Tag Archive: film na podstawie powieści

  1. Doktor No

    Leave a Comment Produkcja otwierająca cały cykl filmów o przygodach brytyjskiego agenta MI6 -Jamesa Bonda. W tej części serii, as brytyjskiego wywiadu zmierzy się z tajemniczym doktorem No i kierowaną przez niego organizacją, która zagraża planom rakietowym USA. Paradoksem jest, że postać Bonda, choć stworzona przez prawdziwego agenta brytyjskich służb wywiadowczych – Iana Fleminga, ma w sobie tak mało realizmu. Przygody agenta 007 bardziej przypominają komiks fantasy niż sceny z życia prawdziwego szpiega w czasach „zimnej wojny”. Oglądając „Doktora No” trudno nie zauważyć, że wątła fabuła i groteskowy wróg, z którym zmaga się Bond, to tylko tło mające pomóc w wykreowaniu nowego typu bohatera (potencjalnego wzorca dla dorastających chłopców i wciąż niedorosłych mężczyzn). Skoro więc, w filmach o Jamesie Bondzie tak naprawdę liczy się tylko sam James Bond, skupmy się na tym, co reprezentuje sobą ta postać. Agent „w służbie Jej Królewskiej Mości” dalece różni się od popularyzowanego przez wieki wzorca szlachetnego rycerza – nawet gdy staje w obronie niewiasty, to po to, aby ją za chwilę wykorzystać, nie brzydzi się kłamstwem ani podstępem, a dwa zera przed siódemką dają mu prawo do zabijania, gdy tylko uzna to za użyteczne. Nienagannie ubrany, gładko wygolony bohater, którego nie imają się kule ani tłuszcz, za to łatwo dostaje wciąż ma nowe elektroniczne gadżety i  kobiety (te znikają bez pretensji i komplikacji typu ciąża, by zrobić miejsce następnym) wydaje się idealnie odpowiadać fantazjom chłopców w różnym wieku. Taki moralnie niewymagający wzorzec łatwo może wyrugować   lepsze wzorce, jak zły pieniądz wypiera lepszy. Tym zaś lepszym wzorcem, który wypiera, jest chrześcijański ideał mężczyzny – odpowiedzialnego, dbającego o duchowy rozwój, bezpieczeństwo i dobrobyt rodziny, wiernego i troskliwego męża, z szacunkiem odnoszącego się do swojej żony. W zasadzie jedyne pozytywy, jakich można doszukać się w tej produkcji to patriotyzm i idea czynnego przeciwstawiania się złu. Niestety, te zalety są również mocno skażone, bowiem łączą się z przekonaniem, że cel uświęca środki. Agent Jej Królewskiej Mości może (i chętnie to czyni) posługiwać się wieloma środkami, które są ze swej natury niegodziwe. Fakt, że prawdziwe służby wywiadowcze również uciekają się do podobnych metod trudno uznać za usprawiedliwienie. Na domiar złego, bohater wydaje się nie mieć żadnych skrupułów ani wyrzutów sumienia. Trudno więc mówić w tym przypadku o klasycznym motywie walki dobra ze złem. Mamy tu raczej do czynienia z bitwą trochę mniejszego zła z większym. Warto w tym miejscu przypomnieć następujące napomnienia i przestrogi Pisma świętego oraz Magisterium Kościoła: Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj! – List do Rzymian 12, 21. Nikt walczący po żołniersku nie wikła się w kłopoty około zdobycia utrzymania, żeby się spodobać temu, kto go zaciągnął. Również jeżeli ktoś staje do zapasów, otrzymuje wieniec tylko [wtedy], jeżeli walczył przepisowo – 2 List do Tymoteusza 2, 4-5. W rzeczywistości (…) chociaż wolno niekiedy tolerować mniejsze zło moralne dla uniknięcia jakiegoś większego zła lub dla osiągnięcia większego dobra, to jednak nigdy nie wolno, nawet dla najpoważniejszych przyczyn, czynić zła, aby wynikło z niego dobro. Innymi słowy, nie wolno wziąć za przedmiot pozytywnego aktu woli tego co ze swej istoty narusza ład moralny – a co tym samym należy uznać za niegodne człowieka – nawet w wypadku, jeśli zostaje to dokonane w zamiarze zachowania lub pomnożenia dóbr poszczególnych ludzi, rodzin lub społeczeństw – Paweł VI, „Humanae vitae”, n. 14.  Zdaję sobie sprawę, że postać Jamesa Bonda może wzbudzać w wielu widzach pewną nostalgiczną sympatię, związaną z tym, że w niektórych odcinkach zagrażające światu zło, z którym walczył Bond, reprezentowane było przez agentów komunistycznego ZSRS, jednak, gdy się odłoży na bok sentymenty i spojrzy na ową serię chłodnym okiem, trudno dostrzec w niej dobre drzewo, po którym można spodziewać się dobrego owocu. Marzena Salwowska /.../
  2. Perswazje (2007)

