Tag Archive: chrześcijańska strona filmowa

  1. Trener

    Leave a Comment Film ten opowiada o prawdziwych wydarzeniach, które w 1999 roku opisywała amerykańska prasa. Obiektem zainteresowania tychże mediów stał się trener szkolnej drużyny koszykówki – Ken Carter. Mężczyzna ten ściągnął na siebie oburzenie niemal całego Richmond, gdy zakazał gry odnoszącym coraz większe sukcesy na boisku licealistom i zamknął ich salę do ćwiczeń grubym łańcuchem. Film pokazuje, jak doszło do tego wydarzenia, jakie były motywy tego niecodziennego postępowania trenera i jak dalej potoczyły się losy drużyny i wzajemne relacje zawodników i ich mentora. Obraz ten w swoim zasadniczym wątku i przesłaniu jest jak najbardziej godny polecenia. Sam główny bohater jawi się wręcz jako świetlana postać, zdecydowanie godna naśladowania. Jest to człowiek, który w pełni reprezentuje tradycyjnie amerykańskiego ducha, w jak najlepszym znaczeniu tego słowa. Pan Carter bowiem sam będąc byłym wychowankiem szkoły w Richmond i niegdyś jej najlepszym koszykarzem podejmuje się zadania trenowania drużyny tej szkoły, mając na uwadze dużo większe cele niż poprowadzenie jej do sportowych sukcesów. Nie robi tego dla dodatkowego zarobku, gdyż wynagrodzenie, które oferuje szkoła, jest raczej symboliczne dla dobrze prosperującego prywatnego przedsiębiorcy, jakim jest. Główną motywacją nowego trenera, poza miłością do koszykówki, jest to, że chce on zrobić coś dobrego dla swojej dawnej szkoły oraz społeczności, z której sam się też wywodzi. Jako były uczeń Richmond High School wie on dobrze, że zaledwie połowa wychowanków tej szkoły zdaje maturę, a odsetek jej absolwentów w więzieniach jest znacznie wyższy niż na uczelniach. Ken Carter jest przekonany, że tak nie musi być, że przy odpowiednim podejściu do chłopców z drużyny, może z nich zrobić odpowiedzialnych, praworządnych młodych mężczyzn, którzy nie będą powielać błędów swoich rodziców czy kolegów. Jako że główny bohater jest idealistą, ale mocno stąpającym po ziemi, zdaje on sobie sprawę, że same „umoralniające pogadanki” (choć tę metodę też chętnie stosuje), to za mało, żeby osiągnąć powyższy cel. Od każdego z zawodników wymaga więc podpisania i przestrzegania dość szczegółowego i rygorystycznego kontraktu. W ramach tej umowy zawodnicy zobowiązują się przede wszystkim do osiągnięcia wyższej niż dotąd ich obowiązująca średniej ocen, punktualności i wysokiej frekwencji na lekcjach, a także okazywania sobie wzajemnie i trenerowi szacunku poprzez stosowne zwroty grzecznościowe, ubiór i ogólną postawę, również wobec sportowych przeciwników. Odstępstwa od tego regulaminu, czy raczej umowy karane są na ogół dużą ilością dodatkowych ćwiczeń typu pompki czy bieganie. Złamanie zaś najważniejszego punktu kontraktu, czyli osiągnięcia odpowiedniej średniej i frekwencji skutkuje bezwzględnym zakazem gry dla wszystkich zawodników, nawet dla dobrych uczniów, ponieważ drużyna ma stanowić jedność. Film ten wyraźnie opowiada się za bardziej tradycyjną „stresową” metodą wychowania. Pokazuje, że lepsze skutki przynosi jednak zazwyczaj podnoszenie poprzeczki niż jej zaniżanie. Uwypukla również to, że stawianie jasnych granic, twardych, ale przejrzystych wymogów, o ile czyni się to z zachowaniem miłości, sprawiedliwości oraz wzajemnego szacunku jest najlepszą ze znanych metod wychowywania młodych ludzi, a już szczególnie chłopców. Nie przypadkiem też postępowanie trenera szybciej doceniają sami licealiści, niż dorośli mieszkańcy miasteczka. Młodzi koszykarze rozumieją bowiem, że metody pana Cartera wynikają z troski o nich, podczas gdy inni mieszkańcy Richmond, także nauczyciele, chętnie obniżają im poprzeczkę, gdyż albo nie wierzą w ich możliwości (poza boiskiem), albo chcą sobie samym podnosić samopoczucie dzięki zwycięstwom drużyny. Trener Carter krytykuje ostro również tę drugą motywację, słusznie pokazując, że w ten sposób społeczeństwo uczy wybitnych sportowców, że są ponad prawem, co oczywiście ma nieraz opłakane skutki. Choć w życiu głównego bohatera koszykówka też ma duże znaczenie, to chce on przede wszystkim, by jego podopieczni odnosili sukcesy w szkole, a w przyszłości w pracy i w życiu rodzinnym, tym bardziej że kariera sportowca nie trwa długo. A zatem główny wątek i przesłanie filmu oceniamy bardzo pozytywnie. Niestety całość obrazu psują pewne poboczne wątki, w których zbyt lekkomyślnie lub nawet z życzliwością przedstawia się różne nieprawości. Mamy tu więc dość liczne sceny nieskromnego tańca. Głównie są to występy tak zwanych cheerleaderek, których stroje i pozy kojarzą się raczej z z erotyką i seksem aniżeli sportem. Jest też dłuższa scena tańca młodych bohaterów w jakimś klubie, w której przybierają oni zdecydowanie obsceniczne pozy. Najważniejszym jednak i najcięższym gatunkowo z negatywnych wątków filmu jest problem pokazania w nim aborcji. Otóż dziewczyna jednego z młodych koszykarzy jest z nim w ciąży. Ona, mimo młodego wieku, czuje się już w zasadzie gotowa na dziecko; on bez większego entuzjazmu godzi się z sytuacją, zwłaszcza że zależy mu na dziewczynie. Z czasem jednak coraz poważniejsze zastanawianie się chłopaka nad swoimi możliwościami, studiami, karierą i tym, jak chce, by wyglądało jego dorosłe życie, powoduje, że dzieli się on swoimi wątpliwościami z dziewczyną i niejako „popycha ją” do wiadomego czynu. Wprawdzie nie mówi się tu wprost o tym, że to dobre „rozwiązanie”, jednakże tak to można odczytać między wierszami. Tak zrozumieć można przede wszystkim scenę, w której młoda matka, przyznaje się ojcu dziecka, że je”usunęła”, mówiąc, że zrobiła to dla siebie. Co brzmi tak, jakby mówiła np. o podjęciu dokształcania, czyli o czymś, co będzie dla niej rozwojowe i pożyteczne na dłuższą metę. Chłopak zaś żałuje głównie tego, że mu nie powiedziała, iż wybiera się na aborcję, przez co nie mógł jej wspierać. Wspieranie więc zabijania niewinnych dzieci jest tu w domyśle pokazane jako szlachetny, rozumny czyn, godny odpowiedzialnego młodego mężczyzny. Jednakże, ponieważ te zastrzeżenia, choć bardzo poważne, dotyczą wątków pobocznych i nie mają też bezpośredniego czy bliskiego związku ani z osobą głównego bohatera, ani z jego misją, film wciąż oceniamy jako godny polecania. Marzena Salwowska /.../
