Tag Archive: chrześcijańskie recenzje filmów

  1. Hellbound

    Leave a Comment W bardzo niedalekiej przyszłości na świecie rozpoczyna się seria niezwykłych „egzekucji”, dokonywanych na ludziach przez osobliwe pozaziemskie istoty. Przed każdym z takich zdarzeń skazanemu wyrok komunikuje zjawa (nazywana tu aniołem). Owa lewitująca głowa, zwana aniołem, obwieszcza skazańcowi, rzekomo z woli Boga, dokładny dzień i godzinę, w której on/ona umrze i trafi do piekła. W wyznaczonym terminie, o dokładnym czasie, pojawia się trzech pozaziemskich egzekutorów, by dokonać tak zwanej „demonstracji woli Bożej”, najpierw pastwiąc się parę minut nad wybranym grzesznikiem, by w końcu niemal doszczętnie spalić jego/jej ciało. Jedną z pierwszych osób, które usłyszały proroctwo-wyrok jest samotna matka, która w związku z tym otrzymuje też niezwykłą propozycję od organizacji religijnej „Nowa Prawda”. Otóż w zamian za sporą sumę pieniędzy, która ma zabezpieczyć byt jej dzieci, skazana kobieta ma doświadczyć „demonstracji woli Bożej” na oczach milionów widzów. Transmisja z tego wydarzenia ma ogromną oglądalność i przyczynia się do wzrostu popularności i wpływów „Nowej Prawdy”, której charyzmatyczny lider już wiele lat przed pierwszymi „demonstracjami”, zapowiedział te przyszłe wydarzenia. Na znaczeniu zyskuje również inspirowana przez „Nową Prawdę” (ale póki co od niej niezależna) organizacja-bojówka „Grot”, która zajmuje się głównie zastraszaniem (a wkrótce też mordowaniem) różnej maści „heretyków”, którzy w jej oczach w jakiś sposób sprzeciwiają się „Bożym wyrokom”… Przejdźmy może od razu do wyjaśnienia, dlaczego oceniamy ten, jakby nie było, serial fantasy, jako realnie niebezpieczny, a co najmniej dwuznaczny. Otóż, mówiąc w skrócie, sieje on dodatkowy zamęt w niezwykle ważnych kwestiach, w których i tak już zamętu nie brak w ostatnich czasach. Serial ten porusza bowiem takie kwestie jak Bóg jako Sprawiedliwy Sędzia, istnienie wiecznego piekła, czy też kategoria grzechów śmiertelnych, których zaciągnięcie naraża człowieka na wieczne potępienie. Te współcześnie niemal już zapomniane prawdy, są w serialu poruszane w sposób, który raczej nie skłania do ich poważnego zrozumienia i przyjęcia. Gwoli uczciwości, trzeba przyznać, że twórcy tej produkcji nie przedstawiają ani diakonów, ani wyznawców „Nowej Prawdy” jako tradycyjnie pojmowanych chrześcijan. Pod koniec serialu dowiadujemy się bowiem, że nie wierzą oni w grzech pierworodny i Odkupienie, sami wyraźnie odcinają się też od chrześcijan. Problem w tym, że większość widzów, zwłaszcza młodych, może być głucha na takie rozróżnienia. Bardziej prawdopodobny wydaje się niestety scenariusz, w którym odbiorcy tego serialu połączą sobie w głowach obraz przedstawicieli „Nowej Prawdy” i „Grotu” z tymi nielicznymi chrześcijańskimi nauczycielami, którzy wprost mówią, że Bóg jest również Sprawiedliwym Sędzią, i to ostatecznie na mocy sprawiedliwego wyroku Jezusa Chrystusa zatwardziali grzesznicy trafiają do piekła. Istnieje zatem duże prawdopodobieństwo, iż przez ten serial jeszcze bardziej „obrywać się” będzie niewinnym, którzy głoszą trudne prawdy. Serial ten bowiem wpisuje się w narrację, w której najgorszym grzechem jest mówienie o grzechu. Tak się bowiem składa, że zbiorowym czarnym charakterem są tutaj osoby, które mówią o powadze grzechu i odpowiedzialności człowieka za swoje grzeszne wybory. Te właśnie osoby, które chętnie piętnują innych jako grzeszników zasługujących na piekło, same są wyraźnie zdegenerowane i dopuszczają się takich czynów jak okrutne samosądy, poniżanie rodzin „oficjalnych grzeszników”, kłamstwa, manipulacje, a nawet bicie czy próby mordowania niewygodnych świadków. Zasadniczo ta strona jest reprezentowana przez pełnych pychy, żadnych władzy, okrutnych hipokrytów. Nie ma tutaj żadnej przeciwwagi w postaci np. chrześcijan, którzy mówiliby o grzechu i Bożym sądzie głównie z troski o bliźnich i własne dusze. Właściwie to nie ma w tym serialu żadnych innych reprezentantów strony wierzącej, obraz wyznawców „Nowej Prawdy” pozostaje tu więc jedynym obrazem ludzi wierzących w Boga. Innym problemem, który stwarza serial, jest sugerowanie bardzo negatywnego obrazu Boga. Wprawdzie i tutaj jest to w pewien sposób z góry osłabiane poważnymi wątpliwościami czy rzeczywiście „demonstracje Bożej woli” mają coś wspólnego z prawdziwą Bożą wolą, to jednak i w tym temacie serial sieje zamęt. Jest tu bowiem przynajmniej sugestia, że Bóg, a może bardziej wiara w Jego nieomylność, opatrzność oraz prawo do ustanawiania praw i ferowania wyroków, to coś dla człowieka i ludzkości wręcz szkodliwego, co powinno się wreszcie odrzucić. W produkcji tej są więc przykładowo stwierdzenia ze strony bardziej pozytywnych bohaterów o tym, że Bóg działa przeciw człowiekowi, w związku z czym należy Go odrzucić, czy też że ludzie sami powinni się zająć swoimi problemami, nie licząc się z Bogiem. Są też sugestie, że Bóg może się mylić, bądź działać na sposób kapryśnego tyrana, który karze ludzi w zasadzie na chybił trafił, zostawiając im jednak jakieś złudzenie sprawiedliwości i wolnej woli, tylko po to by utrzymywać ludzkość w stanie ciągłego strachu i niepewności. Tak pojmowanym niedorzecznym działaniom Boga, to ludzie niejako w tym serialu desperacko próbują nadać sens i znaczenie. Widoczne jest to zwłaszcza w postaci pierwszego prezesa „Nowej Prawdy”, który dwadzieścia lat wcześniej sam otrzymał proroctwo