Tag Archive: chrześcijański serwis filmowy

  1. Nieustraszeni pogromcy wampirów

    Leave a Comment Profesor Abronsius, oraz jego młody asystent, Alfred przybywają do jednej z karczm w Transylwanii należącej do żydowskiego gospodarza, Shagala. Ekscentryczny Abronsius jest kimś, kogo określić można mianem „wampirologa praktyka”, nie zadowala się on bowiem rozległą teoretyczną wiedzą na temat tych istot, ale zajmuje się też ich tropieniem. Zdając zaś sobie sprawę, jak niebezpieczne są wampiry dla ludzi, profesor stara się z pomocą swoje asystenta wyeliminować jak największą ich liczbę. Naukowiec słusznie podejrzewa, że w okolicy, w której się zatrzymali, znajdują się również wampiry. Próbuje uzyskać jakieś informacje od miejscowej ludności, jednakże wszyscy udają, że nic takiego nie ma miejsca, a wszelkie nagłe zgony, które mogą przypominać aktywność wampirów, to rzekomo sprawka wilków. Profesor oczywiście nie daje temu wiary. Tymczasem jego młody asystent zakochuje się w pięknej córce karczmarza, Sarze. Ledwie poznana dziewczyna zostaje jednak pokąsana i porwana przez hrabiego von Krolocka. Ażeby ratować tę dziewczynę i uśmiercić groźnego wampira, który ją porwał, obaj pogromcy wyruszają do zamku krwiożerczego arystokraty … Film ten jest horrorem komediowym, postacie i sceny są w nim oczywiście przerysowane, w dużej części jest też parodią innych, bardziej na poważnie kręconych, horrorów filmowych. W sumie można by go więc potraktować z przymrużeniem oka, gdyby nie jego wymowne zakończenie. Otóż film kończy się tym (celowy spoiler), że, choć Abronsius i Alfred skutecznie uciekają przed stadem wampirów, dowodzonym przez hrabiego, to pozornie ocalona przez nich Sara przeobraża się właśnie w wampira i kąsa Alfreda. W ten sposób, jak podkreśla narrator filmu, to właśnie za sprawą Abronsiusa, który chciał walczyć z owym złem, rozprzestrzeniło się ono na świat i zwyciężyło. A jako że w filmie tym, jak przystało na klasyczną opowieść o wampirach, istoty te symbolizują podległe Lucyferowi duchy (ewentualnie świadomie i całkowicie posłusznych mu ludzi) zwycięstwo wampirów jest zwycięstwem Szatana. W obrazie tym przywódca wampirów – hrabia wprost mówi o służbie Lucyferowi i że to, co czynią wampiry, czynią one na chwałę piekieł i by szerzyć królestwo demonów na ziemi. Przesłanie tej z pozoru błahej komedii pokrywa się jakoś niebezpiecznie z odrobinę późniejszym Dzieckiem Rosemary. W obu przypadkach zło ma ostatecznie zatryumfować i rozszerzyć się w świecie wbrew zdrowemu moralnemu instynktowi widza, iż ostatnie słowo i zwycięstwo nie powinny należeć do przeciwnika Boga. Nadto mimo swojego parodiowego charakteru komedia ta momentami mrozi krew w żyłach nie gorzej niż horrory kręcone całkiem na serio. Pogłębia to wrażenie, że film ten wcale nie jest taką niewinną zabawą stereotypami o wampirach, że chce jednak przekazać coś więcej i tym czymś więcej może być przesłanie o nieuchronnym, wbrew naszym wysiłkom, ostatecznym tryumfie Złego. Całość więc filmu, mimo swojego prześmiewczego charakteru wydaje się więc mieć w najlepszym razie dwuznaczne przesłanie. Marzena Salwowska /.../
  2. Amerykańska zbrodnia

