Tag Archive: chrześcijańskie recenzje filmów

  1. Nieustraszeni pogromcy wampirów

    Leave a Comment Profesor Abronsius, oraz jego młody asystent, Alfred przybywają do jednej z karczm w Transylwanii należącej do żydowskiego gospodarza, Shagala. Ekscentryczny Abronsius jest kimś, kogo określić można mianem „wampirologa praktyka”, nie zadowala się on bowiem rozległą teoretyczną wiedzą na temat tych istot, ale zajmuje się też ich tropieniem. Zdając zaś sobie sprawę, jak niebezpieczne są wampiry dla ludzi, profesor stara się z pomocą swoje asystenta wyeliminować jak największą ich liczbę. Naukowiec słusznie podejrzewa, że w okolicy, w której się zatrzymali, znajdują się również wampiry. Próbuje uzyskać jakieś informacje od miejscowej ludności, jednakże wszyscy udają, że nic takiego nie ma miejsca, a wszelkie nagłe zgony, które mogą przypominać aktywność wampirów, to rzekomo sprawka wilków. Profesor oczywiście nie daje temu wiary. Tymczasem jego młody asystent zakochuje się w pięknej córce karczmarza, Sarze. Ledwie poznana dziewczyna zostaje jednak pokąsana i porwana przez hrabiego von Krolocka. Ażeby ratować tę dziewczynę i uśmiercić groźnego wampira, który ją porwał, obaj pogromcy wyruszają do zamku krwiożerczego arystokraty … Film ten jest horrorem komediowym, postacie i sceny są w nim oczywiście przerysowane, w dużej części jest też parodią innych, bardziej na poważnie kręconych, horrorów filmowych. W sumie można by go więc potraktować z przymrużeniem oka, gdyby nie jego wymowne zakończenie. Otóż film kończy się tym (celowy spoiler), że, choć Abronsius i Alfred skutecznie uciekają przed stadem wampirów, dowodzonym przez hrabiego, to pozornie ocalona przez nich Sara przeobraża się właśnie w wampira i kąsa Alfreda. W ten sposób, jak podkreśla narrator filmu, to właśnie za sprawą Abronsiusa, który chciał walczyć z owym złem, rozprzestrzeniło się ono na świat i zwyciężyło. A jako że w filmie tym, jak przystało na klasyczną opowieść o wampirach, istoty te symbolizują podległe Lucyferowi duchy (ewentualnie świadomie i całkowicie posłusznych mu ludzi) zwycięstwo wampirów jest zwycięstwem Szatana. W obrazie tym przywódca wampirów – hrabia wprost mówi o służbie Lucyferowi i że to, co czynią wampiry, czynią one na chwałę piekieł i by szerzyć królestwo demonów na ziemi. Przesłanie tej z pozoru błahej komedii pokrywa się jakoś niebezpiecznie z odrobinę późniejszym Dzieckiem Rosemary. W obu przypadkach zło ma ostatecznie zatryumfować i rozszerzyć się w świecie wbrew zdrowemu moralnemu instynktowi widza, iż ostatnie słowo i zwycięstwo nie powinny należeć do przeciwnika Boga. Nadto mimo swojego parodiowego charakteru komedia ta momentami mrozi krew w żyłach nie gorzej niż horrory kręcone całkiem na serio. Pogłębia to wrażenie, że film ten wcale nie jest taką niewinną zabawą stereotypami o wampirach, że chce jednak przekazać coś więcej i tym czymś więcej może być przesłanie o nieuchronnym, wbrew naszym wysiłkom, ostatecznym tryumfie Złego. Całość więc filmu, mimo swojego prześmiewczego charakteru wydaje się więc mieć w najlepszym razie dwuznaczne przesłanie. Marzena Salwowska /.../
  2. Amerykańska zbrodnia