  2. Pojednanie

    Leave a Comment Film ten został oparty – przynajmniej w swych głównych wątkach – na prawdziwych wydarzeniach. Widzimy więc w nim z jednej strony anglikańskiego „arcybiskupa” Desmonda Tutu, który po upadku w RPA Apartheidu przewodniczy utworzonej tam komisji mającej rozliczać przeszłość, z drugiej zaś strony ukazana zostaje nam sylwetka Pita Bloomfielda, byłego pracownika służb specjalnych, który za swe zbrodnie i nadużycia popełnione w czasach minionego systemu, odsiaduje wyrok więzienia. Jednym z głównych wątków tego filmu jest więc seria spotkań pomiędzy Desmondem Tutu a Bloomfieldem, podczas których dochodzi do swego rodzaju starcia pomiędzy tymi dwoma osobami. Pastor Tutu chce bowiem przywieźć Bloomfielda do skruchy i żalu za swe dane złe czyny, tymczasem ów złoczyńca cynicznie odbija tę serwowaną mu „piłeczkę” niejako chełpiąc się ze swych okrutnych uczynków i jakby przekonując, że próby nawracania go na dobrą drogę są czymś w rodzaju śmiesznej naiwności. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film ten należy ocenić pozytywnie, gdyż poprzez wykorzystanie klasycznego motywu walki dobra ze złem (na przykładzie starcia się dwóch wyżej wzmiankowanych postaci) pokazuje on, że nawet będąc głęboko pogrążonym w nieprawości człowiekiem można zdobyć się przynajmniej na próbę naprawienia swych win. W obrazie owym widzimy też, iż prawdziwe wybaczenie jest możliwe również w obliczu bardzo niegodziwych czynów. W produkcji tej widzimy wszak, że w pewnym momencie matka wybacza człowiekowi, który brał udział w morderstwie jej córki. Tytułem poważniejszych wątpliwości, jakie możemy podnieść względem tego filmu, jest obfitość wulgarnej mowy w nim zawartej. Oczywiście rozumiemy, że w tym kontekście została ona tu użyta poniekąd w celu jeszcze mocniejszego podkreślenia głębi deprawacji jednego z głównych bohaterów, ale tradycyjnie przy tego typu okazjach podnosimy pytanie o to, czy rzeczywiście stosowanie takiego zabiegu przez filmowców jest bardzo potrzebne, a poza tym wskazujemy, iż wulgaryzmy można by ostatecznie „wypikować”. Ta ostatnia metoda, mimo że na pierwszy rzut oka mogłaby się wydawać co poniektórym śmieszna, to jednak z jednej strony wciąż podkreślałaby głębię deprawacji osoby używającej taki rodzaj języka, z drugiej zaś pozwalałaby na nieepatowanie widzów czymś takim. Na sam koniec, by z góry dać odpór możliwym nadinterpretacjom, jakie mogą pojawić na skutek publikacji tej recenzji wyjaśniamy, że fakt przychylnego potraktowania przez nas filmu, w którym pozytywnym bohaterem jest anglikański hierarcha Desmond Tutu nie jest równoznaczny z pochwałą ogółu jego światopoglądowych i moralnych przekonań. Człowiek ten bowiem oprócz faktu trwania w anglikańskiej schizmie i herezji wspiera też np. grzech wołający o pomstę do Nieba, jakim jest aktywność homoseksualna. Niemniej jednak zgodnie z duchem prawowiernego ekumenizmu doceniamy to, co konkretnego dobrego on w swym życiu czynił. Ponadto, przez tę recenzję nie zamierzamy sugerować, czy aby na pewno kierunek społeczny, w którym poszła RPA po upadku Apartheidu, jest czymś znacznie lepszym od zła tkwiącego w samym Apartheidzie. Z pewnością bowiem można by wskazać na pewne bardzo niegodziwe rzeczy, które nowi władcy RPA wprowadzili (np. legalizacja aborcji i sodomii). Kwestia więc oceny tego, który z systemów w RPA (Apartheid czy to co nastało po jego upadku) w swym całokształcie miał więcej plusów i mniej minusów, jest zdecydowanie bardziej złożona i nasza recenzja nie pretenduje nawet do próby odpowiedzi na to pytanie. Mirosław Salwowski /.../
  3. Czarny łabędź

    Leave a Comment Reżyser nowojorskiego zespołu baletowego postanawia zastąpić około 40-letnią primabalerinę Beth MacIntyre świeżą dla widowni twarzą. Nowa gwiazda zadebiutować ma w Jeziorze Łabędzim, grając, jak nakazuje tradycja jednocześnie rolę Białego i Czarnego Łabędzia. O roli tej marzy oczywiście każda dziewczyna w zespole, także główna bohaterka filmu – Nina. Chociaż zdążyła już ona zwrócić uwagę reżysera świetną techniką i pracowitością, to powątpiewa on, czy ta wręcz stworzona do roli Białego Łabędzia tancerka, da sobie również radę w roli Czarnego. Od odtwórczyni tej drugiej roli ów reżyser oczekuje bowiem emanowania drapieżnym erotyzmem, nieprzewidywalnością i dzikością. Mężczyzna ten sugeruje Ninie, że tylko wtedy będzie wiarygodna w tej roli, jeśli znajdzie czy wyzwoli w sobie mroczne cechy tej postaci . IMG_7135.CR2 Film ten to niestety przede wszystkim zaprzepaszczony materiał na całkiem dobry (także moralnie) i mądry dramat psychologiczny. Mamy tu bowiem ciekawą historię rozwoju autodestrukcyjnych skłonności, w młodej, dążącej do perfekcji kobiecie. Skłonności te, jak możemy się domyślać, rozwijają się w niej już od dziecka. Nina bowiem wychowywana jest przez nadopiekuńczą, samotną matkę. Kobieta ta, sama niezbyt spełniona tancerka, zakończyła swoją karierę zawodową w wieku 28 lat, kiedy to urodziła córkę. Nina jest więc od początku programowana tak, by wejść na baletowy szczyt, którego nie udało się zdobyć jej matce. Ażeby tego dokonać, nie może jednak popełniać błędów matki, czyli, jak się domyślamy, nie powinna np. zajść w ciążę, która automatycznie zakończyłaby jej karierę. Matka Niny stara się zapobiec takiej ewentualności, trzymając dorosłą córkę pod kloszem, nie dając jej dorosnąć i wprost udziecinniając (różowy pokój dobiegającej 30-tki Niny wypełniony jest pluszakami). Dziewczyna żyje więc tylko po to, żeby idealnie tańczyć. By to osiągnąć musi wręcz katować