Tag Archive: chrześcijański serwis filmowy

  1. Królowie Charm City

    Leave a Comment Film ten opowiada o czternastoletnim chłopcu (Mouse) mieszkającym w jednej z murzyńskich dzielnic w USA, który bardzo pragnie dołączyć do motocyklowego gangu rządzącego okolicą. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej produkcja ta jest bardzo trudna do oceny, gdyż z jednej strony niesie ona ze sobą słuszne przesłanie przestrzegające młodych ludzi przed angażowaniem się w działalność przestępczą, z drugiej zaś strony jednym z kluczowych elementów tego obrazu jest wątek kłamstwa, którego dopuszcza się jedna z postaci po to, by uchronić głównego bohatera przed wstąpieniem do gangu. To „altruistyczne” kłamstwo może więc tym bardziej uwiarygadniać popularne, acz błędne przekonanie o tym, iż okłamywanie swych bliźnich jest moralnie dozwolone w celu osiągnięcia w ten sposób jakichś słusznych celów. Ponadto, widzowie są tutaj raczeni pewnymi sprośnymi komentarzami, które ukazywane są przez twórców w co najmniej neutralnym duchu. Ze względu więc na wskazaną wyżej „dwoistość” przesłania tego filmu tym razem uchylamy się od dania mu którejś z not, które tradycyjnie wystawiamy na naszym portalu. Mirosław Salwowski /.../
  2. Pod nadzorem

    Leave a Comment Uciekający do Wielkiej Brytanii przed prześladowaniami ze stron władz swego kraju erytrejski imigrant Haile zostaje podejrzany o terroryzm. Para brytyjskich urzędników imigracyjnych ma za zadanie zbadać jego przypadek i rozeznać, czy przyznać mu prawo do pobytu w nowym dla niego państwie. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film ten zasługuje na uznanie, gdyż z jednej strony nie epatuje widzów brutalną przemocą, obscenicznością oraz seksem, a z drugiej strony pokazuje dużo dobrych postaw tj. odwaga, poświęcenie się dla bliźnich, nieposłuszeństwo rozkazom próbujących zmusić nas do popełnienia zła czy też gotowość do ponoszenia odpowiedzialności za poczynione przez siebie błędy. Trzy z czterech wymienionych powyżej zachowań widzimy wszak na przykładzie samego Haile, który ze swego kraju musi uciekać właśnie dlatego, iż jako żołnierz nie zabił cywila, a później zaś tułając się po krajach Europy był gotowy poświęcać się dla innych – znajdujących się w podobnej sytuacji jak on – bliźnich. To zresztą poświęcenie się dla innych sprawia, iż Haile zostaje podejrzany o bycie osobą niebezpieczną, albo i nawet mogącą mieć związki z ugrupowaniami o charakterze terrorystycznym. Z kolei postawę gotowości do ponoszenia odpowiedzialności za popełnione przez siebie błędy możemy obserwować u brytyjskiej urzędniczki imigracyjnej Wendy, która po tym jak zdaje sobie sprawę z tego, iż mogła popełnić błąd w ocenie przypadku Haile, podejmuje ryzykowne dla dalszego rozwoju swojej kariery zawodowej kroki, mające na celu naprawienie tej sytuacji. Atutem tego filmu jest też to, iż zwraca on uwagę widzów na ciężki los imigrantów, zachęcając przez to do przyjmowania względem nich empatycznego, a tym samym tradycyjnie chrześcijańskiego nastawienia. Oczywiście, jako pewnego rodzaju wątpliwość względem przesłania owego obrazu można by podnieść to, iż wydaje się ono usprawiedliwiać łamanie prawa przez imigrantów, próbujących się dostać do danego kraju w sposób nielegalny. W pokazanym jednak na przykładzie Haile’a przypadku widzimy, że nie było praktycznie innej możliwości dostania się przez niego do Wielkiej Brytanii, a przypomnijmy, iż uciekał on ze swego kraju przed niesprawiedliwymi, a zagrażającymi jego życiu, prześladowaniami. W tym podobnych więc okolicznościach za w miarę pewny wniosek odnoście oceny moralnej owego zachowania, można uznać stwierdzenie, że nie był on w sumieniu zobowiązany do posłuszeństwa wszystkim procedurom prawnym związanym z prawem do ubiegania się o legalny pobyt w danym kraju. Człowiek ten ratował bowiem swoje życie i troszczył się o zapewnienie sobie najbardziej elementarnych potrzeb życiowych – co powinno się stawiać wyżej nad posłuszeństwem poszczególnym przepisom prawnym. Taką sytuację można porównać do np. wtargnięcia na jezdnię podczas wyświetlania czerwonego świata dla przechodniów w celu ratowania małego dziecka, które byłoby zagrożone śmiertelnym potrąceniem przed nadjeżdżający samochód. Choć w normalnych okolicznościach powinno się przestrzegać przepisów zabraniających wchodzenia na jezdnię podczas wyświetlania czerwonego światła, to w wyżej nakreślonej sytuacji, należałoby by złamać takie przepisy, gdyż ratowanie życia jest od nich ważniejsze. Mirosław Salwowski /.../
  3. Harriet

