta sama, będąca już jego żoną kobieta wypomina mu, że od tamtego momentu minęło już lat 7. Co więcej, jego zawziętość wydaje się być większa od ojcowskiej. Każe zamordować swego rywala, Rotha, nawet gdy ten utracił już swą potęgę (co kontrastuje ze znanym z pierwszej odsłony zachowaniem Vito, który mimo krzywd ze strony innej mafii zdecydował się na pokój z nią), bezwzględnie rozprawia się z należącymi do jego otoczenia niepewnymi ludźmi (jak współpracownik Frank Pentangeli, doprowadzony przezeń do samobójstwa) czy zdrajcami (jak jego własny brat, Fredo, zabity na rozkaz Michaela). To postępowanie nie przynosi mu satysfakcji, z tęsknotą wspomina czasy, gdy starał się odciąć od rodzinnego „interesu” idąc na studia oraz do wojska; widać, iż przez swe zbrodnie jest jakby wypalony, bez życia, ale nie ma siły zawrócić z obranej ścieżki. Co więcej rodzina, o której dobro walczył nielegalnymi środkami, staje się, niczym za sprawą karzącej Opatrzności Bożej, jedną z ich głównych ofiar, zmniejszając się nie tylko fizycznie (poprzez śmierć zgładzonego brata), ale również przez fakt, iż od Michaela odchodzi żona niemogąca znieść życia ze zbrodniarzem (co więcej przedtem dokonując aborcji, nie chciała bowiem rodzić kolejnego syna takiemu człowiekowi). Można zatem film ów jako całość traktować jako swego rodzaju przestrogę przed pokładaniem ufności w niemoralnych, choć z pozoru efektywnych, rozwiązaniach i naiwną wiarą w możliwość zachowania przyzwoitości mimo „okresowego” czynienia poważnego zła.  Głównym niebezpieczeństwem z nim związanym jest skupienie uwagi widzów na postaciach zdeprawowanych i to, że nie są one skontrastowane z kimś godnym naśladowania. Walka nie toczy się tu między dobrem a złem, a nawet między złem mniejszym i większym, ale między równymi mniej więcej złoczyńcami. I nawet jeśli twórcy nie kierują sympatii widza na Vito czy Michaela, to, jako że oglądamy wydarzenia głównie z ich perspektywy, niektórzy mogą zacząć przyjmować ich punkt widzenia. Także jedyny przedstawiciel władzy, amerykański senator, jest tu przedstawiony jako skorumpowany hipokryta, co może z jednej strony ukazywać zgubną siłę przekupstwa, ale z drugiej tworzyć przygnębiające wrażenie braku nadziei na zwycięstwo nad złem. Obecność zaś pozytywnych cech i czynów mafiosów (krytyki wejścia w cudzołożny związek po rozwodzie i zaniedbywania dzieci, wyrażonej przez Michaela pod adresem siostry, pogardy dla publicznego pijaństwa i nieposłuszeństwa mężowi, jakich dopuszcza się żona Fredo) może albo zniechęcać widza do takich konserwatywnych postaw albo rodzić lekką sympatię konserwatystów względem mafii, co w obu przypadkach byłoby skutkiem negatywnym. Jest tu też pewna dawka przemocy, wulgaryzmów i nieskromnych widoków (tych ostatnich szczególnie w czasie wizyty mafiosów na Kubie, gdzie wykonywany jest przez niewiasty, pokazany przez krótki czas, taniec w nieskromnym odzieniu).  Na płaszczyźnie zatem ściśle moralnej (bo artystyczna utrzymana jest na wysokim poziomie) ciężko mi ten film odradzić albo polecić. Jest on swego rodzaju mieczem obosiecznym. Dla niewyrobionych widzów może być trochę niebezpieczny, dla uważniejszych może stanowić źródło trafnych refleksji. Tak czy inaczej, zalecam nie podchodzić do niego ani jako do jawnie złego i godnego omijania szerokim łukiem ani jako do niewymagającego żadnej ostrożności przy jego oglądaniu.  Michał Jedynak /.../
  3. Komórka

    Leave a Comment Spokojna nauczycielka biologii Jessica Martin staje się pewnego dnia ofiarą porywaczy, którzy najpierw zabijają jej pomoc domową, a potem ją samą zamykają na strychu. Pani Martin nie ma pojęcia, dlaczego akurat ona stała się ofiarą tychże bandytów. Na domiar złego jest świadoma, że w podobnym niebezpieczeństwie znajdą się wkrótce jej syn i mąż. Z roztrzaskanego przez porywaczy telefonu udaje jej się dodzwonić pod jeden, zupełnie nieznany numer. Jej rozmówcą okazuje się Ryan, raczej beztroski dwudziestolatek, który z początku traktuje telefon Jessici jako żart. Kiedy przekonuje się, że sprawa jest poważna, zgłasza się oczywiście jak najszybciej na policję. W skutek jednak pewnego zamieszania na komisariacie, pomoc z tej strony nie przychodzi zbyt szybko i Ryan zdaje sobie sprawę, że los nieznanej rozmówczyni, właściwie spoczywa w jego rękach. Oznacza to też, że cały czas będzie musiał utrzymać kontakt telefoniczny z panią Martin … Film ten, choć jego intryga może dla wielu widzów być trochę naciągana czy nieprzekonująca, zasadniczo wciąż dobrze się ogląda. Jest to w dużej części zapewne zasługą wartkiej akcji i lekkiego humoru, przede wszystkim chyba jednak optymistycznego i bardzo pozytywnego przesłania tej produkcji. Główny bohater filmu Ryan ucieleśnia bowiem w swoim postępowaniu wobec pani Martin i jej rodziny ideał biblijnego „Dobrego Samarytanina”. Przyjmuje on wszak na siebie niespodziewaną odpowiedzialność za los nieznanych sobie, zupełnie obcych ludzi. Postępuje tak, mimo że sam naraża się przez to na śmierć, nie ma w tym żadnego interesu, mógłby też pewnie podać wiele całkiem zasadnych argumentów na rzecz tego, że nie jest zobowiązany moralnie do aż takiego angażowania się w tę sprawę. Ryan postępuje tu więc niczym „Dobry Samarytanin” z biblijnej przypowieści, który schodzi ze swojej drogi i ponosi trud, żeby pomóc zupełnie sobie obcej, nieznanej osobie, która w normalnych