Tag Archive: będący luźną adaptacją powieści Wiktora Hugo Dzwonnik z Notre Dame

  1. Dzwonnik z Notre Dame (1996)

    Leave a Comment Jedna z ekranizacji powieści Victora Hugo pod tym samym tytułem. Jednym z głównych bohaterów tego filmu jest Quasimodo, poważnie kaleki mężczyzna o strasznie zniekształconym i odpychającym wyglądzie  fizycznym. Jest on dzieckiem pewnej cygańskiej niewiasty, którą przed laty zabił rządzący Paryżem, dążący do oczyszczenia miasta z wyrzutków, Cyganów i zgnilizny moralnej, sędzia Frollo. Początkowo planował on też uśmiercenie Quasimodo, lecz w skutek napomnienia archidiakona katedry Notre Dame (w języku polskim nazwa to oznacza „Katedrę Naszej Pani”) odstąpił od tego zamierzenia i postanowił wziąć cygańskie dziecko pod swoją, dość specyficznie rozumianą, opiekę. Frollo umieścił więc Quasimodo w katedrze, gdzie ów nie mogąc opuszczać jej terenu, rósł i wychowywał się, pełniąc później rolę jej dzwonnika. Gdy Quasimodo osia wiek mniej więcej 20 lat łamie ów zakaz opuszczania katedry, by pod namową swych przyjaciół (którymi są trzy kamienne kargulce) wziąć udział w corocznym „Święcie Głupców”. Tam poznaje urodziwą młodą Cygankę o imieniu Esmeralda. Mniej więcej od tego czasu zaczynają się poważne kłopoty dla Esmeraldy, Quasimodo, a później też dla młodego kapitana Febusa, który przybył do Paryża by służyć sędziemu Frollo, lecz później pod wpływem uczucia do pięknej Cyganki, wypowiedział mu posłuszeństwo. Pozornie rzecz biorąc, ta filmowa adaptacja jednej ze znanych książek Victora Hugo mogła by być uznana za dobrą i budującą opowieść dla dzieci, młodzieży i nie tylko. Mamy tu wszak wzajemną miłość, poświęcenie, piękne modlitwy, pozytywnie przedstawioną wiarę w Boga i sympatycznie pokazanych chrześcijańskich duchownych. Jest tutaj też uwrażliwianie na los ubogich i odtrącanych, a także na potępienie dla uprzedzeń etnicznych (wyrażających się we wrogości do Cyganów). Do tego jeszcze mamy swoistego rodzaju pejzaż średniowiecznej Europy, a więc czasu, który wielu konserwatystów uważa za utraconą złotą epokę historii naszej kultury i cywilizacji. Gdy jednak przyjrzymy się nieco uważniej zasadniczej treści tego dzieła, nie sposób pominąć milczeniem fakt, iż powyższe dobre i zachęcające rzeczy wydają się przypominać raczej piękną szatę pod którą kryje się odrażający potworek. Powyższe stwierdzenie nie jest bynajmniej nawiązaniem do brzydkiego fizycznie wyglądu tytułowego bohatera, ale do moralnej i światopoglądowej wymowy tego filmu. Popatrzmy bowiem, w jaki sposób ustawiona została główna oś konfliktu w owym obrazie. Oto, po jednej stronie, mamy tych „dobrych”, spośród których oprócz poczciwego Quasimodo i archidiakona katedry, zachowanie większości budzi mniej lub bardziej poważne zastrzeżenia moralne. Tak więc po stronie „dobrych” widzimy tu Esmeraldę, która tak naprawdę jest wręcz antytezą porządnej chrześcijańskiej niewiasty – jest obwieszona biżuterią, jej twarz pokrywa krzykliwy makijaż, jej suknia odsłania ramiona, część pleców i piersi, wykonuje zmysłowe tańce, namiętnie całuje się z mężczyzną, który nie jest jej mężem, a także wydaje się, iż trudni się wróżbiarstwem (to ostatnie nie zostało jednak pokazane w filmie w sposób jednoznaczny).  