Tag Archive: chrześcijańskie receznje filmów

  1. Wyrok na niewinnych

    Leave a Comment Film ten opowiada historię wydarzeń, które w Stanach Zjednoczonych doprowadziły w 1973 roku do legalizacji aborcji na żądanie. Postacią narratora, a zarazem głównym bohaterem tego obrazu jest – nieżyjący już – dr Bernard Nathanson, niegdysiejszy aktywista ruchu na rzecz legalizacji przerywania ciąży, który ponadto sam osobiście zabił kilkadziesiąt tysięcy nienarodzonych dzieciątek. Nathanson (a raczej aktor go odgrywający) zabiera więc widzów w swego rodzaju podróż, w której odkrywa on różne działania zwolenników legalizacji aborcji w USA, pośród których nie brakowało manipulacji, a nawet jawnych kłamstw. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film pt. „Wyrok na niewinnych” jest godny polecenia, gdyż oprócz ciekawie przedstawionego tła o charakterze historycznym, prezentuje nam też historię nawrócenia samego „króla aborcji”, którym zwano niegdyś Bernarda Nathansona. Ponadto, w prosty i przekonujący sposób pokazano tam też argumenty o charakterze naukowym, filozoficznym i prawnym, które przemawiają tak przeciw aborcji, jak i jej legalizacji. Jeśli chodzi o nieco bardziej wątpliwe elementy tego filmu to wspomniałbym tu o wydających się być zbyt długimi sekwencjami pokazującymi ładne i atrakcyjne kobiety odziane w stroje kąpielowe. Powyższe zastrzeżenia, jakie możemy podnieść wobec tego filmu, nie mają jednak charakteru zbyt poważnego, dlatego też możemy dać mu jedną z wyższych not na naszym portalu, czyli ocenę „Dobry (+3)”. Zachęcam zatem naszych Czytelników do zapoznania się z nim, co będzie można zrobić już od 18 kwietnia b. roku na stronie portalu „Rafael”. Mirosław Salwowski /.../
  2. Amerykańska zbrodnia

    Leave a Comment Film jest oparty na prawdziwej historii, która wydarzyła się w latach 60-tych XX wieku w USA. Rodzice dwóch nastolatek, Sylvii i Jennie Likens, przez swój wędrowny styl życia i pracy często powierzają córki opiece innych ludzi. Tym razem zamiast, jak zazwyczaj, wysłać dziewczęta do domu jednej z babć, obdarzają zaufaniem pewną, ledwie co poznaną kobietę – Gertrudę Baniszewski. Pani Baniszewski jako samotna matka z kilkorgiem dzieci ledwo wiąże koniec z końcem, więc suma 20 dolarów tygodniowo jest dla niej sporym zastrzykiem finansowym. Wydaje się więc, że nowa opiekunka, nawet jeśli nie ze szlachetniejszych pobudek, to przynajmniej dla własnej korzyści powinna się dobrze zajmować dziewczętami. Wkrótce jednak Gertruda zaczyna okrutnie i niesprawiedliwie traktować Sylvię i Jennie, co jest dopiero wstępem do tragedii. Kiedy nabiera (niesłusznych) podejrzeń, jakoby Sylvia oczerniała jej córkę Paulę, cała jej nienawiść i złość skupia się właśnie na tej dziewczynie. Reszta filmu opowiadać będzie więc zasadniczo o znęcaniu się i torturach, jakich w domu swojej „opiekunki” doświadczyła Sylvia, nie tylko ze strony Gertrudy, ale także jej dzieci oraz dzieci z sąsiedztwa. Na końcu zaś dowiemy się, jaka kara spotkała oprawców Sylvii. Twórców tego filmu pochwalić można za to, że udało im się wyważyć pokazywanie przemocy i okrucieństwa. Z jednej strony bowiem te elementy są bardzo przekonujące i dają wyobrażenie, jakich cierpień zaznała zamknięta w piwnicy, bezbronna młoda dziewczyna, z drugiej strony nie są przedstawione w sposób zbyt naturalistyczny czy mający wyraźnie zabawiać widza, jak to ma nieraz miejsce w filmach z wątkiem sadystycznego znęcania się nad ofiarą. Twórcy filmu pominęli też (co można uznać za okazanie szacunku ofierze) niektóre z najbardziej poniżających tortur, jakie były zadawane Sylvii, a o których można przeczytać w łatwo dostępnych opisach tej głośnej sprawy. Takie rozwiązanie wydaje się z korzyścią dla widza, gdyż o pewnych rzeczach lepiej czytać niż oglądać je odtwarzane przez aktorów. Zaletą tego obrazu jest również to, że zdaje się w miarę wiernie pokazywać okoliczności tej zbrodni, jak też motywy i charakterystykę postaci zamieszanych w całą sprawę. Nie zawsze oczywiście oczekujemy, by wydarzenia filmowe pokrywały się z rzeczywistością, jednakże w przypadku takiej tematyki jest pożyteczne, kiedy widz może prześledzić, to jak mogło dojść do takiej, w sumie po ludzku patrząc, bezsensownej zbrodni, z udziałem tak wielu zwykłych ludzi, w tym sporej liczby nastolatków czy wręcz dzieci. Główna przyczyna tej zbrodni zdaje się tkwić w upadłej po grzechu pierworodnym ludzkiej naturze, która jest z sama z siebie bardziej skłonna do zła niż dobra. Film pokazuje, jak łatwo wyrasta ziarno zła, kiedy padnie na sprzyjający grunt i ma dobre warunki do rozwoju. W przypadku Gertrudy Baniszewski i jej córki Pauli nienawiść do Sylwii wyrasta na gruncie zawiści oraz urazy, przez rzekome czy też prawdziwe (trudno powiedzieć) pretensje, co do obmowy, której miałaby się dopuszczać dziewczyna wobec Pauli. Przy czym sama Gertruda jest tu przedstawiona jako kobieta o dość luźnej moralności, a Paula jako dziewczyna już podążająca śladem matki (w szkole średniej zachodzi w ciążę z żonatym mężczyzną). Matka jednak większy problem widzi w rzekomym obgadywaniu córki przez rówieśniczkę niż we własnym fatalnym przykładzie życia, jaki jej daje. W filmie występuje także wątek zazdrości Pauli o urodę i dziewictwo Sylwii, przez które to przymioty, postrzega Sylwię jako osobę, która się nad nią wywyższa. Chociaż w istocie tak nie jest, a to ona sama czuję się gorsza od swojej niewinnej w tej sferze rówieśniczki. Tak więc Paula i jej matka źle znosząc pod swoim dachem dziewczynę, która w podobnym wieku, co Paula jest jeszcze „niedoświadczona”, odreagowują, próbując na siłę przypisywać jej rozwiązłość większą od własnej i chyba po jakimś czasie same w to wierzą, a przynajmniej udaje im się do tego przekonać otoczenie. Rzekoma rozwiązłość Sylwii jest też dla reszty jej dręczycieli, którzy nie mają żadnych osobistych powodów, żeby ją nienawidzić, doskonałym