    Leave a Comment Film jest oparty na prawdziwej historii, która wydarzyła się w latach 60-tych XX wieku w USA. Rodzice dwóch nastolatek, Sylvii i Jennie Likens, przez swój wędrowny styl życia i pracy często powierzają córki opiece innych ludzi. Tym razem zamiast, jak zazwyczaj, wysłać dziewczęta do domu jednej z babć, obdarzają zaufaniem pewną, ledwie co poznaną kobietę – Gertrudę Baniszewski. Pani Baniszewski jako samotna matka z kilkorgiem dzieci ledwo wiąże koniec z końcem, więc suma 20 dolarów tygodniowo jest dla niej sporym zastrzykiem finansowym. Wydaje się więc, że nowa opiekunka, nawet jeśli nie ze szlachetniejszych pobudek, to przynajmniej dla własnej korzyści powinna się dobrze zajmować dziewczętami. Wkrótce jednak Gertruda zaczyna okrutnie i niesprawiedliwie traktować Sylvię i Jennie, co jest dopiero wstępem do tragedii. Kiedy nabiera (niesłusznych) podejrzeń, jakoby Sylvia oczerniała jej córkę Paulę, cała jej nienawiść i złość skupia się właśnie na tej dziewczynie. Reszta filmu opowiadać będzie więc zasadniczo o znęcaniu się i torturach, jakich w domu swojej „opiekunki” doświadczyła Sylvia, nie tylko ze strony Gertrudy, ale także jej dzieci oraz dzieci z sąsiedztwa. Na końcu zaś dowiemy się, jaka kara spotkała oprawców Sylvii. Twórców tego filmu pochwalić można za to, że udało im się wyważyć pokazywanie przemocy i okrucieństwa. Z jednej strony bowiem te elementy są bardzo przekonujące i dają wyobrażenie, jakich cierpień zaznała zamknięta w piwnicy, bezbronna młoda dziewczyna, z drugiej strony nie są przedstawione w sposób zbyt naturalistyczny czy mający wyraźnie zabawiać widza, jak to ma nieraz miejsce w filmach z wątkiem sadystycznego znęcania się nad ofiarą. Twórcy filmu pominęli też (co można uznać za okazanie szacunku ofierze) niektóre z najbardziej poniżających tortur, jakie były zadawane Sylvii, a o których można przeczytać w łatwo dostępnych opisach tej głośnej sprawy. Takie rozwiązanie wydaje się z korzyścią dla widza, gdyż o pewnych rzeczach lepiej czytać niż oglądać je odtwarzane przez aktorów. Zaletą tego obrazu jest również to, że zdaje się w miarę wiernie pokazywać okoliczności tej zbrodni, jak też motywy i charakterystykę postaci zamieszanych w całą sprawę. Nie zawsze oczywiście oczekujemy, by wydarzenia filmowe pokrywały się z rzeczywistością, jednakże w przypadku takiej tematyki jest pożyteczne, kiedy widz może prześledzić, to jak mogło dojść do takiej, w sumie po ludzku patrząc, bezsensownej zbrodni, z udziałem tak wielu zwykłych ludzi, w tym sporej liczby nastolatków czy wręcz dzieci. Główna przyczyna tej zbrodni zdaje się tkwić w upadłej po grzechu pierworodnym ludzkiej naturze, która jest z sama z siebie bardziej skłonna do zła niż dobra. Film pokazuje, jak łatwo wyrasta ziarno zła, kiedy padnie na sprzyjający grunt i ma dobre warunki do rozwoju. W przypadku Gertrudy Baniszewski i jej córki Pauli nienawiść do Sylwii wyrasta na gruncie zawiści oraz urazy, przez rzekome czy też prawdziwe (trudno powiedzieć) pretensje, co do obmowy, której miałaby się dopuszczać dziewczyna wobec Pauli. Przy czym sama Gertruda jest tu przedstawiona jako kobieta o dość luźnej moralności, a Paula jako dziewczyna już podążająca śladem matki (w szkole średniej zachodzi w ciążę z żonatym mężczyzną). Matka jednak większy problem widzi w rzekomym obgadywaniu córki przez rówieśniczkę niż we własnym fatalnym przykładzie życia, jaki jej daje. W filmie występuje także wątek zazdrości Pauli o urodę i dziewictwo Sylwii, przez które to przymioty, postrzega Sylwię jako osobę, która się nad nią wywyższa. Chociaż w istocie tak nie jest, a to ona sama czuję się gorsza od swojej niewinnej w tej sferze rówieśniczki. Tak więc Paula i jej matka źle znosząc pod swoim dachem dziewczynę, która w podobnym wieku, co Paula jest jeszcze „niedoświadczona”, odreagowują, próbując na siłę przypisywać jej rozwiązłość większą od własnej i chyba po jakimś czasie same w to wierzą, a przynajmniej udaje im się do tego przekonać otoczenie. Rzekoma rozwiązłość Sylwii jest też dla reszty jej dręczycieli, którzy nie mają żadnych osobistych powodów, żeby ją nienawidzić, doskonałym pretekstem do „karania” dziewczyny. Ten argument zwłaszcza przemawia do dzieci z sąsiedztwa, które czują się teraz uprawnione, by dręczyć dziewczynę w coraz bardziej wymyślny sposób. Dzieci i nastolatki z dobrych domów mogą więc bez przeszkód czerpać przyjemność z dręczenia w sumie przypadkowej ofiary, pod pretekstem, że sama jest sobie winna. Taki mechanizm przerzucania winy na ofiarę jest oczywiście, jak najbardziej prawdopodobny i dobrze tu pokazany. Do tego dochodzi jeszcze poczucie pozornej bezkarności sprawców, jakie daje działanie w grupie oraz moralne przyzwolenie i zachęta ze strony dorosłej osoby – pani Baniszewski. Widzowie mogą też wyciągnąć pewne pożyteczne wnioski z tego filmu w tak ważnej kwestii, jak powierzanie opieki nad swoimi dziećmi obcym osobom. Początkiem pokazanej tu tragedii jest bowiem to, że rodzice, a zwłaszcza ojciec Sylvii i Jennie, powierzają dziewczęta dopiero co poznanej kobiecie, która po bliższym nieco spojrzeniu zapewne wzbudziłaby ich podejrzenia. Później też wydaje się, że nie dość interesują się tym, jak rzeczywiście wygląda sytuacja ich córek w domu pani Baniszewski. Większego zainteresowania sytuacją, kiedy pojawiają się już niepokojące sygnały, brakuje też ze strony sąsiadów Gertrudy oraz pastora, który zbyt łatwo wierzy w wersję kobiety, która twierdzi, że Sylwia została umieszczona w domu poprawczym i tym tłumaczyła jej zniknięcie. Pewną zaletą filmu jest też to, że mimo wszystko nie demonizuje głównej sprawczyni zbrodni, czyli Gertrudy Baniszewski. Na ile to możliwe i zgodne z prawdą prezentuje się tu również pewne jej problemy, które mogły w jakimś stopniu upośledzać jej osąd moralny sytuacji. Jest tutaj pokazane na przykład, że jako zapracowana astmatyczna matka, sama aplikowała sobie leki, które mogły ją po części otumaniać. Jeśli chodzi o negatywne aspekty filmu to można tu zauważyć pewien brak dezaprobaty do samego faktu spotykania się Pauli Baniszewski z żonatym już mężczyzną. Wprawdzie skutki tego postępowania są pokazane jako złe, ale twórcy filmu zdają się sugerować, że nie przez sam fakt cudzołożnego związku, co raczej przez niewłaściwy wybór mężczyzny, którego dokonała Paula. W pewnym stopniu problematyczny czy dwuznaczny wydaje się też stosunek twórców filmu do Boga i chrześcijańskiej koncepcji zaświatów. W końcowych scenach tego obrazu, domyślnie zbawiona i przebywająca w swoistym Niebie (wyobrażonym jako Wesołe Miasteczko), Sylvia mówi o Bogu w sposób, który w najlepszym razie wyraża myśl, że nawet Święci w Niebie nie znają jeszcze w pełni Jego zamiarów i dróg; w najgorszym zaś, że Bóg postępuje z ludźmi w jakiś dziwaczny i kapryśny sposób. W każdym razie jest to wątek dość dwuznaczny. Uwzględniając powyższe wątpliwości, polecamy jednak ten film, tym bardziej że w końcowych scenach pokazuje on też proces sądowy, w którym oprawcy Sylvii otrzymali w miarę surowe kary (choć można było się zasadnie spodziewać kary śmierci dla pani Baniszewski, która jednak nie zapadła). Marzena Salwowska /.../
  3. Ojciec chrzestny II