    Leave a Comment Film ten opowiada prawdziwą historię Harriet Tubman, amerykańskiej niewolnicy, która po tym jak zbiegła od swego pana zajęła się organizowaniem ucieczek dla innych czarnych osób pozostających w niewoli. Niewiasta ta walczyła też jako żołnierz po stronie Unii w czasie wojny secesyjnej. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej obraz ów zasługuje na pochwałę, gdyż pokazuje takie tradycyjnie chrześcijańskie cnoty i postawy jak: odwaga, męstwo, niezłomność, współczucie dla uciemiężonych, ufność pokładana w Bogu i modlitwie, rezygnacja z prywatnej zemsty oraz pomoc swym bliźnim. Oczywiście, w filmie tym odmalowano też zło rasistowskiego niewolnictwa, które miało miejsce dawniej na południu Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie twórcy „Harriet” nie epatują widza scenami krwawej przemocy, obscenicznością, nieskromnością czy seksem – co dodatkowo czyni ową produkcję, pod tym względem, bardziej bezpieczną również dla dzieci i osób będących w wieku nastoletnim. Cynthia Erivo (left) stars as Harriet Tubman along with Aria Brooks (right). Ta zasadnicza pochwała z naszej strony nie oznacza jednak, że w „Harriet” nie ma pewnych mniejszych bądź większych problemów. Takowe problemy tam są i o nich poniżej też napiszemy. Po pierwsze zatem: w filmie tym niejako skonfrontowane zostały słowa Pisma świętego o tym, iż niewolnicy powinni być posłuszni swym panom (patrz: Kol 3, 22; Ef 6, 5-8; 1 P 2, 18-19) z postawą głównej bohaterki, która kieruje się w swej pracy nad uwalnianiem niewolników własnymi prywatnymi wizjami oraz natchnieniami mającymi pochodzić od Boga. Tego rodzaju skonfrontowanie ze sobą słów Biblii, która jest pewnym i nieomylnym źródłem Bożego Objawienia z prywatnymi wizjami oraz natchnieniami Harriet może rodzić wrażenie wyższości tych drugim nad samym Pismem świętym. Oczywiście, nie można przyjąć takiej sugestii, a sprzeczność jaka na pierwszy rzut oka wydaje się nam wyłaniać z zestawienia biblijnego nauczania na temat posłuszeństwa niewolników swym panom z postawą głównej bohaterki filmu wcale nie musi być konieczna i absolutna, ale może być pozorną sprzecznością – co poniżej postaram się w pewien sposób uwiarygodnić. Po drugie: postawa Harriet Tubman polegająca na pomaganiu niewolnikom w ucieczce od ich panów rzeczywiście – jak to powyżej zasygnalizowałem – wydaje się być na pierwszy rzut oka sprzeczna z Pismem świętym, które poleca niewolnikom okazywanie posłuszeństwa swym panom. Co więcej, św. Piotr Apostoł swe nauczanie o owym posłuszeństwie odnosił nie tylko do „dobrych i łagodnych panów„, ale pisał, że ma się ono stosować także do „surowych panów” (patrz: 1 P 2, 18). I żeby tego było mało, św. Piotr Apostoł odwoływał się przy tym do postawy samego Pana Jezusa, który cierpliwie znosił dotykającą Go niesprawiedliwość (por. 1 P 2, 19-23). Wniosek jaki zatem płynie z tej części Pisma świętego wydaje się być jasny i jest nim to, że niewolnicy winni być posłuszni swym panom nawet jeśli ci byli wobec nich surowi i niesprawiedliwi. Z drugiej jednak strony w tej samej Biblii wydają się być zawarte pewne sugestie i wskazówki wskazujące na to, że istniała jednak pewna granica surowości i niesprawiedliwości po przekroczeniu której ze strony panów, niewolnicy mogli okazywać im nieposłuszeństwo. Chodzi mianowicie o to, że wedle objawionego przez Boga Prawa danego Mojżeszowi Hebrajczycy nie mieli wydawać ich właścicielom niewolników, którzy od nich zbiegli (patrz: Pwt 23, 16). Święty Tomasz z Akwinu tłumaczył ów przepis Prawa Mojżeszowego w ten sposób, iż odnosił się on do sytuacji, w której właściciel zagrażał życiu niewolnika lub też chciał użyć go do popełnienia jakiegoś grzechu (patrz: Summa, 1-2, 105, art. 4). Łącząc zatem sens tak nauczania św. Piotra Apostoła o posłuszeństwie nawet surowym i niesprawiedliwym panom z przepisem Prawa Mojżeszowego zakazującego wydawania zbiegłych niewolników można więc dojść do wniosku, iż istniały jednak pewne granice niesprawiedliwego traktowania po przekroczeniu których niewolnicy mieli prawo uciec od swych panów. Przytaczany przeze mnie św. Tomasz z Akwinu sugerował, że taką granicą było zagrożenie dla życia lub cnotliwego postępowania niewolnika. Jeśli więc Harriet Tubman pomagała w ucieczce tym niewolnikom i niewolnicom, których panowie zmuszali np. do popełniania grzechów przeciw cnocie czystości (co w praktyce działo się prawdopodobnie bardzo często) to zgodnie z interpretacją Pisma świętego daną przez św. Tomasza z Akwinu postępowała ona w takich wypadkach słusznie. Trzecią dwuznacznością jaką możemy wytknąć temu filmowi jest fakt, iż pokazuje on z aprobatą pewne działania, które część tradycyjnych moralistów katolickich uznałaby za kłamstwa i oszustwa. Z drugiej jednak strony inna część owych moralistów (chociaż była to mniejszość z nich) zaliczyłaby te czyny nie do kłamstwa, ale do uprawnionego moralnie zastrzeżenia domyślnego. Czwartą rzeczą, która rodzi w nas wątpliwość jest to, że Harriet Tubman pokazuje się na ekranie jako czasami ubraną w męski strój. Nie wiem co prawda, czy tak było w rzeczywistości, ale okoliczność ta rodzi pytanie, czy przez ów zabieg twórcy nie chcieli czasem wyrazić swego ewentualnego poparcia dla feminizmu i maskulinizacji niewiast? Reasumując zatem: doceniamy różne wartościowe i budujące elementy tego filmu, ale doradzamy jednocześnie pewną ostrożność w obcowaniu z nim ze względu na bardzo możliwe takie jego interpretacje, które będą sprzyjać pewnym doktrynalnym oraz moralnym błędom. Mirosław Salwowski /.../
  4. Kobieta w oknie

