Filmweb Filmy
Rachunek sumienia

Ocena ogólna:  Dobry ale z bardzo poważnymi zastrzeżeniami (+1)

Tytuł oryginalny
The Reckoning
Data premiery (świat)
luty 2003
Rok produkcji
2003
Gatunek
Dramat
Czas trwania
110 minut
Reżyseria
Paul McGuigan
Scenariusz
Mark Mills
Obsada
Paul Bettany, Willem Dafoe, Tom Hardy, Gina McKee, Brian Cox, Simon McBurney, Marián Aguilera, Ewen Bremner, Matthew Macfadyen, Mark Benton, Vincent Cassel
Kraj
Hiszpania/Wielka Brytania
BrakNiewieleUmiarkowanieDużoBardzo dużo
Nieprzyzwoity język
Przemoc / Groza
Seks
Nagość / Nieskromność
Wątki antychrześcijańskie
Fałszywe doktryny

Rzecz dzieje się w Wielkiej Brytanii w XIV wieku . Nicholas, młody ksiądz dopuszcza się cudzołóstwa z jedną ze swych parafianek. Przyłapany na gorącym uczynku przez jej męża wdaje się z nim w tragiczną w skutkach bójkę, po której musi uciekać jak najdalej od swej parafii. Po upływie pewnego czasu od tego zdarzenia, zmęczony samotną tułaczką Nicholas korzysta z nadarzającej się okazji po temu, by przyłączyć się do trupy wędrownych aktorów, kierowanej przez charyzmatycznego Martina, który marzy, by kiedyś wystawiać na scenie sztuki oparte na współczesnym życiu. To marzenie ziści się szybciej niż ktokolwiek z trupy Martina się spodziewa. Aktorzy utkną bowiem wkrótce w pewnej miejscowości, gdzie w niejasnych okolicznościach zamordowano bardzo młodego chłopca. Martin przekonuje swoich towarzyszy, że sztuka o losach tego chłopca zainteresuje  jego sąsiadów i wypełni opustoszałą kiesę trupy.

Film ten jest adaptacją znanej i nagradzanej powieści Morality Play, której autorem jest Barry Unsworth. Warto jednak w tej dość wiernej ekranizacji docenić to, że w stosunku do oryginału jest ona mniej, by tak rzec, frywolna, poważniejsza, a nawet da się ją określić jako moralitet właśnie. W stosunku do książki z wyraźnie mniejszym przymrużeniem oka taktuje się tu cudzołóstwo i złamanie celibatu przez młodego księdza i czyn ten wiąże się też w filmie ze znacznie poważniejszymi konsekwencjami niż w książce, a także koniecznością pokuty. Również relacje wewnątrz grupy aktorskiej wydają się tu czystsze niż w powieści.

Za najistotniejsze z zalet tego obrazu uznać zapewne można te właśnie jego cechy, które zbliżają go do współczesnego moralitetu, a więc jasne granice między dobrem a złem, wskazanie na niegodziwość grzechu, pokazanie w finale kary za zbrodnie, brak pobłażliwości dla pysznych i nieokazujących skruchy grzeszników, zdecydowane stanięcie po stronie ofiar oraz apoteoza prawdy i sprawiedliwości.

Główny bohater tego filmu, choć sam moralnie upadły pod pewnymi względami, nie czuje się zwolniony przez własną grzeszność z obowiązku obrony niewinnie oskarżonej osoby, jak i poszukiwania sprawiedliwości dla bezbronnych ofiar. Rzuca on wyzwanie prawdziwemu winowajcy, który krzywdzi i morduje młodych chłopców, chociaż wie, że w ten sposób naraża się na ujawnienie jego własnej winy (co grozi mu zawiśnięciem na szubienicy). Fakt zresztą, że przeciwstawia się on potężnemu arystokracie, którego grzechy są wyjątkowo ohydne i na dodatek wymierzone w najsłabszych, nie prowadzi jednak Nicholasa do bagatelizowana czy zanegowania własnych win, wręcz przeciwnie, głębiej uświadamia on sobie zło, jakiego sam się dopuścił.