    Leave a Comment Druga część jednej z bardziej znanych serii w historii kina. Film opowiada dalsze losy Michaela Corleone, który, jak wiadomo z pierwszej części, przejął po swym ojcu kierownictwo mafii, a teraz mierzy się ze swym konkurentem, żydowskim gangsterem Hymanem Rothem, dla zapewnienia swej rodzinie poczesnej pozycji. Jednocześnie film ukazuje losy wspomnianego ojca, Vito, począwszy od jego ucieczki z Sycylii przed śmiercią z rąk lokalnego mafijnego bossa, poprzez jego pierwsze lata jako imigranta w USA, po karierę w ramach zorganizowanej przestępczości. Obraz ten pod kątem moralnym jest bardzo trudny do jednoznacznej oceny. Niewątpliwie pokazano tu dużo zła w wykonaniu bohaterów i nie ma dla niego wyraźnej przeciwwagi w postaci budujących przykładów. Jednak nie sposób uciec od wrażenia, że rozwój fabuły zmierza do pokazania zgniłych owoców zatracania się w grzechach i pogoni za wszelką cenę za marnościami takimi jak doczesna potęga.  Odmalowanie wydarzeń poprzedzających pierwszą część mogłoby wielu posłużyć do usprawiedliwiania wkraczania na drogę przestępstwa. Młody Vito jawi się bowiem jako po części przymuszony sytuacją do pewnych niecnych czynów. Jest ubogim imigrantem, który w dodatku niesprawiedliwie traci pracę – nietrudno wytłumaczyć, dlaczego zaczyna wspólnie z sąsiadem zawodowo kraść. Bogaty (niepotrzebujący pieniędzy) i skłonny do przemocy mafioso Fanucci zmusza go do płacenia haraczu i to w okresie zapalenia płuc jego syna – nietrudno usprawiedliwić skrytobójczy mord na tym bandycie, przez który uwalnia w sumie nie tylko siebie, ale i okolicę od szantażów i strachu. Vito kontynuuje przestępczą działalność, nawet gdy mu się już powodzi – nie zapomina jednak o ubogich, np. używa swych wpływów do polepszenia sytuacji lokatorki gnębionej przez antypatycznego i chciwego wynajmującego. Sycylijski mafioso zamordował jego ojca, brata i matkę, gdy bohater był dzieckiem – łatwo zrozumieć, że jako dorosły wywarł na nim krwawą zemstę. To wszystko mogłoby łatwo rodzić sympatię dla jego grzechów. Jednak patrząc na to jak potoczyły się losy rodu Corleone, a w szczególności syna Vito, Michaela, dostrzec można, iż budowana w ten sposób potęga stanowiła budowlę wzniesioną na piasku. Wzorce, które ojciec wpoił synowi przez swe zachowanie, przyczyniają  się bowiem do pogrążania się rodziny w bagnie nieprawości oraz ostatecznie do jej tragedii. Zło czynione przez kolejne pokolenia, zgodnie z ostrzeżeniem zawartym w biblijnej księdze Mądrości Syracha (patrz: Syr 7, 1), pochłania sprawców. O ile Vito wkroczył na drogę bezprawia, gdy doskwierała mu bieda, to Michael kroczy nią, nawet gdy jest już wpływowym i bogatym „biznesmenem”. Robi to, mimo iż wcześniej naiwnie wierzył, że mimo chwilowego „romansu” z przestępczością uda mu się szybko zalegalizować działalność – w poprzedniej części zapewniał narzeczoną, Kay, iż nie zajmie to więcej niż 5 lat, w części zaś omawianej ta sama, będąca już jego żoną kobieta wypomina mu, że od tamtego momentu minęło już lat 7. Co więcej, jego zawziętość wydaje się być większa od ojcowskiej. Każe zamordować swego rywala, Rotha, nawet gdy ten utracił już swą potęgę (co kontrastuje ze znanym z pierwszej odsłony zachowaniem Vito, który mimo krzywd ze strony innej mafii zdecydował się na pokój z nią), bezwzględnie rozprawia się z należącymi do jego otoczenia niepewnymi ludźmi (jak współpracownik Frank Pentangeli, doprowadzony przezeń do samobójstwa) czy zdrajcami (jak jego własny brat, Fredo, zabity na rozkaz Michaela). To postępowanie nie przynosi mu satysfakcji, z tęsknotą wspomina czasy, gdy starał się odciąć od rodzinnego „interesu” idąc na studia oraz do wojska; widać, iż przez swe zbrodnie jest jakby wypalony, bez życia, ale nie ma siły zawrócić z obranej ścieżki. Co więcej rodzina, o której dobro walczył nielegalnymi środkami, staje się, niczym za sprawą karzącej Opatrzności Bożej, jedną z ich głównych ofiar, zmniejszając się nie tylko fizycznie (poprzez śmierć zgładzonego brata), ale również przez fakt, iż od Michaela odchodzi żona niemogąca znieść życia ze zbrodniarzem (co więcej przedtem dokonując aborcji, nie chciała bowiem rodzić kolejnego syna takiemu człowiekowi). Można zatem film ów jako całość traktować jako swego rodzaju przestrogę przed pokładaniem ufności w niemoralnych, choć z pozoru efektywnych, rozwiązaniach i naiwną wiarą w możliwość zachowania przyzwoitości mimo „okresowego” czynienia poważnego zła.  Głównym niebezpieczeństwem z nim związanym jest skupienie uwagi widzów na postaciach zdeprawowanych i to, że nie są one skontrastowane z kimś godnym naśladowania. Walka nie toczy się tu między dobrem a złem, a nawet między złem mniejszym i większym, ale między równymi mniej więcej złoczyńcami. I nawet jeśli twórcy nie kierują sympatii widza na Vito czy Michaela, to, jako że oglądamy wydarzenia głównie z ich perspektywy, niektórzy mogą zacząć przyjmować ich punkt widzenia. Także jedyny przedstawiciel władzy, amerykański senator, jest tu przedstawiony jako skorumpowany hipokryta, co może z jednej strony ukazywać zgubną siłę przekupstwa, ale z drugiej tworzyć przygnębiające wrażenie braku nadziei na zwycięstwo nad złem. Obecność zaś pozytywnych cech i czynów mafiosów (krytyki wejścia w cudzołożny związek po rozwodzie i zaniedbywania dzieci, wyrażonej przez Michaela pod adresem siostry, pogardy dla publicznego pijaństwa i nieposłuszeństwa mężowi, jakich dopuszcza się żona Fredo) może albo zniechęcać widza do takich konserwatywnych postaw albo rodzić lekką sympatię konserwatystów względem mafii, co w obu przypadkach byłoby skutkiem negatywnym. Jest tu też pewna dawka przemocy, wulgaryzmów i nieskromnych widoków (tych ostatnich szczególnie w czasie wizyty mafiosów na Kubie, gdzie wykonywany jest przez niewiasty, pokazany przez krótki czas, taniec w nieskromnym odzieniu).  Na płaszczyźnie zatem ściśle moralnej (bo artystyczna utrzymana jest na wysokim poziomie) ciężko mi ten film odradzić albo polecić. Jest on swego rodzaju mieczem obosiecznym. Dla niewyrobionych widzów może być trochę niebezpieczny, dla uważniejszych może stanowić źródło trafnych refleksji. Tak czy inaczej, zalecam nie podchodzić do niego ani jako do jawnie złego i godnego omijania szerokim łukiem ani jako do niewymagającego żadnej ostrożności przy jego oglądaniu.  Michał Jedynak /.../
  4. Wierzę w Ciebie