    Leave a Comment Film jest oparty na prawdziwej historii, która wydarzyła się w latach 60-tych XX wieku w USA. Rodzice dwóch nastolatek, Sylvii i Jennie Likens, przez swój wędrowny styl życia i pracy często powierzają córki opiece innych ludzi. Tym razem zamiast, jak zazwyczaj, wysłać dziewczęta do domu jednej z babć, obdarzają zaufaniem pewną, ledwie co poznaną kobietę – Gertrudę Baniszewski. Pani Baniszewski jako samotna matka z kilkorgiem dzieci ledwo wiąże koniec z końcem, więc suma 20 dolarów tygodniowo jest dla niej sporym zastrzykiem finansowym. Wydaje się więc, że nowa opiekunka, nawet jeśli nie ze szlachetniejszych pobudek, to przynajmniej dla własnej korzyści powinna się dobrze zajmować dziewczętami. Wkrótce jednak Gertruda zaczyna okrutnie i niesprawiedliwie traktować Sylvię i Jennie, co jest dopiero wstępem do tragedii. Kiedy nabiera (niesłusznych) podejrzeń, jakoby Sylvia oczerniała jej córkę Paulę, cała jej nienawiść i złość skupia się właśnie na tej dziewczynie. Reszta filmu opowiadać będzie więc zasadniczo o znęcaniu się i torturach, jakich w domu swojej „opiekunki” doświadczyła Sylvia, nie tylko ze strony Gertrudy, ale także jej dzieci oraz dzieci z sąsiedztwa. Na końcu zaś dowiemy się, jaka kara spotkała oprawców Sylvii. Twórców tego filmu pochwalić można za to, że udało im się wyważyć pokazywanie przemocy i okrucieństwa. Z jednej strony bowiem te elementy są bardzo przekonujące i dają wyobrażenie, jakich cierpień zaznała zamknięta w piwnicy, bezbronna młoda dziewczyna, z drugiej strony nie są przedstawione w sposób zbyt naturalistyczny czy mający wyraźnie zabawiać widza, jak to ma nieraz miejsce w filmach z wątkiem sadystycznego znęcania się nad ofiarą. Twórcy filmu pominęli też (co można uznać za okazanie szacunku ofierze) niektóre z najbardziej poniżających tortur, jakie były zadawane Sylvii, a o których można przeczytać w łatwo dostępnych opisach tej głośnej sprawy. Takie rozwiązanie wydaje się z korzyścią dla widza, gdyż o pewnych rzeczach lepiej czytać niż oglądać je odtwarzane przez aktorów. Zaletą tego obrazu jest również to, że zdaje się w miarę wiernie pokazywać okoliczności tej zbrodni, jak też motywy i charakterystykę postaci zamieszanych w całą sprawę. Nie zawsze oczywiście oczekujemy, by wydarzenia filmowe pokrywały się z rzeczywistością, jednakże w przypadku takiej tematyki jest pożyteczne, kiedy widz może prześledzić, to jak mogło dojść do takiej, w sumie po ludzku patrząc, bezsensownej zbrodni, z udziałem tak wielu zwykłych ludzi, w tym sporej liczby nastolatków czy wręcz dzieci. Główna przyczyna tej zbrodni zdaje się tkwić w upadłej po grzechu pierworodnym ludzkiej naturze, która jest z sama z siebie bardziej skłonna do zła niż dobra. Film pokazuje, jak łatwo wyrasta ziarno zła, kiedy padnie na sprzyjający grunt i ma dobre warunki do rozwoju. W przypadku Gertrudy Baniszewski i jej córki Pauli nienawiść do Sylwii wyrasta na gruncie zawiści oraz urazy, przez rzekome czy też prawdziwe (trudno powiedzieć) pretensje, co do obmowy, której miałaby się dopuszczać dziewczyna wobec Pauli. Przy czym sama Gertruda jest tu przedstawiona jako kobieta o dość luźnej moralności, a Paula jako dziewczyna już podążająca śladem matki (w szkole średniej zachodzi w ciążę z żonatym mężczyzną). Matka jednak większy problem widzi w rzekomym obgadywaniu córki przez rówieśniczkę niż we własnym fatalnym przykładzie życia, jaki jej daje. W filmie występuje także wątek zazdrości Pauli o urodę i dziewictwo Sylwii, przez które to przymioty, postrzega Sylwię jako osobę, która się nad nią wywyższa. Chociaż w istocie tak nie jest, a to ona sama czuję się gorsza od swojej niewinnej w tej sferze rówieśniczki. Tak więc Paula i jej matka źle znosząc pod swoim dachem dziewczynę, która w podobnym wieku, co Paula jest jeszcze „niedoświadczona”, odreagowują, próbując na siłę przypisywać jej rozwiązłość większą od własnej i chyba po jakimś czasie same w to wierzą, a przynajmniej udaje im się do tego przekonać otoczenie. Rzekoma rozwiązłość Sylwii jest też dla reszty jej dręczycieli, którzy nie mają żadnych osobistych powodów, żeby ją nienawidzić, doskonałym pretekstem do „karania” dziewczyny. Ten argument zwłaszcza przemawia do dzieci z sąsiedztwa, które czują się teraz uprawnione, by dręczyć dziewczynę w coraz bardziej wymyślny sposób. Dzieci i nastolatki z dobrych domów mogą więc bez przeszkód czerpać przyjemność z dręczenia w sumie przypadkowej ofiary, pod pretekstem, że sama jest sobie winna. Taki mechanizm przerzucania winy na ofiarę jest oczywiście, jak najbardziej prawdopodobny i dobrze tu pokazany. Do tego dochodzi jeszcze poczucie pozornej bezkarności sprawców, jakie daje działanie w grupie oraz moralne przyzwolenie i zachęta ze strony dorosłej osoby – pani Baniszewski. Widzowie mogą też wyciągnąć pewne pożyteczne wnioski z tego filmu w tak ważnej kwestii, jak powierzanie opieki nad swoimi dziećmi obcym osobom. Początkiem pokazanej tu tragedii jest bowiem to, że rodzice, a zwłaszcza ojciec Sylvii i Jennie, powierzają dziewczęta dopiero co poznanej kobiecie, która po bliższym nieco spojrzeniu zapewne wzbudziłaby ich podejrzenia. Później też wydaje się, że nie dość interesują się tym, jak rzeczywiście wygląda sytuacja ich córek w domu pani Baniszewski. Większego zainteresowania sytuacją, kiedy pojawiają się już niepokojące sygnały, brakuje też ze strony sąsiadów Gertrudy oraz pastora, który zbyt łatwo wierzy w wersję kobiety, która twierdzi, że Sylwia została umieszczona w domu poprawczym i tym tłumaczyła jej zniknięcie. Pewną zaletą filmu jest też to, że mimo wszystko nie demonizuje głównej sprawczyni zbrodni, czyli Gertrudy Baniszewski. Na ile to możliwe i zgodne z prawdą prezentuje się tu również pewne jej problemy, które mogły w jakimś stopniu upośledzać jej osąd moralny sytuacji. Jest tutaj pokazane na przykład, że jako zapracowana astmatyczna matka, sama aplikowała sobie leki, które mogły ją po części otumaniać. Jeśli chodzi o negatywne aspekty filmu to można tu zauważyć pewien brak dezaprobaty do samego faktu spotykania się Pauli Baniszewski z żonatym już mężczyzną. Wprawdzie skutki tego postępowania są pokazane jako złe, ale twórcy filmu zdają się sugerować, że nie przez sam fakt cudzołożnego związku, co raczej przez niewłaściwy wybór mężczyzny, którego dokonała Paula. W pewnym stopniu problematyczny czy dwuznaczny wydaje się też stosunek twórców filmu do Boga i chrześcijańskiej koncepcji zaświatów. W końcowych scenach tego obrazu, domyślnie zbawiona i przebywająca w swoistym Niebie (wyobrażonym jako Wesołe Miasteczko), Sylvia mówi o Bogu w sposób, który w najlepszym razie wyraża myśl, że nawet Święci w Niebie nie znają jeszcze w pełni Jego zamiarów i dróg; w najgorszym zaś, że Bóg postępuje z ludźmi w jakiś dziwaczny i kapryśny sposób. W każdym razie jest to wątek dość dwuznaczny. Uwzględniając powyższe wątpliwości, polecamy jednak ten film, tym bardziej że w końcowych scenach pokazuje on też proces sądowy, w którym oprawcy Sylvii otrzymali w miarę surowe kary (choć można było się zasadnie spodziewać kary śmierci dla pani Baniszewski, która jednak nie zapadła). Marzena Salwowska /.../
  3. Ojciec chrzestny II