okolicznościach byłaby mu zupełnie obojętna. Promowanie takiej postawy jest oczywiście niepodważalną zaletą tego filmu. Z innych pozytywnych rzeczy, które warto w tym obrazie zauważyć, wymienić można to, że do odpowiedzialnej postawy głównego bohatera wobec pani Martin przyczynia się w dużej mierze jego była dziewczyna – Chloe. Rzuca ona Ryana, gdyż uważa, że jest on nieodpowiedzialny, egoistyczny i niedojrzały. W postępowaniu chłopaka wobec porwanej Jessici widać, że te zarzuty bierze on sobie do serca i głowy znacznie głębiej, niż by się mogło wydawać. Film ten pokazuje więc, jak pozytywny wpływ na młodych mężczyzn mogą mieć dziewczyny, które stawiają im właściwe wymagania i nie obniżają poprzeczki. Pochwalić również można dzielną postawę porwanej pani Martin, która zachowując się z kobiecą godnością, jednocześnie stara się czynić wszystko, co w jej mocy, nie przekraczając moralnych granic, by ratować siebie i rodzinę. Choć widać, że nie czerpie żadnej satysfakcji z przemocy (a wręcz przeciwnie), to, gdy sytuacja tego wymaga, jest gotowa, by zdecydowanie dać odpór tej bezprawnej agresji, nawet jeśli wiązać się to będzie z zabiciem napastnika. Zdecydowanie pozytywną postacią jest też z pewnością sierżant Bob Mooney. Jest to uczciwy i dobry policjant, który jednak zmęczony 27 latami ciężkiej służby daje się już niemal przekonać przez żonę do otwarcia salonu spa. Wydaje się jednak, że sprawa porwania Jessici i jej rodziny przypomina mu o policyjnym powołaniu i wartości tej służby. Jeśli chodzi o zarzuty moralne, jakie można wysunąć wobec tego filmu, to niewątpliwie zasadniczym będą nieskromne stroje młodych ludzi płci obojga, eksponowane na początku tej produkcji. Chodzi tu zwłaszcza o dziewczyny w bikini (co jest nadto obiektem żartów, pokazanych jako niewinne) oraz głównego bohatera bez skrępowania chodzącego bez koszulki przy młodych niewiastach. Na domiar złego ten „luźny” ubiór postaci wydaje się też sugerować z sympatią ich dość luźny stosunek do spraw obyczajowych. Co nieco do życzenia zostawia też słownictwo używane w filmie. Pewien natomiast zamęt w głowach młodych widzów mogą wywoływać niektóre środki podejmowane przez głównego bohatera. Chodzi głównie o to, że kilka razy bierze on bez zgody właścicieli, czy nawet stosując pewien nacisk, rzeczy takie jak ładowarka, telefon czy samochód, gdy są mu niezbędne, by ratować życie niewinnych osób. W tym celu łamie również nieraz przepisy drogowe. Taka sytuacja wymaga wytłumaczenia młodym widzom, że są pewne czyny, których nie wolno wprawdzie dokonywać w normalnych okolicznościach i bez wyraźnej potrzeby, ale które dopuszcza zarówno nauczanie katolickie jak i zazwyczaj ludzkie prawo w szczególnym warunkach. Takim czynem jest na przykład zabranie bez zgody właściciela jakiejś rzeczy niezbędnej dla ratowania bliźniego. W rozumieniu doktryny katolickiej takie postępowania jak głównego bohatera filmu w ogóle nie może być nazwane kradzieżą. Jak bowiem objaśnia punkt numer 2408 Katechizmu Kościoła Katolickiego: Siódme przykazanie zabrania kradzieży, która polega na przywłaszczeniu dobra drugiego człowieka wbrew racjonalnej woli właściciela. Nie mamy do czynienia z kradzieżą, jeśli przyzwolenie może być domniemane lub jeśli jego odmowa byłaby sprzeczna z rozumem i z powszechnym przeznaczeniem dóbr. Ma to miejsce w przypadku nagłej i oczywistej konieczności, gdy jedynym środkiem zapobiegającym pilnym i podstawowym potrzebom (pożywienie, mieszkanie, odzież…) jest przejęcie dóbr drugiego człowieka i skorzystanie z nich. Podsumowując, polecamy ten film ze względu na ogólne przesłanie i optymistyczny klimat bezinteresownej życzliwości wobec bliźnich. Nie mniej znacznie obniżamy jego ocenę przez eksponowanie nieskromnych strojów i żartów (głównie w początkowych scenach). Marzena Salwowska /.../
  4. Czarny łabędź

    Leave a Comment Reżyser nowojorskiego zespołu baletowego postanawia zastąpić około 40-letnią primabalerinę Beth MacIntyre świeżą dla widowni twarzą. Nowa gwiazda zadebiutować ma w Jeziorze Łabędzim, grając, jak nakazuje tradycja jednocześnie rolę Białego i Czarnego Łabędzia. O roli tej marzy oczywiście każda dziewczyna w zespole, także główna bohaterka filmu – Nina. Chociaż zdążyła już ona zwrócić uwagę reżysera świetną techniką i pracowitością, to powątpiewa on, czy ta wręcz stworzona do roli Białego Łabędzia tancerka, da sobie również radę w roli Czarnego. Od odtwórczyni tej drugiej roli ów reżyser oczekuje bowiem emanowania drapieżnym erotyzmem, nieprzewidywalnością i dzikością. Mężczyzna ten sugeruje Ninie, że tylko wtedy będzie wiarygodna w tej roli, jeśli znajdzie czy wyzwoli w sobie mroczne cechy tej postaci . IMG_7135.CR2 Film ten to niestety przede wszystkim zaprzepaszczony materiał na całkiem dobry (także moralnie) i mądry dramat psychologiczny. Mamy tu bowiem ciekawą historię rozwoju autodestrukcyjnych skłonności, w młodej, dążącej do perfekcji kobiecie. Skłonności te, jak możemy się domyślać, rozwijają się w niej już od dziecka. Nina bowiem wychowywana jest przez nadopiekuńczą, samotną matkę. Kobieta ta, sama niezbyt spełniona tancerka, zakończyła swoją karierę zawodową w wieku 28 lat, kiedy to urodziła córkę. Nina jest więc od początku programowana tak, by wejść na baletowy szczyt, którego nie udało się zdobyć jej matce. Ażeby tego dokonać, nie może jednak popełniać błędów