    Leave a Comment Film jest ekranizacją powieści A. J. Finn pod tym samym tytułem. Główna bohaterka – Anna Fox to psycholog dziecięca, która cierpli na agorafobię, wskutek czego nie opuszcza własnego domu na Manhattanie. Anna zmaga się nie tylko ze stratą zdrowia, ale też pracy i rodziny. „Hobby” osamotnionej kobiety staje się podglądanie sąsiadów z naprzeciwka. Gdy po drugiej stronie ulicy wprowadza się rodzina Russellów, relacje Anny z sąsiadami stają się jednak mniej jednostronne. Panią Fox odwiedza bowiem najpierw nastoletni Ethan Russel, a później jego matka. Oboje sprawiają na Annie bardzo sympatyczne wrażenie, czego nie można powiedzieć o ojcu rodziny. Przypuszcza ona, że mężczyzna tyranizuje swoich bliskich i być może znęca się nad synem. Te podejrzenia sprawiają, że Anna jeszcze uważniej obserwuje sąsiadów, aż pewnego dnia widzi przez okno, jak w domu Russelów dochodzi do morderstwa. Zawiadamia policję. Czy jednak niedoszła samobójczyni, która łączy leki psychotropowe z alkoholem, okaże się wiarygodnym świadkiem? Pomysł na ten film przypomina oczywiście „Okno na podwórze” Alfreda Hitchcocka. Ciekawym urozmaiceniem jest tu może fakt, że główną bohaterkę „Kobiety w oknie” ogranicza nie ciało, a psychika, gdyż fizycznie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wyszła z „więzienia” własnego domu. A jako że stan psychiczny Anny jest konsekwencją jej bardzo złych wyborów moralnych z przeszłości, to można powiedzieć, że film ten odzwierciedla słowa Pana Jezusa: „Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu” (J 8, 34). I jest to oczywiście jedna z zalet tego obrazu. Docenić też można motywacje, jakie kierują główną bohaterką wtedy, kiedy intensywnie „wtrąca się” ona w życie sąsiadów (choć oczywiście samo podglądactwo, od którego zaczyna, trudno pochwalić). Anna szczerze chce pomóc w tej sytuacji, narażając się najpierw na różne nieprzyjemności, potem na ośmieszenie, a w końcu na utratę życia. Inną z zalet filmu jest pokazanie, jak przeświadczenie o własnej nieomylności u specjalisty w danym temacie może prowadzić na manowce. Anna jest tak pewna swojej wiedzy psychologicznej, doświadczenia i czegoś, co można by nazwać zawodową intuicją, że dopiero skonfrontowana z brutalnymi faktami, uznaje, że błędnie oceniła poszczególne „postacie dramatu”. Jest w tym być może jakieś ostrzeżenie, by nie zawierzać bez reszty opiniom specjalistów w danej dziedzinie, gdyż jako ludzie i oni też są omylni i ograniczeni w swoim sposobie myślenia. Największą chyba jednak zaletą tego filmu jest pokazanie, jak wielkim złem jest, dość powszechnie dziś lekceważony grzech, jakim jest cudzołóstwo. Historia Anny pokazuje smutną prawdę, że współczesny człowiek, jeśli nie doświadczy drastyczniejszych konsekwencji tego zła niż „zwykły rozpad rodziny”, to może nawet resztę życia spędzić nie żałując zbytnio i nie pokutując za swoją niegodziwość. Ba, może nawet jak w tym obrazie postrzegać zdradzanego współmałżonka jako osobę „toksyczną”, gdy tenże nie chce, czy nie potrafi udawać przy dziecku szczęśliwej rodziny. Tu natomiast mamy pozytywne zakończenie tego wątku (choć skutki tego grzechu są już nieodwracalne), kiedy winna cudzołóstwa osoba szczerze wyznaje swoją winę i mówi o potrzebie przebaczenia. Jeśli chodzi o poważniejsze zastrzeżenia wobec filmu, to są nimi dość duża ilość wulgarnej mowy oraz nadmierna, zdaniem piszącej te słowa, drastyczność jednej z jego ostatnich scen. Nie mniej jako całość polecamy tę produkcję. Marzena Salwowska /.../
  5. The Chosen (sezon 1)

    Leave a Comment Serial ten jest nową filmową wersją zapisanych w czterech kanonicznych Ewangeliach wydarzeń z życia Pana Jezusa oraz Apostołów. Twórcy tej produkcji skupiają się na przybliżeniu widzom rozmaitych problemów i dylematów, z jakimi musieli mierzyć się ludzie, którzy później spotkali Chrystusa. Mamy tu więc pokazanego np. Piotra, któremu grozi widmo całkowitego bankructwa; Mateusza będącego pogardzanym przez swych rodaków, a przez to też osamotnionym i emocjonalnie zaburzonym, poborcą podatkowym; Marię Magdalenę wykorzystywaną przez różnych mężczyzn i dręczoną przez demony. Właśnie z perspektywy tych rozmaitych ludzkich problemów, które najczęściej nie są zbyt dalekie od kłopotów, które przeżywamy jako ludzie i dziś, zostaje pokazana w serialu osoba i misja naszego Pana i Zbawcy Jezusa Chrystusa, przez co twórcom tej produkcji udało się osiągnąć efekt polegający na tym, iż Syn Boży jako osoba niejako wkraczająca w pogmatwane losy tych wszystkich ludzi, jawi się tym bardziej jako bliski nam Przyjaciel. Zalety tego serialu na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej zostały już powyżej w zasadzie więc wskazane. Dodam zatem może tylko, iż wskazany wyżej zamysł twórców polegający na bardzo mocnym powiązaniu nauczania i życia Pana Jezusa z tym jak wkracza on w skomplikowane życie rozmaitych ludzi, może wzbudzać tym większą miłość oraz przywiązanie do Zbawiciela. Czy zatem w – w pierwszym sezonie – „The Chosen” są jakieś rzeczy, na które należałoby zwrócić uwagę w bardziej krytycznym świetle? Owszem, istnieją takowe i postaram się je, poniżej zasygnalizować. Pierwszym wzbudzającym wątpliwości elementem jest sposób pokazania tu Marii Magdaleny, jako niewiasty mającej być – obok Apostołów – stałą towarzyszką wędrówek Pana Jezusa. Nie jest to co prawda w sposób absolutny wykluczone, ale w Piśmie świętym jest tylko raz mowa o tym, by Maria Magdalena towarzyszyła