swoje ciało wielogodzinnymi ćwiczeniami, dietą, znoszeniem kontuzji i bólu. Do tego dochodzi teraz ogromna presja związana z tym, czy udźwignie kluczową rolę na scenie i uda jej się dorównać legendarnej poprzedniczce, kiedy wszystkie oczy skierowane będą na nią, a każdy błąd będzie widoczny w świetle reflektorów. Na takim gruncie oczywiście łatwo rozwijają się u Niny nerwice, lęki i autodestrukcyjne zachowania (narasta jej skłonność do samookaleczeń). Do całkowitego rozchwiania osobowości dziewczyny dochodzi właśnie w momencie, kiedy dostaje swoją wymarzoną rolę i z tego tytułu szczególną uwagę poświęca jej reżyser. Człowiek ten ma na Ninę równie silny wpływ co jej matka, tyle że jeszcze bardziej destrukcyjny, bo pozbawiony autentycznej troski o nią. Matka Niny bowiem mimo swoich ambicji i uwielbienia dla baletu, kiedy widzi, co dzieje się z jej córką, chce, by ta zrezygnowała z roli, która ją niszczy. Reżyser natomiast, który traktuje baletnice jak marionetki, zainteresowany jest tylko tym, by jego spektakl wypadł jak najlepiej, bez względu na cenę. Mężczyzna ten uświadamia Ninie, że sama techniczna perfekcja nie zapewni jej artystycznego sukcesu, nawet w tak zdyscyplinowanej dziedzinie, jaką jest balet. Wmawia Ninie, że będzie zdolna zagrać Czarnego Łabędzia tylko wtedy, kiedy otworzy się też w prawdziwym życiu na szaleństwo i kobiecość (przez którą rozumie on właściwie wyuzdanie). Reżyser ów próbuje więc pomóc głównej bohaterce uwolnić w pełni artystyczny potencjał praktycznie ją molestując, a także namawiając do takich zachowań jak masturbacja, czy celowe erotyczne prowokowanie mężczyzn. Mężczyzna ten namawiając Ninę, żeby dała ponieść się szaleństwu, nie zdaje sobie jednak sprawy, że jest ona osobą, która i tak ledwo trzyma się psychicznie i niewiele jej potrzeba, aby utracić resztki zdrowia psychicznego. Temat więc, który podejmuje ten film, jest całkiem ciekawy i mamy tutaj rzeczywiście sporo interesujących obserwacji odnośnie ludzkiej natury, czy różnych problemów występujących na styku sztuki i „zwykłego życia”. Niestety temat ów posłużył też twórcom filmu do epatowania widza różnego rodzaju moralnymi obrzydliwościami, czy nawet seksualnymi zboczeniami. Mamy tu więc tu pokazaną dość wyraziście scenę, w której główna bohaterka, za radą swojego mentora, masturbuje się w swoim pokoju. Jest też nawet długa i obliczona na ekscytowanie widza scena, w której Nina fantazjuje o lesbijskim stosunku seksualnym z koleżanką z baletu, przekonana zresztą, że ma to miejsce w rzeczywistości. W filmie tym nie brak też wulgarnej mowy, zdarza się nawet używanie imienia Bożego na daremno, są też plugawe słowne nawiązania do grzechu nieczystości. Nieczystość jest też elementem występującym w nieskromnych ubiorach baletowych (obojga płci) i czasem w tańcu tu pokazywanym. A ponieważ stroje baletowe nie zawsze mają wyraźnie nieskromny charakter i nie jest to nieodzownym elementem tej dziedziny sztuki (choć niestety często występującym), to taki, a nie inny ubiór aktorów tym bardziej obciąża moralnie reżysera. Innym elementem bardzo psującym odbiór filmu jest nadmiar scen przemocy (głównie samookaleczeń), niektóre z tych scen mają intensywność i charakter przywodzący na myśl horrory. Zresztą ten jakby brak zdecydowania czy film ten jest bardziej dramatem, czy horrorem jakoś zgrzyta i psuje odbiór filmu, a intensywność scen przemocy i grozy sprawia, że jest on wręcz męczący w odbiorze. Całość negatywnie wieńczy scena końcowa, w której poświęcenie Niny i jej zatracenie się w roli zostaje jakby zrozumiane i docenione przez reżysera baletu, a być może i reżysera samego filmu. Zakończenie zdaje się mówić widzowi, że ta „ofiara na ołtarzu sztuki” była piękna i może powinien ją z wdzięcznością przyjąć. Finał więc psuje niestety również przekaz filmu, który mimo fatalnych środków wyrazu, mógł być całkiem pozytywny. Marzena Salwowska /.../
  4. Test na przyjaźń

    Leave a Comment Film ten opowiada o 17-letniej dziewczynie (o imieniu Veronica) z amerykańskiego stanu Missouri, która po tym, jak dowiaduje się, iż zaszła w nieplanowaną ciążę ze swym chłopakiem, postanawia dokonać na swym jeszcze nienarodzonym dziecięciu „zabiegu” aborcji. By jednak to uczynić, Veronica musi jechać do innego stanu, gdyż w Missouri jako osoba niepełnoletnia nie mogłaby tego dokonać bez wiedzy oraz zgody swych rodziców (tymczasem ona wie, iż takiego przyzwolenia na ów czyn by nie otrzymała). W tym celu główna bohaterka prosi swą najbliższą przyjaciółkę Bailey, by ta zawiozła ją do jednej z klinik aborcyjnych w innym ze stanów, gdzie na przerwanie ciąży nie będzie musiała mieć zgody swych rodziców. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej nie wahamy się powiedzieć, iż film ów jest po prostu wstrętny oraz odrażający. Jego główne przesłanie jest bowiem w sposób jednoznaczny oraz bezdyskusyjny radykalnie proaborcyjne, a wszystkie pobocznie dobre rzeczy w nim pokazane, tj. przyjaźń czy wzajemna troska, tak naprawdę zostały tu zaprzęgnięte na służbę usprawiedliwiania tej wielkiej niegodziwości, jaką jest mordowanie nienarodzonych dzieciątek. Ta produkcja jest jeszcze tym bardziej haniebna, iż nie pokazuje się w niej nastolatki pragnącej dokonać aborcji ze względu na jakieś bardzo poważne czy dramatyczne okoliczności, w jakich się ona znalazła (np. gwałt czy widmo bezdomności) – co oczywiście i tak by było niemoralne i zakazane przez Boże prawo. W tym filmie widzimy bowiem, że rodzice głównej bohaterki byliby – najprawdopodobniej – gotowi jej pomagać w dziele wychowania dziecka, a co więcej ojciec poczętego dziecięcia niczym nieprzymuszony postanowił wziąć za nie odpowiedzialność oraz oświadczył się swej dziewczynie. Mimo jednak tych mocno sprzyjających urodzeniu i wychowaniu dziecka okoliczności Veronica i tak postanawia je zamordować, co tylko pokazuje, iż proaborcyjna propaganda nieraz schodzi już na