    Leave a Comment Film ten pokazuje prawdziwą historię tyczącą się młodości znanego chrześcijańskiego piosenkarza Jeremy’ego Campa, który to po wyjeździe z rodzinnego miasta na studia zakochał się w dziewczynie o imieniu Melissa. Melissa niestety jednak po niezbyt długim czasie ich znajomości okazała się być chorą na raka. Produkcja ta pokazuje zmagania tej pary z owym bolesnym wydarzeniem. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film pt. „Wierzę w Ciebie” jest z pewnością godny polecenia, gdyż pokazuje, iż wiara w Boga oraz modlitwa pomagają przetrwać nawet takie tragiczne przejścia jak ciężka choroba i śmierć ukochanej osoby. Co więcej, pokazane zostało tu też, jak cierpienie – choćby i pozornie wydawało się być bezsensowne – potrafi rodzić dobre owoce dla innych ludzi. Za mocny punkt tego filmu można też uznać to, iż w przychylny sposób pokazuje on takie pozytywne moralnie postawy jak: współczucie, poświęcenie, pomoc niesioną bliźnim. Jako pewnego rodzaju wątpliwe elementy omawianego dzieła można uznać, iż pokazuje on zmysłowe i jednocześnie pozamałżeńskie pocałunki, a także niezbyt skromne stroje noszone przez chrześcijańskie niewiasty. Pierwsza rzecz jednak dzieje się w kontekście ogólnie dwuznacznej moralnie sytuacji, więc można powiedzieć, iż przynajmniej trochę będzie to osłabiać życzliwy odbiór przez widza takiego zachowania (czyli przypomnijmy: zmysłowych pocałunków). Niestety, jednak naiwnością byłoby raczej sądzić, że intencję twórców stanowiło napiętnowanie w ten sposób zmysłowych, a pozamałżeńskich pocałunków jako takich. Ocena zawarcia w filmie drugiej rzeczy (nieskromnych strojów niewieścich) jest zaś o tyle trudna, iż niestety od dłuższego czasu chrześcijanki powszechnie ubierają się w ten sposób, a więc przedstawianie ich ubranych np. w długie suknie mogłoby zakrawać nawet na próbę swego rodzaju oszukania widza. Z drugiej jednak strony należałoby szukać sposobu, w którym pogodzone ze sobą zostałyby tak realizm w pokazywaniu pewnych rzeczy, jak odpowiednio krytyczny sposób ich pokazywania. Oczywiście dodajmy, że ów realizm w ukazywaniu dziejących się faktów też powinien mieć swe pewne granice, np. kręcenie filmów o rzeczywiście dziejących się gwałtach i pedofilii nie usprawiedliwiałoby pokazywanie takich obrzydliwości w sposób szczegółowy. Pomijając jednak wskazane wyżej – mimo wszystko chyba jednak niezbyt duże wątpliwości – polecamy ten film jako przykład pięknego, wzruszającego i pro-chrześcijańskiego kina. Dodajmy, że dobre moralnie i światopoglądowo przesłanie tej produkcji jest tu połączone z jej wysokim artystycznie poziomem wyrażającym się w pięknie nakręconych zdjęciach, interesującej fabule oraz rzetelnej grze aktorów. Mirosław Salwowski /.../
  5. Ukryte piękno

    Leave a Comment

    Howard, pełen werwy i pasji specjalista od reklamy z Nowego Jorku zapada na głęboką depresję po tym jak jego 6-letnia córeczka umiera na raka. W czasie owej depresji Howard spędza swój czas na układaniu wielkich konstrukcji z klocków Domino oraz pisaniu osobistych listów do trzech bytów – Śmierci, Miłości i Czasu. Takie nastawienie głównego bohatera zaczyna rodzić poważne problemy dla funkcjonowania firmy, w której jest on jednym ze strategicznych współudziałowców. Biznesowi partnerzy, a zarazem przyjaciele Howarda wpadają zatem na pewien plan mający doprowadzić do odsunięcia go od wpływu na losy firmy.

