Tag Archive: film z akcja w Amsterdamie

  1. Tulipanowa gorączka

    Leave a Comment Akcja tego filmu rozgrywa się w siedemnastowiecznym Amsterdamie. Sophia, uboga sierota wychowana w klasztorze, zgadza się poślubić znacznie starszego od siebie bogatego kupca. Mężczyzna wspomaga materialnie rodzinę dziewczyny, jej samej zapewniając też wygodne życie w dobrobycie. W zamian oczekuje „jedynie”, że żona będzie się dobrze prezentować u jego boku i urodzi mu zdrowego potomka. Jednakże po trzech latach pożycia para pozostaje wciąż bezdzietna. Sytuację Sophii komplikuje jeszcze bardziej pojawienie się w jej życiu młodego malarza- Jana van Loos, którego to zatrudnia jej mąż, by uwiecznił jego małżeńskie szczęście. Młodzi szybko zostają kochankami i zaczynają knuć intrygę, dzięki której mają nadzieję rozpocząć wspólnie nowe życie. Jan postanawia też zdobyć odpowiednie fundusze na ucieczkę z Sophią i w tym właśnie celu wchodzi w tulipanowy biznes, obracając cebulkami na „tulipanowej giełdzie”, która rozkwitła w Amsterdamie. https://learningfromhollywood.pl/ Film ten jest jednym z trudniejszych do jednoznacznej oceny. O ile bowiem przez większość seansu ma się wrażenie, że pozytywnie ukazuje on grzech cudzołóstwa, o tyle zakończenie całkowicie burzy to wrażenie. Końcówka tego obrazu ma bowiem bardzo moralny wydźwięk. W zasadzie wszystkie główne postaci pod koniec filmu zdobywają się tu na moralną autorefleksję. Widząc negatywne konsekwencje swego złego postępowania żałują, że dopuszczały się cudzołóstwa, oszustw, manipulacji czy źle traktowały drugą osobę (np. mąż Sophii ubolewa, że podchodził do niej jak do pięknego przedmiotu, który można nabyć). Nadto zdradzony mąż przebacza swojej niewiernej żonie, a także służącej, która również bardzo go oszukała i wobec tejże dziewczyny wykazuje się wielką wspaniałomyślnością i szczodrością. Ostatecznie też cudzołóstwo i większość innych czynionych tu nieprawości pokazane są jako bardzo złe rzeczy, które pociągają negatywne konsekwencje. Jako rozwiązanie zawikłanej sytuacji oferuje się w duchu iście chrześcijańskim takie rzeczy jak skrucha, nawrócenie, pokuta, przebaczenie i jałmużna. W jednej z ostatnich scen mamy też piękną scenę modlitwy przy rodzinnym stole, w której rodzina pamięta też o swoim dobroczyńcy. Za plus filmu można też uznać to, że jest on ostrzeżeniem przed zawieraniem małżeństwa jako zwykłego układu, który może być korzystny dla obu stron. Obraz ten bowiem, na miarę możliwości jego twórców, pokazuje, że związek małżeński jest sprawą tak delikatną i intymną, że takie pozornie zdroworozsądkowe podejście już na starcie grozi katastrofą. Niemniej końcówka filmu mówi także o tym, że niezależnie od tego, czy żywi się do współmałżonka „romantyczne uczucia”, czy też nie, nie zwalnia to od obowiązku dochowania małżeńskiej przysięgi. Atutem tego obrazu jest również pokazywanie tytułowej „tulipanowej gorączki”. Jest to wątek ciekawy nie tylko z historycznego punktu widzenia. Pokazuje on bowiem uniwersalny w każdym czasie motyw gorączkowej pogoni za zyskiem oraz zjawisko niezwykłej zmienności i relatywności rynkowej wartości rzeczy materialnych. Trudno dziś wszak zrozumieć, że cebulka tulipana, z której wyrasta wprawdzie piękny kwiat, którego jednak życie jest jeszcze znacznie krótsze niż ludzkie życie (jak zauważa jedna z bohaterek filmu), mogła mieć kiedyś tak ogromną wartość. Skłania to do refleksji, że rzeczy, którym dziś przypisujemy tak wielką wartość, jutro mogą być prawie bez wartości. Inną zaletą filmu, choć już czysto estetyczną, są piękne zdjęcia. Wprawdzie wzorowanie kadrów na malarstwie epoki, o której się opowiada, nie jest niczym świeżym czy oryginalnym, ale nadal cieszy oko. Niestety film ten pomimo zasadniczo bardzo dobrego przesłania obfituje w elementy szkodliwe i niebezpieczne moralnie. Chodzi tu przede wszystkim o sposób pokazywania grzechów cudzołóstwa i intymnego pożycia pozamałżeńskiego. Produkcja ta zawiera bowiem sporo scen przedstawiających owe nieprawości i to w sposób dość plastyczny, połączony z eksponowaniem nagości. Na dodatek przez większość filmu ma się tu wrażenie, że jego twórcy pokazują takie sceny z upodobaniem i sympatią. Na jednej szali mamy więc objętościowo większą część tego obrazu, w której jest dużo lubieżnych, zmysłowych scen, z drugiej zaś mądre i pozytywne zakończenie, mniej znaczące czasowo, ale za to ważkie dla całości. Trudno więc powiedzieć, co przeważa i zdecydować się na jednoznaczną ocenę. Jednakże z bardzo poważnymi wątpliwościami przyznajemy temu filmowi notę +1 za jego przesłanie. Czynimy to przy uwzględnieniu faktu, że większość widzów prawdopodobnie nie obejrzy go już w kinie czy telewizji, lecz na ekranie swojego komputera, dzięki czemu będzie mogła swobodnie przewijać wiadome sceny, do czego też namawiamy. Marzena Salwowska /.../