pretekstem do „karania” dziewczyny. Ten argument zwłaszcza przemawia do dzieci z sąsiedztwa, które czują się teraz uprawnione, by dręczyć dziewczynę w coraz bardziej wymyślny sposób. Dzieci i nastolatki z dobrych domów mogą więc bez przeszkód czerpać przyjemność z dręczenia w sumie przypadkowej ofiary, pod pretekstem, że sama jest sobie winna. Taki mechanizm przerzucania winy na ofiarę jest oczywiście, jak najbardziej prawdopodobny i dobrze tu pokazany. Do tego dochodzi jeszcze poczucie pozornej bezkarności sprawców, jakie daje działanie w grupie oraz moralne przyzwolenie i zachęta ze strony dorosłej osoby – pani Baniszewski. Widzowie mogą też wyciągnąć pewne pożyteczne wnioski z tego filmu w tak ważnej kwestii, jak powierzanie opieki nad swoimi dziećmi obcym osobom. Początkiem pokazanej tu tragedii jest bowiem to, że rodzice, a zwłaszcza ojciec Sylvii i Jennie, powierzają dziewczęta dopiero co poznanej kobiecie, która po bliższym nieco spojrzeniu zapewne wzbudziłaby ich podejrzenia. Później też wydaje się, że nie dość interesują się tym, jak rzeczywiście wygląda sytuacja ich córek w domu pani Baniszewski. Większego zainteresowania sytuacją, kiedy pojawiają się już niepokojące sygnały, brakuje też ze strony sąsiadów Gertrudy oraz pastora, który zbyt łatwo wierzy w wersję kobiety, która twierdzi, że Sylwia została umieszczona w domu poprawczym i tym tłumaczyła jej zniknięcie. Pewną zaletą filmu jest też to, że mimo wszystko nie demonizuje głównej sprawczyni zbrodni, czyli Gertrudy Baniszewski. Na ile to możliwe i zgodne z prawdą prezentuje się tu również pewne jej problemy, które mogły w jakimś stopniu upośledzać jej osąd moralny sytuacji. Jest tutaj pokazane na przykład, że jako zapracowana astmatyczna matka, sama aplikowała sobie leki, które mogły ją po części otumaniać. Jeśli chodzi o negatywne aspekty filmu to można tu zauważyć pewien brak dezaprobaty do samego faktu spotykania się Pauli Baniszewski z żonatym już mężczyzną. Wprawdzie skutki tego postępowania są pokazane jako złe, ale twórcy filmu zdają się sugerować, że nie przez sam fakt cudzołożnego związku, co raczej przez niewłaściwy wybór mężczyzny, którego dokonała Paula. W pewnym stopniu problematyczny czy dwuznaczny wydaje się też stosunek twórców filmu do Boga i chrześcijańskiej koncepcji zaświatów. W końcowych scenach tego obrazu, domyślnie zbawiona i przebywająca w swoistym Niebie (wyobrażonym jako Wesołe Miasteczko), Sylvia mówi o Bogu w sposób, który w najlepszym razie wyraża myśl, że nawet Święci w Niebie nie znają jeszcze w pełni Jego zamiarów i dróg; w najgorszym zaś, że Bóg postępuje z ludźmi w jakiś dziwaczny i kapryśny sposób. W każdym razie jest to wątek dość dwuznaczny. Uwzględniając powyższe wątpliwości, polecamy jednak ten film, tym bardziej że w końcowych scenach pokazuje on też proces sądowy, w którym oprawcy Sylvii otrzymali w miarę surowe kary (choć można było się zasadnie spodziewać kary śmierci dla pani Baniszewski, która jednak nie zapadła). Marzena Salwowska /.../
  3. Wierzę w Ciebie

    Leave a Comment Film ten pokazuje prawdziwą historię tyczącą się młodości znanego chrześcijańskiego piosenkarza Jeremy’ego Campa, który to po wyjeździe z rodzinnego miasta na studia zakochał się w dziewczynie o imieniu Melissa. Melissa niestety jednak po niezbyt długim czasie ich znajomości okazała się być chorą na raka. Produkcja ta pokazuje zmagania tej pary z owym bolesnym wydarzeniem. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film pt. „Wierzę w Ciebie” jest z pewnością godny polecenia, gdyż pokazuje, iż wiara w Boga oraz modlitwa pomagają przetrwać nawet takie tragiczne przejścia jak ciężka choroba i śmierć ukochanej osoby. Co więcej, pokazane zostało tu też, jak cierpienie – choćby i pozornie wydawało się być bezsensowne – potrafi rodzić dobre owoce dla innych ludzi. Za mocny punkt tego filmu można też uznać to, iż w przychylny sposób pokazuje on takie pozytywne moralnie postawy jak: współczucie, poświęcenie, pomoc niesioną bliźnim. Jako pewnego rodzaju wątpliwe elementy omawianego dzieła można uznać, iż pokazuje on zmysłowe i jednocześnie pozamałżeńskie pocałunki, a także niezbyt skromne stroje noszone przez chrześcijańskie niewiasty. Pierwsza rzecz jednak dzieje się w kontekście ogólnie dwuznacznej moralnie sytuacji, więc można powiedzieć, iż przynajmniej trochę będzie to osłabiać życzliwy odbiór przez widza takiego zachowania (czyli przypomnijmy: zmysłowych pocałunków). Niestety, jednak naiwnością byłoby raczej sądzić, że intencję twórców stanowiło napiętnowanie w ten sposób zmysłowych, a pozamałżeńskich pocałunków jako takich. Ocena zawarcia w filmie drugiej rzeczy (nieskromnych strojów niewieścich) jest zaś o tyle trudna, iż niestety od dłuższego czasu chrześcijanki powszechnie ubierają się w ten sposób, a więc przedstawianie ich ubranych np. w długie suknie mogłoby zakrawać nawet na próbę swego rodzaju oszukania widza. Z drugiej jednak strony należałoby szukać sposobu, w którym pogodzone ze sobą zostałyby tak realizm w pokazywaniu pewnych rzeczy, jak odpowiednio krytyczny sposób ich pokazywania. Oczywiście dodajmy, że ów realizm w ukazywaniu dziejących się faktów też powinien mieć swe pewne granice, np. kręcenie filmów o rzeczywiście dziejących się gwałtach i pedofilii nie usprawiedliwiałoby pokazywanie takich obrzydliwości w sposób szczegółowy. Pomijając jednak wskazane wyżej – mimo wszystko chyba jednak niezbyt duże wątpliwości – polecamy ten film jako przykład pięknego, wzruszającego i pro-chrześcijańskiego kina. Dodajmy, że dobre moralnie i światopoglądowo przesłanie tej produkcji jest tu połączone z jej wysokim artystycznie poziomem wyrażającym się w pięknie nakręconych zdjęciach, interesującej fabule oraz rzetelnej grze aktorów. Mirosław Salwowski /.../
  4. (Nie)znajomi

