Tag Archive: film z BB

  1. I Bóg stworzył kobietę

    Leave a Comment Główna bohaterka filmu to osiemnastoletnia Juliette Hardy. Dziewczyna została powierzona opiece pewnego małżeństwa, które traktuje ją raczej jako darmową siłę roboczą niż członka rodziny. Juliette nie zawraca sobie zresztą zbytnio głowy pracą w sklepie, bardziej zainteresowana jest  adoratorami, z pośród których szczególnymi względami obdarza Antoine. Chłopak jednak nie traktuje jej poważnie i po krótkim romansie porzuca. O względy Juliette zabiega również otwarcie dużo starszy od niej biznesmen, podkochuje się też w niej skrycie młodszy, dość nieśmiały, brat Antoine’a -Michel.   Tymczasem Juliette grozi odesłanie do sierocińca ze względu na niemoralne prowadzenie (gdzie musiałaby przebywać do 21 roku życia). Przed tą perspektywą uratować ją może jedynie szybkie małżeństwo … Gdyby brać pod uwagę jedynie samą fabułę, to film ten (poza pewnymi sugestiami, o których później) można by uznać za w miarę budujący. Przedstawia on bowiem trudną historię bardzo młodego małżeństwa, które przetrwa głównie dzięki cierpliwej miłości i nieoczekiwanej dojrzałości młodego męża. Również dla współczesnego widza krzepiące mogą być sceny, w których młodzi małżonkowie starają się budować trwałą jedność wbrew przeszłości, niechęci otoczenia i rodziny, czy wreszcie własnym skłonnościom i złym nawykom. Niestety, od pewnego momentu obraz ten dryfuje w niebezpiecznym kierunku, by wreszcie osiąść na moralnej mieliźnie. Pokazuje bowiem seksualne pożądanie jako popęd, któremu nie sposób się właściwie oprzeć, nawet kiedy prowadzi to do cudzołóstwa. Takie myślenie jest sprzeczne już nie tylko z moralnością chrześcijańską, ale z etyką każdej (niezdegenerowanej ) cywilizacji, która w człowieku widzi więcej niż uległe instynktom zwierzę. Największą wadą filmu nie jest jednak jego fabuła , lecz  lubieżny klimat. Warto przypomnieć, że produkcja ta wchodząc na ekrany w 1956 r. wywołała lawinę protestów oburzonych widzów. Natomiast już współczesnemu odbiorcy, przywykłemu do pornograficznych wstawek w zwykłych serialach, emitowanych przed godziną 22.00, film Vadima może wydawać się wręcz niewinny. Ta różnica w odbiorze wcale jednak nie świadczy na korzyść filmu (czyniąc go rzeczywiście „niewinnym”),  lecz raczej pokazuje, jak przez raptem pół wieku stępiła się nasza moralna wrażliwość. Film Vadima jest też przykładem tego, jak kino cynicznie wykorzystuje hasło „seksualnego wyzwolenia”, by łatwiej kupczyć ciałami kobiet. Ta francuska produkcja posługuje się bowiem (tak powszechnym dziś) prostym chwytem – ponętna aktorka ma za zadanie przede wszystkim tak wdzięczyć się w zmysłowych pozach na ekranie, by wzbudzać wiadomego rodzaju zainteresowanie mężczyzn i chęć naśladownictwa u (zwykle spragnionych męskiego zainteresowania) kobiet. Chwyt ten, tak popularny w dzisiejszym kinie, w latach 50-tych potrafił wzbudzić jeszcze słuszne oburzenie. Dziś niestety już rzadko kogo brzydzi takie kupczenie kobiecym ciałem – oferowanie zmysłowej seksualności niewieściej (w Bożym zamyśle będące darem dla jej męża) każdemu, kto zechce zapłacić za bilet. Marzena Salwowska /.../