o tym, kiedy umrze i trafi do piekła. Jin-soo Jeong zdając sobie sprawę, iż przynajmniej jak dotąd nie popełnił żadnego grzechu ciężkiego i również pozostali skazańcy są wybierani raczej przypadkowo, postanawia ukryć ten fakt przed światem. Po części dlatego, żeby ludzie nie wpadli w panikę, a po części dlatego, że widzi w tym szansę na moralną odnowę ludzi ze strachu przed piekłem. W głowie młodych widzów łatwo może więc powstać wrażenie, że takie pojęcia jak grzech i piekło, to tylko straszaki wymyślone dla utrzymania jako takiego społecznego ładu. Serial ten zdaje się też mylić tropy, jeśli chodzi o prawdopodobne współczesne zagrożenia systemami totalitarnymi. To już kolejna produkcja, żeby wspomnieć chociażby „Opowieść podręcznej”, która wtłacza w wyobraźnię widzów wizję teokratycznej dyktatury, której przywódcy w jakiś sposób opierają swoje poglądy na Biblii. Straszenie widzów tak mało prawdopodobnym scenariuszem może być zasłoną dymną dla odwrócenia ich uwagi od czegoś o wiele bardziej prawdopodobnego, czyli wykształcenia się w szeroko pojętym świecie zachodnim lewicowego systemu totalitarnego. Takiego systemu, w którym to właśnie pojęcie grzechu i karzącego zań Boga będzie zakazane. I w tym więc obszarze serial zdaje się również siać zamęt, zamierzony bądź nie. Jeśli chodzi o zalety serialu, to w jakimś stopniu można go uznać za ostrzeżenie przed różnymi Nowymi Prawdami, czyli ruchami bądź organizacjami religijnymi, które zachowując jakąś część Prawdy Objawionej, jednocześnie ją wypaczając w różnych aspektach. Film może też pokazywać, że nie wszystko, co odwołuje się do autorytetu Boga, nawet jeśli towarzyszą temu niezwykłe znaki, musi rzeczywiście pochodzić od Boga. W tym miejscu przypominają się słowa św. Pawła Apostoła z Listu do Galatów: Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii.  Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową.  Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty! (Ga 1, 6-8). Z innych wyraźniejszych zalet tej produkcji docenić też można wskazywanie na zagrożenia związane ze środkami masowej komunikacji, takimi jak telewizja czy media społecznościowe. Serial pokazuje, jak łatwo mogą być one wykorzystywane do cynicznych celów, siać dezinformacje, panikę, czy też pogardę i nienawiść wobec wskazanych opinii publicznej wrogów. Ogólne wrażenie odnośnie wartości serialu jest jednak negatywne. Pozostaje po nim odczucie, że jego twórcy niepotrzebnie igrają z ogniem piekielnym, który to jest kwestią zbyt poważną, by zajmować się nią w nieodpowiedzialny sposób, tym bardziej że serial ten prawdopodobnie trafiać będzie w dużej części do widzów młodych, a więc często takich, których światopogląd dopiero się kształtuje. Marzena Salwowska /.../
  2. Niewierny

    Leave a Comment Film pt. „Niewierny” (z Jimem Caviezelem w roli głównej) opowiada podobno prawdziwą historię znanego, a pochodzącego z USA chrześcijańskiego blogera (jego imię to Doug), który zostaje porwany przez szyickich terrorystów po tym, jak w egipskiej telewizji otwarcie wyznaje on wiarę w Jezusa Chrystusa jako Boga, a także sugeruje, iż również muzułmanie winni przyjąć tę – zadeklarowaną przez niego – wiarę. Wspomniani szyiccy terroryści przetransportowują następnie Douga do Iranu, gdzie zostaje on poddany stronniczemu i niesprawiedliwemu procesowi sądowemu, w którego skutek zostaje skazany na karę śmierci. Na pomoc Dougowi wyrusza Liz, jego żona, która pracuje w amerykańskim departamencie stanu. Nie trzeba naszym Czytelnikom chyba w bardziej obszerny sposób opisywać tego, co uważamy za główne plusy tej produkcji. Oczywiście jest to jego bardzo chrześcijański przekaz, który sprowadza się do pochwały odważnego wyznawania wiary w Jezusa jako Boga, a także sprzeciwia się zbyt „ugładzonym” formom dialogu z islamem. W filmie tym nie eksponuje się także obsceniczności, nieskromności czy seksu – choć niestety jest tam sporo wulgarnej mowy. Co do zaś sposobu przedstawienia w nim islamu to – mimo że w pewnych aspektach jest on „konfrontacyjny” – to trzeba jasno powiedzieć, że zasadniczo rzecz biorąc, jest on prawdziwy. Jest bowiem prawdą, że chrześcijanie w krajach muzułmańskich są poddawani pewnym represjom – włącznie z możliwością surowego ukarania (nie wyłączając śmierci) za nawracanie wyznawców islamu na chrześcijaństwo. Jest też prawdą to, iż w kwestii boskości Pana naszego Jezusa Chrystusa nie może być żadnego kompromisu pomiędzy chrześcijanami a muzułmanami. Można więc powiedzieć, że w tym aspekcie twórcy filmu rzucili wyzwanie zbyt ugładzonym formom dialogu z islamem, gdzie pewne bardziej drażliwe kwestie pomija się milczeniem, albo relatywizuje. W zasadzie jedyną obawą, jaką można mieć wobec tym podobnego sposobu prezentowania dziś islamu to fakt, iż konserwatywni chrześcijanie mogą w przesadny sposób utożsamiać się z pewnymi złymi elementami współczesnej zachodniej kultury (np. nieskromnością strojów, brakiem kryminalizacji cudzołóstwa i sodomii), a sprzeciw wobec nich odbierać jako coś stricte islamskiego. Dlatego też, z krytyką islamu trzeba uważać tak, by słusznego potępienia dla pewnych ciężkich błędów w nim zawartych, nie mieszać z odrzuceniem tego, co w tej religii nie jest samo w sobie złe, a przeciwnie nieraz stanowi przechowalnię pewnych historycznych zdobyczy chrześcijańskiej cywilizacji (np. karanie „gejów”). O ile ideowe przesłanie filmu „Niewierny” nie pozostawia większego pola do słusznej