Tag Archive: francuska komedia o homofobii

  1. Krewetki w cekinach

    Leave a Comment Francuski mistrz pływacki, 33-letni Matthias, poirytowany uwagą pewnego dziennikarza, że czas już może na sportową emeryturę, obrzuca tego mężczyznę niewybrednym epitetem o charakterze „homofobicznym”. Za ów czyn grozi pływakowi całkowite wykluczenie z zawodowego sportu. Jedyną szansą na ratowanie kariery jest dla niego przyjęcie wyznaczonej mu „pokuty”. W ramach tejże Matthias musi podjąć się trenowania „Krewetek w cekinach”, czyli amatorskiej drużyny piłki nożnej. Zespół ten przygotowuje się właśnie do udziału w Gejowskich Igrzyskach Olimpijskich o nazwie Gay Games. Ta francuska komedia jest do bólu wręcz przewidywalna, a jej przesłanie „proste jak konstrukcja cepa”. Nie trzeba nawet oglądać filmu, żeby domyślić się, że chodzi tu o „nawrócenie” homofoba, które dokona się, kiedy Matthias skonfrontuje swoje uprzedzenia i ignorancję z rzeczywistością. Krótko mówiąc, zobaczy, że „nie taki diabeł straszny”, że geje to zwykli ludzie z krwi i kości, z którymi można pograć w piłkę wodną, a nawet się zaprzyjaźnić. Oczywiste jest, że cała ta produkcja służyć ma dalszemu promowaniu ideologii LGBTQ, rozumianej jako obnoszenie się z rozmaitymi grzechami przeciwko naturze (takimi jak sodomia czy transwestytyzm), połączone z domaganiem się pełnej akceptacji ze strony społeczeństwa, a nawet uprzywilejowanej w nim pozycji. Podobnych filmów było już sporo, jedyną może nowością, dobrze zresztą pokazującą politykę całego ruchu, jest to, że główny bohater „homofob” trafia tu do gejowskiej społeczności nie wskutek jakiegoś komediowego splotu zdarzeń, ale praktycznie zostaje poddany przymusowej reedukacji. Mattias ma bowiem do wyboru albo koniec kariery zawodowej, albo trenowanie „Krewetek w cekinach”. Obraz ten więc dobrze pokazuje zwycięski (niestety) pochód „gejowskiej rewolucji”, która kilka dekad temu rozpoczęła się od postulatu dekryminalizacji czynów sodomickich, a skończyć się może przymusową reedukacją wszystkich, których aktywiści ruchu uznają za „homofobów”. Warto zauważyć, że Mattias nie jest nawet jakimś zdeklarowanym przeciwnikiem ideologicznym ruchów gejowskich, jemu po prostu „chlapnęło” się w gniewie „homofobiczne” wyzwisko (co oczywiście jest naganne). Twórcom filmu można by więc nawet podziękować za pokazanie, jak źle mają się już sprawy na Zachodzie i co może grozić Polsce w niedalekiej przyszłości. Docenić też można inny niezamierzony atut tego filmu. Otóż pokazuje on, że w stereotypach, które żywi przeciętny „homofob” odnośnie do środowiska gejowskiego musi być wiele prawdy, skoro tak przyjazny sodomii film te stereotypy powiela. Środowisko to więc pokazywane jest jako zbiór ludzi nieodpowiedzialnych, nietolerancyjnych, rozwiązłych, skłonnych do podejmowania przypadkowych i ryzykownych kontaktów seksualnych, obsesyjnie skoncentrowanych na swojej seksualności, lubiących epatować innych obscenicznymi żartami i nagością. Empire Twórcom filmu zatem można by podziękować za stworzenie takiego otwierającego oczy obrazu, gdyby cały ten brud moralny sodomii pokazywany był bardziej oględnie. Niestety tu raczej epatuje się widza tymi wszystkimi nieprawościami, które wiążą się ze stereotypem typowego geja. I oczywiście „gejowską stylistykę” i cały styl życia, która raczej naturalnie odrzuca estetycznie widza, pokazuje się tu jako coś, co jest godnym pochwały przejawem kreatywności, swobody ducha i radości życia. Warto też zwrócić uwagę na to, jaki jeszcze obszar zamierzają opanować aktywiści LGBTQ, idąc tropem bohaterów filmu. Tym obszarem jest Kościół. Otóż w finałowej scenie przyjaciele zmarłego geja podczas Mszy pogrzebowej urządzają na jego cześć niesmaczny taniec celebrujący „orientację” zmarłego. Występ ten spotyka się z przychylnym przyjęciem ze strony księdza i większości obecnych. Oprócz wyraźnie, by nie powiedzieć, że skrajnie pro-sodomskiego przesłania omawianej produkcji można też powiedzieć, że w dość przychylny, a przynajmniej lekki sposób pokazuje ona inne grzechy, a więc np. zażywanie narkotyków, pijaństwa, kłamstwo oraz oszustwo. Film ten prezentuje też oczywiście pewne bardziej prospołeczne zachowania bohaterów, ale mają one jedynie za zadanie pewne „unormalnienie” ich wizerunku. Tak na przykład jeden z bohaterów, ma „męża” i dzieci, o które się troszczy. O ile jednak troskę o dzieci można pochwalić, to już sam pomysł „małżeństw” jednopłciowych i adopcji dzieci przez takie pary, oceniamy zdecydowanie negatywnie. Zatem mimo pewnych walorów (otwierania oczu na cele i strategie ruchów gejowskich) film oceniamy zdecydowanie negatywnie ze względu na jednoznaczne intencje jego twórców, a także epatowanie niemoralnością i obscenicznością. Komedia ta zresztą jest tak przewidywalna, że w ogóle nie trzeba jej oglądać, żeby wiedzieć, co zawiera, wystarczy zapoznać się z dostępnymi jej streszczeniami. Marzena Salwowska /.../