filmweb.pl Filmy
Misja

Ocena ogólna:  Dobry ale z poważnymi zastrzeżeniami (+2)

Tytuł oryginalny
The Mission
Data premiery (świat)
29 września 1986
Data premiery (Polska)
31 grudnia 1986
Rok produkcji
1986
Gatunek
Dramat
Czas trwania
126 minut
Reżyseria
Roland Joffé
Scenariusz
Robert Bolt
Obsada
Robert De Niro, Jeremy Irons, Ray McAnally, Aidan Quinn, Cherie Lunghi
Kraj
Wielka Brytania
BrakNiewieleUmiarkowanieDużoBardzo dużo
Nieprzyzwoity język
Przemoc / Groza
Seks
Nagość / Nieskromność
Wątki antychrześcijańskie
Fałszywe doktryny

Film ten oparty jest w sporej mierze na historycznych wydarzeniach, które rozegrały się w połowie XVIII wieku na pograniczu Brazylii, Paragwaju i Argentyny. W owym czasie rozstrzygał się tu los zamieszkiwanych przez Indian Guarani tzw. redukcji jezuickich. Owe redukcje były czymś w rodzaju komun (w dobrym tego słowa znaczeniu, czyli dobrowolnych wspólnot mienia), w których przed głodem, wyzyskiem czy niewolą znajdowało schronienie tysiące Indian. Wspólnoty te oczywiście miały nie tylko wymiar ekonomiczny, ale przede wszystkim misyjny, o co dbali zarządzający nimi jezuici. Inspiracją zaś dla takiego sposobu życia był oczywiście przykład pierwszych gmin chrześcijańskich. W redukcjach tych Indianie uczyli się też właściwej uprawy ziemi i rzemiosła, często uzyskując w tym dużą biegłość. W miejscach tych został też właściwie zlikwidowany analfabetyzm.

Jednakże te tak świetnie funkcjonujące placówki misyjne stały się z różnych powodów kością niezgody rywalizujących ze sobą mocarstw kolonialnych. Szczególny nacisk na ich zamknięcie wywiera na rząd Hiszpanii i pośrednio na władze Zakonu Jezuitów Portugalia. Do oceny sprawy i podjęcia decyzji z ramienia Watykanu delegowany zostaje kardynał Altamirano, który też jest narratorem całej filmowej opowieści. Kardynał znajduje się pod wielką presją, gdyż uważa, że jeśli nie zgodzi się na likwidację redukcji, to dostarczy wrogom Kościoła pretekstu do nieustannych ataków nie tylko na zgromadzenie jezuitów, ale też na cały Kościół. Wybór więc w jego oczach wygląda tak, że jeżeli nie odetnie zdrowej i pięknej kończyny, to paradoksalnie zaszkodzi całemu ciału. Tak mniej więcej wyglądają tu sprawy z szerszej perspektywy.

Film ten jednak przedstawia owe wydarzenia głównie przez pryzmat historii dwóch mężczyzn – jezuity o. Gabriela, który z odwagą i zapałem tworzy placówki misyjne na terenach Indian Guarani i łowcy niewolników kpt. Rodrigo Mendosy, który na tychże Indian poluje. Kapitan,  człowiek dumny, namiętny i porywczy pewnego dnia z zazdrości o swą ukochaną zabija w pojedynku swojego młodszego brata. Gdy w rozpaczy wegetuje on później w więziennym lochu (z własnej woli, albowiem ta zbrodnia w świetle tamtejszego prawa nie była wówczas przestępstwem), odwiedza go o. Gabriel z propozycją, by udał się z nim, służyć Indianom Guarani, których dotąd krzywdził. Rodrigo podejmuje wyzwanie i rusza wraz z misjonarzem i kilkoma jego współbraćmi w górę wodospadu, ciągnąc za sobą ogromny tobół, w którym znajdują się różne rzeczy z jego dotychczasowego życia …

filmweb.pl

filmweb.pl

Film ten jest pod względem siły przekazu chyba jednym z największych osiągnięć chrześcijańskiej kinematografii. Widzom, którzy już się z nim zetknęli, a takich jest zapewne większość, z pewnością utkwiły w pamięci przynajmniej niektóre jego sceny. Tym zaś, którzy nie widzieli jeszcze tego obrazu, wymienimy tylko w skrócie najważniejsze z jego zalet, które skłaniać mogą widza, by wreszcie po niego sięgnąć. Film ten więc:

1. Jest swoistym hołdem dla pracy niezliczonych chrześcijańskich misjonarzy, którzy przez wieki, częstokroć z narażeniem własnego życia nieśli Dobrą Nowinę pogrążonemu w ciemnościach światu.

2. Plastycznie przypomina, że, jak zauważył Tertulian, krew męczenników jest posiewem chrześcijaństwa.

3. Pokazuje, że najefektywniejsza jest praca misyjna, która łączy głoszenie Ewangelii z pomocą bliźnim w ich codziennych trudach.

