Tag Archive: film o iluzjoniście

  1. Magia w blasku księżyca

    Leave a Comment Stanley Crawford, główny bohater filmu, w którego wciela się weteran komedii romantycznej Colin Firth, to słynny mistrz sztuki iluzji. Crawford na scenie przyjmuje postać tajemniczego Chińczyka, który jednym gestem potrafi sprawić zniknięcie żywego słonia. Poza sceną zaś jest to stuprocentowy Anglik z wyższych sfer, perfekcjonista i despota, trochę mizantrop, chłodny i mocno stąpający po ziemi. Pewnego dnia Stanleya odwiedza przyjaciel i kolega po fachu, Howard Burkan, który pragnie namówić go do wyjazdu na Lazurowe Wybrzeże. Tam będzie potrzebował pomocy Crawforda w zdemaskowaniu pewnego medium spirytystycznego, które żeruje na zaprzyjaźnionej rodzinie milionerów. Słynny iluzjonista chętnie przystaje na to zadanie, gdyż ma już na swoim koncie sporo sukcesów w demaskowaniu rzekomo nadprzyrodzonych zjawisk. Przypuszcza więc, że i tym razem szybko zdemaskuje sztuczki panny Baker … Przyznam, że po przeczytaniu powyższego wstępu widz może dziwić się, dlaczego „Magia w blasku księżyca” nie została oceniona pozytywnie? Wszak, cóż może być szlachetniejszego i bardziej użytecznego w kinie niż wątek demaskowania oszustów żerujących na ludzkiej naiwności i zachęcających swoje łatwowierne ofiary do, surowo wzbronionej przez Boga, praktyki wywoływania duchów? Niestety, choć  film zapowiada się  dobrze, są to tylko takie „miłe złego początki”. Główny bohater, owszem, demaskuje oszukańcze media (co oczywiście pozostaje zaletą filmu), czyni to jednak nie tyle z chęci obnażenia fałszywej duchowości, ile dla obalenia wszelkiej wiary. Największą wadą tego filmu jest fakt, że wrzuca on (z pełną premedytacją) do jednego worka wszelkie ludzkie i demoniczne substytuty wiary w prawdziwego Boga z wiarą w Niego. Rozumowanie Crawforda jest w tej materii bardzo proste, żeby nie powiedzieć prostackie: Albo kierując się rozumem z góry odrzucamy wszystko, co nie mieści się w „naukowym” rozumieniu świata, albo wierzymy we wszystko bez różnicy. Inaczej mówiąc skrzydlaty elf i anioł to ta sama bajka. I takie dziwne „nawrócenie” widzimy też na przykładzie głównego bohatera. Z początku, człowiek ów zakłada w swojej pysze, że demaskując to czy tamto fałszywe zjawisko nadprzyrodzone, dowodzi przez to również nieistnienia Boga. Kiedy zaś zaczyna wierzyć w prawdziwość mediumicznych zdolności panny Baker, automatycznie zaczyna wierzyć również w Boga, a nawet się do Niego modlić. I tu, niestety, twórcy filmu całkowicie pominęli milczeniem fakt, że Stwórca nie tylko nie aprobuje praktyk spirytystycznych (jak można by uznać po obejrzeniu tego filmu), ale odnosi się do nich z wyraźnym obrzydzeniem. Dla przypomnienia: „Gdy wejdziesz do kraju, który ci daje Pan, Bóg twój nie ucz się popełniania tych samych obrzydliwości jak tamte narody. Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni. Z powodu tych obrzydliwości wypędza ich Pan, Bóg twój, sprzed twego oblicza. Dochowasz pełnej wierności Panu, Bogu swemu. Te narody bowiem, które ty wydziedziczysz, słuchały wróżbitów i wywołujących umarłych. Lecz tobie nie pozwala na to Pan, Bóg twój” (Pwt 18,9-14; por. Kpł 19,31; 20,6.27). Niestety, również wyżej wspomniana scena modlitwy, w której główny bohater prosi Boga o uzdrowienie swojej ciotki, co mogłoby być początkiem jego nawrócenia, ma charakter wyraźnie