    Leave a Comment Kanwą tego filmu jest z pozoru całkiem zwyczajne spotkanie na kolacji grupy znajomych. Ten wieczór zmienia się jednak gwałtownie, gdy jego bohaterzy postanawiają, początkowo niby tylko dla zabawy, rozpocząć grę polegającą na odczytywaniu na głos wszystkich sms-ów, jakie podczas niego dostaną oraz odbierania przychodzących do nich telefonów na głośnikach (tak, by inni uczestnicy kolacji mogli słyszeć treść rozmów). Ta żartobliwa gra w miarę jej trwania przemienia się w coraz bardziej napiętą emocjonalnie i psychicznie sytuację, gdyż z pozoru znani sobie ludzie dowiadują się w ten sposób o sobie nowych, często wstydliwie skrywanych wcześniej, rzeczy. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film ów jest dobrym przykładem produkcji w swej wymowie bardzo dwuznacznej. Z jednej bowiem strony za jego plus można uznać to, iż de facto uwydatnia on prawdę o grzeszności ludzkiej natury. Pokazana bowiem tutaj gra wskazuje wszak na to, jak w życiu zapewne każdego dorosłego człowieka można by znaleźć rzeczy dla niego bardzo wstydliwe, których ten nie chciałby w żaden sposób odkrywać przed innymi ludźmi. Ta obserwacja może ukierunkować widzów na dostrzeżenie biblijnej prawdy o tym, że „wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” (Rzymian 3, 23). Z drugiej jednak strony w mocny sposób film ten w przychylny sposób ukazuje homoseksualizm, a więc grzech, przez który ci, którzy się go dopuszczają, nie odziedziczą Królestwa Bożego (patrz: 1 Kor 6, 9-10). Nie możemy zatem w bardziej wyraźny sposób pochwalić filmu pt. „(Nie)znajomi„, gdyż jego twórcy są jak ci, którzy jedną ręką budują, a drugą burzą i niszczą. Mirosław Salwowski /.../
  5. Trener

    Leave a Comment Film ten opowiada o prawdziwych wydarzeniach, które w 1999 roku opisywała amerykańska prasa. Obiektem zainteresowania tychże mediów stał się trener szkolnej drużyny koszykówki – Ken Carter. Mężczyzna ten ściągnął na siebie oburzenie niemal całego Richmond, gdy zakazał gry odnoszącym coraz większe sukcesy na boisku licealistom i zamknął ich salę do ćwiczeń grubym łańcuchem. Film pokazuje, jak doszło do tego wydarzenia, jakie były motywy tego niecodziennego postępowania trenera i jak dalej potoczyły się losy drużyny i wzajemne relacje zawodników i ich mentora. Obraz ten w swoim zasadniczym wątku i przesłaniu jest jak najbardziej godny polecenia. Sam główny bohater jawi się wręcz jako świetlana postać, zdecydowanie godna naśladowania. Jest to człowiek, który w pełni reprezentuje tradycyjnie amerykańskiego ducha, w jak najlepszym znaczeniu tego słowa. Pan Carter bowiem sam będąc byłym wychowankiem szkoły w Richmond i niegdyś jej najlepszym koszykarzem podejmuje się zadania trenowania drużyny tej szkoły, mając na uwadze dużo większe cele niż poprowadzenie jej do sportowych sukcesów. Nie robi tego dla dodatkowego zarobku, gdyż wynagrodzenie, które oferuje szkoła, jest raczej symboliczne dla dobrze prosperującego prywatnego przedsiębiorcy, jakim jest. Główną motywacją nowego trenera, poza miłością do koszykówki, jest to, że chce on zrobić coś dobrego dla swojej dawnej szkoły oraz społeczności, z której sam się też wywodzi. Jako były uczeń Richmond High School wie on dobrze, że zaledwie połowa wychowanków tej szkoły zdaje maturę, a odsetek jej absolwentów w więzieniach jest znacznie wyższy niż na uczelniach. Ken Carter jest przekonany, że tak nie musi być, że przy odpowiednim podejściu do chłopców z drużyny, może z nich zrobić odpowiedzialnych, praworządnych młodych mężczyzn, którzy nie będą powielać błędów swoich rodziców czy kolegów. Jako że główny bohater jest idealistą, ale mocno stąpającym po ziemi, zdaje on sobie sprawę, że same „umoralniające pogadanki” (choć tę metodę też chętnie stosuje), to za mało, żeby osiągnąć powyższy cel. Od każdego z zawodników wymaga więc podpisania i przestrzegania dość szczegółowego i rygorystycznego kontraktu. W ramach tej umowy zawodnicy zobowiązują się przede wszystkim do osiągnięcia wyższej niż dotąd ich obowiązująca średniej ocen, punktualności i wysokiej frekwencji na lekcjach, a także okazywania sobie wzajemnie i trenerowi szacunku poprzez stosowne zwroty grzecznościowe, ubiór i ogólną postawę, również wobec sportowych przeciwników. Odstępstwa od tego regulaminu, czy raczej umowy karane są na ogół dużą ilością dodatkowych ćwiczeń typu pompki czy bieganie. Złamanie zaś najważniejszego punktu kontraktu, czyli osiągnięcia odpowiedniej średniej i frekwencji skutkuje bezwzględnym zakazem gry dla wszystkich zawodników, nawet dla dobrych uczniów, ponieważ drużyna ma stanowić jedność. Film ten wyraźnie opowiada się za bardziej tradycyjną „stresową” metodą wychowania. Pokazuje, że lepsze skutki przynosi jednak zazwyczaj podnoszenie poprzeczki niż jej zaniżanie. Uwypukla również to, że stawianie jasnych granic, twardych, ale przejrzystych wymogów, o ile czyni się to z zachowaniem miłości, sprawiedliwości oraz wzajemnego szacunku jest najlepszą ze znanych metod wychowywania młodych ludzi, a już szczególnie chłopców. Nie przypadkiem też postępowanie trenera szybciej doceniają sami licealiści, niż dorośli mieszkańcy miasteczka. Młodzi koszykarze rozumieją bowiem, że metody pana Cartera wynikają z troski o nich, podczas gdy inni mieszkańcy Richmond, także nauczyciele, chętnie obniżają im poprzeczkę, gdyż albo nie wierzą w ich możliwości (poza boiskiem), albo chcą sobie samym podnosić samopoczucie dzięki zwycięstwom drużyny. Trener Carter krytykuje ostro również tę drugą motywację, słusznie pokazując, że w ten sposób społeczeństwo uczy wybitnych sportowców, że są ponad prawem, co oczywiście ma nieraz opłakane skutki. Choć w życiu głównego bohatera koszykówka też ma duże znaczenie, to chce on przede wszystkim, by jego podopieczni odnosili sukcesy w szkole, a w przyszłości w pracy i w życiu rodzinnym, tym bardziej że kariera sportowca nie trwa długo. A zatem główny wątek i przesłanie filmu oceniamy bardzo pozytywnie. Niestety całość obrazu psują pewne