coraz niższe poziomy deprawacji i degeneracji, nie próbując już nawet usprawiedliwiać owej zbrodni poprzez odwoływanie się do jakichś bardziej poważnych okoliczności. Gwoli jeszcze bardziej jasnego nakreślenia proaborcyjnego wydźwięku tego filmu wspomnijmy jeszcze tylko sposób, w jaki z jednej strony odmalowani są działacze „Pro Life”, a z drugiej sam „zabieg” aborcji. Otóż nieco mimowolna wizyta Veronici i Bailey w domu małżeństwa będącego aktywistami „Pro Life” w pewien co prawda trochę komediowy sposób, tym nie mniej jednak dość wyrazisty, przypomina nawiązania do scen z filmowych horrorów. Podczas gdy sama wizyta głównej bohaterki w klinice aborcyjnej jest utrzymana w bardzo spokojnej, by nie powiedzieć „ciepłej” atmosferze. Z innych pobocznych, a wspierających nieprawości wątków tego filmu można zaś też wymienić życzliwe przedstawienie w nim czynów homoseksualnych, a także to, iż w celu dokonania aborcji Veronica posługuje się kradzieżą, kłamstwem oraz oszustwem. Można zresztą dodać, iż kradzież dokonana przez Veronicę połączona jest z pewnego rodzaju rabunkiem, gdyż właścicielka lombardu, w którym główna bohaterka chce sprzedać pierścionek zaręczynowy, podarowany jej przez ojca dziecka, grozi temu ostatniemu bronią, gdy ów chce go odzyskać. Podsumowując: w żadnym wypadku nie polecamy tego filmu, gdyż jest on radykalnie proaborcyjny, a także z mniejszą bądź większą aprobatą pokazuje takie nieprawości jak kradzież, kłamstwo, oszustwo, rabunek oraz czyny sodomskie. Mirosław Salwowski /.../
  5. Pan Smith jedzie do Waszyngtonu

    Leave a Comment Po śmierci jednego z senatorów jego koledzy partyjni gorączkowo poszukują odpowiedniego kandydata, który zajmie wolne miejsce w parlamencie. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ musi to być człowiek, który da im się łatwo manipulować, a zarazem cieszy się społeczną sympatią i nie sprawia wrażenia marionetki. Wybór pada na młodego instruktora harcerskiego z prowincji – Jeffersona Smitha. Zdaje się on idealny do tej roli – miły, prostoduszny, obdarzony dobrą aparycją, „zakochany” w amerykańskiej demokracji, owiany już sławą lokalnego bohatera i co najważniejsze zupełnie nieświadomy prawdziwej roli, jaką ma odegrać. W zamiarach swoich prawdziwych mocodawców ma stać się on częścią demokratycznej fasady, za którą skrywają się brudne interesy multimilionera Jima Taylora. Kiedy jednak nieświadomy gry nowy senator zgłasza projekt ustawy, który koliduje z interesami Taylora i mimo ostrzeżeń nie chce się z niego wycofać, cała machina polityczno-biznesowa kieruje się przeciw niemu. Po stronie Smitha staje tylko Clarissa Saunders, młoda, ale dobrze znająca kulisy polityki, sekretarka … Ten piękny film Franka Capry, mimo że dzieje się w świecie amerykańskiej polityki okresu tuż przed II wojną światową, pozostaje ponadczasowy i uniwersalny. Jest to w dużej mierze zasługą tego, że reżyser świadomie unika aluzji do konkretnych polityków czy partii w tym dziele. Nie da się więc powiedzieć np. z całą pewnością, która z amerykańskich partii została tu odmalowana jako przeżarta korupcją, lub które konkretnie gazety są na usługach Taylora. Choć film unika partyjniactwa, to jednak pozostaje filmem o polityce i jako taki prezentuje też pewien „pomysł” na tę dziedzinę życia. Receptą na kryzys państwa i jego struktur demokratycznych jest tutaj wewnętrzna czystość i zewnętrzna niezłomność ludzi dobrej woli. Wyraźnie zaakcentowana jest tu też potrzeba oddolnego organizowania się i wspierania się takich ludzi, by w razie potrzeby walczyć z rozplenionym na szczytach władzy złem. Walka ta jednak ma przebiegać uczciwie, z poszanowaniem prawa i ustroju. Sam główny bohater jest oczywiście pewnym wzorcem idealnego polityka i wskazaniem, jakich ludzi powinniśmy obierać na swoich przedstawicieli w parlamencie. Jego kandydatura nieprzypadkowo zostaje jakby wytypowana przez dzieci, których ziemskim ojcem jest skorumpowany polityk. Jest to oczywiście nawiązanie do słów Chrystusa, który stawiał dzieci jako wzór właściwie pojętej niewinności i prostoty, a także zaufania Bogu Ojcu (por. Mt 18, 1-4). Dzieci bowiem dokonując tu wyboru nie kierują się żadnym interesem, a jedynie „moralną oceną kandydata”, którego postawa i dotychczasowe czyny są im dobrze znane. W ten sposób dzieci w swojej prostocie spełniają wolę Boga, który najwyraźniej pragnie pomóc ludziom przerwać spiralę zła i naprawić sytuację. To, że w filmie kandydata wskazują dzieci, oczywiście nie oznacza, że jego twórcy dosłownie postulują ten sposób dokonywania wyborów. Chodzi tu raczej o to, że w swoich decyzjach, także, a może zwłaszcza politycznych, mamy być niewinni, prości i otwarci na wolę Ojca jak dzieci. O to żebyśmy nigdy nie postrzegali polityki jako sfery wyłączonej spoza moralnej oceny. Byśmy wreszcie zawsze wyżej cenili człowieka prawego, uczciwego, kierującego się szlachetnymi ideałami od kogoś, kto ma wprawdzie dużo politycznego sprytu i doświadczenia, ale brak mu moralnych kwalifikacji. Z drugiej strony nie oznacza to też zachęty do wybierania ludzi wprawdzie dobrych i szlachetnych, ale takich, którym brak np. intelektualnych zdolności do sprawowania władzy. Główny bohater filmu jest wprawdzie naiwnym idealistą, bez większego doświadczenia politycznego, jednakże jest już człowiekiem dobrze sprawdzonym w lokalnej działalności, nie brakuje mu też inteligencji, elokwencji i niezbędnego wykształcenia, by podjąć się tego zadania. Wskazanie jest więc jasne – spośród ludzi, którzy mają ku temu predyspozycje intelektualne i osobowościowe, powinniśmy w ramach demokracji dla własnego i ogólnego dobra wybierać ludzi, o jak najwyższym poziomie moralnym. Innym istotnym dla postulowanej tu odnowy moralnej polityki wątkiem jest przeciwstawienie prowincja – wielkie miasta. Wypada ono oczywiście na korzyść prowincji, której mieszkańcy (można powiedzieć statystycznie rzec biorąc) chętniej