Tag Archive: bluźnierczy film

  1. Żywot Briana

    Leave a Comment „Żywot Briana” to historia na pozór równoległa do życia Pana Jezusa Chrystusa. Główny bohater żyje i działa w tym samym czasie i miejscu co Jezus, spotyka te same postaci historyczne (Trzej Mędrcy, Piłat), zostaje uznany przez tłum za Mesjasza, w końcu ukrzyżowany. I, gdyby twórcy filmu ograniczyli się do tej równoległości postaci, ale z zachowaniem wyraźnych granic, tak by ich odrębność i nietożsamość były oczywiste, „Żywot Briana” można by zaakceptować jako nieco sztubacką satyrę na zarówno Judeę I w. po Chrystusie, jak i dwudziestowieczną Anglię. Niestety, wszelka równoległość w „Żywocie Briana” wydaje się tylko cienką przykrywką, która miała ochronić twórców przed zarzutami bluźnierstwa. Przy najlepszych chęciach trudno doszukać się w tej produkcji cienia szacunku wobec naszego Pana i Zbawcy. Aby nie być gołosłowną,  z wszystkich szyderstw wymierzonych w filmie w Jego osobę wymienię tylko kilka: – wyśmiewanie przypowieści Jezusa jako zmyślonych na poczekaniu bajek – szydzenie z Jego cudów, między innymi nakarmienia głodnego tłumu na pustkowiu czy uzdrowień – wyśmiewanie narodzin Chrystusa z dziewicy, tu twórcy filmu nie zawahali się czynić wyraźnych aluzji do powstałego w II wieku paszkwilu poganina Celsusa, który twierdził, że matką Jezusa miała być żydowska nierządnica a ojcem rzymski legionista – naigrywanie się z misji Jezusa, z wyraźną sugestią, że mógł On być mesjaszem z przypadku , całe zaś chrześcijaństwo to wynik przeinaczania i niezrozumienia Jego słów przez ciemny tłum Jeśli zaś szukać w „Żywocie Briana” pewnych zalet, to można je z pewnością znaleźć w bardziej współczesnej warstwie tego filmu. Mamy tu bowiem kilka dość zabawnych scen z działalności „postępowych” organizacji. Szukanie jednak paru drobnych monet w cuchnącym kanale pełnym nieczystości wydaje się dość kiepskim pomysłem na spędzenie wolnego czasu. Marzena Salwowska /.../
  2. Dar z nieba