prześmiewczy. Podczas tej właśnie modlitwy Stanley doznaje czegoś w rodzaju ateistycznego olśnienia, które nawraca go na porzuconą ścieżkę czystego rozumu. Poza negatywnym i szyderczym stosunkiem do religii, za wadę filmu uznać można również pewną życzliwość do kwestii używania kłamstwa. Wprawdzie oszustwa zostają tu zdemaskowane, nie spotykają się tu jednak z żadną, najmniejszą nawet, karą. W pewnym momencie kłamstwo pokazane jest nawet z wyraźną życzliwością jako coś, co przywraca radość życia i nadzieję. Pewnym mankamentem filmu wydaje się też nadawanie tu zastępczego (człowiek zamiast Boga) znaczenia miłości kobiety i mężczyzny, przedstawianej jako jedyna wartość zdolna nadawać sens ponurej ludzkiej egzystencji (taka magia bez magii). W tym miejscu warto również zwrócić uwagę na to, że również wątek dawnego cudzołożnego romansu ciotki Stanleya komentowany jest tu z wyraźną życzliwością. Jeśli chodzi o pozytywne aspekty filmu to z pewnością warto pochwalić jego wizualną i werbalną elegancję. Nie znajdziemy tu niemal wulgarnego języka, obscenicznych aluzji czy lubieżnych scen. Główny wątek miłosny pokazywany jest w sposób wyjątkowo subtelny, wręcz „staroświecki”. Pierwszym działaniem, jakie podejmuje zakochany bohater, kiedy zdaje sobie sprawę ze swojego stanu, jest rozważanie, czy powinien zerwać dotychczasowe zaręczyny i od razu oświadczyć się swojej ukochanej czy nie. Nie bierze pod uwagę żadnych rozwiązań pośrednich, typu romans czy wspólne zamieszkiwanie.  Za zaletę filmu można też uznać dobry przykład, jaki daje postawa głównego bohatera, kiedy łatwo i chętnie przebacza oszustwo, zdradę i manipulację. Te jednak zalety nie są w stanie zrównoważyć faktu, iż film promuje, jak już wcześniej powiedziano, wiele fałszywych przekonań takich jak: – zabobony i religia to zasadniczo jedno i to samo – pomiędzy wiarą i nauką istnieje nieusuwalny konflikt – Bóg nie ma nic przeciwko spirytyzmowi – demaskowanie zabobonów i fałszywej nadprzyrodzoności uderza jednocześnie w wiarę w prawdziwego Boga – uczucia religijne to miłe złudzenia, z którymi pewnym osobom łatwiej jest żyć. Trudno zatem uznać ową produkcję za godną polecenia w przewodniku dla rodzin chrześcijańskich. Marzena Salwowska /.../
  2. Oz Wielki i Potężny

    Leave a Comment Oz, występujący w podrzędnym cyrku ambitny iluzjonista, oszust i bawidamek, uciekając przed zazdrosnym siłaczem wsiada do balonu, który dostaje się w sam środek tornada. I tak z Kansas trafia w sam środek baśniowej baśniowej krainy. Mieszkańcy tej krainy, którzy wierzą, że pewnego dnia, zgodnie z przepowiednią, pojawi się potężny czarodziej o imieniu Oz i wyzwoli ich od złej czarownicy, witają go jak wyzwoliciela i przyszłego króla. Zanim jednak bohater będzie mógł zająć tron, ma do spełnienia jedno zadanie: uśmiercić złą,  lecz potężną czarownicę. Misja ta okaże się  trudniejsza niż przypuszczał i pełna różnorakich niespodzianek. „Oz Wielki i Potężny” to przyjemna w odbiorze produkcja z pogranicza fantasy, filmu przygodowego i klasycznej baśni. Najwięcej ma chyba z tej ostatniej kategorii. Film tak ze względów czysto estetycznych, jak i promowanych tu wartości moralnych nadaje się  (z pewnymi zastrzeżeniami, o czym później) do wspólnego oglądania razem z dziećmi. Główną zaletą filmu jest, moim zdaniem, zachowanie (przy całej fantazyjnej oprawie i pomysłowej