zachowują chrześcijańskie wartości i sposób bycia, są bardziej życzliwi, patriotyczni, skłonni do działania na rzecz wspólnego dobra, mniej egocentryczni, pyszni, zadufani i zepsuci niż mieszkańcy wielkich miast. Choć z drugiej strony docenia się tu też piękno, rozmach i splendor Waszyngtonu, które to cechy jakby uzasadniają potrzebę istnienia takich metropolii. Monumentalność Waszyngtonu wyraża bowiem nie tylko fizyczną potęgę i siłę kraju, ale także trwałość wartości, na jakich został on zbudowany i siłę jego ducha. Jednym z dominujących elementów tego obrazu jest też oczywiście podziw czy wręcz uwielbienie reżysera dla amerykańskiej demokracji. Momentami może to być wręcz śmieszne czy irytujące jak zachwyt nad wzorowanym na Zeusie olimpijskim posągiem Lincolna w Waszyngtonie, umieszczonym w budowli, która odtwarza kształt pogańskiej świątyni. Czasem można tu mieć wrażenie, że stosunek reżysera do amerykańskiej demokracji ociera się o kultowy i że zastąpienie demokracji jakimkolwiek innym ustrojem, uznałby on za zło moralne samo w sobie. Ten element jednak łagodzi świadomość, że demokracja, jaką wielbi tu Frank Capra, nie jest tu jakąś demokracją liberalną czy laicką, ale jest to ustrój wyraźnie oparty na chrześcijańskich wartościach i śmiało się do nich odwołujący. Słowo Boże czyli Biblia nie jest tu przywoływane tylko ogólnikowo, ale jest też w konkretnych dyskusjach politycznych, główny bohater czyta również Pismo św. w kongresie, a normalną praktyką jest modlitwa senatorów w tym miejscu. Tak że demokracja, którą tak ceni Frank Capra nie jest jakimś obojętnym religijnie tworem, ale ustrojem opartym i wprost odwołującym się do tradycyjnie chrześcijańskich wartości oraz wiary. Reżyser podkreśla też pozytywnie pewne cechy specyficzne cechy tego ustroju, które sprzyjają zachowaniu chrześcijańskiego ładu społecznego. A jest to chociażby ograniczenie pychy rządzących, podkreślenie służebnej funkcji władzy, współodpowiedzialność wszystkich obywateli za losy kraju, czy wreszcie pewna zdolność do oczyszczania systemu z narosłego zła za pomocą demokratycznych procedur i prawa. Żeby już bardziej nie przedłużać, to warto tylko zasygnalizować jeszcze trzy spośród licznych zalet tego filmu. Pierwsza to pozytywna przemiana jednego z kluczowych polityków tutaj pokazanych. Jest to ciekawa postać – mężczyzna, który w młodości sam był szlachetnych idealistą i co ciekawe nadal za takiego uchodzi, choć od dawna jest skorumpowany. Na pewnym etapie posuwa się on nawet do oszczerstw wobec głównego bohatera, jednakże pod wpływem jego niezłomnej postawy, najpierw przechodzi załamanie, potem skruchę i wreszcie wraca na właściwe tory. Druga z tych zalet to ciekawa postać kobieca, która nie jest tylko ładną dekoracją dla „męskiej historii”. Jest to oczywiście panna Clarissa Saunders, sekretarka senatora Smitha, bez której zapewne zagubiłby się on jako nowicjusz w świecie wielkiej polityki. Trzeci punkt, na który wreszcie warto zwrócić pozytywną uwagę to podkreślenie znaczenia wolnej prasy, której zadaniem jest patrzeć na ręce polityków, a także szukać i opisywać prawdę o ich poczynaniach. Tej roli prasy z początku nie rozumie główny bohater, który czuje się znieważony, kiedy nazywany jest przez dziennikarzy marionetką czy wręcz pajacem, jednak to właśnie prasa otwiera mu oczy na to, że właśnie taka rola została mu wyznaczona przez liderów partii. Podsumowując polecamy ten film jako ciągle aktualne wezwanie do moralnej odnowy nie tylko w życiu prywatnym ale też politycznym. Marzena Salwowska /.../
  6. Kill Team

    Leave a Comment Film ten opowiada prawdziwą historię oddziału amerykańskich żołnierzy, którzy podczas swego pobytu w Afganistanie dopuszczali się morderstw na mieszkających tam niewinnych i nieuzbrojonych cywilach. Głównym bohaterem tego obrazu jest szeregowy Andrew Briggman, który po pewnym czasie zostaje mianowany przez sierżanta Deeksa dowódcą grupy żołnierzy. Briggman początkowo gorliwie wypełnia swe nowe, związane z dowodzeniem, obowiązki, jednak w pewnym momencie zauważa, iż coś niepokojącego dzieje się z jego podwładnymi. Wreszcie dochodzi do wniosku, iż podlegający mu żołnierze za podpuszczeniem sierżanta Deeksa dopuszczają się zbrodni wojennych. Briggman zamierza zatem zgłosić te nadużycia odpowiednim władzom, lecz Deeks podburza przeciwko niemu podlegających mu żołnierzy, próbując jednocześnie skłonić go do akceptacji wspomnianych wyżej niemoralnych czynów. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film ten jest wart docenienia ze względu na fakt, iż – raczej bez potępiania idei wojny sprawiedliwej – wskazuje też na to, że również w czasie wojny obowiązują pewne zasady moralne. Jedną z tych zasad jest oczywiście zakaz mordowania niewinnych ludzi, a więc np. nieuzbrojonych i spokojnie zachowujących się cywilów. Rzecz jasna, realistycznie rzecz biorąc, trzeba mieć też na uwadze to, iż nawet sprawiedliwa wojna jest czymś, co w tradycyjnej moralistyce katolickiej zwie się „bliską okazją do grzechu”, gdyż każda sytuacja wojenna stwarza poważne niebezpieczeństwo popełniania nadużyć i zbrodni również przez żołnierzy walczących po dobrej stronie. Powiązaną z tymi ukazywanymi w filmie prawdami jest też postawa głównego jego bohatera, czyli Andrew Briggmana, który przynajmniej do pewnego etapu stara się stawiać opór barbarzyńskim poczynaniom swych towarzyszy broni. Na przykładzie Briggmana mamy więc tu pokazanego człowieka, który z jednej strony wbrew sytuacji, w jakiej się znalazł próbuje postępować cnotliwie, a z drugiej strony jest on na różne sposoby kuszony, by jednak współuczestniczyć w mordowaniu niewinnych cywilów. Jeśli chodzi o poważniejsze zastrzeżenia, jakie można podnieść względem tego filmu, to jest nim nadmiar wulgarnej mowy. Być może pewną obiekcją, którą moglibyśmy też wobec niego sformułować jest fakt, iż w samej głównej treści filmu nie zostało wyeksponowane zwycięstwo dobra nad złem (które w rzeczywistości miało miejsce), a jedynie zostało ono wspomniane na samym jego końcu. Sądzimy bowiem, że lepsze dla podkreślenia moralnego i światopoglądowego przesłania tej produkcji byłoby, gdyby ów wątek, w którym dobro pokonuje zło, został ukazany w niej znacznie szerzej i wyraziściej. Mirosław Salwowski /.../