    Leave a Comment Tex Coley, żydowski rzeźnik osiadły w małym miasteczku w Teksasie zabija swoją niewierną żonę, po czym ćwiartuje jej ciało. Następnie wywozi zwłoki i próbuje się ich pozbyć, zakopując je na drodze do innego małego miasteczka, które znajduje się już poz granicą Teksasu.  Nieopatrznie gubi jednak pewną część zwłok, a mianowicie rękę nieboszczki, z charakterystycznie wysuniętym środkowym palcem. Traf zaś chce, że o tę rękę potyka się pewna niewidoma  mieszkanka pobliskiego miasteczka, która natychmiast odzyskuje wzrok. Przekonana, że owa owa „zdobna” w turkusowy lakier dłoń należy do Najświętszej Marii Panny, zanosi ją do miejscowego proboszcza. Ów zaś ksiądz, zdezorientowany po kolejnej upojnej nocy spędzonej ze swoją dziewczyną -prostytutką, nie bardzo wie co z tym fantem zrobić. Jednakże bardziej rezolutna ukochana księdza, Desi, szybko przekonuje go, by nie oddawał znaleziska na policję, lecz uczynił je przedmiotem kultu, które będzie łatwym źródłem dużych dochodów. Pomysł Desi szybko się sprawdza. Do miasteczka ściągają rzesze turystów, a uzdrowienie niewidomej kobiety okazuje się dopiero początkiem całej serii cudów. Kolejne to, między innymi, uzdrowienie uszkodzonego oka, zupełne wyleczenie z trądziku, odrośnięcie nóg, a także tak kuriozalne zjawiska jak powiększenie biustu pewnej dziewczyny czy przyrodzenia mężczyzny do absurdalnych rozmiarów. Tę sielankę i nagłe prosperity miasteczka może jednak zakłócić przybycie komisji z Watykanu, która ma zbadać całą sprawę, zagrożeniem stanowi też Tex, który przyjeżdża tu, by ostatecznie pozbyć się dowodu swojej winy oraz ścigający Texa policjant (jeden z byłych kochanków jego żony), który również interesuje się czyniącą cuda ręką. Po pewnych perypetiach to Texowi udaje się wejść ponownie w posiadanie owej części nieboszczki żony, którą szybko zakopuje, a wtedy wszystkie cuda się cofają. Rozwścieczeni takim obrotem sprawy, mieszkańcy miasteczka domagają się zwrotu cudownej ręki, przy czym brutalnie biją policjanta, który nie ukrywa, że chce ją przejąć jako dowód w śledztwie. Tex natomiast zostaje aresztowany. W celi odwiedza go zamordowana żona, która zachowuje się dość wulgarnie, dziękuje jednak mężowi, że przyczynił się do jej świętości, którą zawdzięcza właśnie temu, że wiele przez niego wycierpiała. Owa słynąca już cudami święta prosi też męża, by zwrócił jej dłoń jako relikwie kościołowi. Tex spełnia prośbę żony, sam natomiast wraca wraz ze swym wiernym psem do Teksasu, chociaż spodziewa się tam kary śmierci, po drodze wygłaszając monolog – dywagacje na temat niesprawiedliwości Boga, które mają być przejawem Jego pokręconego poczucia humoru (przez co najbardziej przegrani są ludzie, którzy traktują życie poważnie). Na końcu widzimy, jak cuda wracają do miasteczka, jest także wieńcząca miłosny wątek scena zaślubin księdza z Desi. Opisałam fabułę tego filmu tak szczegółowo z dwóch powodów. Pierwszy to taki, zaoszczędzić czasu widzom, którzy skłonni byliby sięgnąć po tę produkcję z czystej ciekawości w rodzaju „zobaczmy, co tam na wymyślali”. Drugim powodem jest ten, że już sam opis fabuły wystarcza za recenzję filmu i uzasadnienie dla tak niskiej jego oceny. Widać bowiem „jak na dłoni”, że jest on pełen szyderstw z rzeczy świętych, prawdziwych cudów, Kościoła, a nawet samego Pana Boga. Przede wszystkim zaś z Błogosławionej Marii z Nazaretu, która zrównana jest tu z notoryczną i nie pokutującą ze swoich grzechów cudzołożnicą. Poza tym trudno tu się doszukać jakichś bardziej pozytywnych postaci, zaś mieszkańcy miasteczka po serii specyficznych cudów wydają się jeszcze gorsi niż przedtem. Żarty w tym filmie nie tylko ocierają się o bluźnierstwo, ale momentami przekraczają już tę granicę  (jak również granicę dobrego smaku). Nadto mamy tu też wątek prezentujący fałszywe doktryny odnośnie zbawienia, kiedy to rzekoma święta bynajmniej nie uświęca się przez bezpośrednie oglądanie Boga, ale nadal pozostaje osobą wulgarną, która bez dezaprobaty mówi o swoim złym życiu na ziemi. Poza tym nie mówi ona nic o tym, że została zbawiona przez mękę i ofiarę Jezusa Chrystusa, ale twierdzi, że dokonało się to dzięki jej osobistemu cierpieniu. Odzwierciedla to pewien popularny, choć całkowicie błędny pogląd, wyrażany często przez różne osoby słowami: „Ja się tyle nacierpiałem/am, że na pewno pójdę do nieba„. Doszukując się jednak trochę na siłę dobra w tej produkcji za pewne drobne plusy uznać można to że Desi zrywa z profesją prostytutki (chociaż ten wątek osłabia fakt, że później idzie „kochać się” z księdzem w konfesjonale, nadto przekonując swojego kochanka, że Bogu to się podoba, bo przecież On sam jest miłością). Za pewien plus można też uznać ślub Desi z księdzem, gdyż dzięki temu ów mężczyzna przestaje przynajmniej żyć w zakłamaniu, deprawować młodzież swoim przykładem i niegodnie odprawiać Mszę świętą. Pewnym jaśniejszym punktem jest też to, że Tex jest gotów ponieść dobrowolnie karę za bezprawne zabicie żony, jak również żałuje tego czynu. Powyższe jednak drobne plusy nie są w stanie zrównoważyć ogólnie bezbożnej wymowy filmu. Marzena Salwowska /.../