    Leave a Comment Film na motywach powieści Jane Austen o tym samym tytule.  Bohaterkę filmu Anne Eliot poznajemy w trudnym dla niej momencie, kiedy wraz z ojcem i siostrą musi przeprowadzić się z rodzinnej posiadłości do skromniejszego locum, w niezbyt przez nią lubianym Bath. Dochód z wynajmu rodzinnej posiadłości, Kellynch Hall, ma dopomóc w spłacie długów, jakie zaciągnął próżny i rozrzutny ojciec Anne. Ku wielkiemu zaskoczeniu dziewczyny, nowymi lokatorami Kellynch Hall okazują się admirał Croft i jego małżonka. Pani Croft jest  siostrą niejakiego kapitana Fryderyka Wenthworta, pierwszej ( i jak dotąd jedynej) miłości Anne, o której nie potrafi zapomnieć. Osiem lat wcześniej dziewczyna, mimo swych uczuć, odrzuciła oświadczyny Fryderyka pod wpływem perswazji rodziny, która uznała majątek, pozycje i urodzenie młodego oficera za niegodne rodu Eliotów. Po latach jednak sytuacja ulega zmianie – wzbogacony i zasłużony na wojnie Wenthorth staje się świetną partią. Losy Anne i kapitana skrzyżują się teraz ponownie i, choć wydaje się, że jest już na to za późno, może ich miłość dostanie kolejną szansę. Film ten, jak przystało na ekranizację prozy Jane Austen, śmiało można podać całej rodzinie jako godziwą strawę dla ducha. Nie ma w nim bowiem trucizny (herezji, fałszywych doktryn, szydzenia z chrześcijaństwa) ani niesmacznych kawałków (plugawego języka, niemoralnych dialogów czy obrazów). Jest za to wiele smacznych i pożywnych treści typu: – Szlachetna bohaterka, która zwykle bardziej troszczy się o potrzeby rodziny i przyjaciół niż własne. Szczególną opieką otacza osoby chore bądź niedomagające, również kosztem życia towarzyskiego. – Satyra na ludzką próżność i zadufanie w sobie (zwłaszcza na przykładzie ojca Anne). – Pokazanie, że gdy chodzi o tak ważną sprawę jak wybór współmałżonka, zgodność przekonań i uczuć powinna być ważniejsza niż drobiazgowe rozważanie jego pozycji materialnej i społecznej. Największym jednak atutem filmu pozostaje postać jego głównej bohaterki, która, mimo że miałaby ku temu dość powodów, nie obwinia nikogo za skutki swojej decyzji sprzed lat. Potrafi ona bez zgorzknienia przyjąć konsekwencje swojej decyzji, ale też kiedy dostanie drugą szansę wyciągnąć wnioski z błędów, jakie popełniła w przeszłości. Marzena Salwowska   /.../