    Leave a Comment Druga część jednej z bardziej znanych serii w historii kina. Film opowiada dalsze losy Michaela Corleone, który, jak wiadomo z pierwszej części, przejął po swym ojcu kierownictwo mafii, a teraz mierzy się ze swym konkurentem, żydowskim gangsterem Hymanem Rothem, dla zapewnienia swej rodzinie poczesnej pozycji. Jednocześnie film ukazuje losy wspomnianego ojca, Vito, począwszy od jego ucieczki z Sycylii przed śmiercią z rąk lokalnego mafijnego bossa, poprzez jego pierwsze lata jako imigranta w USA, po karierę w ramach zorganizowanej przestępczości. Obraz ten pod kątem moralnym jest bardzo trudny do jednoznacznej oceny. Niewątpliwie pokazano tu dużo zła w wykonaniu bohaterów i nie ma dla niego wyraźnej przeciwwagi w postaci budujących przykładów. Jednak nie sposób uciec od wrażenia, że rozwój fabuły zmierza do pokazania zgniłych owoców zatracania się w grzechach i pogoni za wszelką cenę za marnościami takimi jak doczesna potęga.  Odmalowanie wydarzeń poprzedzających pierwszą część mogłoby wielu posłużyć do usprawiedliwiania wkraczania na drogę przestępstwa. Młody Vito jawi się bowiem jako po części przymuszony sytuacją do pewnych niecnych czynów. Jest ubogim imigrantem, który w dodatku niesprawiedliwie traci pracę – nietrudno wytłumaczyć, dlaczego zaczyna wspólnie z sąsiadem zawodowo kraść. Bogaty (niepotrzebujący pieniędzy) i skłonny do przemocy mafioso Fanucci zmusza go do płacenia haraczu i to w okresie zapalenia płuc jego syna – nietrudno usprawiedliwić skrytobójczy mord na tym bandycie, przez który uwalnia w sumie nie tylko siebie, ale i okolicę od szantażów i strachu. Vito kontynuuje przestępczą działalność, nawet gdy mu się już powodzi – nie zapomina jednak o ubogich, np. używa swych wpływów do polepszenia sytuacji lokatorki gnębionej przez antypatycznego i chciwego wynajmującego. Sycylijski mafioso zamordował jego ojca, brata i matkę, gdy bohater był dzieckiem – łatwo zrozumieć, że jako dorosły wywarł na nim krwawą zemstę. To wszystko mogłoby łatwo rodzić sympatię dla jego grzechów. Jednak patrząc na to jak potoczyły się losy rodu Corleone, a w szczególności syna Vito, Michaela, dostrzec można, iż budowana w ten sposób potęga stanowiła budowlę wzniesioną na piasku. Wzorce, które ojciec wpoił synowi przez swe zachowanie, przyczyniają  się bowiem do pogrążania się rodziny w bagnie nieprawości oraz ostatecznie do jej tragedii. Zło czynione przez kolejne pokolenia, zgodnie z ostrzeżeniem zawartym w biblijnej księdze Mądrości Syracha (patrz: Syr 7, 1), pochłania sprawców. O ile Vito wkroczył na drogę bezprawia, gdy doskwierała mu bieda, to Michael kroczy nią, nawet gdy jest już wpływowym i bogatym „biznesmenem”. Robi to, mimo iż wcześniej naiwnie wierzył, że mimo chwilowego „romansu” z przestępczością uda mu się szybko zalegalizować działalność – w poprzedniej części zapewniał narzeczoną, Kay, iż nie zajmie to więcej niż 5 lat, w części zaś omawianej ta sama, będąca już jego żoną kobieta wypomina mu, że od tamtego momentu minęło już lat 7. Co więcej, jego zawziętość wydaje się być większa od ojcowskiej. Każe zamordować swego rywala, Rotha, nawet gdy ten utracił już swą potęgę (co kontrastuje ze znanym z pierwszej odsłony zachowaniem Vito, który mimo krzywd ze strony innej mafii zdecydował się na pokój z nią), bezwzględnie rozprawia się z należącymi do jego otoczenia niepewnymi ludźmi (jak współpracownik Frank Pentangeli, doprowadzony przezeń do samobójstwa) czy zdrajcami (jak jego własny brat, Fredo, zabity na rozkaz Michaela). To postępowanie nie przynosi mu satysfakcji, z tęsknotą wspomina czasy, gdy starał się odciąć od rodzinnego „interesu” idąc na studia oraz do wojska; widać, iż przez swe zbrodnie jest jakby wypalony, bez życia, ale nie ma siły zawrócić z obranej ścieżki. Co więcej rodzina, o której dobro walczył nielegalnymi środkami, staje się, niczym za sprawą karzącej Opatrzności Bożej, jedną z ich głównych ofiar, zmniejszając się nie tylko fizycznie (poprzez śmierć zgładzonego brata), ale również przez fakt, iż od Michaela odchodzi żona niemogąca znieść życia ze zbrodniarzem (co więcej przedtem dokonując aborcji, nie chciała bowiem rodzić kolejnego syna takiemu człowiekowi). Można zatem film ów jako całość traktować jako swego rodzaju przestrogę przed pokładaniem ufności w niemoralnych, choć z pozoru efektywnych, rozwiązaniach i naiwną wiarą w możliwość zachowania przyzwoitości mimo „okresowego” czynienia poważnego zła.  Głównym niebezpieczeństwem z nim związanym jest skupienie uwagi widzów na postaciach zdeprawowanych i to, że nie są one skontrastowane z kimś godnym naśladowania. Walka nie toczy się tu między dobrem a złem, a nawet między złem mniejszym i większym, ale między równymi mniej więcej złoczyńcami. I nawet jeśli twórcy nie kierują sympatii widza na Vito czy Michaela, to, jako że oglądamy wydarzenia głównie z ich perspektywy, niektórzy mogą zacząć przyjmować ich punkt widzenia. Także jedyny przedstawiciel władzy, amerykański senator, jest tu przedstawiony jako skorumpowany hipokryta, co może z jednej strony ukazywać zgubną siłę przekupstwa, ale z drugiej tworzyć przygnębiające wrażenie braku nadziei na zwycięstwo nad złem. Obecność zaś pozytywnych cech i czynów mafiosów (krytyki wejścia w cudzołożny związek po rozwodzie i zaniedbywania dzieci, wyrażonej przez Michaela pod adresem siostry, pogardy dla publicznego pijaństwa i nieposłuszeństwa mężowi, jakich dopuszcza się żona Fredo) może albo zniechęcać widza do takich konserwatywnych postaw albo rodzić lekką sympatię konserwatystów względem mafii, co w obu przypadkach byłoby skutkiem negatywnym. Jest tu też pewna dawka przemocy, wulgaryzmów i nieskromnych widoków (tych ostatnich szczególnie w czasie wizyty mafiosów na Kubie, gdzie wykonywany jest przez niewiasty, pokazany przez krótki czas, taniec w nieskromnym odzieniu).  Na płaszczyźnie zatem ściśle moralnej (bo artystyczna utrzymana jest na wysokim poziomie) ciężko mi ten film odradzić albo polecić. Jest on swego rodzaju mieczem obosiecznym. Dla niewyrobionych widzów może być trochę niebezpieczny, dla uważniejszych może stanowić źródło trafnych refleksji. Tak czy inaczej, zalecam nie podchodzić do niego ani jako do jawnie złego i godnego omijania szerokim łukiem ani jako do niewymagającego żadnej ostrożności przy jego oglądaniu.  Michał Jedynak /.../
  4. Supernova (2019)