matki, czyli, jak się domyślamy, nie powinna np. zajść w ciążę, która automatycznie zakończyłaby jej karierę. Matka Niny stara się zapobiec takiej ewentualności, trzymając dorosłą córkę pod kloszem, nie dając jej dorosnąć i wprost udziecinniając (różowy pokój dobiegającej 30-tki Niny wypełniony jest pluszakami). Dziewczyna żyje więc tylko po to, żeby idealnie tańczyć. By to osiągnąć musi wręcz katować swoje ciało wielogodzinnymi ćwiczeniami, dietą, znoszeniem kontuzji i bólu. Do tego dochodzi teraz ogromna presja związana z tym, czy udźwignie kluczową rolę na scenie i uda jej się dorównać legendarnej poprzedniczce, kiedy wszystkie oczy skierowane będą na nią, a każdy błąd będzie widoczny w świetle reflektorów. Na takim gruncie oczywiście łatwo rozwijają się u Niny nerwice, lęki i autodestrukcyjne zachowania (narasta jej skłonność do samookaleczeń). Do całkowitego rozchwiania osobowości dziewczyny dochodzi właśnie w momencie, kiedy dostaje swoją wymarzoną rolę i z tego tytułu szczególną uwagę poświęca jej reżyser. Człowiek ten ma na Ninę równie silny wpływ co jej matka, tyle że jeszcze bardziej destrukcyjny, bo pozbawiony autentycznej troski o nią. Matka Niny bowiem mimo swoich ambicji i uwielbienia dla baletu, kiedy widzi, co dzieje się z jej córką, chce, by ta zrezygnowała z roli, która ją niszczy. Reżyser natomiast, który traktuje baletnice jak marionetki, zainteresowany jest tylko tym, by jego spektakl wypadł jak najlepiej, bez względu na cenę. Mężczyzna ten uświadamia Ninie, że sama techniczna perfekcja nie zapewni jej artystycznego sukcesu, nawet w tak zdyscyplinowanej dziedzinie, jaką jest balet. Wmawia Ninie, że będzie zdolna zagrać Czarnego Łabędzia tylko wtedy, kiedy otworzy się też w prawdziwym życiu na szaleństwo i kobiecość (przez którą rozumie on właściwie wyuzdanie). Reżyser ów próbuje więc pomóc głównej bohaterce uwolnić w pełni artystyczny potencjał praktycznie ją molestując, a także namawiając do takich zachowań jak masturbacja, czy celowe erotyczne prowokowanie mężczyzn. Mężczyzna ten namawiając Ninę, żeby dała ponieść się szaleństwu, nie zdaje sobie jednak sprawy, że jest ona osobą, która i tak ledwo trzyma się psychicznie i niewiele jej potrzeba, aby utracić resztki zdrowia psychicznego. Temat więc, który podejmuje ten film, jest całkiem ciekawy i mamy tutaj rzeczywiście sporo interesujących obserwacji odnośnie ludzkiej natury, czy różnych problemów występujących na styku sztuki i „zwykłego życia”. Niestety temat ów posłużył też twórcom filmu do epatowania widza różnego rodzaju moralnymi obrzydliwościami, czy nawet seksualnymi zboczeniami. Mamy tu więc tu pokazaną dość wyraziście scenę, w której główna bohaterka, za radą swojego mentora, masturbuje się w swoim pokoju. Jest też nawet długa i obliczona na ekscytowanie widza scena, w której Nina fantazjuje o lesbijskim stosunku seksualnym z koleżanką z baletu, przekonana zresztą, że ma to miejsce w rzeczywistości. W filmie tym nie brak też wulgarnej mowy, zdarza się nawet używanie imienia Bożego na daremno, są też plugawe słowne nawiązania do grzechu nieczystości. Nieczystość jest też elementem występującym w nieskromnych ubiorach baletowych (obojga płci) i czasem w tańcu tu pokazywanym. A ponieważ stroje baletowe nie zawsze mają wyraźnie nieskromny charakter i nie jest to nieodzownym elementem tej dziedziny sztuki (choć niestety często występującym), to taki, a nie inny ubiór aktorów tym bardziej obciąża moralnie reżysera. Innym elementem bardzo psującym odbiór filmu jest nadmiar scen przemocy (głównie samookaleczeń), niektóre z tych scen mają intensywność i charakter przywodzący na myśl horrory. Zresztą ten jakby brak zdecydowania czy film ten jest bardziej dramatem, czy horrorem jakoś zgrzyta i psuje odbiór filmu, a intensywność scen przemocy i grozy sprawia, że jest on wręcz męczący w odbiorze. Całość negatywnie wieńczy scena końcowa, w której poświęcenie Niny i jej zatracenie się w roli zostaje jakby zrozumiane i docenione przez reżysera baletu, a być może i reżysera samego filmu. Zakończenie zdaje się mówić widzowi, że ta „ofiara na ołtarzu sztuki” była piękna i może powinien ją z wdzięcznością przyjąć. Finał więc psuje niestety również przekaz filmu, który mimo fatalnych środków wyrazu, mógł być całkiem pozytywny. Marzena Salwowska /.../
  5. Kill Team

    Leave a Comment Film ten opowiada prawdziwą historię oddziału amerykańskich żołnierzy, którzy podczas swego pobytu w Afganistanie dopuszczali się morderstw na mieszkających tam niewinnych i nieuzbrojonych cywilach. Głównym bohaterem tego obrazu jest szeregowy Andrew Briggman, który po pewnym czasie zostaje mianowany przez sierżanta Deeksa dowódcą grupy żołnierzy. Briggman początkowo gorliwie wypełnia swe nowe, związane z dowodzeniem, obowiązki, jednak w pewnym momencie zauważa, iż coś niepokojącego dzieje się z jego podwładnymi. Wreszcie dochodzi do wniosku, iż podlegający mu żołnierze za podpuszczeniem sierżanta Deeksa dopuszczają się zbrodni wojennych. Briggman zamierza zatem zgłosić te nadużycia odpowiednim władzom, lecz Deeks podburza przeciwko niemu podlegających mu żołnierzy, próbując jednocześnie skłonić go do akceptacji wspomnianych wyżej niemoralnych czynów. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film ten jest wart docenienia ze względu na fakt, iż – raczej bez potępiania idei wojny sprawiedliwej – wskazuje też na to, że również w czasie wojny obowiązują pewne zasady moralne. Jedną z tych zasad jest oczywiście zakaz mordowania niewinnych ludzi, a więc np. nieuzbrojonych i spokojnie zachowujących się cywilów. Rzecz jasna, realistycznie rzecz biorąc, trzeba mieć też na uwadze to, iż nawet sprawiedliwa wojna jest czymś, co w tradycyjnej moralistyce katolickiej zwie się „bliską okazją do grzechu”, gdyż każda sytuacja wojenna stwarza poważne niebezpieczeństwo popełniania nadużyć i zbrodni również przez żołnierzy walczących po dobrej stronie. Powiązaną z tymi ukazywanymi w filmie prawdami jest też postawa głównego jego bohatera, czyli Andrew Briggmana, który przynajmniej do pewnego etapu stara się stawiać opór barbarzyńskim poczynaniom swych towarzyszy broni. Na przykładzie Briggmana mamy więc tu pokazanego człowieka, który z jednej strony wbrew sytuacji, w jakiej się znalazł próbuje postępować cnotliwie, a z drugiej strony jest on na różne sposoby kuszony, by jednak współuczestniczyć w mordowaniu niewinnych cywilów. Jeśli chodzi o poważniejsze zastrzeżenia, jakie można podnieść względem tego filmu, to jest nim nadmiar wulgarnej mowy. Być może pewną obiekcją, którą moglibyśmy też wobec niego sformułować jest fakt, iż w samej głównej treści filmu nie zostało wyeksponowane zwycięstwo dobra nad złem (które w rzeczywistości miało miejsce), a jedynie zostało ono wspomniane na samym jego końcu. Sądzimy bowiem, że lepsze dla podkreślenia moralnego i światopoglądowego przesłania tej produkcji byłoby, gdyby ów wątek, w którym dobro pokonuje zło, został ukazany w niej znacznie szerzej i wyraziściej. Mirosław Salwowski /.../
  6. Śmiertelna wyliczanka

    Leave a Comment Dwóch licealistów – klasowego geniusza (Justina) i najpopularniejszego chłopaka w szkole (Richarda) na pozór nic nie łączy, poza tym, że obaj pochodzą z bogatych rodzin. W tajemnicy przed otoczeniem ci dwaj przyjaźnią się jednak i zawierają szczególny pakt. Postanawiają zamordować przypadkową osobą, w bardzo przemyślany i niemal naukowy sposób, licząc oczywiście, że ujdą kary. Po przygotowaniach wcielają swój zamiar w życie. W sumie ich plan jest na tyle dobry, że może rzeczywiście nie znaleźliby się nawet w kręgu podejrzanych, gdyby sprawa została przydzielona mniej dociekliwej i upartej osobie niż detektyw Cassie Mayweather. Film ten, jeśli chodzi o przesłanie i sposób ukazania głównego wątku, jest zasadniczo godzien pochwały. W przystępny sposób podejmuje bowiem niełatwy temat wpływu zgubnych myśli, teorii czy wręcz całych systemów filozoficznych na ludzki (zwłaszcza młody) umysł. Pokazuje, że idee mają swoje konsekwencje, zwłaszcza jeśli są swobodnie propagowane. Justin i Richard dokonują zbrodni tego rodzaju, który w normalnych warunkach (państwa w którym panuje jako taki ład społeczny) zdarza się dość rzadko, ale mimo to zasługuje na szczególną uwagę przez to, że jakby odsłania rąbek tajemnicy ludzkiej nieprawości. Morderstwo, którego dopuszczają się nastolatkowie, jest szczególne, gdyż nie przynosi im ono żadnej korzyści materialnej, nie kierują się też chęcią osiągnięcia sławy, zastraszenia czy zszokowania otoczenia, ani też nienawiścią, niechęcią, pożądaniem czy jakimkolwiek afektem wobec ofiary. Nie odreagowują swoich traum czy niepowodzeń, trudno nawet powiedzieć, żeby czerpali jakąś szczególną przyjemność z samego aktu zbrodni. Jedyną ich motywacją jest fascynacja myślami typu „Nie można żyć w pełni nie znając smaku samobójstwa i zbrodni” (Justin i Richard „doświadczają” tu samobójstwa grając w rosyjską ruletkę). Ten rodzaj bezinteresownej, „czystej” zbrodni postrzegają jako wyzwolenie od norm moralnych, konieczną wręcz inicjację do wolności. Owi chłopcy już najwyraźniej czują się kimś lepszym, ale dopiero po morderstwie spodziewają się poczuć w pełni i kosztować swoje „nadczłowieczeństwo”. Sam pomysł tego rodzaju zbrodni przywodzi na myśl motywacje Raskolnikowa ze Zbrodni i Kary. Podstawową jednak różnicą jest to, że Justin i Richard, kiedy sprawy nie idą po ich myśli, zdają się nie żałować zbytnio samego zbrodniczego czynu, którego się dopuścili, a jedynie konsekwencji, które im zagrażają ze strony prawa. Można powiedzieć, że w sposób pośredni jest tu pochwalona kara śmierci, prezentowana jako jedyna sprawiedliwa wobec takich cynicznych zbrodni, a także jako czynnik skłaniający morderców do współpracy z policją (w nadziei na łagodniejszy wyrok). Zaletą filmu jest też to, że pokazuje jak główni bohaterowie (czy raczej antybohaterowie) tej opowieści spadają z piedestałów, na których sami się postawili. W końcu nic nie zostaje ani z ich „romantycznego paktu”, ani z przyjaźni, kiedy próbują ratować się, zrzucając na siebie wzajemnie całą odpowiedzialność za zbrodnię. Dzięki temu ryzyko, że młodzi widzowie będą postrzegać ich jako godnych podziwu i naśladowania, jest raczej niewielkie. Jeśli chodzi o wątpliwe aspekty filmu, to wiążą się one głównie z postacią prowadzącej sprawę morderstwa pani detektyw – Cassie Mayweather. Chociaż i tu jest wiele punktów, na które warto najpierw pozytywnie zwrócić uwagę. Cassie jest bowiem osobą, która mimo twardego profesjonalizmu nie jest zobojętniała wobec ofiar. Na jej przykładzie pokazane jest też, że nawet tragiczne życiowe doświadczenia mogą być wykorzystane do czynienia dobra, jeśli skrzywdzona osoba (jak Cassie) znajdzie na to dość