jego krytyki, to jego wartość artystyczna wydaje się pozostawiać niemało do życzenia. Warsztatowo produkcja ta – przynajmniej w mym subiektywnym odbiorze i odczuciu – nie jest zbyt wysokich lotów. Kierując się jednak wyznawaną przez nas zasadą prymatu poprawnego pod względem światopoglądowym i moralnym przesłania nad artystyczną jakością filmów, postanowiliśmy przybliżyć naszym Czytelnikom tę produkcję. Na sam koniec, czuję się w obowiązku podkreślić, iż fakt pochwalnego charakteru powyższej recenzji nie oznacza, iż biorę odpowiedzialność za historyczną rzetelność tego filmu. Sam bowiem nie słyszałem o podobnej, co opowiedziana, a jak twierdzą jego twórcy prawdziwej, historii. Nie oznacza to, że twórcy filmu skłamali – po prostu nie jestem w stanie na tym etapie zweryfikować jego historycznej rzetelności, a więc, gdyby miały się pojawić jakieś wątpliwości co do takowej, to lojalnie uprzedzam, że nie mogę tutaj ani jej potwierdzać ani zaprzeczać. Mirosław Salwowski /.../
  3. Historia Rut

    Leave a Comment Ta filmowa opowieść jest fantazją na temat historii zapisanej w biblijnej Księdze Rut, to znaczy stara się barwnie „uzupełnić” szczegóły dotyczące tej postaci, które nie zostały dla nas zanotowane przez pisarza natchnionego. Młodą Moabitkę Rut poznajemy tu zatem jako dziewczynkę, której ojciec nie mogąc wyżywić rodziny, sprzedaje kapłanom Kemosza. Dziewczynka, która w międzyczasie cudownym zrządzeniem unika losu ofiary dla krwawego bóstwa Moabitów, zostaje wychowana na kapłankę Kemosza. Rut już jako młoda kobieta służy swemu idolowi z przekonaniem i stara się jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki, z których jednym z najważniejszych jest opieka nad dziewczynkami przeznaczonymi na krwawe ofiary. Pewnego dnia dziewczyna spotyka jednak na swojej drodze młodego imigranta – Machlona. Ów Judejczyk opowiada jej o jedynym, prawdziwym i wszechmogącym Bogu, którego czci wraz ze swą żydowską rodziną. Rozmowy z Machlonem i jego pytania, na które nie potrafi ani jemu, ani samej sobie odpowiedzieć, budzą w Rut coraz większe wątpliwości co do własnej wiary w Kemosza i w sens swojej służby i poświęcenia. „Co gorsza” zaczyna ona też wewnętrznie kwestionować zasadność składania tradycyjnych i „zaszczytnych” ofiar z niewinnych dzieci na ołtarzu owego bożka … Filmowi temu niewątpliwie należy się sporo przychylności, gdyż jest to jedna z tych produkcji, w których dobre intencje i zamiary jej twórców są nader widoczne. Celem tego obrazu jest niewątpliwie przybliżanie nie tylko starotestamentowej Księgi Ruth, ale także pokazywanie jej w szerszym kontekście. Dlatego też nie zabrakło w nim odniesień do faktu, iż to właśnie z Rut Moabitki w prostej linii pochodzić będzie król Dawid, z którego linii narodzi się później Mesjasz – Jezus Chrystus. Oprócz tych ważnych odniesień do przyszłości mamy też w filmie zdecydowanie pozytywne odniesienia do Prawa Mojżeszowego, które jest pokazywane jako dobry „wychowawca” Narodu Wybranego. W filmie tym jest mocno uwypuklony fakt, że nie tylko Dekalog, ale również wszystkie przepisy Prawa Mojżeszowego nie zostały dane po to, by utrudnić Narodowi Wybranemu życie, ale wręcz przeciwnie jako wyraz praktycznej miłości Boga wobec ludzi, a nawet zwierząt (słyszymy tu na przykład, że zwierzęta dojne muszą być dojone codziennie, a zaniedbanie tego nakazu jest już materią grzechu). Na marginesie trzeba jednak gwoli prawdy sprostować pewne błędne stwierdzenie zawarte w filmie. Otóż Machlon naucza Rut, jakoby Prawo Mojżeszowe zabraniało bicia niewolników, podczas gdy jedynie ograniczało ono nadmierną swobodę panów w tym względzie, zabraniając jedynie ich maltretowania. Inną istotną zaletą filmu jest to, że na przykładzie Rut Moabitki, która poprzez małżeństwo wchodzi do Narodu Wybranego, lecz szybko zostaje, pozbawioną obrońcy – męża, wdową, pokazany jest trudny los człowieka żyjącego pośród ludzi, którzy wolą kierować się uprzedzeniami wobec całego jej ludu. Nowi sąsiedzi Rut nie widzą w niej konkretnej osoby, swego bliźniego, a raczej personę, która uosabia dla nich całe zło i niegodziwości Moabu. Jeśli chodzi o pewne niedociągnięcia filmu, to poza wyżej wspomnianą nieścisłością w relacjonowaniu Prawa Mojżeszowego odnośnie do bicia niewolników, można tu też zwrócić uwagę na namiętne pocałunki przedmałżeńskie. Podsumowując, zachęcamy do sięgnięcia po ten nieco już chyba zapomniany obraz, choć tak udramatyzowana wersja pięknej w swojej prostocie Księgi Rut może nie każdemu przypaść do gustu. Nie mniej warto przekonać się samemu. Marzena Salwowska /.../
  4. Uczciwy złodziej (2020)

    Leave a Comment W światowej kinematografii jest chyba niewiele filmów, które łączyłyby sympatyczne przedstawianie różnej maści przestępców z jednoczesnym odmalowywaniem ich autentycznej skruchy. Jeśli już to przysłowiowy złodziej czy gangster ma wzbudzać sympatię widzów poprzez to, że łączy swój kryminalny proceder z przestrzeganiem niektórych zasad honorowych, albo też w danej historii jest on przeciwwagą dla kogoś jeszcze bardziej od niego złego. Nie wiem jednak, czy na palcach choćby jednej ręki można by policzyć filmy poświęcone przestępcom, w których ci nie dość, że mieliby mocne postanowienie poprawy, to jeszcze zamierzaliby naprawić całokształt popełnionego przez siebie zła. Stąd też, produkcje filmowe poświęcone osobom łamiącym prawo zwykle są co najmniej poważnie dwuznaczne moralnie. Dlatego zatem warto