    Film pt. „Ukryte piękno” co prawda zawiera podejrzane wtręty światopoglądowe (np. przypominające błędną filozofię „New Age” słowa o „absolutnej więzi łączącej wszystkich”), jednak wydaje się nam, iż może on pobudzać widzów do poważnej refleksji nad tym co jest w życiu ważne, mniej ważne oraz nieważne. Obraz ten bowiem skłania do myślenia o tym, co współczesna popkultura raczej jest skłonna z naszej świadomości wypierać, a więc o śmierci, przemijaniu, cierpieniu. Można powiedzieć, iż film ów zachęca do odważnego stanięcia „oko w oko” z tymi nieuchronnymi rzeczywistościami. Ponadto, wskazuje się tu też na pozytywną rolę więzi rodzinnych, a jeden z jego wątków pokazuje nawet odbudowę rozbitego wcześniej małżeństwa. Atutem tego filmu jest też to, iż nie epatuje on widzów przemocą, seksem, bezwstydem i obscenicznością.

    Jeśli zaś chodzi o bardziej wątpliwe wątki „Ukrytego piękna” to oprócz wspomnianych wcześniej wtrętów rodem z „New Age” w pewnych momentach wyczuwa się tu trochę sceptycyzmu wobec wiary w osobowego Boga. Główny bohater mówi bowiem, iż w czasie, gdy jego córeczka cierpiała i umierała, nie modlił się do Boga, ale zwracał się do innej z rzeczywistości, a w jednej ze scen wykpiwa nawet bardziej chrześcijańsko brzmiące wyjaśnienia tragedii, która go spotkała. Niestety zaś, owe nieco sceptyczne odniesienia do Boga i chrześcijaństwa nie spotkały się w omawianej produkcji z żadnym pozytywnym wyjaśnieniem czy repliką. Mimo wszystko jednak, te wątpliwe elementy nie wydają się być tu silnie rozwiniętymi.

    Za pewnego rodzaju dwuznaczność można by uznać też zabieg twórców filmu polegający na personifikacji nie-osobowych przecież rzeczywistości jakimi są np. śmierć oraz czas, jednak da się to chyba jakoś uzasadnić. Można bowiem potraktować omawiany obraz jako coś w rodzaju „baśni dla dorosłych”, a wówczas pewna niedosłowność w pokazywaniu niektórych z rzeczywistości mogłaby zostać uznana za dopuszczalną. Jeśli już to największe wątpliwości w tym kontekście budzi przedstawianie Miłości w postaci młodej kobiety, gdyż jak mówi Pismo święte to „Bóg jest miłością” (1 Jana 4: 8). Można więc powiedzieć, że akurat Miłość jest osobą, ale tą osobą jest Bóg, który ludziom nie objawił się bynajmniej w postaci tej czy innej niewiasty (ale wcielił się w postać mężczyzny, czyli Jezusa Chrystusa oraz w Swym Słowie opisywał się głównie, choć owszem nie wyłącznie, w rysach męskich). Przy tej okazji warto wspomnieć o jeszcze jednym dyskusyjnym elemencie tego filmu, a mianowicie o słowach jednego z jej bohaterów, który w pewnym momencie mówi, iż przy narodzinach swój córki „nie tylko odczuwał, że był pełen miłości, ale czuł, że jest miłością”. Skoro jednak Biblia mówi, że to „Bóg jest miłością”, to takie stwierdzenia są co najmniej niestosowne, gdyż w pewien sposób zrównują człowieka, który jest stworzeniem z Jego Stwórcą, czyli Bogiem.

    Mimo wszystko polecamy jednak ów film jako jedną z lepszych okazji do zastanowienia się nad śmiercią, przemijaniem i cierpieniem. Zachęcamy przy tym zachowanie dużej ostrożności doktrynalnej i odłożenie na bok wspomnianych przez nas bardziej podejrzanych elementów tego obrazu.

    Mirosław Salwowski 

     

     

      /.../

  6. (Nie)znajomi

    Leave a Comment Kanwą tego filmu jest z pozoru całkiem zwyczajne spotkanie na kolacji grupy znajomych. Ten wieczór zmienia się jednak gwałtownie, gdy jego bohaterzy postanawiają, początkowo niby tylko dla zabawy, rozpocząć grę polegającą na odczytywaniu na głos wszystkich sms-ów, jakie podczas niego dostaną oraz odbierania przychodzących do nich telefonów na głośnikach (tak, by inni uczestnicy kolacji mogli słyszeć treść rozmów). Ta żartobliwa gra w miarę jej trwania przemienia się w coraz bardziej napiętą emocjonalnie i psychicznie sytuację, gdyż z pozoru znani sobie ludzie dowiadują się w ten sposób o sobie nowych, często wstydliwie skrywanych wcześniej, rzeczy. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film ów jest dobrym przykładem produkcji w swej wymowie bardzo dwuznacznej. Z jednej bowiem strony za jego plus można uznać to, iż de facto uwydatnia on prawdę o grzeszności ludzkiej natury. Pokazana bowiem tutaj gra wskazuje wszak na to, jak w życiu zapewne każdego dorosłego człowieka można by znaleźć rzeczy dla niego bardzo wstydliwe, których ten nie chciałby w żaden sposób odkrywać przed innymi ludźmi. Ta obserwacja może ukierunkować widzów na dostrzeżenie biblijnej prawdy o tym, że „wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” (Rzymian 3, 23). Z drugiej jednak strony w mocny sposób film ten w przychylny sposób ukazuje homoseksualizm, a więc grzech, przez który ci, którzy się go dopuszczają, nie odziedziczą Królestwa Bożego (patrz: 1 Kor 6, 9-10). Nie możemy zatem w bardziej wyraźny sposób pochwalić filmu pt. „(Nie)znajomi„, gdyż jego twórcy są jak ci, którzy jedną ręką budują, a drugą burzą i niszczą. Mirosław Salwowski /.../
  7. Komórka