siły. Na przykładzie pani detektyw pokazane jest też wyraziście, jak przez krzywdę, której doznała w młodości od mężczyzny, któremu zaufała, sama źle traktuje innych ludzi (zwłaszcza płci przeciwnej). Te jednak jej zachowania są pokazywane wyraźnie jako raniące dla bliźnich i destrukcyjne dla niej samej. Jednakże, chociaż sam sposób traktowania kochanków przez Cassie został pokazany jako niewłaściwy, to już sam fakt utrzymywania przez nią pozamałżeńskich relacji intymnych już nie. Co oczywiście należy ocenić negatywnie. Innym wyraźnym moralnym uchybieniem filmu jest to, że posługiwanie się kłamstwem przez policjantów, jest tu pokazywane jako standardowa i nie budząca moralnych zastrzeżeń metoda. Niemniej, ze względu na główne przesłanie filmu, przy braku epatowania szczegółami zbrodni, z równocześnie dość ciekawą fabułą i postaciami polecamy ten kryminał. Marzena Salwowska /.../
  7. Alienista (Serial TV, sezon 1)

    Leave a Comment Serial psychologiczno-kryminalny osadzony w realiach Nowego Jorku końca XIX stulecia. Głównym bohaterem tej produkcji jest dr. Laszlo Kreizler, czyli tytułowy alienista (mianem tym określano przed wykształceniem się psychiatrii jako odrębnej dziedziny medycyny lekarzy specjalizujących się w chorobach psychicznych). Znany ze swoich nowatorskich teorii i trudnego charakteru nie jest on ulubieńcem policji, która mimo to (w osobie nowego szefa policji) decyduje się skorzystać z jego usług, kiedy w mieście dochodzi do serii wyjątkowo okrutnych mordów na dzieciach. Większość ofiar to chłopcy zajmujący się „zawodowo” prostytucją. Doktor Kreizler wierzy, że uda mu się odnaleźć mordercę, jeśli tylko dobrze zrozumie jego motywy działania i sens „rytualnych zbrodni”, których się dopuszcza. Tę wiarę sławnego alienisty kwestionuje większość starej policyjnej kadry, podziela natomiast pierwsza kobieta w nowojorskiej policji – Sara Howard. Poza panną Howard alienistę wspiera też jego przyjaciel, ilustrator John Moore. Serial ten jest istną mieszaniną dobrych ziaren z niskiej jakości czy wręcz szkodliwym zasiewem. Ponieważ po bliższym przyjrzeniu zdaje się jednak przeważać to drugie, jego ocena całościowa jest negatywna. Widać tu przede wszystkim prawie bezkrytyczne podejście twórców tej produkcji do ojców psychoanalizy, których uosobieniem jest doktor Kreizler (jest on nawet z pochodzenia Austriakiem jak Freud). Mimo że diagnozy, które stawia, zdają się pochodzić głównie z jakichś jego własnych doświadczeń, luźnych obserwacji, intuicji i nieocenionego „widzimisię”, to jego swoista charyzma i niezbite przekonanie o własnej racji, intelekcie i naukowości sprawiają, że otoczenie często przyjmuje je niczym prawdy objawione. Serial ten więc uczy widzów przesadnego zaufania do niezweryfikowanych teorii, jeśli tylko mają one pozory naukowości. W fikcji tej (co często niestety również spotyka się w prawdziwym życiu) zadufany w swoją mądrość naukowiec stosuje swoje teorie na pacjentach, co gorsze nawet na dzieciach. Już w początkowych scenach dowiadujemy się tutaj na przykład, że Kreizler przekonał pewną nieszczęsną matkę, że powinna w pełni zaakceptować pragnienie swego syna, by ubierać się i zachowywać jak dziewczynka. Nie zaskakuje też niechęć Alienisty do Boga i religii, wyrażana dość dobitnie. Szczególnie wrogi jest on chrześcijańskiej moralności. Zdaje się zakładać, że to jego dopiero co powstająca nauka jest bardziej uprawniona do określania, co jest dobre, a co złe; co może być akceptowalne społecznie, a co jednak nie. Jest tu wyraźnie w świetle pozytywnym ukazane bałwochwalcze podejście do nauki, od której „nowy człowiek” ma już nie tylko naiwnie oczekiwać rozwiązania wszelkich zagadek i problemów swoich i świata, ale też pouczeń moralnych i jakiejś formy wyzwolenia czy zbawienia. Innym wyraźnie niebezpiecznym i fałszywym poglądem tu lansowanym jest przekonanie, że główne źródła zła (poza religią) to społeczeństwo i rodzina. Zły człowiek jest zaś w istocie tylko skrzywdzonym przez te czynniki dzieckiem. Pomija się tutaj jakby zupełnie kwestię skażenia ludzkiej natury przez grzech pierworodny oraz indywidualnych wyborów ludzkiej woli i odpowiedzialności za nie. Serial ten zawiera też dość wyraziste sceny heteroseksualnego nierządu i bardziej oględnie pokazaną prostytucję dziecięcą. Jest w nim też dużo elementów związanych z makabrycznymi mordami, które są tematem serialu. Choć w produkcji tej nie pokazuje się samego aktu zbrodni, to jednak wydaje się ona nadmiernie, w zbytnich szczegółach i bez konieczności dla rozwoju akcji epatować widza zdjęciami i opisami dokonanych zbrodni. Co gorsza, twórcy tego serialu powinni być świadomi, że epatowanie takimi rzeczami, może w niektórych umysłach wzbudzać chęć naśladownictwa. W końcu dowiadujemy się przecież, że morderca dzieci odtwarza wiele szczegółów indiańskich rzezi na osadnikach, którymi był w dzieciństwie często straszony przez rodziców. Serial ten, jak zaznaczyłam na początku, nie jest jednak pozbawiony pewnych wyraźniejszych zalet. Do mocniejszych punków tej produkcji zaliczyć można piętnowanie przymykania oczu na wykorzystywanie dzieci i nastolatków w tzw. seksbiznesie. Zjawisko to jest tu tym bardziej szokujące oraz wyraziście pokazane, że społeczność, która przymyka na nie oczy, ogólnie rzecz biorąc, szczyci się wysokimi standardami moralnymi, a młodej damie nawet nie przystoi