docenić te z filmów, w których wątek szczerej skruchy ze strony przestępcy jest bardzo mocno zaakcentowany, a taki to właśnie obraz stanowi „Uczciwy złodziej” z 2020 roku z Liamem Neesonem w roli głównej. W filmie tym, główny bohater (Tom) po latach okradania banków, poznaje kobietę (Annie), w której się zakochuje i z chęci ułożenia sobie z nią normalnego życia, postanawia zaproponować FBI specyficzny układ. Otóż w ramach tego układu Tom pragnie oddać się w ręce władz, zwrócić wszystkie skradzione przez siebie pieniądze, w zamian za względnie łagodny wyrok (bodajże 2 lata więzienia). Po wszystkim ów były złodziej zamierza ożenić się ze swą ukochaną, by wieść, z nią normalne i spokojne życie. Pech jednak chce, że do Toma zgłaszają się akurat ci z agentów FBI, którzy są nieuczciwi (zwłaszcza jeden z nich) i zamiast doprowadzić sprawę do jej właściwego końca, chcą oni zagarnąć dla siebie owe skradzione niegdyś pieniądze, w efekcie czego zagrażają życiu nie tylko głównego bohatera, ale i jego ukochanej. Gwoli podkreślenia kolejnego z plusów tego filmu dodam, że i jeden z tych agentów FBI ostatecznie okazuje skruchę i z wielkim ryzykiem dla samego siebie postanawia postąpić tak, jak należy. Oczywiście, nie wszystko w tym filmie zasługuje na pochwałę. Nie wszystkie z metod, które używa Tom w swej walce o to, co można nazwać jego „nowym, lepszym życiem” są pozbawione moralnych wątpliwości. Co więcej, ukochana Toma jest przedstawiona jako rozwódka, zasadniczo więc rzecz biorąc, można przyjąć domniemanie, że jego związek z nią będzie miał charakter cudzołożny (choć z drugiej strony twórcy filmu nie podali tu informacji, które by wykluczały interpretację, iż jej pierwsze małżeństwo było „nieważne”). Nie mniej jednak fakt, dość unikatowego potraktowania przez reżysera i scenarzystę wątku „sympatycznego przestępcy” (autentyczna skrucha plus zadośćuczynienie) skłania nas do pozytywnego jego wyróżnienia. Ponadto, w filmie tym nie ma scen seksu, nie epatuje się w nim wulgarnością, obscenicznością, nieskromnością oraz przemocą – co rzecz jasna jest jego dodatkowym atutem. Mirosław Salwowski /.../
  5. Wiecznie młody

    Leave a Comment USA, rok 1939. Życie pilota -kapitana Daniela McCormicka zdaje się pasmem sukcesów. Mężczyzna wykonuje pracę, którą uwielbia, a nadto zamierza oświadczyć się wreszcie swojej ukochanej Helen i założyć z nią rodzinę. Wszystko zmienia się w chwili, kiedy Helen ulega tragicznemu wypadkowi i zapada w śpiączkę. Daniel nie chcąc patrzeć, jak jego wybranka powoli umiera, postanawia zostać ochotnikiem w ryzykownym i tajnym eksperymencie swojego przyjaciela. Poddaje się więc hibernacji, z której ma zostać wybudzony po roku. Jednakże seria kolejnych niespodziewanych zdarzeń sprawia, że zostaje on „wskrzeszony” dopiero 50 lat później … Ten zasadniczo pozytywny film charakteryzuje się ciepłą atmosferą, która wynika prawdopodobnie z tego, że nie ma tu wielu scen bądź dialogów, które mogłyby wywołać u widza niepokój czy obrzydzenie; jego przesłanie zaś jest właściwie skupione na afirmacji Bożego daru, jakim jest życie oraz docenianiu czasu, który jest nam dany i dobrym jego wykorzystaniu. Niewątpliwą zaletą tej produkcji jest też jej prorodzinny charakter. Jako oczywistą i dobrą rzecz prezentuje się w niej bowiem model, w którym mężczyzna oświadcza się ukochanej kobiecie, by z nią razem stworzyć szczęśliwy, monogamiczny związek w naturalny sposób otwarty na rodzenie i wychowywanie dzieci. Główny bohater wydaje się wręcz nie wyobrażać sobie, że mógłby nie poślubić matki swojego dziecka, gdyż na pytanie czy dziecko, z którym widnieje jego ukochana na zdjęciu, jest jego córką, odpowiada, że nie, gdyż nie byli małżeństwem. Takiemu tradycyjnemu modelowi myślenia o rodzinie jest w pewien sposób przeciwstawiona pewna bohaterka samotnie wychowująca syna (choć nie jest ona sama zadowolona z tego stanu rzeczy). Na jej przykładzie pokazane są negatywne zmiany, które zaszły w obyczajowości amerykańskiej w czasie tych 50 lat, które „przespał” główny bohater. Owa samotna matka, zostaje bowiem nie tylko opuszczona przez ojca swojego dziecka, ale też później ma problem ze znalezieniem „stałego partnera”. Na dodatek nachodzi ją jeden z jej byłych „przyjaciół”, bije i zamierza zgwałcić. W jej obronie staje wówczas główny bohater filmu, co jest oczywiście słusznie pokazane jako szlachetne i właściwe zachowanie, wynikające z „tradycyjnie dżentelmeńskich cnót”, które powinno się kultywować w każdym pokoleniu.. Film ten przełamuje też w pewien sposób kult młodości, gdyż jako ważniejsze niż młodość, witalność czy uroda pokazuje rzeczy trwałe i mniej podatne na upływ czasu. Film ten ma jednakże pewne wady, które obniżają jego ocenę. Najistotniejszą z nich jest duża ilość namiętnych niemałżeńskich pocałunków. Nadto w jednej ze scen jest dość wyraźnie ukazana nagość głównego bohatera (tył sylwetki). Oprócz tych nieskromnych elementów na naganę zasługuje też pozytywne ukazanie kłamstwa, którego dopuszcza się jedna z drugoplanowych postaci. Nie do końca zasadny wydaje się też czasowy zbór mienia (samolotu, którym leci główny bohater do odnalezionej po 50 latach ukochanej) oraz jego ucieczka przed służbami państwa. Trudno powiedzieć bowiem, czy mamy tutaj do czynienia z nagłą i oczywistą koniecznością, w której obliczu, jak nas poucza Katechizm Kościoła Katolickiego (p. 2408), zabranie cudzej rzeczy nie jest kradzieżą. Niemniej jednak ze względu na ogólnie pozytywny przekaz i względnie małą ilość elementów wątpliwych polecamy ten film. Marzena Salwowska /.../