    Leave a Comment Jakiś znany polityk powoduje na jednej z wiejskich dróg krwawy wypadek. Zdarzenie to doprowadza do próby wymierzenia mu na własną rękę dotkliwej kary przez okolicznych mieszkańców. Oto jest mniej więcej fabuła filmu pt. „Supernova”. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej produkcję tą oceniamy zasadniczo negatywnie, gdyż w gruncie rzeczy nie widać w nim jakiegoś konstruktywnego, gdyż zachęcającego widza do pozytywnej refleksji przesłania. Całość tego obrazu wydaje się wszak sprowadzać do odmalowania popełnianego przez ludzi zła i pozostawienia odbiorcy z tym złem samemu sobie. Można tylko się więc zapytać: jaki jest sens kręcenia tego rodzaju filmów? Podkreślanie bowiem faktu, iż ludzie bardzo często popełniają różne złe uczynki nie jest bowiem żadną odkrywczą wartością, a zatem sprowadzanie fabuły do eksponowania tej łatwej do samodzielnego odkrycia rzeczywistości zdaje się być działaniem próżnym i bezsensownym. Mirosław Salwowski /.../
  5. Ukryte piękno

    Leave a Comment

    Howard, pełen werwy i pasji specjalista od reklamy z Nowego Jorku zapada na głęboką depresję po tym jak jego 6-letnia córeczka umiera na raka. W czasie owej depresji Howard spędza swój czas na układaniu wielkich konstrukcji z klocków Domino oraz pisaniu osobistych listów do trzech bytów – Śmierci, Miłości i Czasu. Takie nastawienie głównego bohatera zaczyna rodzić poważne problemy dla funkcjonowania firmy, w której jest on jednym ze strategicznych współudziałowców. Biznesowi partnerzy, a zarazem przyjaciele Howarda wpadają zatem na pewien plan mający doprowadzić do odsunięcia go od wpływu na losy firmy.

    Film pt. „Ukryte piękno” co prawda zawiera podejrzane wtręty światopoglądowe (np. przypominające błędną filozofię „New Age” słowa o „absolutnej więzi łączącej wszystkich”), jednak wydaje się nam, iż może on pobudzać widzów do poważnej refleksji nad tym co jest w życiu ważne, mniej ważne oraz nieważne. Obraz ten bowiem skłania do myślenia o tym, co współczesna popkultura raczej jest skłonna z naszej świadomości wypierać, a więc o śmierci, przemijaniu, cierpieniu. Można powiedzieć, iż film ów zachęca do odważnego stanięcia „oko w oko” z tymi nieuchronnymi rzeczywistościami. Ponadto, wskazuje się tu też na pozytywną rolę więzi rodzinnych, a jeden z jego wątków pokazuje nawet odbudowę rozbitego wcześniej małżeństwa. Atutem tego filmu jest też to, iż nie epatuje on widzów przemocą, seksem, bezwstydem i obscenicznością.

    Jeśli zaś chodzi o bardziej wątpliwe wątki „Ukrytego piękna” to oprócz wspomnianych wcześniej wtrętów rodem z „New Age” w pewnych momentach wyczuwa się tu trochę sceptycyzmu wobec wiary w osobowego Boga. Główny bohater mówi bowiem, iż w czasie, gdy jego córeczka cierpiała i umierała, nie modlił się do Boga, ale zwracał się do innej z rzeczywistości, a w jednej ze scen wykpiwa nawet bardziej chrześcijańsko brzmiące wyjaśnienia tragedii, która go spotkała. Niestety zaś, owe nieco sceptyczne odniesienia do Boga i chrześcijaństwa nie spotkały się w omawianej produkcji z żadnym pozytywnym wyjaśnieniem czy repliką. Mimo wszystko jednak, te wątpliwe elementy nie wydają się być tu silnie rozwiniętymi.

    Za pewnego rodzaju dwuznaczność można by uznać też zabieg twórców filmu polegający na personifikacji nie-osobowych przecież rzeczywistości jakimi są np. śmierć oraz czas, jednak da się to chyba jakoś uzasadnić. Można bowiem potraktować omawiany obraz jako coś w rodzaju „baśni dla dorosłych”, a wówczas pewna niedosłowność w pokazywaniu niektórych z rzeczywistości mogłaby zostać uznana za dopuszczalną. Jeśli już to największe wątpliwości w tym kontekście budzi przedstawianie Miłości w postaci młodej kobiety, gdyż jak mówi Pismo święte to „Bóg jest miłością” (1 Jana 4: 8). Można więc powiedzieć, że akurat Miłość jest osobą, ale tą osobą jest Bóg, który ludziom nie objawił się bynajmniej w postaci tej czy innej niewiasty (ale wcielił się w postać mężczyzny, czyli Jezusa Chrystusa oraz w Swym Słowie opisywał się głównie, choć owszem nie wyłącznie, w rysach męskich). Przy tej okazji warto wspomnieć o jeszcze jednym dyskusyjnym elemencie tego filmu, a mianowicie o słowach jednego z jej bohaterów, który w pewnym momencie mówi, iż przy narodzinach swój córki „nie tylko odczuwał, że był pełen miłości, ale czuł, że jest miłością”. Skoro jednak Biblia mówi, że to „Bóg jest miłością”, to takie stwierdzenia są co najmniej niestosowne, gdyż w pewien sposób zrównują człowieka, który jest stworzeniem z Jego Stwórcą, czyli Bogiem.

    Mimo wszystko polecamy jednak ów film jako jedną z lepszych okazji do zastanowienia się nad śmiercią, przemijaniem i cierpieniem. Zachęcamy przy tym zachowanie dużej ostrożności doktrynalnej i odłożenie na bok wspomnianych przez nas bardziej podejrzanych elementów tego obrazu.