użycie słowa „seks”. Elity miasta i duża część policji, pokazane jako kręgi dość skorumpowane, egoistyczne i przeżarte pychą nie przejmują się zjawiskiem dziecięcej prostytucji, tak że nawet działają tu praktycznie bez przeszkód specjalne domy publiczne. Jako wyjaśnienie tej sytuacji wskazuje się w serialu na to, że wykorzystywane dzieci pochodzą z biednych rodzin, czyli z warstwy ludzi, których los i życie, ma w oczach uprzywilejowanych niewielkie i służebne znaczenie. Mówiąc w uproszczeniu, skoro ich „przeznaczeniem” jest służyć bogatszym czy lepiej urodzonym, to mogą też czasem służyć też do zaspakajania perwersyjnych zachcianek, tym bardziej że im się za to płaci, nie mają więc co tak narzekać. Takie wyjaśnienie, dlaczego w niektórych społecznościach czy kręgach to zjawisko może być tolerowane na dużą skalę, wydaje się całkiem sensowne i uniwersalne. Zwrócić też należy pozytywną uwagę na wyraźne dobro, które czynią niektóre postaci tego serialu, czy też usiłują czynić. Niewątpliwym dobrem jest poszukiwanie i schwytanie mordercy. W przypadku jednej z postaci też widać jej wyraźny pozytywny rozwój. Chodzi tu o ilustratora – Johna Moore, który na początku jest pokazany jako nieodpowiedzialny alkoholik, oddający się rozpuście w domach publicznych. Człowiek ten, w dużym stopniu pod wpływem zakochania w dziewczynie o wyższych niż on sam moralnych standardach i ambicjach, wyraźnie zmienia się na lepsze. Walczy ze swoim alkoholizmem, a nadto bierze niejako na siebie odpowiedzialność za jednego z chłopców, którego spotyka podczas śledztwa i stara się go wyciągnąć ze światka prostytucji. Pewną pozytywną przemianę przechodzi też postać tytułowa. Doktor Kreizler z czasem trochę jakby pokornieje i dopuszcza do siebie myśl, że inne osoby też mogą mieć trochę racji. W jednej z końcowej scen przyznaje nawet przed swoim ojcem, że niesprawiedliwie obarczał go odpowiedzialnością za wszystkie swoje złe wybory. Docenić też można to, że zamierza szybko oświadczyć się swojej wybrance (z którą już niestety dopuścił się przedmałżeńskiego pożycia), co w jego towarzystwie może nie być mile widziane, gdyż jest to jego własna służąca, Indianka. Najbardziej pozytywną postacią (choć w końcu też daje się przekonać do pewnego publicznego kłamstwa) jest tutaj jednak zdecydowanie nowy szef policji. Ten młody ojciec rodziny wykazuje iście wiktoriańskie umiłowanie czystości i dobrych obyczajów, jednak pozbawione obłudy, którą odznacza się ukazana tu elita Nowego Jorku. Jest też człowiekiem zdeterminowanym, by jak najlepiej wykonywać swoją pracę i oczekuje tego samego sprawiedliwie od swoich podwładnych, nie tolerując korupcji czy niedbalstwa. W odróżnieniu od swojego poprzednika nie zamierza też wysługiwać się najbogatszym obywatelom miasta. Mimo tych wyraźniejszych zalet, ocena serialu pozostaje jednak negatywna, głównie ze względu na wyraźny tu zasiew fałszywych doktryn i epatowanie makabrą. Marzena Salwowska /.../
  8. Rząd (serial TV)

    Leave a Comment Serial ten opowiada o Birgitte Nyborg Christensen, duńskiej polityk, która w swej karierze zawodowej podejmuje się misji sformowania rządu oraz przewodzenia mu w roli pani premier. Dwoje pozostałych najistotniejszych bohaterów tej produkcji to Katrine Fønsmark (ambitna i ideowa dziennikarka) oraz Kasper Juul pełniący do pewnego czasu funkcję spin doctora pani premier. Nie ulega wątpliwości, iż płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej serial ten posiada swe zalety, przedstawiając w pozytywnym świetle pewne dobre i wartościowe postawy moralne (np. troskę o rodzinę, sprawiedliwe podchodzenie do niektórych problemów społecznych). Z drugiej jednak strony, nie sposób nie zauważyć, iż ogólnie rzecz biorąc, różne kwestie polityczne, moralne i ideowe są tu ukazywane ze stricte liberalnej i/lub lewicowej perspektywy, przez co rzeczy dobre, mieszają się w tym obrazie z rzeczami złymi (w sensie przychylnego ich ukazywania). Tak więc widzimy tutaj tak troskę o rodzinę i sprawiedliwość, jak i np. sprzeciwianie się prawnemu zakazowi aborcji. W jednym zaś z odcinków nawet problem prostytucji został pokazany tak, jakby od strony etycznej sam w sobie nie stanowił problemu. Moralnie kontrowersyjny jest również sposób zobrazowania tego, iż główna bohaterka po swym rozwodzie z pierwszym mężem utrzymuje de facto cudzołożne relacje z pewnym mężczyzną. Chodzi o to, że jest to pokazane w tym serialu jako coś zupełnie normalnego oraz pożądanego. Warto także dodać, iż choć omawiana produkcja wskazuje na potrzebę zachowania pewnych wyraźniejszych standardów moralnych także w ramach walki politycznej (co jest jej plusem), to jednak z drugiej strony rzeczy takie jak kłamanie są w niej pokazywane raczej jako normalne działanie w ramach polityki. W tym miejscu nie chodzi nam oczywiście o to, by zaprzeczać, iż kłamstwo rzeczywiście jest bardzo często używane przez polityków (gdyż tak najprawdopodobniej się dzieje), ale by zwrócić uwagę na to, że coś takiego powinno być potępiane również w ramach aktywności politycznej. Podsumowując: do serialu tego trzeba podchodzić bardzo ostrożnie i krytycznie, w najlepszym razie przyswajając sobie z niego to co jest w nim dobre i szlachetne, a odrzucając to co jest niemoralne oraz bezbożne. Mirosław Salwowski /.../
  9. Zaginiona dziewczyna