poboczne wątki, w których zbyt lekkomyślnie lub nawet z życzliwością przedstawia się różne nieprawości. Mamy tu więc dość liczne sceny nieskromnego tańca. Głównie są to występy tak zwanych cheerleaderek, których stroje i pozy kojarzą się raczej z z erotyką i seksem aniżeli sportem. Jest też dłuższa scena tańca młodych bohaterów w jakimś klubie, w której przybierają oni zdecydowanie obsceniczne pozy. Najważniejszym jednak i najcięższym gatunkowo z negatywnych wątków filmu jest problem pokazania w nim aborcji. Otóż dziewczyna jednego z młodych koszykarzy jest z nim w ciąży. Ona, mimo młodego wieku, czuje się już w zasadzie gotowa na dziecko; on bez większego entuzjazmu godzi się z sytuacją, zwłaszcza że zależy mu na dziewczynie. Z czasem jednak coraz poważniejsze zastanawianie się chłopaka nad swoimi możliwościami, studiami, karierą i tym, jak chce, by wyglądało jego dorosłe życie, powoduje, że dzieli się on swoimi wątpliwościami z dziewczyną i niejako „popycha ją” do wiadomego czynu. Wprawdzie nie mówi się tu wprost o tym, że to dobre „rozwiązanie”, jednakże tak to można odczytać między wierszami. Tak zrozumieć można przede wszystkim scenę, w której młoda matka, przyznaje się ojcu dziecka, że je”usunęła”, mówiąc, że zrobiła to dla siebie. Co brzmi tak, jakby mówiła np. o podjęciu dokształcania, czyli o czymś, co będzie dla niej rozwojowe i pożyteczne na dłuższą metę. Chłopak zaś żałuje głównie tego, że mu nie powiedziała, iż wybiera się na aborcję, przez co nie mógł jej wspierać. Wspieranie więc zabijania niewinnych dzieci jest tu w domyśle pokazane jako szlachetny, rozumny czyn, godny odpowiedzialnego młodego mężczyzny. Jednakże, ponieważ te zastrzeżenia, choć bardzo poważne, dotyczą wątków pobocznych i nie mają też bezpośredniego czy bliskiego związku ani z osobą głównego bohatera, ani z jego misją, film wciąż oceniamy jako godny polecania. Marzena Salwowska /.../
  6. Alienista (Serial TV, sezon 1)

    Leave a Comment Serial psychologiczno-kryminalny osadzony w realiach Nowego Jorku końca XIX stulecia. Głównym bohaterem tej produkcji jest dr. Laszlo Kreizler, czyli tytułowy alienista (mianem tym określano przed wykształceniem się psychiatrii jako odrębnej dziedziny medycyny lekarzy specjalizujących się w chorobach psychicznych). Znany ze swoich nowatorskich teorii i trudnego charakteru nie jest on ulubieńcem policji, która mimo to (w osobie nowego szefa policji) decyduje się skorzystać z jego usług, kiedy w mieście dochodzi do serii wyjątkowo okrutnych mordów na dzieciach. Większość ofiar to chłopcy zajmujący się „zawodowo” prostytucją. Doktor Kreizler wierzy, że uda mu się odnaleźć mordercę, jeśli tylko dobrze zrozumie jego motywy działania i sens „rytualnych zbrodni”, których się dopuszcza. Tę wiarę sławnego alienisty kwestionuje większość starej policyjnej kadry, podziela natomiast pierwsza kobieta w nowojorskiej policji – Sara Howard. Poza panną Howard alienistę wspiera też jego przyjaciel, ilustrator John Moore. Serial ten jest istną mieszaniną dobrych ziaren z niskiej jakości czy wręcz szkodliwym zasiewem. Ponieważ po bliższym przyjrzeniu zdaje się jednak przeważać to drugie, jego ocena całościowa jest negatywna. Widać tu przede wszystkim prawie bezkrytyczne podejście twórców tej produkcji do ojców psychoanalizy, których uosobieniem jest doktor Kreizler (jest on nawet z pochodzenia Austriakiem jak Freud). Mimo że diagnozy, które stawia, zdają się pochodzić głównie z jakichś jego własnych doświadczeń, luźnych obserwacji, intuicji i nieocenionego „widzimisię”, to jego swoista charyzma i niezbite przekonanie o własnej racji, intelekcie i naukowości sprawiają, że otoczenie często przyjmuje je niczym prawdy objawione. Serial ten więc uczy widzów przesadnego zaufania do niezweryfikowanych teorii, jeśli tylko mają one pozory naukowości. W fikcji tej (co często niestety również spotyka się w prawdziwym życiu) zadufany w swoją mądrość naukowiec stosuje swoje teorie na pacjentach, co gorsze nawet na dzieciach. Już w początkowych scenach dowiadujemy się tutaj na przykład, że Kreizler przekonał pewną nieszczęsną matkę, że powinna w pełni zaakceptować pragnienie swego syna, by ubierać się i zachowywać jak dziewczynka. Nie zaskakuje też niechęć Alienisty do Boga i religii, wyrażana dość dobitnie. Szczególnie wrogi jest on chrześcijańskiej moralności. Zdaje się zakładać, że to jego dopiero co powstająca nauka jest bardziej uprawniona do określania, co jest dobre, a co złe; co może być akceptowalne społecznie, a co jednak nie. Jest tu wyraźnie w świetle pozytywnym ukazane bałwochwalcze podejście do nauki, od której „nowy człowiek” ma już nie tylko naiwnie oczekiwać rozwiązania wszelkich zagadek i problemów swoich i świata, ale też pouczeń moralnych i jakiejś formy wyzwolenia czy zbawienia. Innym wyraźnie niebezpiecznym i fałszywym poglądem tu lansowanym jest przekonanie, że główne źródła zła (poza religią) to społeczeństwo i rodzina. Zły człowiek jest zaś w istocie tylko skrzywdzonym przez te czynniki dzieckiem. Pomija się tutaj jakby zupełnie kwestię skażenia ludzkiej natury przez grzech pierworodny oraz indywidualnych wyborów ludzkiej woli i odpowiedzialności za nie. Serial ten zawiera też dość wyraziste sceny heteroseksualnego nierządu i bardziej oględnie pokazaną prostytucję dziecięcą. Jest w nim też dużo elementów związanych z makabrycznymi mordami, które są tematem serialu. Choć w produkcji tej nie pokazuje się samego aktu zbrodni, to jednak wydaje się ona nadmiernie, w zbytnich szczegółach i bez konieczności dla rozwoju akcji epatować widza zdjęciami i opisami dokonanych zbrodni. Co gorsza, twórcy tego serialu powinni być świadomi, że epatowanie takimi rzeczami, może w niektórych umysłach wzbudzać chęć naśladownictwa. W końcu dowiadujemy się przecież, że morderca dzieci odtwarza wiele szczegółów indiańskich rzezi na osadnikach, którymi był w dzieciństwie często