    Mirosław Salwowski 

     

     

      /.../

  6. Najlepsi wrogowie

    Leave a Comment Film ten został oparty na prawdziwych wydarzeniach. Jego fabuła została poświęcona wydarzeniom, jakie miały miejsce w 1971 roku w miasteczku Durham (Karolina Południowa, USA). Wówczas to w owej miejscowości doszło do serii społecznych debat na temat integracji rasowej w szkołach publicznych, którym współprzewodniczyli Ann Atwater (lokalna działaczka na rzecz poprawy sytuacji czarnej społeczności) oraz C. P. Ellis będący szefem miejscowego oddziału Ku Klux Klanu. To wyjątkowe co do swej częstotliwości wydarzenie z biegiem czasu staje się gruntem do wytworzenia więzi przyjaźni pomiędzy czarną aktywistą, a działaczem rasistowskiej organizacji. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film pt. „Najlepsi wrogowie” jest bez wątpienia godny pochwały. Oprócz bowiem jawnych i pozytywnych odniesień do wiary w Boga, Biblii i chrześcijańskiej modlitwy niesie on za sobą też mocne przesłanie na temat wybaczenia, poświęcania się dla innych oraz możliwości zmiany swych dawno ugruntowanych, acz błędnych przekonań. Warto przy tym dodać, iż obraz choć ma swe oczywiste antyrasistowskie przesłanie to przekazuje je widzom bez prób „demonizacji” postaci C. P. Ellisa (czyli działacza Ku Klux Klanu). W filmie przedstawiano bowiem nie tylko błędne poglądy i złe czyny tego człowieka, ale też jego miłość do rodziny, wyrażającą się chociażby w trosce, jaką okazywał on jednemu ze swych niepełnosprawnych fizycznie i intelektualnie dzieci. Podsumowując zatem, polecamy ten film jako piękną, a zarazem prawdziwą opowieść o tym, iż nawet bardzo zatwardziałe w swych błędach ludzkie serca mogą się zmieniać. Ze względu jednak na niektóre sceny i słowa tu zawarte doradzamy pewną ostrożność, jeśli chodzi o pokazywanie tego filmu małym dzieciom. Mirosław Salwowski /.../
  7. (Nie)znajomi

    Leave a Comment Kanwą tego filmu jest z pozoru całkiem zwyczajne spotkanie na kolacji grupy znajomych. Ten wieczór zmienia się jednak gwałtownie, gdy jego bohaterzy postanawiają, początkowo niby tylko dla zabawy, rozpocząć grę polegającą na odczytywaniu na głos wszystkich sms-ów, jakie podczas niego dostaną oraz odbierania przychodzących do nich telefonów na głośnikach (tak, by inni uczestnicy kolacji mogli słyszeć treść rozmów). Ta żartobliwa gra w miarę jej trwania przemienia się w coraz bardziej napiętą emocjonalnie i psychicznie sytuację, gdyż z pozoru znani sobie ludzie dowiadują się w ten sposób o sobie nowych, często wstydliwie skrywanych wcześniej, rzeczy. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film ów jest dobrym przykładem produkcji w swej wymowie bardzo dwuznacznej. Z jednej bowiem strony za jego plus można uznać to, iż de facto uwydatnia on prawdę o grzeszności ludzkiej natury. Pokazana bowiem tutaj gra wskazuje wszak na to, jak w życiu zapewne każdego dorosłego człowieka można by znaleźć rzeczy dla niego bardzo wstydliwe, których ten nie chciałby w żaden sposób odkrywać przed innymi ludźmi. Ta obserwacja może ukierunkować widzów na dostrzeżenie biblijnej prawdy o tym, że „wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” (Rzymian 3, 23). Z drugiej jednak strony w mocny sposób film ten w przychylny sposób ukazuje homoseksualizm, a więc grzech, przez który ci, którzy się go dopuszczają, nie odziedziczą Królestwa Bożego (patrz: 1 Kor 6, 9-10). Nie możemy zatem w bardziej wyraźny sposób pochwalić filmu pt. „(Nie)znajomi„, gdyż jego twórcy są jak ci, którzy jedną ręką budują, a drugą burzą i niszczą. Mirosław Salwowski /.../
  8. Komórka