    Leave a Comment Film oparty na powieści Gillian Flynn opowiada historię zaginięcia Amy, żony głównego bohatera, Nicka Dunna. Jej nieobecność odkrywa on w dniu piątej rocznicy ich ślubu i niezwłocznie w celu jej odnalezienia podejmuje współpracę z policją. Dowody wskazują, że została zamordowana.  W miarę rozwoju śledztwa podejrzenia o jej zabójstwo padają na Nicka (wychodzi bowiem na jaw, że w małżeństwie mu się nie układało, on sam miał kochankę, a także zwiększył polisę na życie żony, więc miał solidny motyw, by ją uśmiercić).  Atutem artystycznym tego filmu jest znakomity scenariusz umiejętnie przerzucający sympatie i podejrzenia widzów (zwłaszcza oglądających go pierwszy raz) z jednych bohaterów na drugich. Trzyma on w napięciu, zmusza do myślenia nad intrygą, a co więcej dostarcza ciekawych refleksji o pewnych życiowych prawdach, wyraźnie, choć bez nachalnego „moralizatorstwa”, wplecionych w fabułę. Wobec powyższego tym, którzy chcą doświadczyć przyjemności ze śledzenia zwrotów akcji ,radzę, tak jak przy recenzji „Chinatown”, poprzestać na ogólnie pozytywnej ocenie i wrócić do recenzji po seansie, bo morał jest tu mocno związany z fabułą, której część trzeba ujawnić.  Przechodząc do omówienia moralnej wartości dzieła zacznę od szybkiego wytknięcia jego złych stron. Ktoś kto przyjrzał się tabelce wie, że może tu niestety znaleźć sporo wulgaryzmów, a także niemało przemocy, seksu i nieskromności (co do tych trzech ostatnich kumulują się one głównie w jednej dość wyrazistej scenie erotycznej, w której następuje również dosadnie ukazane zabójstwo pewnej postaci). Taka forma wyrazu zasługuje co najmniej na najwyższą podejrzliwość, bo nawet jeśli zło nie jest tu pochwalane, a ukazane rzeczy mogą odpowiadać wielu rzeczywistym zdarzeniom, to zbyt dosłowne ich obrazowanie może obniżać wrażliwość widzów na przemoc czy nieczystość. Nadto niektóre grzechy i niewłaściwe zachowania, takie jak seks na pierwszej randce lub co prawda w małżeństwie, ale w miejscu w zasadzie publicznym (ustronny zakątek biblioteki), są tu zobrazowane dwuznacznie – ktoś może je uznać (choć niekoniecznie zgodnie z intencją twórców) za nic innego jak niewinne i spontaniczne przejawy miłości. Z tych powodów film nie nadaje się dla dzieci, a i dorośli muszą przy nim uważać. Mamy tu też dość przytłaczające emocjonalnie zakończenie, gdzie zło jakiego się dopuszczono uchodzi w zasadzie bez kary i można rzec, że częściowo nawet zwycięża.  Czy takie poważne wady niszczą jednak przekaz owej produkcji i zaćmiewają zupełnie jej zalety? Wydaje się, że nie. Morał opowieści jawi się bowiem ciągle jako jak najbardziej słuszny. Najważniejszą lekcją jest tu ostrzeżenie przed sądzeniem po pozorach, pochopnym wyrokowaniem o bliźnim i zniesławianiem go, fałszywym oskarżaniem, które może prowadzić do zniszczenia czyjegoś życia. Mimo istnienia przekonywających dowodów na winę Nicka okazuje się on bowiem ofiarą Amy, która upozorowała swe zabójstwo i fabrykowała dowody mające skierować podejrzenia przeciw niemu, po to aby zemścić się na nim za wspomnianą zdradę. W międzyczasie jednak został on potraktowany, zwłaszcza przez szukające sensacji media, jako socjopata i zwyrodnialec (szczególnie, iż Amy zadbała także o rozpowszechnienie informacji o swej fikcyjnej ciąży, zaś zabójstwo ciężarnej jest czymś szczególnie odpychającym). Po raz kolejny zatem dowiedziono w tym filmie słuszności zasady domniemania niewinności i obnażono szkodliwość przyciągania tłumów przez media za pomocą chwytliwych, niesprawdzonych, tabloidowych informacji. Niszcząca siła oszczerstwa ukazana jest też na przykładzie pewnego mężczyzny niesłusznie oskarżonego w przeszłości przez Amy o zgwałcenie, który wiedzie teraz marny żywot (jest pogrążony w depresji, figuruje w Internecie jako gwałciciel, przez co nigdy nie znalazł żony itd.). Ważne jest również podkreślenie, że sprawiedliwy osąd należy się także grzesznikom, takim jak cudzołożnik Nick, w przypadku którego zdrada nie oznacza automatycznie tego, że jest on też zabójcą (choć jak sam słusznie przyznaje niebycie zabójcą, nie czyni go z miejsca dobrym człowiekiem). Oprócz uwrażliwiania na niesłuszny negatywny osąd łatwo w filmie dopatrzeć się ostrzeżenia przed tym, że niektórych ludzi możemy zbyt wysoko cenić, niesłusznie wychwalać, co widać na przykładzie Amy, która dzięki swej „propagandzie” zyskała niezasłużoną sympatię społeczeństwa i opinię wprost nieskazitelnej osoby skrzywdzonej przez podłego męża. Za godne uznania można także uznać odpychające odmalowanie wyrachowania Amy i będącej jego owocem prywatnej zemsty. Nie negując słuszności karania za zdradę małżeńską, trzeba przyznać, że żona Nicka po pierwsze nie była podmiotem uprawnionym do wymierzenia takiej kary, a co więcej używała środków wewnętrznie złych (oszczerstwa, kłamstwa), by doprowadzić swe „dzieło” do końca. Nie da się przy tym jej postępowania uznać nawet za zło popełnione pod wpływem silnych emocji (co łagodziłoby wydatnie winę), bo metodyczne zaplanowanie zemsty wskazuje na coś zupełnie innego – premedytację. Byłoby więc bardzo szkodliwym usprawiedliwianie jej ruchów i dobrze, że twórcy poszli w przeciwnym kierunku. Warto też zaznaczyć, że choć przez swe machinacje Amy zmusiła ostatecznie Nicka do pozostania z nią, to uczyniła swe małżeństwo w pewnym aspekcie jeszcze bardziej nieszczęśliwym (świadomość popełnionego przez żonę zła kładzie się cieniem na