Tag Archive: amerykański dramat sądowy z 1957 roku

  1. 12 gniewnych ludzi

    Leave a Comment „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą” (Mt 7: 1-2). Te słowa Chrystusa Pana bywają nadużywane przez rozmaitych wrogów Kościoła szczególnie jako oręż walki z tymi, którzy krytykują jakieś akceptowane w szerokich kręgach nieprawości oraz napominają ich sprawców. W tym natomiast filmie wreszcie dostajemy, na przykładzie pokazanego wydarzenia, idealną wręcz  interpretację tych słów, bowiem główny bohater daje wzorcowy przykład praktycznego zastosowania owego napomnienia. Ława przysięgłych ma jednomyślnie zdecydować o winie bądź niewinności pochodzącego z patologicznej rodziny młodzieńca oskarżonego o zamordowanie swego ojca. Jeśli uznany zostanie on za winnego, zginie na krześle elektrycznym. Dowody świadczące, że to on dokonał zbrodni wydają się niepodważalne. Nie przekonują tylko jednego z przysięgłych. Ów idealistyczny i krystalicznie uczciwy mężczyzna rozpoczyna wśród członków ławy dyskusję, podczas której ujawniają się kolejne wątpliwości dotyczące wartości materiału procesowego. Osobiste uprzedzenia i traumy, przesądy na temat różnych grup społecznych, emocje górujące nad rozsądkiem, brak dbałości o szczegóły, lenistwo powodujące chęć jak najszybszego zakończenia sprawy, niewystarczające doświadczenie życiowe lub zbyt płytka refleksja – te wszystkie czynniki zaciemniające nasz osąd ujawniają się w toku dramatycznej walki o odkrycie prawdy. Film wyraźnie więc ostrzega przed pochopnym osądzaniem bliźniego, wskazuje co wykrzywia nasze spojrzenie na jego czyny, pokazuje też hipokryzję niektórych ludzi uważających się za porządnych obywateli. Jeden z bohaterów bowiem, chcąc przekonać innych o winie oskarżonego mówi, że dla przestępców z nizin społecznych życie ludzkie nie znaczy tyle co dla niego i jemu podobnych, podczas gdy mógł on właśnie bezmyślnie skazać na śmierć człowieka, któremu morderstwo nie zostało bezsprzecznie udowodnione. Podkreślenie wagi ludzkiego życia, którym nie wolno niefrasobliwie szafować to kolejny atut filmu; broniąc ludzkiej godności i praw (danych przecież przez Stwórcę) broni on tym samym Boskiego porządku w świecie. Innym ważnym walorem filmu jest ukazanie znaczenia karnoprocesowej zasady domniemania niewinności, będącej jedną z ważniejszych zdobyczy światowej kultury prawnej. Dzięki niej bowiem ktoś, kto jest niesłusznie oskarżony nie musi udowadniać swej niewinności (na którą czasem nie dysponuje po prostu dowodami), lecz to jemu trzeba próbować udowodnić winę w sposób nie budzący wątpliwości. Jeśli się to nie uda, puszcza się go bez ewentualnego niesprawiedliwego poniesienia negatywnych konsekwencji. Nadto film ten jest apoteozą postawy nonkonformizmu, umiłowania prawdy i sprawiedliwości, umiejętności bronienia ich w porę i nie w porę, bez względu na prywatne korzyści lub straty. Dzieło przesiąknięte jest głębokim personalizmem, przekonaniem, że opowiedzenie się za jakimś zdaniem przez większość nie czyni jeszcze z tego poglądu „prawdy objawionej”; zaznaczona jest potrzeba wysłuchania argumentów choćby jednego, samotnego oponenta oraz szanowania go w dyskusji. W filmie nie ma żadnych scen przemocy, seksu, nagości antychrześcijańskich wynurzeń czy heretyckich konceptów teologicznych i moralnych. Nie ma tu też epatowania wulgarną mową. Raz pojawia się epitet „cholerni gów***rze” pod adresem młodocianych rzezimieszków. Nie jest to określenie eleganckie, ale jako że stanowi ono raczej „łagodny” wulgaryzm, nie jest powtarzane, a rzucone zostało w dramatycznej sytuacji, nie wypada szczególnie rażąco. Drobnym zastrzeżeniem może się niektórym wydawać fakt, że główny bohater złamał prawo kupując nóż sprężynowy (handel tym towarem był zabroniony). Jednak zrobił on to w celu ratowania, chronionego również przez prawo, ludzkiego życia. Chciał w ten sposób przekonać przysięgłych, że łatwo dostępnych jest wiele podobnych do siebie egzemplarzy, a więc ten, który był narzędziem zbrodni, wcale nie musi być tym samym, który oskarżony kupił i co do którego twierdził, że go zgubił. Nawiasem mówiąc czyn ten stanowił jak się wydaje typowe „malum prohibitum” (delikt bez ofiar, którego negatywna ocena wynika wyłącznie z woli prawodawcy i nie ma ona głębszego zakorzenienia w moralności w przeciwieństwie do potępienia np. zabójstw, zgwałceń, pobić czy kradzieży). Popełnienie go było więc o wiele mniej naganne niż ewentualne skazanie na śmierć niewinnego. Ponadto w tych okolicznościach można nawet rozważać (uwzględniając szlachetne intencje, brak realnych szkód, przyznanie przez sprawcę, że jego zachowanie było bezprawne) czy czynowi temu nie brakuje cechy karygodności (ma on znikomą szkodliwość społeczną), co np. w prawie polskim uniemożliwia uznanie go za przestępstwo, mimo formalnego posiadania przezeń wszystkich cech (znamion) danego czynu zabronionego (art. 1 paragraf 2 KK). Nie da się więc zarzucić filmowi, że zawiera cokolwiek ewidentnie szkodliwego. Co do elementów, których nie zawiera, może szkoda trochę, iż nie ma w nim bezpośrednich odniesień do Boga; szlachetność i uczciwość poszczególnych bohaterów nie są w sposób wyraźny motywowane wiarą w Niego. Trudno jednak dopatrywać się tu jakiegoś programowego pomijania religijnych motywacji, próby promowania wzorca „świętego bez Boga” znanego z kart „Dżumy” Camusa. Podsumowując – film ten to dzieło ze wszech miar godne polecenia. Stanowi ważne przypomnienie o tym jak łatwo możemy skrzywdzić bliźniego naszym pochopnym osądem. Może też być wyrzutem sumienia dla tych, którzy ze strachu przed ostracyzmem nie zdobyli się na obronę osób atakowanych przez ich otoczenie, choć wiedzieli o niewinności ofiar. Co prawda w Polsce nikt nie staje dziś przed problemem oceny czy należy drugiemu wymierzyć karę śmierci (nieobecną w polskim prawie karnym), jednak przecież każda kara kryminalna może dotykać wyłącznie winnych i dlatego trzeba pamiętać o konieczności rzetelnego śledztwa. Ponadto w naszym codziennym życiu bywa, „że ktoś słowem złym zabija tak jak nożem”, warto więc dziesięć razy zastanowić się czy nasz bliźni zasłużył na dolegliwość jaką chcemy mu zadać. „Dwunastu gniewnych ludzi” jest w tym temacie jasnym drogowskazem. Michał Jedynak /.../