    Leave a Comment Spokojna nauczycielka biologii Jessica Martin staje się pewnego dnia ofiarą porywaczy, którzy najpierw zabijają jej pomoc domową, a potem ją samą zamykają na strychu. Pani Martin nie ma pojęcia, dlaczego akurat ona stała się ofiarą tychże bandytów. Na domiar złego jest świadoma, że w podobnym niebezpieczeństwie znajdą się wkrótce jej syn i mąż. Z roztrzaskanego przez porywaczy telefonu udaje jej się dodzwonić pod jeden, zupełnie nieznany numer. Jej rozmówcą okazuje się Ryan, raczej beztroski dwudziestolatek, który z początku traktuje telefon Jessici jako żart. Kiedy przekonuje się, że sprawa jest poważna, zgłasza się oczywiście jak najszybciej na policję. W skutek jednak pewnego zamieszania na komisariacie, pomoc z tej strony nie przychodzi zbyt szybko i Ryan zdaje sobie sprawę, że los nieznanej rozmówczyni, właściwie spoczywa w jego rękach. Oznacza to też, że cały czas będzie musiał utrzymać kontakt telefoniczny z panią Martin … Film ten, choć jego intryga może dla wielu widzów być trochę naciągana czy nieprzekonująca, zasadniczo wciąż dobrze się ogląda. Jest to w dużej części zapewne zasługą wartkiej akcji i lekkiego humoru, przede wszystkim chyba jednak optymistycznego i bardzo pozytywnego przesłania tej produkcji. Główny bohater filmu Ryan ucieleśnia bowiem w swoim postępowaniu wobec pani Martin i jej rodziny ideał biblijnego „Dobrego Samarytanina”. Przyjmuje on wszak na siebie niespodziewaną odpowiedzialność za los nieznanych sobie, zupełnie obcych ludzi. Postępuje tak, mimo że sam naraża się przez to na śmierć, nie ma w tym żadnego interesu, mógłby też pewnie podać wiele całkiem zasadnych argumentów na rzecz tego, że nie jest zobowiązany moralnie do aż takiego angażowania się w tę sprawę. Ryan postępuje tu więc niczym „Dobry Samarytanin” z biblijnej przypowieści, który schodzi ze swojej drogi i ponosi trud, żeby pomóc zupełnie sobie obcej, nieznanej osobie, która w normalnych okolicznościach byłaby mu zupełnie obojętna. Promowanie takiej postawy jest oczywiście niepodważalną zaletą tego filmu. Z innych pozytywnych rzeczy, które warto w tym obrazie zauważyć, wymienić można to, że do odpowiedzialnej postawy głównego bohatera wobec pani Martin przyczynia się w dużej mierze jego była dziewczyna – Chloe. Rzuca ona Ryana, gdyż uważa, że jest on nieodpowiedzialny, egoistyczny i niedojrzały. W postępowaniu chłopaka wobec porwanej Jessici widać, że te zarzuty bierze on sobie do serca i głowy znacznie głębiej, niż by się mogło wydawać. Film ten pokazuje więc, jak pozytywny wpływ na młodych mężczyzn mogą mieć dziewczyny, które stawiają im właściwe wymagania i nie obniżają poprzeczki. Pochwalić również można dzielną postawę porwanej pani Martin, która zachowując się z kobiecą godnością, jednocześnie stara się czynić wszystko, co w jej mocy, nie przekraczając moralnych granic, by ratować siebie i rodzinę. Choć widać, że nie czerpie żadnej satysfakcji z przemocy (a wręcz przeciwnie), to, gdy sytuacja tego wymaga, jest gotowa, by zdecydowanie dać odpór tej bezprawnej agresji, nawet jeśli wiązać się to będzie z zabiciem napastnika. Zdecydowanie pozytywną postacią jest też z pewnością sierżant Bob Mooney. Jest to uczciwy i dobry policjant, który jednak zmęczony 27 latami ciężkiej służby daje się już niemal przekonać przez żonę do otwarcia salonu spa. Wydaje się jednak, że sprawa porwania Jessici i jej rodziny przypomina mu o policyjnym powołaniu i wartości tej służby. Jeśli chodzi o zarzuty moralne, jakie można wysunąć wobec tego filmu, to niewątpliwie zasadniczym będą nieskromne stroje młodych ludzi płci obojga, eksponowane na początku tej produkcji. Chodzi tu zwłaszcza o dziewczyny w bikini (co jest nadto obiektem żartów, pokazanych jako niewinne) oraz głównego bohatera bez skrępowania chodzącego bez koszulki przy młodych niewiastach. Na domiar złego ten „luźny” ubiór postaci wydaje się też sugerować z sympatią ich dość luźny stosunek do spraw obyczajowych. Co nieco do życzenia zostawia też słownictwo używane w filmie. Pewien natomiast zamęt w głowach młodych widzów mogą wywoływać niektóre środki podejmowane przez głównego bohatera. Chodzi głównie o to, że kilka razy bierze on bez zgody właścicieli, czy nawet stosując pewien nacisk, rzeczy takie jak ładowarka, telefon czy samochód, gdy są mu niezbędne, by ratować życie niewinnych osób. W tym celu łamie również nieraz przepisy drogowe. Taka sytuacja wymaga wytłumaczenia młodym widzom, że są pewne czyny, których nie wolno wprawdzie dokonywać w normalnych okolicznościach i bez wyraźnej potrzeby, ale które dopuszcza zarówno nauczanie katolickie jak i zazwyczaj ludzkie prawo w szczególnym warunkach. Takim czynem jest na przykład zabranie bez zgody właściciela jakiejś rzeczy niezbędnej dla ratowania bliźniego. W rozumieniu doktryny katolickiej takie postępowania jak głównego bohatera filmu w ogóle nie może być nazwane kradzieżą. Jak bowiem objaśnia punkt numer 2408 Katechizmu Kościoła Katolickiego: Siódme przykazanie zabrania kradzieży, która polega na przywłaszczeniu dobra drugiego człowieka wbrew racjonalnej woli właściciela. Nie mamy do czynienia z kradzieżą, jeśli przyzwolenie może być domniemane lub jeśli jego odmowa byłaby sprzeczna z rozumem i z powszechnym przeznaczeniem dóbr. Ma to miejsce w przypadku nagłej i oczywistej konieczności, gdy jedynym środkiem zapobiegającym pilnym i podstawowym potrzebom (pożywienie, mieszkanie, odzież…) jest przejęcie dóbr drugiego człowieka i skorzystanie z nich. Podsumowując, polecamy ten film ze względu na ogólne przesłanie i optymistyczny klimat bezinteresownej życzliwości wobec bliźnich. Nie mniej znacznie obniżamy jego ocenę przez eksponowanie nieskromnych strojów i żartów (głównie w początkowych scenach). Marzena Salwowska /.../
  9. 1917