późniejszej relacji małżonków i czyni ich dwojgiem zupełnie już nieufających sobie ludzi). Wyraźnie widać tu zatem, że złe drzewo przynosi złe owoce. Z drugiej strony zdrada, której dopuścił się Nick pokazana jest tu jako bardzo raniąca dla tej niewiasty, kochającej męża może nieraz chorą, zaborczą, zanadto nacechowaną zazdrością, ale jednak bardzo mocną miłością, która w sytuacji, gdyby „dwoje chciało naraz” być może mogłaby być przekuta w złoto i stanowić podstawę bardzo zżytego ze sobą małżeństwa. Choć zatem chciałoby się może ujrzeć w filmie mocniejsze potępienie cudzołóstwa, to nie da się powiedzieć, aby obrazowano je tu jako nieszkodliwe czy pożyteczne. Można zatem uznać ten film za ogólnie pouczający i warty zobaczenia przez dorosłych, choć zawierający pewne niebezpieczne elementy i z tego powodu wymagający od widza wiele ostrożności w przyswajaniu sobie obecnych w nim treści.  Michał Jedynak /.../
  10. Rebeka

    Leave a Comment Miła i naiwna Amerykanka, sierota, pracująca jako dama do towarzystwa (we właściwym tego słowa znaczeniu) przybywa ze swoją chlebodawczynią do Monte Carlo. Tu szybko wpada w oko młodemu wdowcowi Maximowi de Winter. Zakochuje się też w nim, z wzajemnością. Para, naglona groźbą powrotu dziewczyny do USA, decyduje się wkrótce na szybki ślub. Kiedy jednak po miesiącu miodowym nowożeńcy osiedlają się w imponującej posiadłości rodu de Winter, nowa pani de Winter szybko przekonuje się, że w prawdziwym życiu nie tak łatwo przeobrazić się z Kopciuszka w księżniczkę. Otoczenie męża cały czas bowiem zdaje się ją porównywać z tragicznie zmarłą pierwszą panią de Winter, kobietą światową, słynącą z niezwykłej urody, charyzmy i siły charakteru. Zwłaszcza zarządczyni rezydencji, pani Danvers, która obsesyjnie pielęgnuje w niej pamięć o Rebece, daje do zrozumienia nowej pani de Winter, że nie może się równać z pierwszą panią de Winter i nie jest godna, by nosić to samo nazwisko co uwielbiana Rebeka. Wydaje się, że w posiadłości i sercu Maxima też wciąż niepodzielnie króluje Rebeka, a nowa żona nie ma nawet własnego imienia … Film ten to oczywiście remake klasycznego już dzieła pod tym samym tytułem (z 1940) w reżyserii mistrza suspensu Alfreda Hitchcocka. Niestety okazał się to remake nie tylko zbędny, ale nadto szkodliwy. Chociaż bowiem do pierwowzoru też można mieć pewne mniej lub bardziej poważne zastrzeżenia, to tenże remake psuje moralnie oryginał, poprzez niby niewielkie, ale znaczące zmiany w kluczowych scenach. Najistotniejszą z takich negatywnych przeróbek jest (dalej celowy spoiler) zmiana okoliczności śmierci Rebeki. W wersji Hitchcocka był to nieszczęśliwy wypadek, tu pan de Winter w afekcie strzela do swojej żony. W obu wersjach później zatapia łódź z ciałem Rebeki, obawiając się oskarżenia o morderstwo i później mataczy w śledztwie. W pierwszym przypadku jednak, chociaż postępuje źle kłamiąc i matacząc, to jego motywem jest uniknięcie niesłusznego oskarżenia o morderstwo. W przypadku zaś omawianego filmu pan de Winter mataczy w sprawie śmierci żony po to, aby uniknąć słusznego oskarżenia i skazania za morderstwo. Tej wielkiej różnicy zdają się jednak nie dostrzegać twórcy filmu i równie łatwo zdejmują odpowiedzialność moralną z tej postaci co Hitchcock, chociaż udział pana de Winter w śmierci żony jest tu znacznie większy. W związku z tym zmienić się musi też postać drugiej pani de Winter. Postać ta nie może już zachować swojej szlachetności, gdyż teraz świadomie osłania mordercę. W pierwszej wersji wprawdzie postępowała niewłaściwie akceptując jego kłamstwa i namawiając do kolejnych (co zresztą odniosło skutek przeciwny do spodziewanego i niemal nie pogrążyło Maxima), ale przynajmniej chciała w ten sposób chronić męża przed niesłusznym skazaniem za morderstwo. Taka zmiana scenariusza sama w sobie nie byłaby jeszcze czymś złym, gdyby nie to, że postępowanie pary głównych bohaterów jest tutaj nadal pokazywane z sympatią. Twórcy filmu zdają się nie widzieć różnicy pomiędzy śmiercią Rebeki w wypadku a zastrzeleniem (w domniemaniu brzemiennej) cudzołożnej żony przez męża. „Szczęśliwym zakończeniem” jest tu fakt, że w końcu kłamstwa oraz intrygi się opłacają i wszystko uchodzi zakochanym na sucho. Nadto postawa drugiej pani de Winter jest wyraźnie pochwalona na końcu jako działanie w imię miłości. Innym minusem tego filmu jest dodanie do wątku romansowego pewnych elementów lubieżności. Chodzi o bardzo namiętne uściski zakochanej pary (być może też coś więcej, jak zdaje się sugerować kamera) przed ślubem. W pierwszej wersji „Rebeki” oczywiście nie było tego wątku i scena ta nadto zupełnie nie pasuje do zachowania niewinnej panny z lat 30-tych ubiegłego wieku. Gwoli sprawiedliwości film ten zachowuje też pewne zalety oryginału. Jest to między innymi postawienie dobroci, skromności i łagodności kobiecej ponad zalety ciała, światowe obycie, pozycję społeczną czy umiejętność wzbudzania zachwytu otoczenia. Nadto na przykładzie pierwszej pani de Winter jest tu podkreślenie biblijnej prawdy o tym, że „[Czym] w ryju świni złota obrączka, [tym] piękna kobieta, ale bez rozsądku” (Przys 11.22). I że taka kobieta prędzej czy później będzie tylko utrapieniem dla swego męża. Osobom zainteresowanym historią Rebeki polecam zatem rezygnację z powyżej opisanego filmu i sięgnięcie raczej po oryginał z 1940 roku. Marzena Salwowska /.../