straszony przez rodziców. Serial ten, jak zaznaczyłam na początku, nie jest jednak pozbawiony pewnych wyraźniejszych zalet. Do mocniejszych punków tej produkcji zaliczyć można piętnowanie przymykania oczu na wykorzystywanie dzieci i nastolatków w tzw. seksbiznesie. Zjawisko to jest tu tym bardziej szokujące oraz wyraziście pokazane, że społeczność, która przymyka na nie oczy, ogólnie rzecz biorąc, szczyci się wysokimi standardami moralnymi, a młodej damie nawet nie przystoi użycie słowa „seks”. Elity miasta i duża część policji, pokazane jako kręgi dość skorumpowane, egoistyczne i przeżarte pychą nie przejmują się zjawiskiem dziecięcej prostytucji, tak że nawet działają tu praktycznie bez przeszkód specjalne domy publiczne. Jako wyjaśnienie tej sytuacji wskazuje się w serialu na to, że wykorzystywane dzieci pochodzą z biednych rodzin, czyli z warstwy ludzi, których los i życie, ma w oczach uprzywilejowanych niewielkie i służebne znaczenie. Mówiąc w uproszczeniu, skoro ich „przeznaczeniem” jest służyć bogatszym czy lepiej urodzonym, to mogą też czasem służyć też do zaspakajania perwersyjnych zachcianek, tym bardziej że im się za to płaci, nie mają więc co tak narzekać. Takie wyjaśnienie, dlaczego w niektórych społecznościach czy kręgach to zjawisko może być tolerowane na dużą skalę, wydaje się całkiem sensowne i uniwersalne. Zwrócić też należy pozytywną uwagę na wyraźne dobro, które czynią niektóre postaci tego serialu, czy też usiłują czynić. Niewątpliwym dobrem jest poszukiwanie i schwytanie mordercy. W przypadku jednej z postaci też widać jej wyraźny pozytywny rozwój. Chodzi tu o ilustratora – Johna Moore, który na początku jest pokazany jako nieodpowiedzialny alkoholik, oddający się rozpuście w domach publicznych. Człowiek ten, w dużym stopniu pod wpływem zakochania w dziewczynie o wyższych niż on sam moralnych standardach i ambicjach, wyraźnie zmienia się na lepsze. Walczy ze swoim alkoholizmem, a nadto bierze niejako na siebie odpowiedzialność za jednego z chłopców, którego spotyka podczas śledztwa i stara się go wyciągnąć ze światka prostytucji. Pewną pozytywną przemianę przechodzi też postać tytułowa. Doktor Kreizler z czasem trochę jakby pokornieje i dopuszcza do siebie myśl, że inne osoby też mogą mieć trochę racji. W jednej z końcowej scen przyznaje nawet przed swoim ojcem, że niesprawiedliwie obarczał go odpowiedzialnością za wszystkie swoje złe wybory. Docenić też można to, że zamierza szybko oświadczyć się swojej wybrance (z którą już niestety dopuścił się przedmałżeńskiego pożycia), co w jego towarzystwie może nie być mile widziane, gdyż jest to jego własna służąca, Indianka. Najbardziej pozytywną postacią (choć w końcu też daje się przekonać do pewnego publicznego kłamstwa) jest tutaj jednak zdecydowanie nowy szef policji. Ten młody ojciec rodziny wykazuje iście wiktoriańskie umiłowanie czystości i dobrych obyczajów, jednak pozbawione obłudy, którą odznacza się ukazana tu elita Nowego Jorku. Jest też człowiekiem zdeterminowanym, by jak najlepiej wykonywać swoją pracę i oczekuje tego samego sprawiedliwie od swoich podwładnych, nie tolerując korupcji czy niedbalstwa. W odróżnieniu od swojego poprzednika nie zamierza też wysługiwać się najbogatszym obywatelom miasta. Mimo tych wyraźniejszych zalet, ocena serialu pozostaje jednak negatywna, głównie ze względu na wyraźny tu zasiew fałszywych doktryn i epatowanie makabrą. Marzena Salwowska /.../
  7. Rząd (serial TV)

    Leave a Comment Serial ten opowiada o Birgitte Nyborg Christensen, duńskiej polityk, która w swej karierze zawodowej podejmuje się misji sformowania rządu oraz przewodzenia mu w roli pani premier. Dwoje pozostałych najistotniejszych bohaterów tej produkcji to Katrine Fønsmark (ambitna i ideowa dziennikarka) oraz Kasper Juul pełniący do pewnego czasu funkcję spin doctora pani premier. Nie ulega wątpliwości, iż płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej serial ten posiada swe zalety, przedstawiając w pozytywnym świetle pewne dobre i wartościowe postawy moralne (np. troskę o rodzinę, sprawiedliwe podchodzenie do niektórych problemów społecznych). Z drugiej jednak strony, nie sposób nie zauważyć, iż ogólnie rzecz biorąc, różne kwestie polityczne, moralne i ideowe są tu ukazywane ze stricte liberalnej i/lub lewicowej perspektywy, przez co rzeczy dobre, mieszają się w tym obrazie z rzeczami złymi (w sensie przychylnego ich ukazywania). Tak więc widzimy tutaj tak troskę o rodzinę i sprawiedliwość, jak i np. sprzeciwianie się prawnemu zakazowi aborcji. W jednym zaś z odcinków nawet problem prostytucji został pokazany tak, jakby od strony etycznej sam w sobie nie stanowił problemu. Moralnie kontrowersyjny jest również sposób zobrazowania tego, iż główna bohaterka po swym rozwodzie z pierwszym mężem utrzymuje de facto cudzołożne relacje z pewnym mężczyzną. Chodzi o to, że jest to pokazane w tym serialu jako coś zupełnie normalnego oraz pożądanego. Warto także dodać, iż choć omawiana produkcja wskazuje na potrzebę zachowania pewnych wyraźniejszych standardów moralnych także w ramach walki politycznej (co jest jej plusem), to jednak z drugiej strony rzeczy takie jak kłamanie są w niej pokazywane raczej jako normalne działanie w ramach polityki. W tym miejscu nie chodzi nam oczywiście o to, by zaprzeczać, iż kłamstwo rzeczywiście jest bardzo często używane przez polityków (gdyż tak najprawdopodobniej się dzieje), ale by zwrócić uwagę na to, że coś takiego powinno być potępiane również w ramach aktywności politycznej. Podsumowując: do serialu tego trzeba podchodzić bardzo ostrożnie i krytycznie, w najlepszym razie przyswajając sobie z niego to co jest w nim dobre i szlachetne, a odrzucając to co jest niemoralne oraz bezbożne. Mirosław Salwowski /.../
  8. Gorączka złota (1942)