  7. I Am Woman

    Leave a Comment Film ten opowiada o znanej amerykańskiej (acz pochodzącej z Australii) piosenkarce Helen Reddy, której piosenka pt. „I Am Woman” stała się nieoficjalnym hymnem feministek w USA. Początkowo jednak Helen musiała zmagać się z różnymi niezbyt sprzyjającymi jej meandrami amerykańskiego show-biznesu i nieraz jako samotna matka i pochodząca z obcego kraju kobieta ledwo wiązała przysłowiowy koniec z końcem. Wytrwała praca, talent oraz pomoc mężczyzny, który później stał się jej mężem, sprawiły jednak, iż Helen Reddy osiągnęła wielki sukces jako piosenkarka muzyki pop. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film ów oczywiście ma swoje zalety, a są nimi np. pokazanie wartości ciężkiej pracy z jednej strony oraz niszczycielskiej siły uzależnienia od narkotyków z drugiej. Trudno jest nam jednak ową produkcję w bardziej zasadniczy sposób pochwalić, gdyż w silny sposób został w nią wpleciony wątek ideologii feministycznej, którą Helen Reddy rzeczywiście w swym prawdziwym życiu gorliwie popierała. Rzecz jasna, nie można powiedzieć, by dokładnie wszystko w tejże ideologii było błędne oraz złe, nie mniej jednak rzeczy słuszne się w niej znajdujące są ściśle wymieszane z rzeczami fałszywymi (czego sztandarowymi przykładami są choćby walka o legalność aborcji czy wspieranie homoseksualizmu). I w tym filmie owe błędne aspekty ideologii feministycznej też są przychylnie pokazane. Na przykład, główna bohaterka w pewnym momencie mówi o Bogu używając zaimka osobowego „Ona”, a także występuje na demonstracji, na której widnieją hasła popierające legalność zabijania nienarodzonych dzieci. Ogólnie zatem, film ten przez swą mocną promocję feminizmu jest doktrynalnie dwuznaczny, a więc jeśli ktoś chce go obejrzeć doradzamy zachowanie sporej dozy krytycyzmu wobec treści w nim zawartych. Mirosław Salwowski /.../
  8. Śmiertelna wyliczanka

    Leave a Comment Dwóch licealistów – klasowego geniusza (Justina) i najpopularniejszego chłopaka w szkole (Richarda) na pozór nic nie łączy, poza tym, że obaj pochodzą z bogatych rodzin. W tajemnicy przed otoczeniem ci dwaj przyjaźnią się jednak i zawierają szczególny pakt. Postanawiają zamordować przypadkową osobą, w bardzo przemyślany i niemal naukowy sposób, licząc oczywiście, że ujdą kary. Po przygotowaniach wcielają swój zamiar w życie. W sumie ich plan jest na tyle dobry, że może rzeczywiście nie znaleźliby się nawet w kręgu podejrzanych, gdyby sprawa została przydzielona mniej dociekliwej i upartej osobie niż detektyw Cassie Mayweather. Film ten, jeśli chodzi o przesłanie i sposób ukazania głównego wątku, jest zasadniczo godzien pochwały. W przystępny sposób podejmuje bowiem niełatwy temat wpływu zgubnych myśli, teorii czy wręcz całych systemów filozoficznych na ludzki (zwłaszcza młody) umysł. Pokazuje, że idee mają swoje konsekwencje, zwłaszcza jeśli są swobodnie propagowane. Justin i Richard dokonują zbrodni tego rodzaju, który w normalnych warunkach (państwa w którym panuje jako taki ład społeczny) zdarza się dość rzadko, ale mimo to zasługuje na szczególną uwagę przez to, że jakby odsłania rąbek tajemnicy ludzkiej nieprawości. Morderstwo, którego dopuszczają się nastolatkowie, jest szczególne, gdyż nie przynosi im ono żadnej korzyści materialnej, nie kierują się też chęcią osiągnięcia sławy, zastraszenia czy zszokowania otoczenia, ani też nienawiścią, niechęcią, pożądaniem czy jakimkolwiek afektem wobec ofiary. Nie odreagowują swoich traum czy niepowodzeń, trudno nawet powiedzieć, żeby czerpali jakąś szczególną przyjemność z samego aktu zbrodni. Jedyną ich motywacją jest fascynacja myślami typu „Nie można żyć w pełni nie znając smaku samobójstwa i zbrodni” (Justin i Richard „doświadczają” tu samobójstwa grając w rosyjską ruletkę). Ten rodzaj bezinteresownej, „czystej” zbrodni postrzegają jako wyzwolenie od norm moralnych, konieczną wręcz inicjację do wolności. Owi chłopcy już najwyraźniej czują się kimś lepszym, ale dopiero po morderstwie spodziewają się poczuć w pełni i kosztować swoje „nadczłowieczeństwo”. Sam pomysł tego rodzaju zbrodni przywodzi na myśl motywacje Raskolnikowa ze Zbrodni i Kary. Podstawową jednak różnicą jest to, że Justin i Richard, kiedy sprawy nie idą po ich myśli, zdają się nie żałować zbytnio samego zbrodniczego czynu, którego się dopuścili, a jedynie konsekwencji, które im zagrażają ze strony prawa. Można powiedzieć, że w sposób pośredni jest tu pochwalona kara śmierci, prezentowana jako jedyna sprawiedliwa wobec takich cynicznych zbrodni, a także jako czynnik skłaniający morderców do współpracy z policją (w nadziei na łagodniejszy wyrok). Zaletą filmu jest też to, że pokazuje jak główni bohaterowie (czy raczej antybohaterowie) tej opowieści spadają z piedestałów, na których sami się postawili. W końcu nic nie zostaje ani z ich „romantycznego paktu”, ani z przyjaźni, kiedy próbują ratować się, zrzucając na siebie wzajemnie całą odpowiedzialność za zbrodnię. Dzięki temu ryzyko, że młodzi widzowie będą postrzegać ich jako godnych podziwu i naśladowania, jest raczej niewielkie. Jeśli chodzi o wątpliwe aspekty filmu, to wiążą się one głównie z postacią prowadzącej sprawę morderstwa pani detektyw – Cassie Mayweather. Chociaż i tu jest wiele punktów, na które warto najpierw pozytywnie zwrócić uwagę. Cassie jest bowiem osobą, która mimo twardego profesjonalizmu nie jest zobojętniała wobec ofiar. Na jej przykładzie pokazane jest też, że nawet tragiczne życiowe doświadczenia mogą być wykorzystane do czynienia dobra, jeśli