    Leave a Comment Spokojna nauczycielka biologii Jessica Martin staje się pewnego dnia ofiarą porywaczy, którzy najpierw zabijają jej pomoc domową, a potem ją samą zamykają na strychu. Pani Martin nie ma pojęcia, dlaczego akurat ona stała się ofiarą tychże bandytów. Na domiar złego jest świadoma, że w podobnym niebezpieczeństwie znajdą się wkrótce jej syn i mąż. Z roztrzaskanego przez porywaczy telefonu udaje jej się dodzwonić pod jeden, zupełnie nieznany numer. Jej rozmówcą okazuje się Ryan, raczej beztroski dwudziestolatek, który z początku traktuje telefon Jessici jako żart. Kiedy przekonuje się, że sprawa jest poważna, zgłasza się oczywiście jak najszybciej na policję. W skutek jednak pewnego zamieszania na komisariacie, pomoc z tej strony nie przychodzi zbyt szybko i Ryan zdaje sobie sprawę, że los nieznanej rozmówczyni, właściwie spoczywa w jego rękach. Oznacza to też, że cały czas będzie musiał utrzymać kontakt telefoniczny z panią Martin … Film ten, choć jego intryga może dla wielu widzów być trochę naciągana czy nieprzekonująca, zasadniczo wciąż dobrze się ogląda. Jest to w dużej części zapewne zasługą wartkiej akcji i lekkiego humoru, przede wszystkim chyba jednak optymistycznego i bardzo pozytywnego przesłania tej produkcji. Główny bohater filmu Ryan ucieleśnia bowiem w swoim postępowaniu wobec pani Martin i jej rodziny ideał biblijnego „Dobrego Samarytanina”. Przyjmuje on wszak na siebie niespodziewaną odpowiedzialność za los nieznanych sobie, zupełnie obcych ludzi. Postępuje tak, mimo że sam naraża się przez to na śmierć, nie ma w tym żadnego interesu, mógłby też pewnie podać wiele całkiem zasadnych argumentów na rzecz tego, że nie jest zobowiązany moralnie do aż takiego angażowania się w tę sprawę. Ryan postępuje tu więc niczym „Dobry Samarytanin” z biblijnej przypowieści, który schodzi ze swojej drogi i ponosi trud, żeby pomóc zupełnie sobie obcej, nieznanej osobie, która w normalnych okolicznościach byłaby mu zupełnie obojętna. Promowanie takiej postawy jest oczywiście niepodważalną zaletą tego filmu. Z innych pozytywnych rzeczy, które warto w tym obrazie zauważyć, wymienić można to, że do odpowiedzialnej postawy głównego bohatera wobec pani Martin przyczynia się w dużej mierze jego była dziewczyna – Chloe. Rzuca ona Ryana, gdyż uważa, że jest on nieodpowiedzialny, egoistyczny i niedojrzały. W postępowaniu chłopaka wobec porwanej Jessici widać, że te zarzuty bierze on sobie do serca i głowy znacznie głębiej, niż by się mogło wydawać. Film ten pokazuje więc, jak pozytywny wpływ na młodych mężczyzn mogą mieć dziewczyny, które stawiają im właściwe wymagania i nie obniżają poprzeczki. Pochwalić również można dzielną postawę porwanej pani Martin, która zachowując się z kobiecą godnością, jednocześnie stara się czynić wszystko, co w jej mocy, nie przekraczając moralnych granic, by ratować siebie i rodzinę. Choć widać, że nie czerpie żadnej satysfakcji z przemocy (a wręcz przeciwnie), to, gdy sytuacja tego wymaga, jest gotowa, by zdecydowanie dać odpór tej bezprawnej agresji, nawet jeśli wiązać się to będzie z zabiciem napastnika. Zdecydowanie pozytywną postacią jest też z pewnością sierżant Bob Mooney. Jest to uczciwy i dobry policjant, który jednak zmęczony 27 latami ciężkiej służby daje się już niemal przekonać przez żonę do otwarcia salonu spa. Wydaje się jednak, że sprawa porwania Jessici i jej rodziny przypomina mu o policyjnym powołaniu i wartości tej służby. Jeśli chodzi o zarzuty moralne, jakie można wysunąć wobec tego filmu, to niewątpliwie zasadniczym będą nieskromne stroje młodych ludzi płci obojga, eksponowane na początku tej produkcji. Chodzi tu zwłaszcza o dziewczyny w bikini (co jest nadto obiektem żartów, pokazanych jako niewinne) oraz głównego bohatera bez skrępowania chodzącego bez koszulki przy młodych niewiastach. Na domiar złego ten „luźny” ubiór postaci wydaje się też sugerować z sympatią ich dość luźny stosunek do spraw obyczajowych. Co nieco do życzenia zostawia też słownictwo używane w filmie. Pewien natomiast zamęt w głowach młodych widzów mogą wywoływać niektóre środki podejmowane przez głównego bohatera. Chodzi głównie o to, że kilka razy bierze on bez zgody właścicieli, czy nawet stosując pewien nacisk, rzeczy takie jak ładowarka, telefon czy samochód, gdy są mu niezbędne, by ratować życie niewinnych osób. W tym celu łamie również nieraz przepisy drogowe. Taka sytuacja wymaga wytłumaczenia młodym widzom, że są pewne czyny, których nie wolno wprawdzie dokonywać w normalnych okolicznościach i bez wyraźnej potrzeby, ale które dopuszcza zarówno nauczanie katolickie jak i zazwyczaj ludzkie prawo w szczególnym warunkach. Takim czynem jest na przykład zabranie bez zgody właściciela jakiejś rzeczy niezbędnej dla ratowania bliźniego. W rozumieniu doktryny katolickiej takie postępowania jak głównego bohatera filmu w ogóle nie może być nazwane kradzieżą. Jak bowiem objaśnia punkt numer 2408 Katechizmu Kościoła Katolickiego: Siódme przykazanie zabrania kradzieży, która polega na przywłaszczeniu dobra drugiego człowieka wbrew racjonalnej woli właściciela. Nie mamy do czynienia z kradzieżą, jeśli przyzwolenie może być domniemane lub jeśli jego odmowa byłaby sprzeczna z rozumem i z powszechnym przeznaczeniem dóbr. Ma to miejsce w przypadku nagłej i oczywistej konieczności, gdy jedynym środkiem zapobiegającym pilnym i podstawowym potrzebom (pożywienie, mieszkanie, odzież…) jest przejęcie dóbr drugiego człowieka i skorzystanie z nich. Podsumowując, polecamy ten film ze względu na ogólne przesłanie i optymistyczny klimat bezinteresownej życzliwości wobec bliźnich. Nie mniej znacznie obniżamy jego ocenę przez eksponowanie nieskromnych strojów i żartów (głównie w początkowych scenach). Marzena Salwowska /.../
  8. Pojednanie