Chrystusowi oraz apostołom wówczas, gdy Ten wędrował przez miasta i wsie, głosząc Ewangelię o Królestwie Bożym (patrz: Łk 8, 1-3). Gwoli jednak ścisłości w tym konkretnym fragmencie Ewangelii Łukasza (8, 1-3) jest napisane, że oprócz Marii Magdaleny uczestniczyło w tym jeszcze kilka kobiet, podczas gdy w omawianym serialu Maria Magdalena jest pokazywana jako jedyna niewiasta, która wraz z apostołami towarzyszy Jezusowi. Trudno więc nie odnieść wrażenia, że w „The Chosen” Maria Magdalena jest traktowana w sposób wyjątkowy – a gdy zważy się na to, iż aktualnie rozpowszechniane są pewne heretyckie twierdzenia o tym, jakoby ta niewiasta miała być jedną z pierwszych przywódczyń i nauczycielek Kościoła – rodzi to jednak pewien niepokój. Doradzamy więc w tym aspekcie baczniejsze przyjrzenie się temu, jak w przyszłych seriach tej produkcji będzie obrazowana Maria Magdalena. Co prawda, jak na razie nic jawnie błędnego tu zarzucić nie możemy, ale ostrożność na przyszłość nie zawadzi. Drugim, nieco dyskusyjnym wątkiem pierwszego sezonu „The Chosen” jest sposób przedstawiania w nim postaci Najświętszej Maryi Panny. Chodzi mianowicie o to, że Maryja na tle innych hebrajskich niewiast pokazywana jest tutaj jako kobieta ubrana trochę bardziej wykwitnie niż inne niewiasty z Jej społeczności. Matka Boża ma mianowicie w uszach kolczyki, podczas gdy inne hebrajskie niewiasty raczej takowych ozdób w tym serialu nie mają. Takie sportretowanie Maryi budzi wątpliwości, gdyż Ona jako osoba bezgrzeszna jeśli już to bardziej gorliwie niż inne niewiasty wystrzegałaby się jakichś niepotrzebnych czy dodatkowych ozdób. Pamiętajmy zaś, iż Nowy Testament, a za nim Ojcowie Kościoła raczej odradzali strojenie się w złoto czy srebro, aniżeli je aprobowali (por. Tm 2, 9; 1 P 3, 2-5). To co prawda nie musi oznaczać, że noszenie kolczyków przez niewiasty jest zawsze zakazane czy choćby „zawsze odradzane”, jednak czym innym jest przystrajanie tym podobnych ozdób w pewnych nadzwyczajnych sytuacjach, a jeszcze czym innym akceptowanie ich na zasadzie stałego zwyczaju. Treść zaś prywatnych objawień danych bł. Annie Katarzynie Emmerich sugeruje, iż Maryja Panna dość niechętnie odnosiła się do tym podobnego sposób ubierania się. W tych objawieniach czytamy bowiem, iż Maryja miała przez swą pokorę wzbraniać się przed założeniem bardziej strojnych szat, jakie z okazji zawarcia przez nią ślubu Anna miała jej przynieść. Warto zresztą zauważyć, że odnośnie drugiego sezonu „The Chosen” pojawiły się głosy niektórych konserwatywnych katolików o tym, iż sposób przedstawiania tam niektórych aspektów życia Maryi jest już jawnie błędny, albo i nawet „bluźnierczy”. Jako jednak, że piszący te słowa nie oglądał jeszcze tych scen, a ta recenzja jest poświęcona tylko pierwszemu, a nie drugiemu sezonowi tego serialu, mimo wszystko nie uwzględniamy owych uwag krytycznych w tym konkretnym naszym tekście. Czytelnicy, którzy chętni są, by się z nimi zapoznać mogą to uczynić klikając na odnośniki, jakie to tychże uwag zostały zamieszczone powyżej. Trzecim elementem, który wzbudza tu naszą wątpliwość, jest męski strój, jaki miał być wedle wizji twórców serialu, noszony przez Pana Jezusa i innych hebrajskich mężczyzn. Otóż Jezus oraz apostołowie są tutaj często pokazywani przebrani nie w długie (jak to do tej pory tradycyjnie przedstawiono), ale krótkie – sięgające znacznie powyżej ich kolan – tuniki. Coś takiego budzi pytania tak od strony historycznej, jak i moralnej. Z tego co bowiem do tej pory czytałem o sposobie ubierania się hebrajskich mężczyzn w I wieku naszej ery to tego rodzaju krótkie tuniki były noszone przez nich jeśli już jako coś w rodzaju bielizny pod zwyczajowo zakładanymi dłuższymi szatami. Poza tym, można by rozważać, na ile tego typu ubiór u mężczyzn spełniałby kryteria skromności i wstydliwości. Co prawda, niewiasty są w mniejszym stopniu niż mężczyźni kuszone do nieczystych myśli i czynów przez widok odsłoniętego ciała, jednak i ten aspekt nie może być całkowicie ignorowany, jeśli chodzi o to, w jaki sposób mężczyźni powinni się ubierać dla miejsc publicznych. Powyższe wątpliwości, które podnieśliśmy względem treści zawartych w pierwszym sezonie serialu „The „Chosen” nie są jednak ani na tyle duże, by odradzać obejrzenie go z ich powodu, ani nawet, by chwalić ową produkcję jednak przy jednoczesnym podniesieniu wobec niej „poważnych” albo „bardzo poważnych” zastrzeżeń – jak nieraz to wszak czynimy. Zachęcamy zatem do zapoznania się z tym serialem, co można, w legalny sposób, uczynić za pośrednictwem tej witryny internetowej. Mirosław Salwowski /.../
  6. Przebudzenia