intrydze) doskonale znanej nam z klasycznych baśni koncepcji pozytywnej przemiany bohatera. Oz bowiem jest z początku egoistą, oszustem, uwodzicielem, człowiekiem pazernym na pieniądze i sławę, który, jak sam mówi, woli być wielki niż dobry. Jednak, wbrew jego najgorszym chęciom, baśniowa kraina, do której rzuca go tornado, jest dla niego miejscem stawania się (po części dzięki własnym wyborom)  nowym, lepszym człowiekiem. Kolejna zaleta filmu to zaznajamianie dzieci z rzeczywistością biblijną przełożoną na język baśni. Mamy tu bowiem wyraźną aluzję do grzechu pierworodnego w scenie, gdy zła postać namawia dobrą do spożycia jabłka, po którego zjedzeniu tej osobie „otwierają się oczy”, a jej serce staje się złe. Dużą zaletą filmu, zwłaszcza dla osób, które poszukują wartościowej rozrywki do wspólnego rodzinnego oglądania jest brak wulgarnego języka oraz lubieżnych czy niestosownych aluzji (często dziś spotykanych w produkcjach dla dzieci). Jeśli chodzi o przemoc, to, chociaż niektóre sceny mogą być trochę zbyt mocne dla małych dzieci,  w filmie nie ma krwawiących ran ani innych werystycznie przedstawionych obrażeń. „Oz Wielki i Potężny” pokazuje również, że poza możliwością pozytywnej przemiany, dostępna jest też człowiekowi niestety droga w drugą stronę. Jedna z bardzo pozytywnych (z początku) postaci staje się tu, na skutek dokonanego wolnego wyboru, czarnym charakterem. A ponieważ jej przemiana ma związek z tym, że czuła się przez głównego bohatera oszukana i odrzucona, to film przypomina również, jak ważna jest odpowiedzialność za uczucia, jakie rozbudzamy w drugim człowieku (tak na marginesie: narzędziem do uwodzenia niewinnej i naiwnej dziewczyny jest tu taniec towarzyski). Przejdę teraz do pewnych zastrzeżeń, które nie wpływają na zasadniczo pozytywna ocenę tego filmu, o których, jednak, jak sądzę, należy wspomnieć. Głównym zastrzeżeniem, które muszę zgłosić wobec tej produkcji, to podejście do problemu kłamstwa. Nie mam tu na myśli scen, w których przedstawiono posługiwanie się iluzją, bo tejże sztuki nie utożsamiam z kłamstwem. Chodzi mi głównie o to, że najbardziej pozytywna postać filmu  pochwala udawanie przez Oza prawdziwego czarodzieja, ponadto zdaje się zachęcać go do trwania w tym kłamstwie. Z drugie strony słowo „oszust” jest tu używane w negatywnym kontekście. Poza tą niejednoznaczną postawą wobec grzechu kłamstwa, pewien problem mogą też stanowić postaci czarownic. A właściwie to, że niektóre bohaterki są tu określane mianem „czarownic”, podczas gdy właściwsze byłoby określać je jako „wróżki”. Bowiem czarownice to w klasycznych baśniach (jak i w prawdziwym życiu) postaci negatywne, oddane złu poprzez uprawianie magii. Podczas gdy wróżki, to istoty parające się magią, ale tylko taką, która tak naprawdę nie jest odpowiednikiem czarów w życiu realnym, lecz jest zjawiskiem czysto bajkowym. Jeśli mielibyśmy ten rodzaj magii przekładać na świat rzeczywisty, to jej odpowiednikiem byłyby raczej cuda, zaś wróżki odpowiadałyby bardziej aniołom, czy świętym. Istnieje więc pewne niebezpieczeństwo, iż dzieci, po obejrzeniu tego filmu, mogą mieć problem z odróżnianiem złych czarownic od dobrych wróżek. Dlatego film wymaga pewnych objaśnień i naprostowań ze strony rodziców, nie mniej przy zachowaniu pewnej ostrożności  nadaje się do wspólnego rodzinnego oglądania. Marzena Salwowska   /.../