  6. Wesele (2021)

    Leave a Comment Z filmami, które w swym zamierzeniu, mają w szeroki sposób opisywać zło, ale ich celem nie ma być jego pochwalanie czy uniewinnianie, często wiąże się kilka problemów. Po pierwsze: czy opisywane w filmie zło nas nie przytłacza, pozostawiając widzów niejako bez nadziei na to, że świat może być jednak inny, nieco lepszy? Po drugie: czy pokazywane w filmie zło nie jest poważnie wyolbrzymione (a nie tylko lekko przerysowane), tak, iż potęguje się w ten sposób przytłaczające wrażenie jego wszechobecności, o którym wspomnieliśmy powyżej? Po trzecie: czy w „plastycznym” obrazowaniu zła reżyser nie posunął się zbyt daleko, narażając przez to tak widzów na grzeszne pokusy (np. oglądanie scen pornograficznych), a nierzadko nawet aktorów na dokonywanie czynów będących materią grzechu (np. nie tylko pozorowanie, ale realne czynienie przed kamerami różnych czynności seksualnych)? W przypadku najnowszej wersji „Wesela” autorstwa pana Wojciecha Smarzowskiego próba odpowiedzi na wszystkie powyższe pytania skłania nas do raczej krytycznej niż pochwalnej oceny tego filmu. I tak, zło w „Weselu” jest wręcz wszechobecne, a dobro w najlepszym razie słabe i nijakie. Ktoś może powie na to: „Takie jest i było życie!„, nie mniej jednak, jak za chwilę pokażemy, nie mamy przekonania, czy aby na pewno proporcje na rzecz pokazywania w tym filmie niegodziwości są choćby z „grubsza” rzecz biorąc realistyczne. Obraz polskiego wesela roku 2020/2021 u Smarzowskiego jak żywo przypomina „tradycyjne polskie wesele” z przełomu 20 i 21 stulecia. A zatem widzimy tam dużo pijaństwa, sprośnych i niesmacznych nawet na płaszczyźnie estetycznej zabaw i gier (typu: turlanie jaja w męskiej nogawce), jakaś rozpusta „na boku”, etc. Pisząc te słowa, nie mam żadnego interesu w tym, by bronić którejkolwiek ze wspomnianych przed chwilą obrzydliwości (sam wszak je nie jednokrotnie piętnowałem). Co więcej, już sama obecność pozamałżeńskich tańców damsko-męskich jest dla mnie dostatecznym powodem, by dość krytycznie patrzeć na „tradycyjne polskie wesela„. Nie mniej jednak można mieć wątpliwości, czy sprośność, pijatyki i rozpusta będąca udziałem prawdopodobnie wielu polskich wesel jeszcze przed 20 czy 30 laty jest reprezentatywna dla znacznej części polskich wesel Roku Pańskiego 2021? Z tego bowiem, co się orientuje, (choć mogę się mylić) dla znacznej części pokolenia, które urodziło i wychowało się już po upadku PRL-u, obecność wspomnianych wyżej rzeczy na weselach jawi im się jako przysłowiowy „obciach”. Co więcej nawet „tradycyjna” niegdyś dla Polaków rozrzutność okazywana przy tego typu imprezach traktowana jest coraz częściej jako nierozsądny brak umiaru. Z drugiej strony, rzecz jasna nie ma co oszukiwać się, że pijaństwo, sprośności i rozpusta są bardzo rzadkie na współczesnych weselach, jednak można rozsądnie zastanawiać się, czy aby są one aktualnie reprezentatywne dla ich zdecydowanej większości? By widzieć wyraźniej nie tylko „lekkie” przerysowania w najnowszej produkcji Smarzowskiego można też odwołać się do fragmentu trailera go reklamującego. Otóż widzimy tam księdza katolickiego udzielającego ślubu nowożeńcom i głoszącego naukę o potrzebie posłuszeństwa żony wobec męża. Niestety, ale trudno o mniej realistyczny przekaz niż sugerowanie, że w Polsce Anno Domini 2021 katoliccy księża często powtarzają tradycyjne katolickie nauczanie o posłuszeństwie żon wobec mężów. Jeśli w ogóle coś takiego się zdarza, to jest to dziś bardzo rzadkie. Notabene: akurat na przykładzie księdza mówiącego o powinności owego posłuszeństwa widzimy, że Smarzowski niektóre dobre rzeczy (bo nauka ta jest dobra i słuszna) próbował ośmieszyć – to kolejny punkt do krytykowania jego najnowszego filmu. Z podobną sytuacją zresztą mamy do czynienia, gdy w „Weselu” przedstawia się analogię pomiędzy antysemityzmem wspieranym przez niemałą część polskich duchownych w okresie międzywojnia (1918-1939) i jego możliwymi tragicznymi skutkami w czasie II wojny światowej (zabijaniem Żydów przez niektórych Polaków w pogromach), a współczesną krytyką ruchów LGBT (vide: sformułowania typu „Tęczowa zaraza”). Tymczasem nie ma uprawnionej analogii pomiędzy krwawym prześladowaniem Żydów (czy to w sensie etnicznym, czy jedynie w sensie ich przynależności religijnej), a ewentualnymi krwawymi represjami stosowanymi wobec czynnych homoseksualistów i lesbijek. To pierwsze, należałoby wszak uznać za zawsze złe, ale to drugie nie jest wewnętrznie złe i władze cywilne mogłyby w moralnie uprawniony sposób ustanowić karę śmierci za czyny homoseksualne. Osobiście, co prawda, nie faworyzowałbym tak surowego prawa, ale nie byłoby ono ze swej natury złe. Pozostając zaś jeszcze przy wątku drapieżnego antysemityzmu i jego możliwych tragicznych skutków, to jeszcze jeden z filmowych zabiegów zastosowanych przez reżysera budzi nasze wątpliwości. Otóż w kilku scenach pokazuje się masowe gazowanie trzody chlewnej, co przynajmniej w jednym momencie zestawione jest z obrazami pomordowanych w czasie Holocaustu Żydów. Czy to ma być sugestia, iż zabijanie zwierząt jest tym samym co zabijanie ludzi? Jeśli tak, to i w tym aspekcie pan Smarzowski kierowałby widzów w stronę błędnej ideologii. Odpowiedź na trzecie z zadanych przez nas pytań, a więc, czy środki wyrazu