Tag Archive: film o niemieckich zakonnicach budujących kaplicę w USA

  1. Polne lilie

    Leave a Comment Bezrobotny wędrowny robotnik budowlany Homer Smith zatrzymuje się przypadkiem na odludnej farmie. Miejsce to okazuje się zamieszkałe przez zakonnice przybyłe do USA ze Wschodnich Niemiec. Przełożona sióstr jest przekonana, że nieznajomy mężczyzna został jej zesłany przez samego Boga w odpowiedzi na modlitwy, by pomóc w dziele budowy pierwszej w tej okolicy kaplicy. Homer wprawdzie nie podziela przekonania zakonnicy co do swojej misji, ale ponieważ potrzebuje gotówki i spodziewa się zapłaty za pracę, postanawia zostać „chwilę” na farmie, pomóc zakonnicom, a następnie ruszyć dalej na zachód. Empire Film ten śmiało można określić jako kino chrześcijańskie „z górnej półki”. Jest on bowiem stworzony z dbałością nie tylko o przekaz, ale i poziom artystyczny, za dowód czego można uznać, że Sidney Poitier odtwarzający postać Homera, zdobył za nią jako pierwszy czarnoskóry aktor Oskara za rolę pierwszoplanową. Fabuła filmu jest prosta, jednak wciągająca i ogniskuje się wokół ważności, tak dla lokalnej społeczności i pojedynczych osób, budowy solidnej kaplicy. Wcześniej bowiem funkcje kaplicy spełnia przyczepa samochodu księdza, który odprawia dla wiernych Msze na wolnym powietrzu. Jedną z najważniejszych zalet filmu są zapewne różnorodne osobowości jego bohaterów. Wszystkie postaci (łącznie z pewnym ateistą) są tu pokazane z sympatią, ale nieidealizowane. Tak też matka przełożona, choć zasadniczo przedstawiona jest jako „typ bożej niewiasty”, wykazuje też cechy takie jak apodyktyczność, problem z okazywaniem należnej wdzięczności czy nadmierną surowością i oschłością wobec bliźnich. A jej zachowanie wobec Homera, od którego oczekuje darmowej pracy jest łagodnie mówiąc wątpliwe (o czym jeszcze będzie mowa później). Również ksiądz, który prowadzi parafie, jest pokazany nie tylko ze swoimi słabościami, ale też grzechami. Widz dowiaduje się o nim (choć nie wiadomo, czy jest to rzetelna informacja), że nadużywa alkoholu. Sam zaś przyznaje się do tego, że nie jest zadowolony z kiepskich warunków, w jakich żyje, gdyż liczył na to, że „ustawi się” w jakiejś bogatej parafii. Z kolei Homer jest tu z początku przedstawiany trochę jako lekkoduch, który nie umie się na dłużej zaangażować, uważa się za na swój sposób samowystarczalnego i nie chce przyjąć pomocy od innych, tak aby zbudowanie kaplicy pozostało wyłącznie jego dziełem. Te negatywne cechy bohaterów w trakcie wspólnej pracy nad dobrym dziełem, ulegają niejako ścieraniu w zetknięciu z drugim człowiekiem i nieraz wyraźnym napominaniem ze strony bliźnich. Niestety ten ogólnie bardzo pozytywny i chrześcijański film skażony jest przez pewną kwestię. Otóż przełożona zakonnic przeświadczona o tym, że to sam Bóg przysłał jej Homera do budowy kaplicy, oczekuje od niego pracy bez wynagrodzenia (jeśli nie liczyć skromnych posiłków i dachu nad głową). Po części być może da się to wytłumaczyć słabą znajomością angielskiego po jej stronie, co utrudnia właściwą komunikację; po części może myśli ona, że będzie w stanie zapłacić mężczyźnie później, kiedy Bóg „dośle” pieniądze. Wydaje się jednak, że liczy ona raczej na to, że Homer zgodzi się dalej pracować za darmo, co rzeczywiście z czasem się dzieje. Trudno pochwalić taką postawę, zwłaszcza że nauczanie katolickie zatrzymywanie zapłaty należnej robotnikom wprost określa jako jeden z tzw. grzechów wołających o pomstę do nieba. Wprawdzie literalnie rzecz biorąc matka przełożona tej zapłaty nie zatrzymuje, bo jej po prostu nie ma, ale w takiej sytuacji uczciwiej byłoby raczej nie najmować robotnika, chyba że sam zgodziłby się na pracę bez wynagrodzenia. Tu jednak mamy do czynienia z sytuacją dość gorszącą, gdyż owa siostra zakonna spiera się dodatkowo z Homerem za pomocą nieadekwatnych do sytuacji cytatów z Pisma święte. I tak na przykład podaje fragment (z którego zaczerpnięto zresztą tytuł filmu): „Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą.  A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich.” (Mt. 6, 28-29). A przez to, że film w swoim tytule nawiązuje do argumentacji matki przełożonej, widz może niestety dojść do wniosku, że słuszność w tej sprawie leży po jej stronie. Dla bezrobotnego mężczyzny, któremu owa zakonnica cytuje powyższy fragment, taka postawa może być podwójnie gorsząca. Po pierwsze jest on baptystą, znającym chyba dość dobrze Pismo św. i może w ten sposób wyrobić sobie negatywnie zdanie o nauczaniu Kościoła katolickiego i nabrać przekonania, że Pismo św, jest przez ten Kościół traktowane instrumentalnie. Po drugie Homer jest czarny, zatrzymywanie zapłaty, może więc kojarzyć mu się z niewolnictwem rasowym. Warto zatem zwrócić uwagę na ten wątek i sprostować go przy wspólnym oglądaniu z dziećmi czy młodzieżą. Pomimo tego jednego mocno wątpliwego wątku polecamy film jako całość tchnącą chrześcijańskim duchem, radością życia oraz miłością bliźnich. Marzena Salwowska /.../