Tag Archive: filmy o porwanych dzieciach

  1. 1800 gramów

    Leave a Comment Główną bohaterką filmu jest Ewa – dynamiczna dyrektor ośrodka adopcyjnego w Krakowie. Choć Ewa dwoi się i troi, by wykonywać swoją pracę jak najlepiej, to przyszłość ośrodka stoi pod dużym znakiem zapytania. Problem w tym, że grunt, na którym stoi placówka, jest tak łakomym kąskiem na rynku nieruchomości, że miasto zamierza go sprzedać. Na domiar złego władzę w fundacji, która zarządza ośrodkiem adopcyjnym, przejmuje nowa pani prezes. Kobieta ta jest wyraźnie krytyczna wobec metod działania i wyników finansowych Ewy. Mimo tej trudnej sytuacji główna bohaterka stara się nadal w pracy dawać z siebie wszystko dla dobra powierzonych sobie dzieci. Tymczasem do ośrodka tuż przed Świętami Bożego Narodzenia trafia dziewczynka, zwana dalej Nutką, z niejasnych powodów porzucona przez matkę. W placówce pojawia się też tajemniczy Wojtek, którego Ewa bierze za malarza i któremu zleca remont jednego z pomieszczeń. Jak łatwo się domyślić, mężczyzna ten zbliży się do samotnej Ewy, również w znaczeniu biblijnym (co oceniamy oczywiście krytycznie jako pozamałżeńskie współżycie) … Jako że nie zajmujemy się zasadniczo na naszym portalu oceną filmów pod względem artystycznym, to powiem tylko, że jeśli ktoś podejrzewa, iż mamy tu do czynienia z naprędce skleconą produkcją, tak by zdążyć zarobić przed Świętami, to pewnie ma rację. Niemniej, choć artystycznie wątpliwa i doprawiona tanią psychologią, potrawa ta zawiera pewne pożywne i zdrowe kąski, które sprawiają, że można ją polecić, choć z pewną rezerwą. Z pewnością docenić można tu sam wybór głównego tematu, czyli pochylenie się nad tematem adopcji z perspektywy dzieci, rodziców biologicznych, kandydatów na rodziców adopcyjnych i wreszcie z punku widzenia pracowników ośrodków adopcyjnych. Można powiedzieć, że na przykładzie głównej bohaterki jest tu pokazane wzorcowe podejście do tego trudnego tematu. Ewa bowiem najpierw stara się pomóc biologicznym rodzicom w podjęciu rodzicielskich zadań, zniechęca ich też o ile może do pomysłu oddania dziecka do adopcji, a dopiero kiedy to nie skutkuje, stara się jak najszybciej znaleźć dziecku jak najlepszych rodziców adopcyjnych. Mamy tu zatem słuszną myśl, że dla dziecka najlepszą opcją jest bycie wychowywanym przez biologicznego ojca i matkę. I że w przypadku kiedy ten naturalny „układ” nie działa, najpierw należy go wesprzeć, spróbować jakoś wspomóc, czy naprawić, a dopiero później sięgać po inne dopuszczalne rozwiązanie, jakim jest szukanie rodziców adopcyjnych dla dziecka. Jako że w filmie jako nieodpowiedni na ojca adopcyjnego zostaje zdyskwalifikowany mężczyzna, który zdradza swoją żonę, to słuszna sugestia jest tu taka, że rodzicami adopcyjnymi powinni być tylko godni zaufania małżonkowie. Ważną zaletą postaci Ewy jest to, że nie wykonuje ona swojej pracy z zimnym profesjonalizmem, ale wszystkie dzieci, które przebywają w ośrodku, otacza miłością. Na przykładzie tej bohaterki, która jest osobą bezpłodną, można też mówić o tym, jak z pewnego braku czy dysfunkcji, może wynikać większe dobro. Ewa bowiem nie mogąc zostać biologicznie matką, staje się pożyteczna dla znacznie większej ilości dzieci, niż mogłaby fizycznie urodzić czy wychować. Za pewną zaletę filmu można też uznać pokazanie, jakie komplikacje mogą wynikać ze zdrady małżeńskiej również dla osób zupełnie temu niewinnych. Główną ofiarą cudzołóstwa rodziców jest tu bowiem maleńkie dziecko, które zostaje odrzucone przez zdradzonego męża matki i potraktowane przez niego jako wróg. Cudzołożna matka zostaje tutaj zmuszona do wyboru pomiędzy niemowlęciem a małym dzieckiem z małżeństwa i mężem. Mamy więc jasno pokazane dość prawdopodobne skutki, jakie może pociągać cudzołóstwo, również w prawdziwym życiu. Pozytywnie ocenić też można trochę „antyfeministyczny” wątek. A mianowicie, ukazanie tego, jak zaangażowanie matki Ewy w pracę zawodową i działalność charytatywną kosztem czasu dla domu i dzieci negatywnie wpływa na całe życie Ewy i jej brata. Niejeden widz może wyciągnąć z tego słuszną lekcję, że matka potrzebna jest przede wszystkim własnym dzieciom, we własnym domu. Gazeta Krakowska Niestety film ten obok niewątpliwych zalet ma pewne poboczne, ale istotne wady. Sama postać Ewy oprócz istotnych plusów prezentuje też bardzo negatywne wzorce w sferze obyczajowej. Chociaż bowiem jest ona osobą niezamężną, to bynajmniej nie zamierza żyć w seksualnej wstrzemięźliwości. Wprawdzie nie jest ukazywana jako osoba rozwiązła, to jednak widz dowiaduje się szybko, że co pewien czas wchodzi ona w jakieś związki konkubenckie z mężczyznami, które jednak prędzej czy później kończą się rozstaniem. Sam zresztą główny wątek romantyczny filmu sprowadza się do tego, że Ewa po dość zmysłowym tańcu (salsa) współżyje w hotelu z mężczyzną, którego nawet nie zna zbyt dobrze, a później prawdopodobnie tworzą oni konkubinat. Jeśli zaś chodzi o kluczowy dla rozwoju akcji wątek cudzołóstwa, to wprawdzie jego skutki zostały tu pokazane bardzo negatywnie, to jednak sam czyn nie jest wyraźnie napiętnowany. Mężczyzna, który dopuścił się tego haniebnego czynu, kreowany jest tu wyłącznie na pozytywną postać, a znacznie gorzej wypada zdradzony mąż. Z drugiej strony pozytywne jest to, że jest on gotów przyjąć na siebie skutki tego grzechu i samotnie wychowywać dziecko z niego zrodzone. Wreszcie, negatywnie zwraca uwagę nieskromny taniec dziewczyn przebranych za anioły i diabły. Jest to tym bardziej rażące, że wątek ten osadzony jest w kontekście chrześcijańskim – piosenki nawróconego artysty. Niesmaczne jest tu połączenie lubieżności z chrześcijańskim przekazem tekstu. Niemniej, choć w tym przedświątecznym barszczu pływa kilka robaczywych grzybów, całość można uznać jeszcze za zdatną do konsumpcji. Marzena Salwowska /.../