skrzywdzona osoba (jak Cassie) znajdzie na to dość siły. Na przykładzie pani detektyw pokazane jest też wyraziście, jak przez krzywdę, której doznała w młodości od mężczyzny, któremu zaufała, sama źle traktuje innych ludzi (zwłaszcza płci przeciwnej). Te jednak jej zachowania są pokazywane wyraźnie jako raniące dla bliźnich i destrukcyjne dla niej samej. Jednakże, chociaż sam sposób traktowania kochanków przez Cassie został pokazany jako niewłaściwy, to już sam fakt utrzymywania przez nią pozamałżeńskich relacji intymnych już nie. Co oczywiście należy ocenić negatywnie. Innym wyraźnym moralnym uchybieniem filmu jest to, że posługiwanie się kłamstwem przez policjantów, jest tu pokazywane jako standardowa i nie budząca moralnych zastrzeżeń metoda. Niemniej, ze względu na główne przesłanie filmu, przy braku epatowania szczegółami zbrodni, z równocześnie dość ciekawą fabułą i postaciami polecamy ten kryminał. Marzena Salwowska /.../
  9. Troja

    Leave a Comment Film oparty luźno na Iliadzie Homera opowiada historię mitycznej (choć mającej zapewne jakiś swój historyczny pierwowzór) wojny trojańskiej. Zgodnie ze znanym z mitologii greckiej przekazem rozpoczyna się ona z powodu uprowadzenia Heleny, żony spartańskiego króla Menelaosa, przez trojańskiego księcia Parysa, będącego jej kochankiem. Zdradzony mąż udaje się po pomoc do swego brata i sojusznika, potężnego władcy Agamemnona, który od dawna chciał zawładnąć Troją, stanowiącą konkurencję dla jego państwa. Do wyprawy przeciw Trojańczykom, mającej na celu odbicie Heleny i zniszczenie Troi dołączają znani Europejczykom bohaterowie tacy jak Achilles czy Odyseusz, których losy jest nam dane śledzić przez resztę filmu. Tym co w tym filmie warto docenić jest odarcie go z nadprzyrodzoności, polegające na zupełnym usunięciu z fabuły pogańskich bogów wypełniających karty Iliady, przez co w dużej mierze znika problem ewentualnych względów okazywanych przez twórców politeizmowi. Bohaterowie wspominają wprawdzie nieraz o bogach, których czczą, ale wobec realistycznej konwencji, w jakiej zrealizowano to dzieło można uznać to jedynie za próbę oddania mentalności i przekonań pogańskich bohaterów, nie zaś promocję ich wierzeń. Z uznaniem wspomnieć też należy o fakcie, że opowiedziana tu historia została ciekawie zniuansowana, obu stronom konfliktu przyznano w niej pewne racje, ukazano różne ich wady i zalety, przez co od obu możemy się czegoś dobrego nauczyć, jak również mamy szansę uczyć się na błędach obu.  Jeśli chodzi o walory moralne tego filmu to warto podkreślić, że liczne cnoty cenione przez chrześcijaństwo doczekały się w omawianej produkcji pochwały. Jedną z najbardziej jaśniejących tu przykładem postaci, na którą twórcy mocno starają się też skierować sympatię widza, jest tu Hektor, książę i obrońca Troi, brat Parysa. Jest on przedstawiony jako wierny mąż (nie korzysta z propozycji cudzołóstwa z jedną kobietą), odpowiedzialna głowa rodziny (zawczasu myśli o zapewnieniu żonie i dziecku ucieczki z miasta), odważny żołnierz i patriota, a także rozważny dowódca (odradza rodakom przeprowadzanie ataków, które mogłyby skonsolidować targane konfliktem wojsko greckie). Okazuje on też szacunek przeciwnikowi, pozwalając by po bitwie Grecy zebrali i pogrzebali swych zabitych żołnierzy. Można rzec, że gdyby nie jego pogaństwo można by go uznać za ucieleśnienie ideału chrześcijańskiego rycerza. Przy okazji warto zaznaczyć, że wojna, w której bierze on udział może być uznana obiektywnie za sprawiedliwą, bo o ile przyczyną najazdu Greków był niemoralny czyn w wykonaniu Parysa, to dość szybko ich wyprawa przerodziła się w zwykłą napaść mającą na celu zniewolenie Troi (o czym świadczy, że była kontynuowana nawet po śmierci Menelaosa, gdy siłą rzeczy odbijanie Heleny nie miało już sensu).  Z Hektorem silnie kontrastuje Parys, który jest rozpustnikiem (mowa o tym, że miał liczne romanse), a nadto jest pozbawiony należytej odwagi i wykazuje się nieudolnością w czasie walk, od których przedtem stronił. Te jego wady odmalowane są w nieprzychylny sposób; skłonność do rozpusty i cudzołóstwo z Heleną stają się nawet przyczyną wojny i cierpienia wielu niewinnych ludzi oraz zostają napiętnowane przez Hektora. Innym występkiem, który twórcy wydają się krytykować jest osłanianie grzechu innego człowieka motywowane więzami rodzinnymi. Priam, władca Troi nie chce bowiem wbrew radzie Hektora odesłać Heleny do męża, ponieważ boi się, że Parys za nią podąży i zostanie zabity przez zazdrosnego męża kochanki. Przez owo postępowanie staje się on współodpowiedzialnym za konflikt i późniejszą zagładę miasta. Tak to zatem bezzasadne tolerowanie cudzołóstwa zostaje w tej opowieści ukarane, w czym chrześcijański widz może dopatrzeć się palca Bożego. Inną zaletą filmu jest wskazanie, iż zdrada Heleny nie wzięła się znikąd, ale była wynikiem złego traktowania jej przez Menelaosa, który ogólnie uważał żony za kogoś w rodzaju „klaczy rozpłodowych”, mających jedynie dostarczać potomstwa i nie zasługujących na większą uwagę i był otwarty na erotyczne kontakty z innymi kobietami. Historia ta może być dla widza przestrogą, aby trzymał się z dala od zachowań mogących jego małżonka prowadzić do ulegnięcia pokusie cudzołóstwa. Z innych zalet warto wymienić negatywne odmalowanie przeżartego żądzą władzy i bezwzględnego Agamemnona prowadzącego jak wspomniano niesprawiedliwą wojnę oraz źle traktującego wziętą do niewoli Trojankę Bryzejdę. Należy też zwrócić uwagę na przychylne zobrazowanie pozytywnych przemian u bohaterów. Chodzi tu w pierwszym rzędzie o Achillesa, który początkowo jawi się jako opętany żądzą zdobycia sławy, arogancki, egocentryczny i do tego dość bezwzględny człowiek (pozwala swym żołnierzom na wymordowanie bezbronnych kapłanów Apolla, bezcześci zwłoki zabitego w pojedynku Hektora). Z czasem jednak zdobywa się na akty szacunku wobec wroga (wobec błagań Priama pozwala pogrzebać Hektora i nie prowadzi walk podczas uroczystości żałobnych), a także na swego rodzaju miłosierdzie (uwalnia brankę Bryzejdę, którą wcześniej zresztą obronił przed zgwałceniem). Na lepsze zmienia się też Parys, który w końcu staje dzielnie do walki w obronie swej ojczyzny. Można też docenić fakt, że trochę lekceważąco potraktowano tu pogaństwo, przewija się w filmie bowiem postać pogańskiego kapłana, którego wróżby zazwyczaj się sprawdzały, ale który ostatecznie przez swe błędne rady dotyczące wciągnięcia konia trojańskiego do miasta przyczynia się do jego upadku, a sam ginie marnie mimo oddania się w opiekę swych bóstw.  