    Leave a Comment Trwa I wojna światowa. Na znanym ze swej statyczności froncie zachodnim wojska brytyjskie sprzymierzone z Francuzami wykrwawiają się w walkach z Niemcami. Generał Erinmore wydaje dwóm młodym żołnierzom – Williamowi Schofieldowi i Tomowi Blake’owi – rozkaz przedostania się za linie wroga i dotarcia do brytyjskich oddziałów, którymi dowodzi pułkownik Mackenzie. Mają go oni ostrzec przed pułapką, w jaką Niemcy chcą go wciągnąć podczas planowanego przezeń ataku, a która została uwidoczniona na zdjęciach wykonanych przez lotnictwo i przekazać mu zakaz przeprowadzania natarcia. Nie ma innego sposobu zapobiegnięcia masakrze setek Brytyjczyków, gdyż wycofując się Niemcy uszkodzili łączność  nieprzyjaciela. Dla wysłanej z nadzwyczaj odpowiedzialnym zadaniem dwójki żołnierzy stawka jest tym większa, że w zagrożonych oddziałach służy brat jednego z nich, czyli Blake’a.  Na płaszczyźnie artystycznej film ten jest iście porywający. Sporą zasługę w tej dziedzinie przypisać należy operatorowi Rogerowi Deakinsowi, który nie tylko wykonał piękne zdjęcia, ale we współpracy z reżyserem posłużył się unikatowym zabiegiem, jakim jest nakręcenie całego tego filmu w jednym ujęciu, a przynajmniej w sposób mający wywołać w widzu  nieodparte wrażenie, iż tak jest (znawcy technicznych aspektów związanych z tym dziełem mówią bowiem, że ukryto w produkcji pewne cięcia, ale pozostają one właściwie niewidoczne dla oglądającego). Nie jest to jedynie iluzjonistyczną sztuczką, wykonaną by się popisać (choćby tym, że aktorzy musieli rzekomo bezbłędnie za jednym razem odegrać całe swe wymagające fizycznie role od początku do końca, bo ewentualny błąd wymagałby zaczynania ujęcia od początku, albo tym, że dzieło prezentuje się tak jakby mimo rozmachu stworzono je w kilka godzin, czyli w czasie, przez który trwa owo jedno „nieprzerwane” ujęcie). Fakt, iż oglądamy losy postaci bez widocznych cięć sprawia, że jako widzowie niejako wchodzimy do ich świata. W codziennym życiu bowiem widzimy swymi oczami rzeczywistość w sposób ciągły, nieprzerwany, nie ma żadnych cięć. Twórcy omawianego filmu, oferując nam podobne doznania, osiągają wrażenie „rozbitej szyby” – znika ekran dzielący nas od żołnierzy i stajemy się jakby trzecią osobą wysłaną ze wspomnianą dwójką, by ostrzec pułkownika, i stale jej towarzyszącą. Wielkie wrażenie robią też efekty specjalne i scenografie (okopy, zasieki, leje po bombach, wioski, a nawet całe zrujnowane miasta) w niezwykle realistyczny sposób odtwarzające realia frontu zachodniego. Patrząc na przesłanie, w służbę którego zaprzęgnięte zostały te środki, również nie można narzekać. Pochwalić przede wszystkim należy podkreślenie przez dzieło tradycyjnych żołnierskich cnót – odwagi, wytrzymałości i poświęcenia – którymi wykazać się muszą dwaj żołnierze postawieni przed niebezpiecznym i wyczerpującym zadaniem. O ile Blake’a silnie motywować do jego wykonania może fakt, iż pozwala ono na ocalenie jego brata, o tyle Schofield musi wbrew sobie wykrzesać z siebie siłę i stawić czoło sytuacji. Jest on początkowo sportretowany jako dość daleki od ideału patriotycznego żołnierza, wątpi w sens walki, niechętnie przyjmuje misję i lekceważąco odnosi się do wojskowych zaszczytów spotykających zasłużonych (mowa, że sprzedał otrzymane odznaczenie za butelkę wina). Przemiana do jakiej zmusza się, w szczególności po śmierci towarzysza, niebywały heroizm i poświęcenie z jakimi decyduje się ukończyć zadanie, czynią go jednym z lepszych przykładów moralnych obecnych w nakręconych w ostatnich latach filmach. Nawet zaś fakt, iż niezwykły wysiłek bohatera pozostaje po ludzku niedoceniony (ostrzeżony przed pułapką pułkownik co prawda odwołuje natarcie, ale wulgarnie wyprasza ze swej kwatery żołnierza, który „zmarnował” jego szansę na przewidywane zwycięstwo), to nie da się zatrzeć wywieranego przez film wrażenia, iż warto było zachować się jak trzeba.  Nie można nie docenić także tego, jak realistycznie i odstręczająco zobrazowano tu niszczące działanie wojny. Osiągnięto to głównie dzięki zestawieniu pięknych łąk i pól, rozciągających się po obu stronach linii frontu, z obskurnymi widokami, jakie widzimy na „ziemi niczyjej” (pomiędzy okopami wojsk Ententy i niemieckich) oraz w innych dotkniętych działaniami wojennymi miejscach, gdzie straszą ruiny, zryte pociskami puste, błotniste przestrzenie pozbawione wszelkiej zieleni, poplątane druty kolczaste tworzące zasieki i walające się trupy ludzkie i końskie podjadane przez szczury i insekty. Takie zestawienie pokazuje domyślnie, że świat został stworzony jako dobry i byłby takim, gdyby nie niszczyły go m. in. wojny ludzi. Negatywne skutki wojny zasugerowane są również przez zachowanie żołnierzy w większości sportretowanych jako smutni, oderwani od zwykłego życia (i np. tracący przez to rachubę czasu), będący na granicy depresji ludzie. Pojawiająca się opowieść o jednym z żołnierzy, który stracił ucho odgryzione przez szczura, który podszedł do niego, gdy ten spał po umyciu włosów przysłanym przez dziewczynę wonnym szamponem także pozwala na wyobrażenie sobie cierpień i podłych warunków, których doświadczali wplątani w ten konflikt ludzie. To wszystko sugeruje, iż wojny są zjawiskiem, któremu warto, na ile to możliwe, kłaść kres. Jest to słuszną, zwłaszcza w tym kontekście uwagą, warto bowiem pamiętać, iż skoro nawet sprawiedliwej wojny należy w miarę możności unikać ze względu na jej niszczycielską siłę i bycie bliską okazją do grzechu, to co dopiero rzec o wojnie napędzanej głównie pychą i zachłannością rządzących imperiami i przyczyniającej się do kresu starego, tradycyjnego i dość jednak mocno zakorzenionego w chrześcijaństwie ładu, jaką była I wojna światowa. Innymi zaletami jest podkreślenie potrzeby rozwagi podczas prowadzenia walki, choćby poprzez odpychające ukazanie zadufania pułkownika, na którym Schofield musi niemal wymusić odwołanie natarcia, gdyż dowódcy trzeźwy osąd przesłania wizja zostania bohaterem wojennym.  W pozytywny sposób zobrazowano tu też miłosierdzie wobec nieprzyjaciół, skontrastowane z całkowitą wobec nich  bezwzględnością (Schofield i Blake chcą udzielić pomocy rannemu zestrzelonemu pilotowi niemieckiemu, który potem niestety rzuca się na Blake’a z nożem).  Jeśli chodzi o wątpliwe elementy filmu to trzeba wymienić pewną ilość zawartych w nim wulgaryzmów, których dałoby się chyba uniknąć bez szkody dla fabuły. Mamy tu też krótką i utrzymaną niestety w lekko żartobliwym tonie wymianę zdań między wiadomą dwójką żołnierzy dotyczącą masturbacji.  Te jednak zastrzeżenia nie przekreślają pięknego przesłania filmu, będącego jedną z ważniejszych w ostatnich latach opowieścią wychwalającą żołnierskie cnoty, a jednocześnie ostrzegającą przed złem i niebezpieczeństwem tkwiącym w wojnie. Michał Jedynak /.../
  10. Trener