    Leave a Comment W tej niemej komedii Charlie Chaplin wciela się, w ulubioną przez siebie, postać „eleganckiego trampa”. Tym razem ów włóczykij bierze udział w słynnej gorączce złota w Klondike (1898 r.), która ściągnęła do tego miejsca wielu śmiałków i desperatów. Tu, niemal zamarznięty, wraz z innym poszukiwaczem złota – „Wielkim Jimem” trafia do chaty pewnego bandyty. Przybysze niemal siłą zmuszają rzezimieszka do okazania gościnności. Zamknięci przez zimę w chacie trzej mężczyźni niemal umierają z głodu. Kiedy warunki wreszcie na to pozwalają rozchodzą się każdy w swoją stronę. Główny bohater udaje się do miasta, gdzie poznaje tancerkę Georgię, w której zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Dziewczyna, choć nie traktuje poważnie trampa, to żeby zakpić z pewnego natrętnego i zbyt pewnego siebie wielbiciela, okazuje głównemu bohaterowi widoczną przychylność. Tymczasem trampa odnajduje dawny towarzysz niedoli – Wielki Jim, a następnie prosi, by pomógł mu odnaleźć ukrytą górę złota. Te poszukiwania mogą uczynić z partnerów prawdziwych bogaczy … Ta perełka sztuki filmowej znana jest zapewne z niektórych scen również widzom, którzy nie widzieli jeszcze całego filmu. Do historii kina i zbiorowej pamięci przeszły zwłaszcza takie obrazy jak uczta z gotowanego buta czy balet odegrany przez Charliego Chaplina przy pomocy bułek. Chociaż te sceny mogą nadal bawić widza i mają pewien urok same w sobie, to warto sięgnąć jednak po cały film i zobaczyć je w szerszym kontekście. Te bowiem i inne sceny pokazane w filmie nie są stworzone tylko dla „pustego śmiechu” i zabawienia widza. Jest to specyficzny język reżysera, którym przekazuje swoje współczucie i zatroskanie nad niedolą biednych i pogardzanych ludzi. W języku tym Chaplin potrafi też pokazać zarówno grozę położenia poszukiwaczy złota odciętych od świata i głodujących w górskiej chacie, jak i zakochanie i „stan rozmarzenia” głównego bohatera. Reżyser korzysta więc ze swego talentu i umiejętności, by za pomocą lekkiego humoru przekazywać poważne treści. Pokazuje tutaj na przykład, jak w jednej chwili dzięki nagłemu wzbogaceniu główny bohater z postaci śmiesznej i pogardzanej staje się szanowanym i nader mile widzianym obywatelem. Chociaż przecież jest tym samym człowiekiem, co jeszcze dzień wcześniej, a jednak stosunek społeczeństwa i jednostek jest do niego zupełnie różny. Reżyser pokazuje, że sprawiedliwa postawa zarówno wobec bogatych i biednych testuje ludzką duszą. Przywodzi to bardzo na myśl fragment z Pisma świętego : „Bo gdyby przyszedł na wasze zgromadzenie człowiek przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę i przybył także człowiek ubogi w zabrudzonej szacie,  a wy spojrzycie na bogato odzianego i powiecie: «Usiądź na zaszczytnym miejscu!», do ubogiego zaś powiecie: «Stań sobie tam albo usiądź u podnóżka mojego!»,  to czy nie czynicie różnic między sobą i nie stajecie się sędziami przewrotnymi?” (Jk 2, 2-4). Szybkie wzbogacenie nie ma za to deprawującego wpływu (co niestety często się zdarza w takich przypadkach) na duszę głównego bohatera, może dlatego, że jest on człowiekiem pokornym i nie przywiązującym zbytniego znaczenia do dóbr materialnych. W opowieści tej ukarane też zostaje zło i nagrodzone dobro (morderca i złodziej ponosi karę, nieoczekiwanie szlachetne zachowanie „światowej dziewczyny” zostaje nagrodzone). Choć więc w filmie tym nie ma jakichś wyraźniejszych nawiązań do chrześcijaństwa czy Biblii, to wiele myśli wydaje się zbieżnych z prawdziwą wiarą. Jeśli chodzi o minusy filmu, to można się tu doszukać zbytniego usprawiedliwiania pewnych niewłaściwych zachowań czy postaw u ludzi, którzy znajdują się w nędzy. Główny bohater, choć zasadniczo jest osobą szlachetną i dobrą, to zdaje się też mieć pewną skłonność do kombinatorstwa, a w pewnym momencie dopuszcza się też kłamstwa, żeby osiągnąć swój cel (będąc rzeczywiście głodnym, udaje, że zemdlał z głodu, żeby otrzymać ciepły posiłek i dach nad głową). Wydaje się, że choć taka postawa nie jest tu wprost chwalona, to jednak jest jakoś akceptowana jako zasadna w ciężkim położeniu strategia przetrwania. Gdyby było inaczej, to postawę trampa skorygowałby prawdopodobnie komentarz lektora. Podsumowując, film wydaje się godny polecenia i uwagi, przy uwzględnieniu zastrzeżenia co do zbyt łatwego usprawiedliwiania niektórych grzechów biedą. Marzena Salwowska /.../
  9. Barry Lyndon

    Leave a Comment Słynny dramat kostiumowy Stanleya Kubricka oparty na powieści Williama Makepeace’a Thackeraya, uznawany za arcydzieło gatunku, a opowiadający o losach ubogiego irlandzkiego szlachcica, który stara się rozmaitymi środkami zostać możnym arystokratą. Śledzimy jego losy kolejno jako dzielnego żołnierza, dezertera, szpiega, hazardzisty, nie zawsze wiernego męża poślubionej z rozsądku arystokratki, człowieka z wyższych sfer, troskliwego ojca, raczej złego ojczyma, łapówkarza i pechowego pojedynkowicza. Ta łotrzykowska z pozoru historia staje się pretekstem do ukazania tak specyfiki osiemnastowiecznego społeczeństwa, jak i niejednej uniwersalnej prawdy.  Jest to film, który bardzo słusznie zalicza się do klasyki kina. Od strony artystycznej (najczęściej branej pod uwagę przy tego rodzaju rankingach) oferuje on bowiem, wręcz legendarne już, prześliczne zdjęcia wzorowane na malarstwie epoki, wykonane we wspaniałych plenerach, cieszące oko pięknem przyrody i architektury. Dobór rekwizytów, scenografii, kostiumów oraz umiejętna charakteryzacja aktorów i dbałość o odwzorowanie niegdysiejszych obyczajów czy sposobów walki pozwalają autentycznie dotknąć epoki, w której dzieje się opowiadana historia. Doskonale dobrana jest też klasyczna muzyka, pochodząca z czasów przynajmniej zbliżonych do okresu życia Barry’ego i współtworząca nastrój poszczególnych scen. Historia wciąga, występy aktorskie utrzymane są na wysokim poziomie, a pojawiające się postacie nie są bynajmniej jednowymiarowe, płaskie – twórcom udało się zapełnić ekran złożonymi, nierzadko