Tag Archive: filmy o feministkach

  1. Enola Holmes

    Leave a Comment Wychowywana przez owdowiałą matkę Enola Holmes w dniu swoich szesnastych urodzin odkrywa, że jej rodzicielka zniknęła. W związku z czym do rodzinnej posiadłości powracają bracia dziewczyny, Sherlock i Mycroft. Mężczyźni jednak wydają się nie tyle zainteresowani odnalezieniem ekscentrycznej matki, co układaniem życia nastoletniej siostrze. Zwłaszcza Mycroft, który jako najstarszy, uważa się za głowę rodziny, wprost wyraża dezaprobatę dla dotychczasowego sposobu wychowania Enoli. Wysyła ją więc na pensję, którą prowadzi jego apodyktyczna znajoma. Enola ma jednak inny plan. Ucieka z domu z zamiarem odnalezienia matki. To detektywistyczne zadanie, utrudniane przez konieczność ukrywania się, skomplikuje dziewczynie jeszcze pojawienie się młodego markiza Tewkesbury. Chłopak, który tak jak Enola ucieka przed swoją rodziną, znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Ściga go bowiem morderca nasłany przez kogoś, kto pragnie wyeliminować markiza z polityki, gdyż wkrótce ma on zasiąść w Izbie Lordów, a jego głos może być decydujący w sprawie ustawy o poszerzeniu praw wyborczych .. Historia opowiedziana w filmie pokazana jest oczami nastoletniej bohaterki, która też jest jego narratorką. Zasadniczo więc można założyć, że jest to film przeznaczony głównie dla młodej widowni i stąd też wynika jego miejscami nader irytująca naiwność. Trzeba jednak przyznać, że trudno jest mówić o tak złożonych kwestiach i procesach historycznych jak pokazane w tej produkcji w sposób przystępny dla młodego pokolenia, a jednocześnie nie „uproszczony do bólu”, dlatego porażkę w tym zakresie możemy akurat twórcom filmu darować. Czego natomiast twórcom filmu darować nie można? Otóż wtłaczania młodym widzom w sposób bezkrytyczny ideologii feministycznych i to również tych najgorszego sortu. Twórcy tego obrazu bynajmniej bowiem nie ograniczają się do pozytywnego ukazania pewnych moralnie słusznych bądź obojętnych przejawów „walki o prawa kobiet” takich jak pokojowe starania o prawa wyborcze, odrzucanie zbędnych czy wręcz szkodliwych konwenansów społecznych (typu ciasne gorsety), dostęp do edukacji na wyższym poziomie, czy prawa do dysponowania własnym majątkiem i życiem (w sposób oczywiście zgodny z moralnymi granicami i naturalnym porządkiem, co zresztą również stosuje się do mężczyzn). To bynajmniej twórcom tego obrazu nie wystarczyło. W pozytywnym świetle ukazuje się tu bowiem te działania aktywistek ruchu walczącego o prawa wyborcze kobiet, które nie tylko nie były zgodne z prawem i pokojowe, a miały charakter terrorystyczny. Kiedy Enola odkrywa, że podziwiana przez nią matka, która zniknęła w jej szesnaste urodziny, wytwarza teraz materiały wybuchowe dla pewnej tajnej organizacji, wydaje się z początku skonsternowana, jakby nie wiedziała co o tym myśleć. Jednakże w ostatnich scenach widzimy, jak aprobuje to, że jej matka wybrała własną drogę. Cel więc w tym filmie zdaje się uświęcać środki. Warto też zauważyć, że ten wątek jest dość często spotykany we współczesnej kinematografii. Nieco upraszczając, można powiedzieć, że dla wielu filmowców terroryzm jest „fuj”, kiedy kojarzy się z zacofaniem czy wstecznictwem, a „OK” kiedy z postępowością. W retrospekcjach widzimy też, że Enola była również uczona przez swoją matkę posługiwania się materiałami wybuchowymi. Rodzicielka więc zakładała pewnie, że córka może iść w jej ślady. Przykład więc dla młodych widzów raczej fatalny. Nadto film ten może wprowadzać młode dziewczęta w niepotrzebne kompleksy odnośnie do swojej płci. Mamy tutaj bowiem bohaterkę, która za wszelką cenę stara się dorównać swojemu sławnemu bratu, często też wciela się w postać chłopaka. Ze słabym jednak skutkiem, bo większość widzów przyzwyczajonych do błyskotliwości Sherlocka i tak oczekuje (choć nadaremnie), że wyjdzie on w końcu na pierwszy plan i film stanie się ciekawszy. Jeśli chodzi o samą Enolę, to zasadniczo wydaje się, że cechy, zalety czy umiejętności postrzegane jako bardziej kobiece uważa ona za słabsze lub mniej wartościowe od bardziej męskich. Tak więc kolejny raz dostajemy niezbyt udaną próbę stworzenia kobiecego odpowiednika klasycznego męskiego bohatera. To oczywiście nie jest zbyt korzystne dla młodych dziewczyn zachęcanych do nieudolnego naśladownictwa męskich wzorców (które, nawiasem mówiąc, często i dla samych mężczyzn nie są godne naśladowania). To tak jakby powiedzieć, że kobiety, o ile nie upodobnią się do mężczyzn, są zbyt nudne, żeby przedstawiać je jako główne bohaterki filmowych czy innych opowieści. Oczywiście film ten nie jest zupełnie beznadziejny i pozbawiony dobrych akcentów. Mamy tu na przykład wątek ukarania osób walczących złymi metodami o swoje przekonania. Mamy bohaterkę, która naraża własne życie, żeby chronić bliźniego przed zabójcami czyhającymi na jego życie. Jest też wątek naprawiania rodzinnych relacji. Pochwalić też można scenę, która nawiązuje do naśladowania Pana Jezusa jako dobrego pasterza. Dobrze wypada też pierwsza miłość dwojga młodych bohaterów pokazywana bez lubieżnych czy nieskromnych akcentów. Sporym atutem filmu jest wreszcie, wcielająca się w rolę Enoli, Millie Bobby Brown, która swoją energią i zaangażowaniem w postać ratuje widza przed totalnym znudzeniem. Niemniej tak poważne rzeczy jak pokazywanie w dobrym świetle postaci uwikłanej w działanie terrorystyczne, przekonanie, że każdy może wybierać własną drogę, niezależnie dokąd ona prowadzi oraz bezkrytyczne afirmowanie feminizmu (co zapewne ma otwierać młodych widzów również na jego bardzo współczesne, wrogie chrześcijaństwu odmiany) czyni ten film szkodliwym, zwłaszcza dla młodej widowni. Marzena Salwowska /.../