    Leave a Comment Film oparty zasadniczo na prawdziwych wydarzeniach. Wiosną 1969 roku szpital na Bronxie zatrudnia nowego lekarza. Jest nim dr Malcolm Sayer, naukowiec, który wcześniej prowadził badania na robakach i nie ma właściwie doświadczenia w pracy z ludźmi. Wbrew jednak obawom dr Sayer szybko odnajduje się w pracy z pacjentami. Szczególną jego uwagę zwracają ofiary epidemii śpiączkowego zapalenia mózgu, które wydają się nie mieć żadnego świadomego kontaktu z otoczeniem. Doktor Sayer namawia matkę jednego z pacjentów, by udzieliła zgodę na zastosowanie wobec syna eksperymentalnej terapii, z użyciem nowego leku na inną chorobę. Ów mężczyzna – Leonard Lowe staje się pierwszym z „przebudzonych”. Wkrótce cały oddział szpitala wypełnia się ludźmi, jakby cudownie wróconymi do życia … Na wstępie warto może zaznaczyć, że poniższa recenzja dotyczyć będzie jedynie treści i przesłania samego filmu, bez odniesień do jego książkowego pierwowzoru. Obraz ten sam w sobie prezentuje całkiem pozytywne przesłanie. Przede wszystkim jest tu dobitnie wyrażana myśl, że życie z jego różnymi prostymi radościami jest darem, za który powinniśmy być wdzięczni. Wprawdzie w filmie nie jest powiedziane wprost, że za ten dar powinniśmy być wdzięczni konkretnie Bogu, ale jest scena, w której Leonard mówiąc o tym, wyraźnie wskazuje w górę, gestem, który zwyczajowo oznacza odniesienie do Boga. Wybudzeni ze śpiączki pacjenci uświadamiają otoczeniu, że zbyt łatwo uznajemy wiele rzeczy w naszym życiu za oczywiste i nam należne, podczas gdy powinniśmy zawsze być wdzięczni za takie możliwości jak chociażby swobodna komunikacja z innymi ludźmi, spacery, kontakt z przyrodą czy też samodzielne wykonywanie najprostszych nawet czynności. Z drugiej strony nie ma też w filmie sugestii, że życie pozbawione tych możliwości traci swoją wartość. Jest tu raczej podkreślona tajemnica takiego cierpienia, to że nie wiemy, dlaczego tak poważne choroby dotykają niektórych ludzi. W historii tej podkreślony jest fakt, że życie ludzkie jest pewną tajemnicą, która przekracza wiedzę naukową, stąd też nigdy nie wiadomo do końca, co się dzieje w człowieku, który zdaje się nie mieć właściwie żadnej świadomości, ani też czy człowiek taki nie zostanie kiedyś „przebudzony”. Sam tytuł filmu oczywiście ma podwójne znaczenie i odnosi się nie tylko do wybudzonych chorych. Równolegle bowiem do historii pacjentów rozwija się historia dr Sayera, który budzi się do bardziej świadomego życia. Postać ta uświadamia sobie wartość takich kwestii jak przyjaźń, budowanie bliższych relacji z bliźnimi, cieszenie się dobrymi, prostymi rzeczami. A ponieważ ten rodzaj przebudzenia, jak sugeruje film, jest trwały, całość zachowuje mimo wszystko pewien optymizm. Odnośnie tego wątku trzeba również zauważyć, że postaci dr Sayera nie można też do końca utożsamiać z jej odpowiednikiem w rzeczywistości, czyli dr Sacks’em oraz jego życiową postawą i moralnymi wyborami. Inną zaletą filmu jest niewątpliwie pokazanie pozytywnych wzorców pracowników szpitala, których empatia i życzliwość wobec pacjentów wykracza znacznie poza zawodowy obowiązek. Jeśli chodzi o bardziej wątpliwe elementy filmu, to pewien niepokój budzić tu może użycie tabliczki ouija do komunikacji z pacjentem. Wprawdzie przedmiot ten nie ma w tym kontekście zastosowania spirytystycznego, a jedynie ułatwia choremu odpowiadanie na pytania, to jednak pozostaje pewna wątpliwość, czy nie chodzi w tej scenie o coś więcej. Czy nie jest to może jakaś sugestia, że również dusze zmarłych są tak naprawdę takimi osobami, które nie mogą się z nami skontaktować i trzeba im tę komunikację ułatwić? W każdym razie użycie przedmiotu tak bezpośrednio kojarzącego się z licznymi grzechami spirytyzmu może budzić pewne zasadne wątpliwości. Jeśli chodzi o inne minusy filmu, to można wskazać na lekkomyślne pokazywanie męsko -damskich tańców, którym towarzyszy obejmowanie się par jako zupełnie niewinnej rozrywki. Rażące jest też użycie bardzo wulgarnego przymiotnika w połączeniu ze słowem „cud”. Trudno też powiedzieć, czy w pewnym momencie Leonard dłużej przygląda się dziewczynie w bardzo krótkiej sukience w nieczystych intencjach, czy też jest tak zaskoczony drastyczną zmianą w kobiecych ubiorach, jaka zaszła w przeciągu zaledwie trzech dekad. Można też nieraz spotkać się z opinią, że film ten jest przygnębiający. Trudno jednak mieć do jego twórców pretensje, że nie dokleili na siłę do tej opowieści wyraźnego happy endu, w związku z czym nie wszystkie wątki w tej opartej na faktach historii kończą się optymistycznie. Zdaje się, że o ile to możliwe, obraz ten pozostawia jednak widzom nadzieję, że podobny „cud”, co pokazany w tej historii, może nawet trwalszy zawsze może się powtórzyć, jeśli tylko nie stracimy nadziei. Marzena Salwowska /.../
  7. Wielcy malutcy

    Leave a Comment Film ten opowiada o nastoletnim chłopcu (Frankym), którego homoseksualne tendencje objawiają się w czasie jego 18-letnich urodzin. Pod wpływem spożycia dość dużej ilości alkoholu Franky angażuje się wszak w pewne czynności seksualne ze swym przyjacielem Barrasem, który później jednak rozpowiada otoczeniu, iż Franky jest „gejem” – jednocześnie próbując od siebie samego oddalić podejrzenia o żywienie takich dewiacyjnych skłonności. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film ów zasadniczo nie zasługuje na pochwałę, gdyż jego główny wątek tyczący się homoseksualnych tendencji Franky’ego w oczywisty sposób ma służyć jeszcze większemu oswajaniu widza z myślą, iż czyny homoseksualne są jednym z moralnie akceptowalnych sposobów realizacji pociągu płciowego. Istnieją rzecz jasna w tej produkcji pewne rzeczy wartościowe, np. zwrócenie uwagi na problem seksualnego wykorzystywania młodych dziewcząt czy też pochopnych oraz lekkomyślnych osądów, jednak z powodu zasadniczego jego przesłania, te lepsze elementy nie mogą równoważyć zła, jakie on za sobą niesie. Nie polecamy więc tego filmu, ani dorosłym, ani tym bardziej nastolatkom, czy też – broń Boże – dzieciom. Mirosław Salwowski /.../