Jeśli chodzi o niewłaściwe elementy filmu, to w pierwszym rzędzie trzeba zganić nadmierną ilość nagości i seksu. O ile bowiem pewne złe czyny, takie jak cudzołóstwo Heleny i Parysa są tu napiętnowane, to samo ich przedstawienie pozostawia trochę do życzenia i mogłoby być oględniejsze. Poza tym czyny takie jak niemałżeńskie współżycie Achillesa z Bryzejdą są tu przedstawione dwuznacznie i ciężko rzec czy twórcy chcieli je zganić, zrelacjonować czy przedstawić z sympatią (choć o to ostatnie ich jednak raczej nie podejrzewam). Ze względu na te elementy, jak również niemałą ilość przemocy film ten nie nadaje się dla całych rodzin. Dla dorosłych może być on jednak pouczający. Zawiera on bowiem cenne wskazówki moralne, krytykę różnych odmian zła i pochwały dobrych czynów, które choć dokonywane przez pogan stanowią akty posłuszeństwa względem naturalnego prawa wyrytego przez Boga w ich sercach. Z tego powodu warto go obejrzeć.  Michał Jedynak /.../
  10. Farming

    Leave a Comment Film ten został oparty na prawdziwych wydarzeniach i stanowi on opowieść o Enitanie czarnoskórym chłopcu, który jako niemowlak został przez swych nigeryjskich rodziców przekazany na wychowanie do mieszkającej w Wielkiej Brytanii białej rodziny. Akt ten miał miejsce w ramach szerszego programu „adopcji” (w potocznym, acz nie ściśle prawnym tego słowa znaczeniu) nigeryjskich dzieci przez brytyjskie rodziny, który zwany był „farmingiem”. Jak się później miało okazać decyzja ta w przypadku Enitana nie należała – delikatnie mówiąc – do najszczęśliwszych. Chłopiec bowiem od małego wzrasta w mocno niestabilnej atmosferze, która w dużej mierze jest „zasługą” jego sprawiającej wrażenie rozchwianej emocjonalnie przybranej białej matki. Ponadto, Enitan dorasta w poczuciu pewnego rodzaju rozdarcia pomiędzy przeważającą jeszcze wówczas (rzecz dzieje się w latach 70 i tych i początku 80-tych XX wieku) w Wielkiej Brytanii kulturą białych ludzi, a społecznością czarnych do których z racji urodzenia też w jakiś sposób przynależy. Kiedy chłopiec wkracza w wiek nastoletni widzimy go jako już przepełnionego agresją młodego człowieka, który w pewnym momencie – mimo brutalnego traktowania przez miejscowych rasistowskich skinheadów – w poczuciu nienawiści do własnej rasy – postanawia się związać z tą złowrogą subkulturą. Oczywiście, nie byłoby to możliwe, gdyby owi skinheadzi nie zaakceptowali go jako jednego ze „swoich”, co, o dziwo po początkowym traktowaniu Enitana w sposób bardzo dla niego pogardliwy, dochodzi w rzeczywistości do skutku. Tak też ów nastoletni Murzyn staje się wiernym uczestnikiem jednej z lokalnych grup skinheadów, pogrążając się przez to tym bardziej w agresji, przemocy i nienawiści do własnej rasy. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej zasadniczo rzecz biorąc należy docenić ów film. Jest on bowiem przestrogą tak przed rasizmem, jak i przed oddawaniem się nienawiści oraz krwawej przemocy jako takim. Można też chyba powiedzieć, iż nawet jeśli twórcy filmu nie czynią tego w zamierzony sposób, to jedną z jego lekcji stanowi przesłanie o tym, że najlepiej jest, gdy dzieci są wychowywane przez swych własnych naturalnych rodziców, w ramach własnej jednolitej kultury. Pokazane w tej produkcji psychologiczne i emocjonalne rozdarcie Enitana wynika bowiem w dużej mierze właśnie z tego, iż dorastał on w dwóch dość mocno oddalonych od siebie światach. Chociaż, rozmiary pokazane w filmie zła mogą miejscami przytłaczać, gdyż niemal każda z bardziej wyraziście odmalowanych tu postaci ma jakieś mniej lub bardziej poważne wady, to zaletą tego obrazu jest jednak to, iż nie pozostawia on widzów samych sobie z owym ogromem nieprawości. Mimo bowiem owej bardzo dużej ilości zła, w filmie ukazana jest też w mocny sposób nadzieja na to, iż z nawet największego moralnego bagna można powstać, by prowadzić dobre oraz pożyteczne dla społeczeństwa życie. W produkcji tej widzimy też, że staje się to za przyczyną szczerej oraz wiernej miłości (ale tej pozbawionej erotycznych konotacji), którą jedna z nauczycielek okazuje pogrążającemu się w nienawiści i agresji Enitanowi. Czy zatem w tym filmie są jakieś poważniejsze wady? Tak naprawdę, trudno tak do końca orzec. Owszem jest tu bardzo dużo wyraziście pokazanej przemocy, która z jednej strony może być łatwo usprawiedliwiana treścią oraz tematyką omawianej produkcji, z jednak z drugiej strony może się w odniesieniu do takowej rodzić pytanie, czy aby nie dałoby się pokazać losów Enitana w sposób zarazem przekonujący, a jednocześnie unikający epatowania zbyt krwawymi szczegółami? Analogiczne pytanie, można wysunąć zresztą do obecności wulgarnego słownictwa w tym filmie, które naszym zdaniem mogłoby być łatwo złagodzone poprzez „wypikanie” co poniektórych wyrazów. Podsumowując: polecamy ten film, gdyż stanowi on co prawda momentami mogącą robić przytłaczające pokazanym w nim złem wrażenie, ale jednak ostatecznie rzecz biorąc krzepiącą moralnie opowieść. Oczywiście, głównie ze względu na mnogość pokazanej w nim w sposób wyrazisty przemocy, a także niektóre obsceniczne nawiązania do sfery seksualnej, w przypadku młodszych widzów doradzamy najwyższą ostrożność przy zapoznawaniu się z tą produkcją. Mirosław Salwowski /.../