artystycznego nie są prowokujące bądź grzeszne, również nie skłania nas do pozytywnej oceny „Wesela”. Oprócz wulgarnej mowy, w filmie tym widzimy wszak damsko-męską nagość, seks analny, a nawet scenę … gwałtu, który świnia dokonuje na człowieku. Co do ostatniej ze wspomnianych obrzydliwości, to można mieć tylko nadzieję na to, że podczas kręcenia tej sceny nie doszło do rzeczywistego aktu zoofilii, nie mniej jednak niestety pokazana ona została dość realistycznie, a ponadto ze smutkiem trzeba stwierdzić, iż stanowi to ze strony pana Smarzowskiego akt przełamywania ostatnich już z moralnych barier w filmie, jeśli chodzi o pokazywanie seksualności. Oczywiście, reżyser ten nie chciał w ten sposób pochwalać zoofilii, ale można zapytać się, co będzie dalej? Czy w imię jeszcze bardziej wyraźnego potępiania pedofilii filmowcy zaczną pokazywać nam sceny gwałtów na dzieciach? Rzecz jasna, są w filmie pana Smarzowskiego też rzeczy zasługujące na uznanie. Mam tutaj na myśli przede wszystkim płaszczyznę historyczną, na której reżyser przynajmniej próbuje być sprawiedliwym i uczciwym. Wojciech Smarzowski pokazuje wszak tak złe, jak i dobre czyny Polaków. Także Żydzi nie są przez niego obrazowani jako „anioły bez skazy”, ale zgodnie z prawdą historyczną wskazuje on na to, że w czasie sowieckiej okupacji części naszego kraju część z nich odnosiła się życzliwie wobec nowej władzy, a niektórzy z nich podejmowali się nawet aktywnej kolaboracji z niemoralnymi działaniami sowieckiego reżimu. Te plusy nowego filmu Smarzowskiego to jednak za mało, aby w bardziej zasadniczym sensie go chwalić czy doceniać. Mirosław Salwowski /.../
  7. Zabić Drozda

    Leave a Comment Akcja tego filmu osadzonego w latach trzydziestych XX w. na głębokim Południu USA ogniskuje się zasadniczo na historii procesu czarnoskórego mężczyzny niesłusznie oskarżonego o gwałt na białej dziewczynie. Film pokazuje nie tylko sam proces, ale też różne postawy i odbiór tej sprawy przez mieszkańców miasteczka, jednakże głównie z perspektywy dziecka – córki adwokata oskarżonego. Ten klasyk światowego kina niewątpliwie zasługuje na pochwałę na paru płaszczyznach. Pierwsza z nich i najbardziej oczywista to walka z rasistowskim podejściem do bliźniego, które często owocuje takimi złymi rzeczami jak niesprawiedliwe traktowanie, oszczerstwa, wywyższanie się nad bliźniego czy fałszywe osądy. I tu trzeba oddać temu dziełu sprawiedliwość, że choć dziś „problemy i konflikty rasowe” mogą się nam wydawać zbyt jednoznaczne i uproszczone, to w czasach jego powstania było to śmiałe i jeszcze dość ryzykowne podejście do tematu. Czarnoskóry bohater jest tutaj bowiem nie tylko fałszywie oskarżony przez białych, ale „co gorsza” odrzuca on zaloty białej kobiety, a nadto lituje się nad nią z powodu patologi, w jakiej ona żyje. A, jak to pokazuje dobrze film, to że „przedstawiciel niższej rasy” może być niezainteresowany „intymnym kontaktem” z białą kobietą i pomagać jej jedynie z litości, wielu ówczesnym widzom chyba niezbyt mieściło się w głowach. Obraz ten pokazuje więc jasno, jak łatwo kierowanie się w podejściu do konkretnego bliźniego uprzedzeniami żywionym wobec całej rasy może prowadzić nawet do skazania niewinnego. To Kill a Mockingbird (1962) Directed by Robert Mulligan Shown: Gregory Peck Inną pozytywną płaszczyzną tego filmu pozostaje też ukazanie bliskiego ideałowi przedstawiciela prawa w osobie Atticusa Fincha. Mężczyzna ten pokazany jest zarówno jako dobry, uczciwy i zaangażowany prawnik, jak i ojciec czy sąsiad. Jest to widoczne przykładowo w scenach, kiedy pomaga on swoim sąsiadom, ale w taki sposób, żeby ich tą pomocą w żaden sposób nie zawstydzać. Atticus charakteryzuje się też nieprzeciętną odwagą, połączoną z wielkim opanowaniem, tak że wręcz emanuje pozytywną siłą ducha. Z innych zalet filmu można też pokrótce wymienić negatywne ukazanie samosądów oraz takich wad i grzechów jak chociażby pijaństwo, krzywoprzysięstwo, mściwość czy krzywdzenie słabszych. Pozytywnym aspektem filmu jest również wprowadzenie postaci chorego psychicznie bohatera, który wbrew uprzedzeniom okazuje się życzliwy i w odpowiednim momencie bardzo pomocny. Niestety, choć film ten zapowiadał się na jednoznacznie bardzo dobry pod względem moralnym i światopoglądowym, to są na nim dwa poważne rysy. Pierwszą jest część mowy Atticusa, którą wygłasza w obronie swojego klienta. Wypowiedź tego obrońcy można bowiem łatwo zrozumieć w ten sposób, iż dziewczyna nie powinna wstydzić się tego, że spodobał jej się oskarżony i że go pocałowała, zapominając o fakcie (czy też świadomie go pomijając), że ów mężczyzna jest żonaty. Inny poważny problem tego filmu to jego końcowe sceny, w których pozytywni zasadniczo bohaterowie ustalają między sobą fałszywą wersję pewnego zdarzenia o charakterze kryminalnym, co ma być kłamstwem w tak zwanej dobrej wierze. Podsumowując, zasadniczo polecamy tę klasykę filmową, jednakże z uwzględnieniem tych bardzo poważnych zastrzeżeń. Marzena Salwowska /.../
  8. Zła edukacja (2019)