Ale kino +

Ale kino +

Podsumowując zatem wątek kryminalny filmu, trzeba przyznać, że sprawiedliwości staje się tu zadość, zbrodnie zostają ukarane, zło powstrzymane, a prawda wychodzi na jaw. Tak na marginesie, ciekawa jest też postać samego arcyzłoczyńcy w tym filmie, czyli lorda de Guise, wzorowana przypuszczalnie na autentycznej postaci Gilles’a de Rais (1405-1440). Ten francuski arystokrata, żołnierz i bohater narodowy podobnie jak filmowy lord de Guise wykorzystując swoją pozycję społeczną (i domniemaną bezkarność) porywał, gwałcił i mordował małych bądź bardzo młodych chłopców z biednych rodzin (czasem dziewczynki).  Nadto nie stronił on od okultyzmu, a mordowane dzieci chętnie składał w ofierze pewnemu demonowi. Ów osławiony rycerz został jednak pomimo swojej pozycji i wpływów ujęty i skazany zarówno przez sąd świecki jak i duchowny za morderstwo, sodomię i herezję. Jak więc widać średniowieczne organa sprawiedliwości okazały się w tej sprawie być całkiem skuteczne i nie mieć względu na osobę. Potrafiły też zgromadzić solidny materiał dowodowy, bez „tortur wydobywczych”, a także dopilnować by człowiek mający na sumieniu dosłownie wołające o pomstę do nieba zbrodnie na dzieciach nie uniknął sprawiedliwości dzięki swoim wpływom czy wcześniejszym zasługom.

Inną  z zalet tego filmu jest też fakt, iż pokazuje on, że sztuka, również ta nowoczesna, czy wręcz nowatorska nie musi służyć złu czy tylko próżnej rozrywce, ale może też przynosić ludziom pożytek i Bogu chwałę (tak jak tu, kiedy służy prawdzie i sprawiedliwości).

Produkcja ta oprócz niezaprzeczalnych zalet moralnych ma też niestety pewne istotne wady. Nie sposób na przykład nie zauważyć pewnej pobłażliwości wobec samego cudzołóstwa (choć, jak była mowa wcześniej, mniej wyraźnej niż w książkowym pierwowzorze). Innym zastrzeżeniem w materii obyczajowej wobec tego obrazu (który opowiada przecież w dużej mierze o zgubnych skutkach, jakie może pociągać oddawanie się występnej perwersji, jaką jest sodomia) jest umieszczenie w nim sceny, gdzie jeden z aktorów przebrany za kobietę zachowuje się wobec innego w sposób niezwykle sugestywny i uwodzicielski. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że dla mężczyzn czy chłopców doświadczających pewnych problemów w tej dziedzinie, taka scena może być niebezpieczna. Film ten czasami też niebezpiecznie dryfuje w stronę humanizmu, pokazując między innymi przychylnie (choć epizodycznie) takie rzeczy jak eutanazja czy samosąd. Są tu też niestety pewne życzliwe aluzje do „alternatywnych” wobec Kościoła form religijności. Niektóre dialogi sugerują mianowicie, że niewinnie oskarżona kobieta może być „wrabiana” z powodu niechęci do niej księży, która z kolei ma wynikać z tego, że owa kobieta jest podejrzewana o jakąś bliżej tu nieokreśloną herezję i praktykowanie wątpliwych duchowo form uzdrawiania.

Mimo wszystko warto docenić ten film za bieg zdarzeń, który jest tak skonstruowany, że widać w nim działanie Bożej Opatrzności, która prowadzi głównego bohatera do uznania swego grzechu, stanięcia w prawdzie o samym sobie, nawrócenia i odnalezienia swojego zdawałoby się zaprzepaszczonego kapłańskiego powołania.

Marzena Salwowska

 

12 czerwca 2017 12:32