kontrowersyjnymi, bohaterami, mającymi przeróżne motywacje, zdolnymi zarówno do oczywistego dobra, jak i podłości, i przez to może bardzo bliskimi przeciętnemu widzowi. Czasem mym zdaniem lekko nadużywany jest w tym filmie narrator (którego sarkastyczne nieraz uwagi bywają jednak cenne, zabawne i trafne); niektóre rzeczy chciałoby się raczej zobaczyć niż o nich usłyszeć. Przechodząc do stricte światopoglądowych i moralnych wartości przekazywanych przez dzieło warto zacząć od krytyki bardzo silnego rozwarstwienia i skostnienia systemu stanowego występującego w XVIII wieku w Europie. Ukazany jest tu de facto deprawujący wpływ ówczesnych stosunków na ludzi (a zwłaszcza na ambitniejsze jednostki, takie jak Barry). Z jednej strony bowiem niższe warstwy wiodą tu często żywot nie do pozazdroszczenia, choćby będąc traktowanymi podczas wojen przez dowódców jako „mięso armatnie” i źródło rekruta pozyskiwanego także nielegalnymi środkami (np. poprzez porwania). Od takiego losu wyższe sfery są najczęściej zabezpieczone. Podczas pokoju ludzie z niższych warstw muszą liczyć się w przedstawionym świecie z tym, że na jednostki patrzy się przede wszystkim przez pryzmat ich urodzenia i majątku, a nie osobistych zalet, co stawia ich automatycznie w gorszej pozycji. Boleśnie przekonuje się o tym Barry, gdy jego pierwsza miłość, kuzynka Nora Brady, wychodzi za mąż za bogatego oficera angielskiego, mimo, że wcześniej żywił on podsycane przez tę pannę nadzieje na małżeństwo z nią. Samo jednak rozwarstwienie i różnice w położeniu różnych stanów (choć często nieuzasadnione i niesprawiedliwe) nie byłyby może tak dotkliwe, gdyby przez ciężką i uczciwą pracę dało się uzyskać awans społeczny. Tymczasem, jak ukazują twórcy dzieła, wyższe sfery zamknięte są na przyjmowanie nowych członków; nawet od człowieka, który przyjął arystokratyczny styl życia ciągle czują „smród” wyniesiony z poprzedniego okresu (o czym napomyka gardzący ojczymem pasierb głównego bohatera). Liczy się dla nich przede wszystkim tytuł nabyty od króla w drodze prawnych procedur (choć najlepiej jednak odziedziczony). Takie to społeczeństwo jawi się właśnie jako winne wydania Barry’ego Lyndona – człowieka inteligentnego i ambitnego, który nie chce się pogodzić ze swym położeniem, ale nie mogąc go łatwo (albo przynajmniej uczciwie) polepszyć, schodzi na drogę kłamstwa (po dezercji z wojska podszywa się pod brytyjskiego oficera), oszustwa (aby zebrać majątek dokonuje przekrętów podczas gier hazardowych), wyrachowania (żeni się z niekochaną  arystokratką, którą ponadto „zaklepuje sobie” jeszcze za życia jej męża, podejmując daleko posunięty flirt) czy korupcji (trwoni majątek żony na łapówki dla wpływowych ludzi, mających załatwić mu tytuł lorda). Takie to społeczeństwo degraduje małżeństwo do roli transakcji handlowej (wbrew pięknym naukom udzielanym przez pastora podczas jego zawierania) i sprawia, że ten świeżo upieczony arystokrata zaniedbuje żonę, rzucając się w wir upragnionych zabaw i romansów, na które wreszcie pozwala mu majątek. Jednak wspomniane złe czyny Barry’ego nie są tu usprawiedliwiane, a odpowiedzialność za nie nie jest w całości przerzucana na „system”. Główny bohater, skądinąd miejscami sympatyczny człowiek (początkowo szczery, wykazujący się odwagą na polu bitwy młodzieniec, a następnie kochający ojciec), jawi się czasem przez swe postępowanie jako niemal czarny charakter opowieści. Widać jak raniące dla poślubionej niewiasty są jego romanse ze służącymi (na taką refleksję zdobywa się zresztą sam Barry, który żałuje swych czynów i jedna się z żoną). Ogólna nieuczciwość bohatera i złe traktowanie małżonki rodzą także nienawiść, jaką darzy go wspomniany pasierb, lord Bullingdon, niekierujący się jedynie godnymi ubolewania uprzedzeniami wobec ojczyma, ale żywiący uzasadnioną niechęć do krętactwa Lyndona i trwonienia przezeń majątku jego matki. Ta nienawiść staje się zresztą przyczyną spektakularnego upadku Barry’ego w wyniku wyrafinowanej i dokonanej z zimną krwią prywatnej zemsty lorda. Nadmienić tu jeszcze wypada, że zemsta owa, choć jak wyżej powiedziano miała swe powody, także odmalowana została w negatywnych barwach (głównie przez pokazanie chorej zawziętości Bullingdona, nawet w sytuacji, gdy Lyndon wydawał się dążyć do pojednania, przyjmując pasywną postawę podczas pojedynku z nim). Z zadowoleniem i ulgą można zatem stwierdzić, że twórcy ukazują jak zło rodzi zło i nazywają owo zło (obecne po obu stronach konfliktu) po imieniu.  Ostatnią ważną lekcją udzielaną przez to dzieło jest uwypuklenie marności doczesnych dóbr i osiągnięć. Nie odmawiając w sposób absolutny Lyndonowi prawa do prób polepszenia swej sytuacji, a arystokratom prawa do obrony swych majątków i pozycji przed tymi jego działaniami, które były nieuczciwe i szkodliwe, ukazuje, że tak naprawdę obie strony poświęcały swą energię i inwencję na szarpaninę o ulotne i doczesne wartości. Kruchość pozycji, jaką Barry sobie wywalczył obrazuje fakt, że wystarczył jeden raz, gdy dał się on ponieść emocjom, jedna wszczęta w zrozumiałym gniewie bójka, by stracił szacunek towarzystwa i mógł pożegnać się z tytułem lorda, o który się starał. Tak samo wszystkie swe myśli o zapewnieniu jak najlepszego losu swemu dziecku i dziedzicowi musi on porzucić, gdy niespodziewanie syna zabiera mu nieszczęśliwy wypadek, owoc zwyczajnej lekkomyślności. Obraz przeniknięty jest zatem dojmującym smutkiem płynącym z refleksji nad ludzką naturą, tak skłonną do gromadzenia sobie skarbów na ziemi, podczas gdy, jak stwierdza pastor podczas pogrzebu synka Lyndona, nic nie możemy stąd ze sobą zabrać. Znakomitym podsumowaniem tego aspektu przesłania filmu jest jego ostatnie zdanie, stwierdzające ironicznie, że mimo znacznego różnienia się między sobą, przestawione osoby teraz są w końcu równe. Istotnie – śmierć zrównuje ludzi wszystkich szczebli społecznej drabiny i czyni śmiesznymi ich wykrwawianie się w walkach o pozycję, tak zaciętych jakby pozycja miała trwać na wieki. Z pobocznych elementów warto docenić negatywne przedstawienie kuzynki Lyndona, Nory Brady, która niefrasobliwie bałamuci głównego bohatera (i z tego co wiadomo innych mężczyzn), mimo że nie wiąże z nimi poważnych planów. Zostaje to przez jednego z pozytywnych bohaterów określone dosadnie i pogardliwie jako „puszczanie się z każdym”.  