    Leave a Comment Film ten został oparty – przynajmniej w swych głównych wątkach – na prawdziwych wydarzeniach. Widzimy więc w nim z jednej strony anglikańskiego „arcybiskupa” Desmonda Tutu, który po upadku w RPA Apartheidu przewodniczy utworzonej tam komisji mającej rozliczać przeszłość, z drugiej zaś strony ukazana zostaje nam sylwetka Pita Bloomfielda, byłego pracownika służb specjalnych, który za swe zbrodnie i nadużycia popełnione w czasach minionego systemu, odsiaduje wyrok więzienia. Jednym z głównych wątków tego filmu jest więc seria spotkań pomiędzy Desmondem Tutu a Bloomfieldem, podczas których dochodzi do swego rodzaju starcia pomiędzy tymi dwoma osobami. Pastor Tutu chce bowiem przywieźć Bloomfielda do skruchy i żalu za swe dane złe czyny, tymczasem ów złoczyńca cynicznie odbija tę serwowaną mu „piłeczkę” niejako chełpiąc się ze swych okrutnych uczynków i jakby przekonując, że próby nawracania go na dobrą drogę są czymś w rodzaju śmiesznej naiwności. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film ten należy ocenić pozytywnie, gdyż poprzez wykorzystanie klasycznego motywu walki dobra ze złem (na przykładzie starcia się dwóch wyżej wzmiankowanych postaci) pokazuje on, że nawet będąc głęboko pogrążonym w nieprawości człowiekiem można zdobyć się przynajmniej na próbę naprawienia swych win. W obrazie owym widzimy też, iż prawdziwe wybaczenie jest możliwe również w obliczu bardzo niegodziwych czynów. W produkcji tej widzimy wszak, że w pewnym momencie matka wybacza człowiekowi, który brał udział w morderstwie jej córki. Tytułem poważniejszych wątpliwości, jakie możemy podnieść względem tego filmu, jest obfitość wulgarnej mowy w nim zawartej. Oczywiście rozumiemy, że w tym kontekście została ona tu użyta poniekąd w celu jeszcze mocniejszego podkreślenia głębi deprawacji jednego z głównych bohaterów, ale tradycyjnie przy tego typu okazjach podnosimy pytanie o to, czy rzeczywiście stosowanie takiego zabiegu przez filmowców jest bardzo potrzebne, a poza tym wskazujemy, iż wulgaryzmy można by ostatecznie „wypikować”. Ta ostatnia metoda, mimo że na pierwszy rzut oka mogłaby się wydawać co poniektórym śmieszna, to jednak z jednej strony wciąż podkreślałaby głębię deprawacji osoby używającej taki rodzaj języka, z drugiej zaś pozwalałaby na nieepatowanie widzów czymś takim. Na sam koniec, by z góry dać odpór możliwym nadinterpretacjom, jakie mogą pojawić na skutek publikacji tej recenzji wyjaśniamy, że fakt przychylnego potraktowania przez nas filmu, w którym pozytywnym bohaterem jest anglikański hierarcha Desmond Tutu nie jest równoznaczny z pochwałą ogółu jego światopoglądowych i moralnych przekonań. Człowiek ten bowiem oprócz faktu trwania w anglikańskiej schizmie i herezji wspiera też np. grzech wołający o pomstę do Nieba, jakim jest aktywność homoseksualna. Niemniej jednak zgodnie z duchem prawowiernego ekumenizmu doceniamy to, co konkretnego dobrego on w swym życiu czynił. Ponadto, przez tę recenzję nie zamierzamy sugerować, czy aby na pewno kierunek społeczny, w którym poszła RPA po upadku Apartheidu, jest czymś znacznie lepszym od zła tkwiącego w samym Apartheidzie. Z pewnością bowiem można by wskazać na pewne bardzo niegodziwe rzeczy, które nowi władcy RPA wprowadzili (np. legalizacja aborcji i sodomii). Kwestia więc oceny tego, który z systemów w RPA (Apartheid czy to co nastało po jego upadku) w swym całokształcie miał więcej plusów i mniej minusów, jest zdecydowanie bardziej złożona i nasza recenzja nie pretenduje nawet do próby odpowiedzi na to pytanie. Mirosław Salwowski /.../
  9. Test na przyjaźń

