Tag Archive: autentyczne historie seryjnych morderców

  1. Zodiak

    Leave a Comment Oparty na faktach film opowiada o śledztwie, którego podjęli się policjant Dave Toschi oraz dziennikarz Paul Avery i znajomy tego drugiego, rysownik komiksów, Robert Graysmith (któremu poświęca się w tej produkcji chyba najwięcej uwagi), aby zdemaskować tożsamość seryjnego mordercy terroryzującego San Francisco, znanego jako „Zodiak”. Podstawową zaletą tego filmu Davida Finchera jest ukazanie w dobrym świetle zaprzęgnięcia inteligencji do służby społeczeństwu – wszyscy istotni dobrzy bohaterowie robią bowiem niewątpliwie właściwy użytek ze swego rozumu, prowadząc analizy poszlak i dowodów mogących ich doprowadzić do przestępcy. Mamy tu też pochwałę tradycyjnych cnót takich jak dążenie do sprawiedliwości – złapania i ukarania przestępcy – oraz do ochrony ludzi przed czynami szaleńca, a także odwaga, wytrwałość, bezinteresowność i rozwaga, których to cnót praktykowania dają przykłady przedstawione postaci. Odwaga potrzebna była Paulowi Avery’emu po to, by kontynuować śledztwo mimo gróźb ze strony „Zodiaka”, który dawał do zrozumienia, iż chce pozbawić go życia, a także Robertowi Graysmithowi otrzymującemu w pewnym okresie głuche telefony, które mogły być odczytane jako niedwuznaczny znak, dawany mu, by porzucił swe dochodzenie. Przykładem wytrwałości jest szczególnie postępowanie tego drugiego bohatera, który z nieprawdopodobnym wręcz oddaniem starał się dotrzeć do prawdy, podczas kiedy dwóch pozostałych ogarniały już uczucia zwątpienia i znużenia. Owe uczucia nie były zresztą z ich strony przejawem jakiejś szczególnej słabości charakteru, jako że śledztwo w sprawie „Zodiaka” ciągnęło się latami, wiele zaś obranych dróg do odnalezienia przestępcy okazywało się błędnymi (sam widz może uszczknąć nieco z owych doświadczeń bohaterów filmu, ponieważ jego długość i wielowątkowość sprawiają, iż mimo wartkiej i wciągającej akcji udziela mu się zmęczenie postaci). Można również rzec, iż Graysmith cechuje się też bezinteresownością, zaznaczono bowiem w jednej scenie, że nie dąży on do wykrycia Zodiaka ze względu na perspektywę jakiejkolwiek osobistej korzyści. Na koniec warto wskazać na przykład rozwagi wykazywanej przez pozytywnych bohaterów, a za taki można uznać spełnianie w imię dobra wspólnego pewnych żądań mordercy (chodziło o drukowanie w gazecie listów zawierających jego chore wynurzenia po to, by uniknąć morderstw, którymi groził on w przypadku odmowy publikacji). Uleganie takim żądaniom nie było z pewnością na płaszczyźnie psychicznej niczym przyjemnym, ale jako że nie stanowiło samo w sobie grzechu, można je uznać za dobrą i rozsądną decyzję.  Zaletą tego filmu jest też to, iż nie ma w nim bluźnierstw, nie epatuje on widzów seksem, nagością, nieskromnością, obscenicznością, a nawet przemocą, której nadmiar łatwo wszak byłoby uzasadnić kręcąc film o seryjnym mordercy. Mamy tu dwie sceny morderstw, ale są one ukazane dość oszczędnie; zamiast pokazywać litry krwi czy wyprute wnętrzności większość filmu stara się wzbudzać w widzu uczucie kontrolowanego napięcia, używając do tego muzyki, operując ciemnością albo stawiając oglądającego film (zwłaszcza po raz pierwszy) przed niepewnością, co będzie dalej. Nie ma też problemu z jakąś rażącą wulgarnością; co prawda w tabelce zaznaczono, iż występuje tu umiarkowana ilość nieprzyzwoitego języka, ale należy przez to rozumieć raczej dolną granicę tego, co da się określić jako „umiarkowaną ilość”, zwłaszcza że film jest długi, przez co ów element jawi się jako mało istotna część całości dzieła. Jako niedoskonałość owego filmu wskazać można fakt, iż Graysmith, będący rozwodnikiem, wiąże się w nim na pewnym etapie z pewną niewiastą, co nie jest napiętnowane, lecz z drugiej strony nie jest też ukazywane jako coś pozytywnego. Mamy tu do czynienia raczej z suchą relacją. W pewnym momencie pojawia się też w opowiadanej historii użycie przez drugoplanową postać kłamstwa „w dobrej sprawie”, tzn. w celu złapania zbrodniarza, co nie jest jakoś krytykowane czy pokazane jako kontrowersyjne (nie jest też jednak jawnie pochwalane).   Zatem wobec powyższych zalet i braku istotnych wad można uznać „Zodiaka” za dzieło będące nie tylko udanym artystycznie dreszczowcem, ale i godnym polecenia pod względem moralnym filmem.  Michał Jedynak /.../