Tag Archive: cel uświęca środki

  1. Dziewczyny z kalendarza

    Leave a Comment Dwanaście członkiń Women’s Institute – lokalnej instytucji charytatywnej szuka nowych, skuteczniejszych sposobów zdobycia funduszy. Postanawiają wydać, jak co roku, kalendarz. Nie chcąc odchodzić od tradycyjnych zdjęć, gospodynie domowe nadają jednak przedsięwzięciu bardzo nie-tradycyjny aspekt, otóż pośród wypieków, przetworów i kompozycji kwiatowych występują panie … kompletnie nagie. Wieść o tym niecodziennym wydarzeniu podchwytują media, a kalendarz odnosi niespodziewany sukces, przynosząc pomysłodawczyniom tak potrzebne fundusze na działalność charytatywną. Łatwo się chyba domyśleć, dlaczego ocena tego filmu na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej musi być z naszej strony jednoznacznie negatywna. Otóż tradycyjnie chrześcijańską zasadą jest to, iż „Dobry cel nie uświęca złych środków”. Jak uczy  Katechizm Jana Pawła II: Błędna jest więc ocena moralności czynów ludzkich, biorąca pod uwagę tylko intencję, która ją inspiruje, lub okoliczności (środowisko, presja społeczna lub konieczność działania, itd.) stanowiące ich tło. Istnieją czyny, które z siebie i w sobie, niezależnie od okoliczności i intencji, są zawsze i bezwzględnie niedozwolone ze względu na ich przedmiot, jak bluźnierstwo i krzywoprzysięstwo, zabójstwo i cudzołóstwo. Niedopuszczalne jest czynienie zła, by wynikło z niego dobro (…). Dobra intencja (np. pomoc bliźniemu) nie czyni dobrym, ani słusznym zachowania, które samo w sobie jest nieuporządkowane (jak kłamstwo czy oszczerstwo). Cel nie uświęca środków (…). (tamże; n. n. 1753-1754, 1756). Niestety zaś, przesłaniem obrazu „Dziewczyny z kalendarza” jest właśnie to, iż dobry (w tym wypadku charytatywny cel) czyni moralnie uprawnionym coś poważnie złego (tutaj: publiczne rozbieranie się w erotycznym kontekście). Jest to więc głęboko heretycki, bo usprawiedliwiający niemoralność film, przed którymi należy przestrzegać. Mirosław Salwowski /.../
  2. House of Cards

    Leave a Comment Bijący rekordy popularności serial telewizyjny opowiadający o politycznej karierze Francisa „Franka” Underwooda, który „idąc po trupach” pnie się po kolejnych szczeblach władzy aż do zdobycia urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej serial ten przytłacza widza swym mrocznym, cynicznym klimatem oraz czymś, co można by nazwać „niemoralną beznadzieją”. Ktoś może powie, iż powyższe określenia są przesadne i niesprawiedliwe, wszak czy nie ma wiele prawdy w tym, iż kulisy polityki są często brudne, niemoralne i wstrętne? Mimo wszystko trudno też w tym serialu dopatrzeć się jakichś bardziej otwartych czy bezpośrednich pochwał wobec złych czynów w nim pokazanych. Problem z „House of Cards” polega jednak na tym, że przyciąga uwagę widza rozległymi obrazami i opisami nieraz bardzo wielkiego zła, jednocześnie nie dając względem owych nieprawości żadnej wyraźniejszej alternatywy. Innymi słowy: wszyscy z głównych i wyrazistych bohaterów tego serialu to postaci złe, występne i skorumpowane – to one tu wygrywają, nadają ton fabule i angażują uwagę widza. Ci zaś, którzy próbują jeszcze w ukazanym tu świecie postępować dobrze i porządnie, ostatecznie i tak przegrywają, upadają i dają za wygraną. Zasadniczo rzecz biorąc nie ma w tej produkcji takich, występujących przecież jeszcze w kinie hollywoodzkim, tradycyjnych i de facto chrześcijańskich motywów jak: „happy end”, dobro, które ostatecznie zwycięża i nadzieja, że zło w końcu nie będzie mieć ostatniego słowa. Można powiedzieć, że „House of Cards” poprzez stworzoną przez siebie kreację swoistych „antybohaterów” podsuwa nam istne antytezy wymienionych wyżej motywów, a więc: „zło zawsze zwycięża„, „dobro ostatecznie rzecz biorąc jest słabe i skazane na porażkę„; „ostatnie słowo należy nie do sprawiedliwych, lecz do złych i występnych„. Nawet imię Jezusa, jeśli się tu pojawia to raczej w kontekście zakłamania i hipokryzji Francisa Underwooda albo też lesbijskiego związku prostytutki Rachel z Lisą (którą angażuje się w życie jednej z chrześcijańskich wspólnot). Pismo święte poleca nam: „wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym – to miejcie na myśli!” (Flp 4, 8). To dobry powód, by unikać serialu „House of Cards”.   /.../