Filmweb Filmy
Pulp Fiction

Ocena ogólna:  Wyraźnie zły (-2)

Tytuł oryginalny
Pulp Fiction
Data premiery (świat)
12 maja 1994
Data premiery (Polska)
19 maja 1995
Rok produkcji
1994
Gatunek
Komedia sensacyjna
Czas trwania
165 minut
Reżyseria
Quentin Tarantino
Scenariusz
Quentin Tarantino, Roger Avary
Obsada
John Travolta, Samuel L. Jackson, Uma Thurman, Harvey Keitel, Tim Roth, Amanda Plummer, Eric Stoltz, Rosanna Arquette, Christopher Walken, Bruce Willis
Kraj
USA
BrakNiewieleUmiarkowanieDużoBardzo dużo
Nieprzyzwoity język
Przemoc / Groza
Seks
Nagość / Nieskromność
Wątki antychrześcijańskie
Fałszywe doktryny

„Pulp Fiction” składa się z kilku, pozornie słabo ze sobą powiązanych historii osób, które można zaklasyfikować jako ludzi z półświatka (dwóch płatnych morderców, potężny gangster i jego żona narkomanka, bokser sprzedający walkę oraz para rabusiów). Klamrą spinającą całość są tu poczynania dwóch speców od „mokrej roboty”, którzy mają odzyskać tajemniczą walizkę swojego szefa. Mężczyznom tym towarzyszymy niejako w pracy, a także w chwilach wytchnienia, kiedy to gawędzą przykładowo o różnicach kulturowych pomiędzy USA a Europą, istocie cudów czy plotkują o młodej żonie szefa.

Dość oczywistą rzeczą jest, że tak jak w przypadku innych filmów Quentina Tarantino, tak i w tym głównym celem całości jest zabawianie widza brutalną i zwykle dość bezsensowną przemocą. Mamy tutaj więc typowych dla tego reżysera krwawych bohaterów. Nie są to jednak realistycznie ukazani bandyci, a mocno wystylizowane, przerysowane postaci, obliczone na to, by stać się „kultowymi”. Jednym więc z zagrożeń tego filmu jest fakt, że tego typu postaci stają się naturalnym wzorcem, a przynajmniej obiektem podziwu ze strony niedojrzałych bądź zaburzonych widzów, gdyż wszystko w nich począwszy od ubioru, wysławiania się czy wreszcie stylowego sposobu zabijania jest obliczone właśnie na taki efekt. Tak więc Tarantino, który sam o sobie mówi „Gdybym nie został reżyserem, pewnie byłbym seryjnym mordercą”, z łatwością wciąga widza w świat swoich wypaczonych fantazji i upodobań. A czyni to bez trudu, gdyż jest to niewątpliwie sprawny i utalentowany twórca, co widać zwłaszcza na przykładzie „Pulp Fiction”, gdzie cały czas balansując  na granicy kiczu, tworzy on zaskakująco spójną, mocną, a jednocześnie lekką konstrukcję.

Czy jednak zło,  jakim jest zabawianie widza obrazami ludzkiej śmierci czy cierpienia, staje się moralnie akceptowalne, gdy jest pokazywane w ciekawie stylizowanej postaci? Czy może to, że Szatan jest od człowieka istotą inteligentniejszą, ma większą wiedzę i prawdopodobnie również lepsze zrozumienie sztuki czyni go dla nas lepszym towarzystwem niż na przykład osoba niezbyt lotnego umysłu, ale za to mądra, dobra i czystego serca? Podobnie rzecz się ma z filmami – czyż nie lepsze i pożyteczniejsze są dla nas te mniej efektowne, ale bardziej budujące niż te atrakcyjniejsze lecz moralnie zepsute?

To, że w filmie tym głównym źródłem rozrywki oraz komizmu jest ludzka śmierć i cierpienie, nie jest jedynym zarzutem, który można mu postawić. Są tu bowiem takie negatywne elementy jak ogromna ilość wulgarnego słownictwa (w polskich tłumaczeniach często ograniczana), jak również dość duża ilość dialogów odnoszących się do rozmaitych grzechów nieczystości, jest też scena homoseksualnego gwałtu (choć akurat krótka i nie przesadnie wyrazista, a sama sodomia w tym kontekście nie wypada zbyt korzystnie) . Nadto jeden z morderców dość obficie cytuje tu Pismo św. przed swoimi „egzekucjami”.

Screen Rant

Screen Rant

Trzeba jednak przyznać, że w porównaniu z innymi filmami Tarantino, ten zdaje się mieć jeszcze pewne pozytywne wątki, co sprawia, że jego ocena na naszej stronie nie jest aż tak niska, jak byłaby w innym przypadku. Mamy tutaj bowiem motyw nawracającego się łotra, który swoje niezwykłe ocalenie przypisuje niezwykłej Bożej interwencji, przez co dochodzi do wniosku, że Bóg chciał go nie tylko ocalić, ale i ostrzec przed wiecznym zatraceniem i postanawia całkowicie zmienić swoje życie, tak by odtąd żyć zgodnie z wolą Stwórcy. Mężczyzna ten nie poprzestaje na słownych deklaracjach, ale skonfrontowany z sytuacją, w której normalnie zabiłby bez zmrużenia oka,  daruje życie ludziom, którzy okradają go i grożą mu bronią. Człowiek ten również w całkiem sensowny sposób wypowiada się o naturze i celowości cudów a także Bożej opatrzności, nadto poddaje słusznej samokrytyce swoje wcześniejszej postępowanie polegające na cytowaniu Pisma św. jako rodzaju „słowa wstępnego” przed popełnianymi grzechami. Ten pozytywny wątek podkreśla jeszcze zakończenie historii wspólnika owego nawróconego łotra, który szydzi z cudów i nawrócenia kolegi, a sam marnie kończy dość przypadkową śmiercią. Wprawdzie zachodzi pewna obawa, że wątek ten z zamierzenia ma jedynie być humorystycznym, jednakże tak czy inaczej, może on dawać widzom do myślenia. Zasadniczo pozytywne zakończenie ma też historia zawodowego boksera (pomijając już kwestię moralności samego boksu zawodowego), który przeciwstawia się gangsterom i nie sprzedaje meczu, jak również z narażeniem życia odzyskuje cenną rodzinną pamiątkę.

Takie elementy to chyba jednak piękne kolczyki na uchu świni. Czy jednak warto wpuszczać takie zwierzę, nawet i ładnie uperfumowane i przystrojone, które zdaje się nieco lepsze od innych członków swojej rodziny do salonu?

Marzena Salwowska

29 kwietnia 2017 16:52