  8. Once

    Leave a Comment Uliczny irlandzki grajek poznaje imigrantkę z Czech, która w obcym dla siebie kraju, wraz ze swą matką i małą córeczką, próbuje ułożyć sobie na nowo życie. Okazuje się przy tym, iż tych dwoje ludzi łączy miłość oraz pasja do muzyki. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film ten zasługuje na pochwałę głównie dlatego, iż z jednej strony pokazuje wzajemne wspieranie się i okazywanie sobie pomocy, z drugiej zaś mimo jego motywu przewodniego – którym jest przyjaźń dwojga młodych ludzi płci przeciwnej – twórcy uniknęli tu wpadnięcia w pułapkę polegającą na przekazywaniu widzom opowieści o tym, jak taka para zaczęła ze sobą seksualnie współżyć (co jest wszak niestety bardzo częstym motywem w filmach o podobnej treści). Przeciwnie, w obrazie tym, dziewczyna z Czech opiera się pokusie popełnienia cudzołóstwa z nowo poznanym irlandzkim przyjacielem, mimo że miałaby ku temu dobrą okazję i sposobność. Jeśli chodzi o wady tego filmu, to najpewniej za takową można uznać obecność w nim wielu wulgarnych słów, ale z drugiej strony nie jest to połączone z innymi popularnymi dla przemysłu filmowego niebezpieczeństwami, czyli np. eksponowaniem obsceniczności, seksu, nagości albo tez przemocy pokazywanej w wymyślny i wręcz rozrywkowy sposób. Tak też, co prawda z pewną niepewnością, ale – pomimo wulgarnej mowy – zawartej w tym filmie, zdecydowaliśmy się na przyznanie mu jednej z wyższych ocen na naszym portalu, czyli +3 („Dobry”). Mirosław Salwowski /.../
  9. Nowiny ze świata

    Leave a Comment Weteran wojny secesyjnej – kapitan Jeffrey Kidd wędruje od miasteczka do miasteczka, czytając za drobną opłatą wszystkim chętnym gazety. W ten sposób przybliża słuchaczom wiadomości z kraju i ze świata. Pewnego dnia napotyka na swej drodze rozbity wóz, powieszonego czarnego woźnicę i jasnowłosą dziewczynkę w indiańskich łachmanach, która nie mówi słowa po angielsku. Okazuje się że dziewczynka (Johanna) jest dzieckiem zamordowanych niemieckich osadników przed laty uprowadzonym przez Indian z plemienia Kiowa. Czarny zaś woźnica miał ją zwieźć do wujostwa, po jego śmierci więc obowiązek opieki nad Johanną bierze na siebie kapitan, który jednak z początku myśli, że wystarczy odwieźć dziewczynkę do najbliższego fortu. Jak się można domyśleć, sprawy jednak się komplikują i by zapewnić dziecku bezpieczny dom, mężczyzna będzie musiał podjąć znacznie dłuższą drogę … Film ten zasługuję na wyraźnie pozytywną ocenę, gdyż jest to dzieło, które kontynuuje najlepsze tradycje westernu i tzw. kina drogi. Mamy tutaj więc w osobie głównego bohatera klasyczny typ obrońcy uciśnionych, który by ratować sierotę musi mierzyć się z różnego rodzaju opryszkami. I tak jak w tradycyjnym westernie pozytywny bohater nigdy nie sięga po broń, kiedy naprawdę nie musi, a jeśli zabija to tylko w obronie bliźniego lub własnej. Jest też dość typowy dla tego gatunku motyw przeciwstawienia się „jedynego sprawiedliwego” bezprawnej tyranii. Nie zabrakło tu bowiem postaci opryszka, który ze swoją bandą podporządkował sobie całą osadę, jednocześnie kreując się na dobroczyńcę i obrońcę jej mieszkańców. Człowiekowi temu kapitan Jeffrey Kidd przeciwstawia się najpierw robiąc to, czym zajmuje się teraz na co dzień, czyli po prostu czytając wiadomości. W ten sposób odsłania mieszkańcom osady prawdę o ich rzekomym dobrodzieju. Motyw ten ma także oczywiście podkreślać rolę niezależnych i rzetelnych mediów, których powołaniem jest przekazywanie prawdy, nie zawsze wygodnej dla rządzących. Z tak zwanego kina drogi film ten przejmuje również najlepsze tradycje, takie jak motyw poszukiwania domu czy właściwego dla siebie miejsca w świecie, mierzenia się z trudną przeszłością i jednocześnie niepewną przyszłością, czy wreszcie zbliżania się do siebie obcych sobie z początku, ale bardzo sobie nawzajem potrzebnych ludzi w czasie wspólnej wędrówki. Warto też z pewnością docenić, ogólnie bardzo optymistyczną, wymowę tego filmu. Chociaż bowiem przedstawia on Stany Zjednoczone zrujnowane i podzielone po wojnie domowej, to czujemy już, że ten kraj podniesie się z tego stanu. Sam główny bohater, targany bólem po utracie rodziny i wyrzutami sumienia (jako żołnierz Konfederacji walczył i zabijał w nader wątpliwej sprawie) odbudowuje swoje życie znajdując po wojnie zajęcie aktualnie pożyteczne dla społeczeństwa. Aż wreszcie na jego drodze pojawia się dziecko, które staje się jego nową rodziną. Mówiąc w skrócie, odnowa dokonuje się tu przez użyteczną pracę i miłość do bliźniego, co jest bardzo chrześcijańskim przesłaniem. Jeśli chodzi o bardziej wątpliwe aspekty filmu, to można tu zwrócić uwagę na scenę, z której wynika, że główny bohater spędził noc z właścicielką pewnej gospody. Chociaż później dowiadujemy się, że jest on wdowcem (nie zdradzał więc żony, jak mogłoby się wydawać w tym momencie), to jednak wątek pozamałżeńskiego, a więc grzesznego pożycia