    Leave a Comment Film ten został oparty na prawdziwych wydarzeniach i odsłania widzom kulisy jednej z największych afer finansowych w historii amerykańskiego szkolnictwa. Cała rzecz działa się na przełomie 20 i 21 stulecia w mieście Roslyn (stan Nowy Jork, USA), gdzie ceniony dyrektor jednej ze szkół w potajemny sposób wyprowadzał publiczne pieniądze na prywatne cele swoje i swych zaufanych współpracowników. Czytelnicy naszego portalu zapewne mieli już wiele okazji, by się zorientować, iż lubimy filmy z pouczającym moralnie przesłaniem. A kiedy – jak to ma miejsce w przypadku tej produkcji – owo przesłanie ma swe mocne zakorzenienie w prawdziwej historii, to ta nasza sympatia dla takich filmów jest podwójna. W „Złej edukacji” mamy więc zarazem „umoralniającą”, jak i historycznie prawdziwą opowieść o tym, do czego może prowadzić chciwość (biblijnie mówiąc: „Miłość do pieniędzy„, por. 1 List do Tymoteusza 6, 10). W filmie tym widzimy też, że wielkie grzechy związane z chciwością mogą zaczynać się nieraz od bardzo małych zaniedbań, co również przywołuje nam użytą przez jednego z natchnionych autorów Pisma św. analogię o tym, iż mała mucha może zepsuć całe naczynie wonnego olejku (por. Kohelet 10, 1). Na uznanie zasługuje tu też pokazanie budującej postawy jednej z młodych szkolnych dziennikarek, która postanawia doprowadzić do ujawnienia afery. Co do wątpliwości, które mogą być podniesione względem treści tego filmu to pozornie rzecz biorąc jedną z takowych może być wątek homoseksualnego romansu głównego bohatera. Jednak ów główny bohater, jest zarazem negatywną postacią całego obrazu, a więc i jego sodomska aktywność bynajmniej nie wydaje się więc być przez to pozytywnie dowartościowywana. Owszem, w filmie nie ma też żadnego negatywnego komentarza na ten temat, ale nie widać tam też żadnego szczególnego dowartościowywania owych obrzydliwości. Można więc powiedzieć, że twórcy tej produkcji przedstawiają homoseksualne czyny chłodnym, obojętnym okiem zewnętrznego obserwatora – ani nie brzydzą się nimi, ani im nie przyklaskują. Oczywiście, wolelibyśmy, ani czynili to pierwsze (brzydzili się nimi), ale w dobie nachalnej propagandy LGBT to – cytując jedno z tradycyjnych przysłów – „i rak ryba„. Jednak choćby i ze względów estetycznych twórcy filmu mogliby sobie darować realistyczne sceny homoseksualnych, męskich pocałunków (od strony moralnej zaś: nakłanianie aktorów do odgrywania takich scen było odrażające). I chyba głównie z powodu tych plugawych scen obniżamy ocenę tego filmu z +3 na +2. Mirosław Salwowski /.../
  9. Small World

    Leave a Comment Bawiąca się w pobliżu domu bez opieki 4-letnia Ola zostaje porwana przez obcego mężczyznę. Matce dość szybko udaje się ustalić, że porywacz dziewczynki jest Rosjaninem, dlatego stara się jak najszybciej dotrzeć na granicę i nie dopuścić do wywiezienia dziecka z Polski. Kobietę jednak po drodze zatrzymuje za przekroczenie prędkości policjant, Robert Goc. Funkcjonariusz wprawdzie po wyjaśnieniach matki szybko sam zawozi ją na granicę, jednak na zatrzymanie porywacza w Polsce jest już za późno. Kierowany może po części wyrzutami sumienia policjant obiecuje zrozpaczonej matce, że odnajdzie jej córkę. Dalsza część filmu będzie więc historią aż 12-letnich poszukiwań Oli, która w tym czasie przerzucana jest przez międzynarodową szajkę, handlującą dziećmi jako niewolnikami seksualnymi, po różnych częściach naszego globu. Film ten budzić może bardzo mieszane uczucia i jest dość trudny do jednoznacznej oceny. Mimo wszystko dajemy mu ocenę pozytywną, choć z bardzo poważnymi zastrzeżeniami. W obrazie tym docenić można przede wszystkim to, że próbuje pokazać szeroką i jednocześnie dość szczegółową panoramę zorganizowanego handlu dziećmi. A zważywszy na wagę jak i rozmiary tego zjawiska temat ten wydaje się wciąż jeszcze zaniedbany. Można więc pochwalić film pana Vegi za to, że stara się realizować jedną z ważnych misji dobrego kina, którą jest poruszanie sumienia społeczeństwa, wywoływanie w nim „świętego oburzenia”, które to może zaowocować jakimiś konkretnymi działaniami, a przynajmniej większą świadomością i czujnością w temacie. Film też słusznie zwraca uwagę na głębsze, metafizyczne korzenie zjawiska świadomego krzywdzenia dzieci (tu głównie przez czyny pedofilskie). To, że handlem dziećmi zajmuje się w obrazie pana Vegi międzynarodowa szajka satanistów, jest nader symboliczne, choć trudno powiedzieć, czy ten symbolizm jest zamierzony. Jest to jakby stwierdzenie, że za każdą niegodziwością wobec dziecka kryje się w istocie Szatan i że krzywda dziecka jest mu zawsze miłą ofiarą, niezależnie od tego, czy wykonawcą czynu jest ksiądz, hydraulik czy zdeklarowany satanista. Za atut filmu można też uznać to, że pokazuje nie tylko skalę handlu dziećmi w tzw. seksbiznesie, ale też pewne jego kulisy, a także grunt, na jakim łatwo się rozrasta ten problem. Mamy tu na przykład pokazaną korupcję różnych służb, brak troski o uboższe, a nawet bezdomne dzieci, czy modę na seksualizowanie nieletnich (nawet pod pozorami sztuki). Pokazuje jak dobrze zorganizowany i jednocześnie elastyczny jest seksbiznes, który zawsze stara się wyjść naprzeciw „potrzebom klienta”. Docenić też chyba można pewne psychologiczne zacięcie tego obrazu. Twórcy filmu starają się bowiem dość kompleksowo pokazać zmiany w osobowości dziecka, które jest takim seksualnym niewolnikiem i to jakie szkody na różnych poziomach są mu wyrządzane. Z drugiej też strony nie pokazuje się tutaj zjawiska pedofilii jako jednolitego w swej formie. Mamy w tym obrazie nie tylko brutalną i sadystyczną pedofilię, ale też na przykład „romantycznego pedofila”, który z wykorzystywanymi dziećmi tworzy więź uczuciową do tego stopnia, że są one gotowe stawać w jego obronie. Co więcej, skłonności pedofilskie z czasem zaczyna również przejawiać główny