Wątpliwym elementem jest scena, w której Barry obściskuje się i całuje z dwiema półnagimi niewiastami, z którymi zdradza żonę (choć sam czyn jest napiętnowany, to można by go zapewne oględniej przedstawić). U niektórych widzów może także budzić niesłuszną sympatię scena, gdy Lyndon bije się z towarzyszem broni dla błahych powodów (choć nie ma tu jawnej pochwały tego czynu, dopuszcza się go on, gdy jest jeszcze sympatycznym protagonistą, a scena ma lekko humorystyczny charakter). Jednak typowe pojedynki (orężne honorowe rozprawy) są szczęśliwie w tym dziele pokazane ogólnie jako źródło poważnych tarapatów bohatera, a choć jedna postać docenia śmiałość Barry’ego rwącego się do takiej walki, to sam pojedynek nazywa głupotą.  Zachęcam zatem Czytelników do obejrzenia owego znakomitego warsztatowo i cennego moralnie filmu oraz wyciągania wniosków z tej ciekawej i zniuansowanej historii.  Michał Jedynak /.../
  10. Grbavica

    Leave a Comment Tytułowa Grbavica to dzielnica Sarajewa, w której żyje główna bohaterka filmu Esma. Esma wychowuje samotnie dorastającą córkę i stara się jakoś związać koniec z końcem. Po tym, jak zamknięto klub, w którym pracowała jako kelnerka, zatrudnia się szybko w innym, dość szemranym miejscu, którego właściciel świetnie pasuje do określenia „typ spod ciemnej gwiazdy”. W lokalu tym poznaje Peldę, który pracuje tu jako ochroniarz. Mężczyzna jest miły i opiekuńczy wobec Esmy i zdaje się żywić do niej głębsze uczucia. Ta relacja uczuciowa głównej bohaterki niezbyt przypada do gustu jej córce, która i tak sprawia już wiele kłopotów wychowawczych. Bunt nastoletniej Sary narasta, zwłaszcza kiedy jej matka z niezrozumiałych przyczyn nie chce przedstawić w jej szkole zaświadczenia, że ojciec dziewczyny zginął jako żołnierz – szahid. Dzieci szahidów, których uważa się tu za bohaterów narodowych, mają różne przywileje, w tym również zniżkowe, bądź bezpłatne wycieczki szkolne, a na taką wycieczkę wybiera się właśnie Sara. Ociąganie matki jest więc dla nastolatki, dumnej z nieznanego ojca, coraz bardziej niezrozumiałe i frustrujące … Film ten, mimo że przedstawia koszmar i zniszczenia po wojnie w byłej Jugosławii (zniszczenia nie tylko w budynkach, ale i w ludziach, tak poszczególnych, jak i w ich wzajemnych relacjach). Stłuczone szkło trudno posklejać, jak pokazuje ten obraz. Bohaterowie filmu zdają sobie sprawę, że nie są już tymi samymi ludźmi, co przed wojną. Przykładowo, dawni studenci uniwersytetów, z całkiem dobrymi widokami na zawodową karierę dziś wysługują się prymitywnemu, szemranemu właścicielowi klubu nocnego jako kelnerka i ochroniarz. Wojna, którą przeżyli, wciąż jest jakoś obecna w każdym aspekcie ich życia. Uderzająca jest na przykład scena, w której Pelda chcąc podtrzymać rozmowę z interesującą go koleżanką z pracy, „podrywa” ją na wspólne doświadczenie z chodzeniem na ekshumacje. Ten temat zresztą później jeszcze wróci w najbardziej chyba romantycznej scenie filmu, kiedy Esma będzie próbowała powstrzymać ukochanego przed emigracją z kraju. Również dorastająca Sara przeżywa swoją pierwszą miłość, ćwicząc z rówieśnikiem strzelanie w jednym ze zrujnowanych budynków. Film ten można uznać za ostrzeżenie przed długofalowymi skutkami wojen. Przypomina też o tym, że w takich konfliktach często najbardziej cierpią najsłabsi, gdyż poczucie bezkarności i wojenne zdziczenie, o które zresztą szczególnie łatwo w wojnach domowych, przyczyniają się do takich obrzydliwości jak torturowanie jeńców czy zbiorowe gwałty. Sprawcy takich zbrodni nieraz niestety całkiem trafnie zakładają bowiem, że prawdopodobieństwo ich rozliczenia po wojnie jest stosunkowo niewielkie, ba nawet może będą w swoich środowiskach chodzić jeszcze w glorii bohaterów. Warto więc pochwalić twórców tego filmu, że zajmują się tak delikatnym i bolesnym tematem jak wojenne gwałty na kobietach. Jeśli chcemy, żeby to wreszcie sprawcy takich zbrodni wstydzili się i bali o swój los, a nie ich ofiary, to warto, żebyśmy doceniali takie produkcje, które otwarcie mówią o tym problemie. Obraz ten mimo ciężkiej tematyki jest jednak na swój sposób optymistyczny. Można powiedzieć, że daje on nadzieję zwłaszcza kobietom. Choć główna bohaterka nie jest tu zawsze osobą godną naśladowania (okłamuje swoją córkę, pali, lekko wspomina wąchanie kleju w czasach studenckich), to godna podziwu jest to, jak zachowała siłę i kobiecą godność, której zapewne chcieli pozbawić jej na zawsze oprawcy. Najpiękniejsze jednak jest w Esmie to, że nie utraciła ona zdolności kochania. Niezaprzeczalna jest miłość, jaką darzy swoją córkę (która mimo buntowniczej postawy odwzajemnia to uczucie), nadto jest też w stanie mimo swoich doświadczeń zaufać jeszcze mężczyźnie i odwzajemnić jego uczucia. Dlaczego zatem film ten nie został oceniony wyżej? Niestety poza sporą ilością wulgarnej mowy, mamy tu też przy okazji wątku z nocnym klubem pokazane sceny lubieżnego tańca oraz kelnerkę, która obnaża się do połowy, ukazując obfity biust (przy czym kamera mocną eksponuje te sceny). Wprawdzie są to wątki poboczne i raczej nie pokazane w pozytywnym świetle, jednakże widać, że mają one przyciągać oko widza, a nie być tylko mniej lub bardziej uzasadnionym elementem narracji. Mimo istotnych zastrzeżeń polecamy jednak ten film, gdyż pokazuje, że człowiek w każdych okolicznościach potrzebuje prawdy i miłości, że prawda wyzwala, a miłość daje siłę, by znieść nawet najtrudniejszą prawdę. Marzena Salwowska /.../