    Leave a Comment Film ten opowiada o prawdziwych wydarzeniach, które w 1999 roku opisywała amerykańska prasa. Obiektem zainteresowania tychże mediów stał się trener szkolnej drużyny koszykówki – Ken Carter. Mężczyzna ten ściągnął na siebie oburzenie niemal całego Richmond, gdy zakazał gry odnoszącym coraz większe sukcesy na boisku licealistom i zamknął ich salę do ćwiczeń grubym łańcuchem. Film pokazuje, jak doszło do tego wydarzenia, jakie były motywy tego niecodziennego postępowania trenera i jak dalej potoczyły się losy drużyny i wzajemne relacje zawodników i ich mentora. Obraz ten w swoim zasadniczym wątku i przesłaniu jest jak najbardziej godny polecenia. Sam główny bohater jawi się wręcz jako świetlana postać, zdecydowanie godna naśladowania. Jest to człowiek, który w pełni reprezentuje tradycyjnie amerykańskiego ducha, w jak najlepszym znaczeniu tego słowa. Pan Carter bowiem sam będąc byłym wychowankiem szkoły w Richmond i niegdyś jej najlepszym koszykarzem podejmuje się zadania trenowania drużyny tej szkoły, mając na uwadze dużo większe cele niż poprowadzenie jej do sportowych sukcesów. Nie robi tego dla dodatkowego zarobku, gdyż wynagrodzenie, które oferuje szkoła, jest raczej symboliczne dla dobrze prosperującego prywatnego przedsiębiorcy, jakim jest. Główną motywacją nowego trenera, poza miłością do koszykówki, jest to, że chce on zrobić coś dobrego dla swojej dawnej szkoły oraz społeczności, z której sam się też wywodzi. Jako były uczeń Richmond High School wie on dobrze, że zaledwie połowa wychowanków tej szkoły zdaje maturę, a odsetek jej absolwentów w więzieniach jest znacznie wyższy niż na uczelniach. Ken Carter jest przekonany, że tak nie musi być, że przy odpowiednim podejściu do chłopców z drużyny, może z nich zrobić odpowiedzialnych, praworządnych młodych mężczyzn, którzy nie będą powielać błędów swoich rodziców czy kolegów. Jako że główny bohater jest idealistą, ale mocno stąpającym po ziemi, zdaje on sobie sprawę, że same „umoralniające pogadanki” (choć tę metodę też chętnie stosuje), to za mało, żeby osiągnąć powyższy cel. Od każdego z zawodników wymaga więc podpisania i przestrzegania dość szczegółowego i rygorystycznego kontraktu. W ramach tej umowy zawodnicy zobowiązują się przede wszystkim do osiągnięcia wyższej niż dotąd ich obowiązująca średniej ocen, punktualności i wysokiej frekwencji na lekcjach, a także okazywania sobie wzajemnie i trenerowi szacunku poprzez stosowne zwroty grzecznościowe, ubiór i ogólną postawę, również wobec sportowych przeciwników. Odstępstwa od tego regulaminu, czy raczej umowy karane są na ogół dużą ilością dodatkowych ćwiczeń typu pompki czy bieganie. Złamanie zaś najważniejszego punktu kontraktu, czyli osiągnięcia odpowiedniej średniej i frekwencji skutkuje bezwzględnym zakazem gry dla wszystkich zawodników, nawet dla dobrych uczniów, ponieważ drużyna ma stanowić jedność. Film ten wyraźnie opowiada się za bardziej tradycyjną „stresową” metodą wychowania. Pokazuje, że lepsze skutki przynosi jednak zazwyczaj podnoszenie poprzeczki niż jej zaniżanie. Uwypukla również to, że stawianie jasnych granic, twardych, ale przejrzystych wymogów, o ile czyni się to z zachowaniem miłości, sprawiedliwości oraz wzajemnego szacunku jest najlepszą ze znanych metod wychowywania młodych ludzi, a już szczególnie chłopców. Nie przypadkiem też postępowanie trenera szybciej doceniają sami licealiści, niż dorośli mieszkańcy miasteczka. Młodzi koszykarze rozumieją bowiem, że metody pana Cartera wynikają z troski o nich, podczas gdy inni mieszkańcy Richmond, także nauczyciele, chętnie obniżają im poprzeczkę, gdyż albo nie wierzą w ich możliwości (poza boiskiem), albo chcą sobie samym podnosić samopoczucie dzięki zwycięstwom drużyny. Trener Carter krytykuje ostro również tę drugą motywację, słusznie pokazując, że w ten sposób społeczeństwo uczy wybitnych sportowców, że są ponad prawem, co oczywiście ma nieraz opłakane skutki. Choć w życiu głównego bohatera koszykówka też ma duże znaczenie, to chce on przede wszystkim, by jego podopieczni odnosili sukcesy w szkole, a w przyszłości w pracy i w życiu rodzinnym, tym bardziej że kariera sportowca nie trwa długo. A zatem główny wątek i przesłanie filmu oceniamy bardzo pozytywnie. Niestety całość obrazu psują pewne poboczne wątki, w których zbyt lekkomyślnie lub nawet z życzliwością przedstawia się różne nieprawości. Mamy tu więc dość liczne sceny nieskromnego tańca. Głównie są to występy tak zwanych cheerleaderek, których stroje i pozy kojarzą się raczej z z erotyką i seksem aniżeli sportem. Jest też dłuższa scena tańca młodych bohaterów w jakimś klubie, w której przybierają oni zdecydowanie obsceniczne pozy. Najważniejszym jednak i najcięższym gatunkowo z negatywnych wątków filmu jest problem pokazania w nim aborcji. Otóż dziewczyna jednego z młodych koszykarzy jest z nim w ciąży. Ona, mimo młodego wieku, czuje się już w zasadzie gotowa na dziecko; on bez większego entuzjazmu godzi się z sytuacją, zwłaszcza że zależy mu na dziewczynie. Z czasem jednak coraz poważniejsze zastanawianie się chłopaka nad swoimi możliwościami, studiami, karierą i tym, jak chce, by wyglądało jego dorosłe życie, powoduje, że dzieli się on swoimi wątpliwościami z dziewczyną i niejako „popycha ją” do wiadomego czynu. Wprawdzie nie mówi się tu wprost o tym, że to dobre „rozwiązanie”, jednakże tak to można odczytać między wierszami. Tak zrozumieć można przede wszystkim scenę, w której młoda matka, przyznaje się ojcu dziecka, że je”usunęła”, mówiąc, że zrobiła to dla siebie. Co brzmi tak, jakby mówiła np. o podjęciu dokształcania, czyli o czymś, co będzie dla niej rozwojowe i pożyteczne na dłuższą metę. Chłopak zaś żałuje głównie tego, że mu nie powiedziała, iż wybiera się na aborcję, przez co nie mógł jej wspierać. Wspieranie więc zabijania niewinnych dzieci jest tu w domyśle pokazane jako szlachetny, rozumny czyn, godny odpowiedzialnego młodego mężczyzny. Jednakże, ponieważ te zastrzeżenia, choć bardzo poważne, dotyczą wątków pobocznych i nie mają też bezpośredniego czy bliskiego związku ani z osobą głównego bohatera, ani z jego misją, film wciąż oceniamy jako godny polecania. Marzena Salwowska /.../