    Leave a Comment Film ten opowiada o 17-letniej dziewczynie (o imieniu Veronica) z amerykańskiego stanu Missouri, która po tym, jak dowiaduje się, iż zaszła w nieplanowaną ciążę ze swym chłopakiem, postanawia dokonać na swym jeszcze nienarodzonym dziecięciu „zabiegu” aborcji. By jednak to uczynić, Veronica musi jechać do innego stanu, gdyż w Missouri jako osoba niepełnoletnia nie mogłaby tego dokonać bez wiedzy oraz zgody swych rodziców (tymczasem ona wie, iż takiego przyzwolenia na ów czyn by nie otrzymała). W tym celu główna bohaterka prosi swą najbliższą przyjaciółkę Bailey, by ta zawiozła ją do jednej z klinik aborcyjnych w innym ze stanów, gdzie na przerwanie ciąży nie będzie musiała mieć zgody swych rodziców. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej nie wahamy się powiedzieć, iż film ów jest po prostu wstrętny oraz odrażający. Jego główne przesłanie jest bowiem w sposób jednoznaczny oraz bezdyskusyjny radykalnie proaborcyjne, a wszystkie pobocznie dobre rzeczy w nim pokazane, tj. przyjaźń czy wzajemna troska, tak naprawdę zostały tu zaprzęgnięte na służbę usprawiedliwiania tej wielkiej niegodziwości, jaką jest mordowanie nienarodzonych dzieciątek. Ta produkcja jest jeszcze tym bardziej haniebna, iż nie pokazuje się w niej nastolatki pragnącej dokonać aborcji ze względu na jakieś bardzo poważne czy dramatyczne okoliczności, w jakich się ona znalazła (np. gwałt czy widmo bezdomności) – co oczywiście i tak by było niemoralne i zakazane przez Boże prawo. W tym filmie widzimy bowiem, że rodzice głównej bohaterki byliby – najprawdopodobniej – gotowi jej pomagać w dziele wychowania dziecka, a co więcej ojciec poczętego dziecięcia niczym nieprzymuszony postanowił wziąć za nie odpowiedzialność oraz oświadczył się swej dziewczynie. Mimo jednak tych mocno sprzyjających urodzeniu i wychowaniu dziecka okoliczności Veronica i tak postanawia je zamordować, co tylko pokazuje, iż proaborcyjna propaganda nieraz schodzi już na coraz niższe poziomy deprawacji i degeneracji, nie próbując już nawet usprawiedliwiać owej zbrodni poprzez odwoływanie się do jakichś bardziej poważnych okoliczności. Gwoli jeszcze bardziej jasnego nakreślenia proaborcyjnego wydźwięku tego filmu wspomnijmy jeszcze tylko sposób, w jaki z jednej strony odmalowani są działacze „Pro Life”, a z drugiej sam „zabieg” aborcji. Otóż nieco mimowolna wizyta Veronici i Bailey w domu małżeństwa będącego aktywistami „Pro Life” w pewien co prawda trochę komediowy sposób, tym nie mniej jednak dość wyrazisty, przypomina nawiązania do scen z filmowych horrorów. Podczas gdy sama wizyta głównej bohaterki w klinice aborcyjnej jest utrzymana w bardzo spokojnej, by nie powiedzieć „ciepłej” atmosferze. Z innych pobocznych, a wspierających nieprawości wątków tego filmu można zaś też wymienić życzliwe przedstawienie w nim czynów homoseksualnych, a także to, iż w celu dokonania aborcji Veronica posługuje się kradzieżą, kłamstwem oraz oszustwem. Można zresztą dodać, iż kradzież dokonana przez Veronicę połączona jest z pewnego rodzaju rabunkiem, gdyż właścicielka lombardu, w którym główna bohaterka chce sprzedać pierścionek zaręczynowy, podarowany jej przez ojca dziecka, grozi temu ostatniemu bronią, gdy ów chce go odzyskać. Podsumowując: w żadnym wypadku nie polecamy tego filmu, gdyż jest on radykalnie proaborcyjny, a także z mniejszą bądź większą aprobatą pokazuje takie nieprawości jak kradzież, kłamstwo, oszustwo, rabunek oraz czyny sodomskie. Mirosław Salwowski /.../
  10. Kill Team

    Leave a Comment Film ten opowiada prawdziwą historię oddziału amerykańskich żołnierzy, którzy podczas swego pobytu w Afganistanie dopuszczali się morderstw na mieszkających tam niewinnych i nieuzbrojonych cywilach. Głównym bohaterem tego obrazu jest szeregowy Andrew Briggman, który po pewnym czasie zostaje mianowany przez sierżanta Deeksa dowódcą grupy żołnierzy. Briggman początkowo gorliwie wypełnia swe nowe, związane z dowodzeniem, obowiązki, jednak w pewnym momencie zauważa, iż coś niepokojącego dzieje się z jego podwładnymi. Wreszcie dochodzi do wniosku, iż podlegający mu żołnierze za podpuszczeniem sierżanta Deeksa dopuszczają się zbrodni wojennych. Briggman zamierza zatem zgłosić te nadużycia odpowiednim władzom, lecz Deeks podburza przeciwko niemu podlegających mu żołnierzy, próbując jednocześnie skłonić go do akceptacji wspomnianych wyżej niemoralnych czynów. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film ten jest wart docenienia ze względu na fakt, iż – raczej bez potępiania idei wojny sprawiedliwej – wskazuje też na to, że również w czasie wojny obowiązują pewne zasady moralne. Jedną z tych zasad jest oczywiście zakaz mordowania niewinnych ludzi, a więc np. nieuzbrojonych i spokojnie zachowujących się cywilów. Rzecz jasna, realistycznie rzecz biorąc, trzeba mieć też na uwadze to, iż nawet sprawiedliwa wojna jest czymś, co w tradycyjnej moralistyce katolickiej zwie się „bliską okazją do grzechu”, gdyż każda sytuacja wojenna stwarza poważne niebezpieczeństwo popełniania nadużyć i zbrodni również przez żołnierzy walczących po dobrej stronie. Powiązaną z tymi ukazywanymi w filmie prawdami jest też postawa głównego jego bohatera, czyli Andrew Briggmana, który przynajmniej do pewnego etapu stara się stawiać opór barbarzyńskim poczynaniom swych towarzyszy broni. Na przykładzie Briggmana mamy więc tu pokazanego człowieka, który z jednej strony wbrew sytuacji, w jakiej się znalazł próbuje postępować cnotliwie, a z drugiej strony jest on na różne sposoby kuszony, by jednak współuczestniczyć w mordowaniu niewinnych cywilów. Jeśli chodzi o poważniejsze zastrzeżenia, jakie można podnieść względem tego filmu, to jest nim nadmiar wulgarnej mowy. Być może pewną obiekcją, którą moglibyśmy też wobec niego sformułować jest fakt, iż w samej głównej treści filmu nie zostało wyeksponowane zwycięstwo dobra nad złem (które w rzeczywistości miało miejsce), a jedynie zostało ono wspomniane na samym jego końcu. Sądzimy bowiem, że lepsze dla podkreślenia moralnego i światopoglądowego przesłania tej produkcji byłoby, gdyby ów wątek, w którym dobro pokonuje zło, został ukazany w niej znacznie szerzej i wyraziściej. Mirosław Salwowski /.../