tych dwojga, jest tu pokazany jako raczej moralnie neutralny. Mimo że jest to niewłaściwy sposób ukazania takiego czynu, to, na marginesie, warto pochwalić ten film, że jest on całkowicie pozbawiony graficznych scen seksu czy nieskromności. Jedynie domyślamy się, że „do czegoś doszło” pomiędzy kapitanem i właścicielką gospody, ale nic nie jest wprost pokazane. Również wątek, w którym trzech zdegenerowanych mężczyzn chce kupić dziewczynkę, żeby wykorzystywać ją seksualnie i czerpać zyski zmuszając ją do prostytucji, jest poprowadzony bardzo oszczędnie, bez nadmiernego zagłębiania się w takie nieprawości. W przypadku tego filmu istniało też duże niebezpieczeństwo, że skręci on w stronę tzw. politycznej poprawności, zwłaszcza jeśli chodzi o obraz rdzennych mieszkańców Ameryki. Uzasadnione wątpliwości budziło nader wątpliwe stwierdzenie głównego bohatera w początkowych scenach filmu, jakoby Indianie w swoich mordach tylko mścili się na osadnikach, którzy wcześniej zabijali ich, aby zabrać im ziemię. Ta jednak wypowiedź kapitana zostaje w pewien sposób zrównoważona w samej historii Johanny, kiedy dowiadujemy się, że Indianie, którzy później ją wychowywali najpierw napadli na dom jej rodziców, mordując nie tylko dorosłych, ale też rozłupując czaszkę dziecku w kołysce. Później ci sami Indianie na swój sposób jednak dobrze opiekowali się dziewczynką i traktowali ją jak własne dziecko, nauczyli ją też pewnych przydatnych umiejętności (typu strzelanie). Można więc powiedzieć, że, mimo wszystko, Johanna coś zyskała dzięki indiańskiemu wychowaniu. Film więc raczej pokazuje ostatecznie dość sprawiedliwy obraz Indian, w którym głęboko zakorzenione w pogańskich zwyczajach dzikość i okrucieństwo mieszają się ze szlachetniejszymi aspektami tej kultury. Pozytywne jest też to, że sama Johanna odnajduje w końcu pamięć o swoich prawdziwych rodzicach, a także swoje miejsce w chrześcijańskim społeczeństwie i jest w nim szczęśliwa. Podsumowując, polecamy ten film wszystkim widzom z wyjątkiem małych dzieci, gdyż niektóre z pokazanych w nim scen mogłyby dla najmłodszych być zbyt brutalne. Marzena Salwowska /.../
  10. Harry Angel

    Leave a Comment Film ten jest nietypowym połączeniem horroru i czarnego kryminału. Jego akcja rozgrywa się w latach 50-tych XX wieku. Nowojorski prywatny detektyw, Harold Angel, przyjmuje z pozoru proste zlecenie od niejakiego Louisa Cyphre’a. Ma odnaleźć dłużnika zleceniodawcy – Johnny’ego Favourite’a. O poszukiwanym wie on na razie tyle, że ten był przed swoim zniknięciem popularnym piosenkarzem. W czasie II wojny światowej został ranny w głowę, doznawszy przy tym rozległych obrażeń twarzy oraz całkowitej amnezji, w związku z czym od wielu lat powinien przebywać w stanie wegetatywnym w prywatnym zakładzie opieki. Tu jednak urywa się ślad po Johnym, który rzekomo został 12 lat wcześniej przeniesiony do innego ośrodka. Prywatny detektyw szybko odkrywa, że wypis pacjenta został sfałszowany i postanawia przesłuchać lekarza, który dokonał wypisu. Wkrótce po tym, jak Angel wyciąga z doktora informacje na temat zaginionego, lekarz ten ginie brutalnie zamordowany. Taka sytuacja będzie się teraz ciągle powtarzać – osoby z przeszłości piosenkarza, które udaje się odnaleźć i przesłuchać detektywowi giną mordowane w brutalny sposób, a makabryczne szczegóły zbrodni zdają się wskazywać na jakieś mroczne rytuały. Sprawa staje się coraz bardziej przerażająca, tak że nieprzywykły do takich komplikacji Angel zamierza się wycofać, jednak zostaje skuszony do dalszej współpracy hojnością zleceniodawcy. Akcja filmu szybko przenosi się też do Nowego Orleanu i wciąga bohatera w coraz mroczniejsze piekielne kręgi świata magii i voodoo. Sam zaś zaginiony jawi się jako coraz bardziej podejrzana postać, człowiek uwikłany w mroczne sprawy, o którym jedna z bohaterek mówi wprost, że „był blisko zła„. Na jego tropie detektyw poznaje więc czarownicę z wyższych sfer, która była kochanką zaginionego, jej ojca milionera -satanistę oraz córkę Favourite’a – kapłankę voodoo, a także jego byłego kolegę z zespołu (również zaangażowanego w ten kult). Wszystkie te osoby wkrótce po kontakcie z Angelem giną, zamordowane w brutalny i jakby symboliczny sposób. Nic więc dziwnego, że detektywem zaczyna się też interesować policja. Sam Angel jest coraz bardziej niespokojny, dręczą go sny z demonicznym zleceniodawcą, zaczyna też przypominać sobie jakieś niejasne obrazy, jakby z cudzej przeszłości. Zlecenie, którego podjął się detektyw okazuje się równie przewrotne jak sam zleceniodawca. Louis Cyphre, czyli sam Lucyfer wynajmuje Harolda po to, by w sensie dosłownym i metaforycznym odnalazł samego siebie i spłacił zaciągnięty dług. Tym długiem jest oczywiście dusza, którą Harold oddał diabłu w zamian za sławę, bogactwo i karierę w biznesie muzycznym. Jednakże po pewnym czasie piosenkarz postanowił uniknąć spłaty długu. Wraz ze swoją kochanką – czarownicą złożył ofiarę z młodego żołnierza (którego serce dosłownie pożarł), w wyniku tego rytuału przejmując życie, tożsamość i wspomnienia swojej ofiary. Wierzyciel Harolda oczywiście nie zamierzał dać się okpić, a wynajmując detektywa, by odnalazł samego siebie, jedynie bawił