Innym z raczej sympatycznie pokazanych bohaterów jest szef podziemnego światka społecznych wyrzutków i kryminalistów, który przewodzi „Świętu Głupców” (również tutaj przedstawionemu raczej w ciepłych barwach, mimo, że faktycznie rzecz biorąc festyn ów był istną orgią bluźnierstw, profanacji, rozwiązłości i zepsucia obyczajów). Po „jasnej stronie mocy” mamy tu też kapitana Febusa, który owszem jest rycerski i szlachetny, ale bardzo ochotnie patrzy na obsceniczne popisy Esmeraldy. Kto zaś jest w tym filmie „czarnym charakterem”? To sędzia Frollo, wewnętrznie zżerany przez pożądliwość, namiętność i okrucieństwo, który pragnie walczyć z zepsuciem obyczajów w podległym sobie  mieście,  w tym celu marząc nawet o eksterminacji utożsamianej przez niego z czarami i niemoralnością cygańskiej społeczności Paryża.  Czy widzisz już drogi Czytelniku, w jaki sposób został tu ustawiony konflikt? Strona libertyńska, by nie powiedzieć anarchistyczna jest jednocześnie utożsamiana z wieloma dobrymi cechami, takimi jak miłosierdzie, współczucie i pomoc ubogim. Z kolei reprezentant tradycyjnie chrześcijańskiej i konserwatywnej wizji sprawowania władzy (gdyż, jak mówi Słowo Boże rządzący noszą miecz również po to, by karać zło i złych – por. Rz 13: 3-4; 1 P 2: 14)) to człowiek do cna zakłamany, okrutny, pełen plugastwa, a jakby było tego mało to jeszcze mający ludobójcze zapędy. Mówiąc konkretniej w „Dzwonniku z Notre Dame” sędzia Frollo przedstawiany jest wręcz jako pozbawiony ludzkich uczuć, bezduszny potwór.  Powstaje logicznie i naturalnie wynikające z tej obserwacji pytanie: czemu miało służyć tak jednostronne i stronnicze odmalowanie występujących tu stron konfliktu? Dlaczego, w żaden wyraźny sposób, nie zasugerowano, że może jednak nie wszystkie z zachowań postaci mających reprezentować tu dobrą stronę są godne pochwały? Zastanawiające jest też to, iż postacie kamiennych kargulców są w tej produkcji przedstawione jako sympatyczne i przyjazne człowiekowi stworki, podczas, gdy w obrębie naszej kultury tradycyjnie symbolizowały one raczej demony, a więc istoty tak naprawdę wrogo i nienawistnie nastawione do ludzi. Powyższe niezwykle jednostronne pokazanie skłania nas do wniosku, iż ta konkretna ekranizacji powieści Hugo to w rzeczywistości apoteoza antychrześcijańskiego libertynizmu. I jakby tego było mało, to jak na film skierowany do młodszej widowni jego twórcy umieścili w nim ewidentnie  zmysłowe obrazy (ciągle pojawiająca się nieskromnie ubrana Esmeralda, jej wyuzdany taniec i długi namiętny pocałunek z Febusem). Nie dajmy się więc zwieść, pięknie brzmiąca i przejmująca pieśń Esmeraldy w katedrze Notre Dame, w której ta zwraca się do Boga, by zlitował się On nad ubogimi tego świata nie jest raczej echem wspaniałego hymnu „Magnificat” wypowiedzianego ustami błogosławionej Marii z Nazaretu, w której ta wywyższa Stwórcę za to, że „głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił” (Łk 1: 53). Pieśń Esmeraldy to raczej syreni śpiew, który pod pozorem troski o ubogich ma nas przywieźć do życzliwszego spojrzenia na przeróżne nieprawości. I dlatego też rodzice powinny strzec swe dzieci przed trucizną tej hollywoodzkiej wersji „Dzwonnika z Notre Dame”. /.../