bohater, mimo że jest ukazywany jako postać pozytywna. I jest tu też pokazane, że takie skłonności nie biorą się u niego „z powietrza”, ale są wynikiem zbyt długiego i intensywnego kontaktu z treściami i materiałami o charakterze pedofilskim. Pozytywną treścią w tym wątku jest niewątpliwie pokazanie, że nikt nie musi ulegać swoim złym skłonnościom, ale że należy z takowymi walczyć. Atutem filmu jest także wreszcie zakończenie wątku z Olą, która wbrew temu jak przez lata była kształtowana przez swoich „panów” dokonuje pozytywnego moralnie wyboru. Jeśli chodzi o negatywne aspekty filmu, to niestety jest ich wiele, choć zasygnalizuję je tylko, żeby nadmiernie już nie rozwlekać tekstu. Mamy tu więc niestety sporo złych rzeczy, których można się było spodziewać po stylu reżysera. Jest zatem sporo wulgarnej mowy, a przede wszystkim okrutna i dosadnie pokazana przemoc, również w wykonaniu postaci, która jest tutaj kreowana na głównego pozytywnego bohatera. I nie chodzi tu o usprawiedliwione użycie przemocy typu obrona siebie bądź bliźniego przed agresorem, lecz o nacechowane wręcz sadyzmem sceny (vide wyłupienie oka bezbronnej kobiecie). Wątpliwe też jest zakończenie wątku głównego bohatera, kiedy ratując z niewoli dużą grupę dzieci, jednocześnie dokonuje masakry i samosądu, a akcję tę zamierza zwieńczyć samobójstwem. Usprawiedliwianie samosądów jest zaś niewątpliwie złą moralnie i szkodliwą społecznie rzeczą. Podsumowując, polecamy film ale jedynie dojrzałym widzom, którzy potrafią odsiać dobre ziarno tu zawarte od dużej ilości plew. Marzena Salwowska /.../
  10. Żeby nie było śladów

    Leave a Comment Sprawa zabójstwa w czasach PRL-u maturzysty Grzegorza Przemyka jest raczej szeroka znana polskiej opinii publicznej. Przypomnijmy jednak ją pokrótce: Grzegorz Przemyk był synem Barbary Sadowskiej, jednej z działaczek ówczesnej opozycji. Gdy w maju 1983 roku świętował razem ze swym przyjaciółmi korzystne zdanie matury, został zatrzymany przez patrol milicyjny, a następnie brutalnie pobity na jednym z warszawskich komisariatów. W dniu wczorajszym wszedł zaś na ekrany polskich kin nowy film fabularny w reżyserii Jana P. Matuszyńskiego poświęcony właśnie tej sprawie. Produkcja ta oprócz ukazania samego śmiertelnego pobicia, którego ofiarą padł Grzegorz Przemyk, skupia się z jednej strony na staraniach jego przyjaciela Cezarego Filozofa (w filmie zobrazowanego jako Jurek Popiel) mających na celu doprowadzenie do ukarania sprawców tego czynu, z drugiej zaś strony widzom odmalowywana jest cała machina kłamstwa i manipulacji, jaką władze PRL-u zastosowały po to, by odpowiedzialni za śmierć młodego mężczyzny milicjanci uniknęli należnej im kary. I właśnie te dwa główne wątki tego obrazu stanowią o jego zasadniczo dobrej moralnie wymowie. Na przykładzie Jurka Popiela w filmie pokazany został bowiem wzór osoby uczciwej i odważnej, która wbrew licznych trudnościom oraz poważnym nieprzyjemnościom, jakie go spotykają, postanawia walczyć o prawdę i sprawiedliwość. Oczywiście, to nie znaczy, że wszystkie czyny i zachowania tego człowieka (np. brak szacunku wobec ojca, wulgarna mowa), które są tutaj pokazane zasługują na pochwałę – jednak jego zasadnicza postawa w omawianej kwestii, już za taki godny naśladowania wzór może być stawiana. Od strony zaś bardziej „negatywnej” twórcy filmu potrafili nam w sugestywny sposób odmalować moralną brzydotę postępowania władz (a raczej ich pokaźnej części) „Polski Ludowej” w odniesieniu do tej sprawy. Napisałem powyżej o złym postępowaniu „pokaźnej części” owych władz, gdyż w filmie zostało także pokazane, iż nie wszystkie osoby sprawujące wówczas ważne funkcje publiczne zgadzały się na kłamstwa i manipulacje popełniane w tej sprawie. Co prawda, ogrom tych nieprawości może sprawiać wrażenie przytłaczającego, ale z drugiej strony pamiętajmy, że pośród tych ciemności przebija się tu jasny promień szlachetnej postawy głównego bohatera. Tak czy inaczej zaś, bardzo niedobrze jest, gdy władze cywilne, zamiast używać dany sobie przez Boga „miecz” do karania „zła i złych” (por. List do Rzymian 13, 1-4), stosują go w celu ochrony złoczyńców. Tym bardziej warto w owym miejscu przypomnieć biblijne napomnienia skierowane do osób sprawujących rządy: Słuchajcie więc, królowie, i zrozumiejcie, nauczcie się, sędziowie ziemskich rubieży! Nakłońcie ucha, wy, co nad wieloma panujecie i chlubicie się mnogością narodów, bo od Pana otrzymaliście władzę, od Najwyższego panowanie: On zbada uczynki wasze i zamysły wasze rozsądzi. Będąc bowiem sługami Jego królestwa, nie sądziliście uczciwie aniście prawa nie przestrzegali, aniście poszli za wolą Boga, przeto groźnie i rychło natrze On na was, będzie bowiem sąd surowy nad panującymi. Najmniejszy znajdzie litościwe przebaczenie, ale mocnych czeka mocna kara. Władca wszechrzeczy nie ulęknie się osoby ani nie będzie zważał na wielkość. On bowiem stworzył małego i wielkiego i jednakowo o wszystkich się troszczy, ale możnym grozi surowe badanie (Księga Mądrości 6, 1-8). Co do zaś wad i ułomności tego filmu, to tradycyjnie już dla nas, wskazujemy, iż za takową postrzegamy nadmiar wulgarnej mowy. Mimo wszystko myślimy, że – w pewnym sensie – brutalna tematyka – tym podobnych produkcji, nie musi w sposób konieczny prowadzić do eksponowania wulgaryzmów. Dobrze jednak, że twórcy filmu nie eksponowali w nim takich rzeczy jak seks, obsceniczność czy nieskromność. Mirosław Salwowski /.../