się nim jak kot myszką, zmuszając go na koniec, by przyznał sam, kim jest, a także to jakich zbrodni dopuścił się, by ukryć swoją tożsamość. Film więc konsekwentnie kończy scena, w której zrezygnowany i zrozpaczony bohater zstępują windą do piekła. Powyższy spoiler jest oczywiście w pełni świadomy ze względu na negatywną ocenę filmu. Ma on na celu zaspokoić ciekawość widzów odnośnie do samej akcji, tak by pozbawić tę produkcję powabu tajemnicy i zaskoczenia. Dlaczego jednak produkcja ta zasłużyła sobie na wyraźnie negatywną ocenę? Uprzedzając domysły, powiem na początek, że nie chodzi bynajmniej o samą konwencję horroru. Na naszym portalu zdarzały się już pozytywnie ocenione filmy z tego gatunku (chociażby „Adwokat diabła”). Sama konwencja horroru stwarza bowiem duże możliwości do przypominania o tym, że istnieją zbuntowane wobec Boga i bardzo nam wrogie duchowe istoty, które wszelkimi sposobami starają się zgubić człowieka. Horrory zatem przypominając o takich rzeczywistościach jak demony, piekło, skutki magii i okultyzmu czy możliwości opętania, mogą pełnić wręcz rolę swoistej katechezy na te trudne tematy. By jednak spełniały taką rolę, po seansie nie może pozostawać wrażenie, że Szatan i jego upadli aniołowie to dominująca we Wszechświecie siła, przed którą nie ma dla człowieka obrony i ucieczki. Aby zatem uznać horror za akceptowalny w ramach tradycyjnie chrześcijańskiego światopoglądu i pożyteczny dla widza musi być w nim wprost przedstawiona lub zasugerowana prawda, że bohater jakoś uwikłany w relacje ze światem demonicznym powinien szukać ocalenia w osobie Pana Jezusa, który jest „zwycięzcą śmierci, piekła i szatana„. Innym ważnym elementem, który decyduje o akceptowalności horroru, są oczywiście użyte w nim środki wyrazu. Nie może być bowiem tak, że film nawet i zdaje się mieć pozytywne przesłanie, ale zawiera sceny, które dla przeciętnego widza mogą być pobudką do grzechu (np. długie i bardzo zmysłowe sceny erotyczne) i raczej prowadzić w kierunku wiecznego potępienia, niż przed nim ostrzegać. Niestety te dwa warunki, dzięki którym moglibyśmy uznać film „Harry Angel” za jeden z tych dość rzadkich, ale, jednak co jakiś czas powstających dobrych i pożytecznych moralnie horrorów, nie zostały spełnione. Użyte słowo „niestety” jest jak najbardziej szczere, bo ten pod pewnymi względami ciekawy obraz miał szansę być właśnie naprawdę dobrym horrorem. Docenić w nim można takie rzeczy jak pokazanie bardzo ścisłego związku magii, okultyzmu czy praktyk w rodzaju voodoo ze sferą demoniczną. Nie ma tutaj na przykład rozmiękczania tematu na czarną i białą magię, „zabawy” w tej sferze źle się kończą dla wszystkich bohaterów, którzy się im oddają. Równie pouczające mogłyby też być przedstawione tu historie rodziców, którzy sprowadzają zgubę na swoje dzieci, wprowadzając je w takie demoniczne praktyki jak Tarot czy pogańskie obrzędy. Jest też dobrze oddana głupota ludzi, którzy myślą, że mogą posługiwać się siłami demonicznymi dla osiągnięcia jakichś swoich korzyści, gdy w istocie sami służą tym siłom i są zabawką w rękach demonów. Film ten pokazuje, że człowiek rzeczywiście może w ten czy inny sposób zawrzeć pakt z diabłem w zamian za pieniądze, sławę czy inne doczesne korzyści, ale cena będzie nieporównanie wyższa niż wartość towaru. Jak mówi Pismo św. – Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? (Mat. 16:26). Ciekawy i pouczający jest też wątek, w którym główny bohater spotyka się po raz pierwszy jako detektyw z Lucyferem w jakimś bliżej nieokreślonym kościele protestanckim, którego pastor głosi coś, co chyba można nazwać teologią sukcesu w skrajnej postaci. W ten sposób obraz ten uwypukla biblijną prawdę, że diabeł może też czuć się dobrze w kościele, wśród ludzi, którzy codziennie mówią o Bogu, ale tak naprawdę czczą na przykład bożka mamony. Z powyższych względów film ten miał zadatki na naprawdę dobry moralnie oraz pouczający horror. Wszystko to jednak zostało zmarnowane przez dwie rzeczy. Pierwsza to pozostawienie widza w atmosferze beznadziejności i wszechogarniającego mroku, braku możliwości ucieczki przed władzą diabła. Nie widać tu drogi wyjścia ani dla głównego bohatera, ani dla innych postaci, nie ma mowy o zbawieniu w Jezusie Chrystusie, bez czego ilość zła tu pokazanego i potęga diabła są naprawdę przytłaczające. Zakończenie pokazuje pełen tryumf szatana, a w dodatku w filmie jest wątek dziecka, które ma być owocem rytualnego współżycia kapłanki voodoo z demonami. Drugą rzeczą, która czyni ten obraz odpychającym i moralnie złym jest nadmiernie sugestywny sposób pokazywania niektórych grzechów. Szczególnie odrażająca jest jedna z końcowych scen w filmie, kiedy to główny bohater współżyje z dziewczyną, która wkrótce potem okazuje się jego córką. Jest to scena przesiąknięta nie tylko lubieżnością, ale też bardzo brutalna, krwawa i demoniczna w swojej atmosferze. Z nadmierną dosłownością i pewnym upodobaniem wydaje się też przedstawiona scena obrzędu voodoo, w którym młoda kapłanka zabija koguta i smaruje swoją twarz i ciało jego krwią. Jako całość więc, pomimo pewnych ciekawych elementów, film ten zdecydowanie nie nadaje się do polecenia. Marzena Salwowska /.../