4. Wbrew nawet chyba intencjom samych twórców ukazuje wyższość Cywilizacji Łacińskiej nad „stanem dzikim”, która nie wynika bynajmniej z jakiejś naturalnej wyższości białego człowieka lecz z wyższości chrześcijaństwa, na którym się ona opiera nad pogaństwem. Mamy więc w tym filmie pokazane, ile zyskują Indianie Guarani w każdym wymiarze swego życia nawracając się na chrześcijaństwo i jak sami to doceniają nie chcąc wracać do dżungli, w której, jak mówią, „mieszka diabeł”.

5. Opowiada o przytłaczającym ciężarze grzechu, skażonej ludzkiej naturze, potrzebie pokuty i uzyskania przebaczenia.

6. Prezentuje piękny przykład wielkodusznej chrześcijańskiej miłości, w scenach, gdzie Indianie nie tylko przebaczają kapitanowi Mendosie, ale przyjmują go do swojej społeczności.

7. Przypomina o tym, że w Ewangelii znaleźć można (w modelu życia pierwszych gmin chrześcijańskich opisanym w Dziejach Apostolskich) alternatywę dla swoistego kultu „świętej własności prywatnej”. Tu bowiem Indianie Guarani, nie kierując się bynajmniej jakąś marksistowską ideologią przeznaczają 90% swoich zysków na rzecz wspólnoty. Taka sytuacja jest zresztą solą w oku innych plantatorów, gdyż obnaża ich często niepohamowaną żądze zysków.

8. Naucza prostej, choć często wykręcanej na wszelkie sposoby biblijnej prawdy, że wszyscy jesteśmy stworzeni przez Jednego Boga na Jego obraz i podobieństwo, mamy więc nie tylko zasadniczo podobne ciała, ale i tego samego rodzaju nieśmiertelne dusze; zatem kwestionowanie tej prawdy nie tylko obraża Boga, ale zazwyczaj służy jakimś diabelskim celom. Wszak jeśli uznamy, że jakaś rasa, czy grupa ludzi jest „mniej ludzka” to droga do jej wykorzystywania, krzywdzenia czy nawet eksterminacji jest już otwarta.

9. Wskazuje na szczególną odpowiedzialność wysoko postawionych osób za decyzje, jakie podejmują o losie innych.

10. Atrakcyjnie prezentuje życie zakonne wręcz jako quasi wojskową przygodę, która wymaga odwagi, samozaparcia, dyscypliny i posłuszeństwa wobec dowódcy.

 

Niestety pomimo licznych zalet i ogólnie bardzo chrześcijańskiej wymowy w filmie tym natknąć się też można na dość poważne dwuznaczności. Jedną z nich jest nadmierna jakby chęć wybielania pewnych haniebnych pogańskich obyczajów tubylców kosztem przybyszy z Europy, a nawet przerzucania na nich odpowiedzialności za zbrodnie Indian. Jest tu mianowicie scena, w której jeden z oponentów, broniącego słusznie człowieczeństwa Indian o. Gabriela, zarzuca tubylcom, że zabijają swoje dzieci, ilekroć uznają, że mają ich za dużo. Na to jezuita odpowiada, że to biali ich do tego zmuszają, gdyż nie byliby w stanie przed nimi uciekać, mając więcej niż dwoje dzieci. Nie dość jednak, że takie przerzucanie odpowiedzialności za zbrodnie dzieciobójstwa jest moralnie pokrętne, to wyczuwa się w tym argumencie jakiś fałsz. Wydaje się bowiem, że taka odpowiedź ma maskować występujący tu prawdopodobnie na długo przed przybyciem Europejczyków zwyczaj uśmiercania „nadmiaru” potomstwa. Cóż, pogańskie kultury rzadko otaczały życie swoich najsłabszych członków całkowitą ochroną, chętnie poświęcając je na ołtarzach różnych Molochów.

Najważniejszym jednak zastrzeżeniem, jakie wysunąć można wobec tego filmu jest duża dwuznaczność jego zakończenia. A mianowicie mamy tu równolegle i jakby całkiem równorzędnie pokazaną śmierć o. Gabriela i kpt. Mendosy, chociaż ich wybór postępowania wobec likwidacji redukcji jezuickich jest tak różny, że, logicznie rzecz biorąc, obaj nie mogą mieć jednocześnie racji. Chociaż obaj mężczyźni są wstrząśnięci i rozżaleni takim obrotem spraw, to o. Rodrigo ostatecznie wybiera posłuszeństwo  Kościołowi i nie wstępowanie na drogę buntu i rozlewu krwi. Nie zachęca też do oporu Indian, ale stara się ich przekonać, aby jak przystało na dojrzałych chrześcijan z ufnością wobec Boga, przyjęli krzywdę i niesprawiedliwość, która ich spotyka. Chociaż dla niego samego jest to też nad wyraz trudne, to zdaje sobie on sprawę, że opór w tej sytuacji, nie tylko byłby grzeszny, ale też bezcelowo mnożyłby tylko cierpienia Indian. Przesadą byłoby stwierdzenie, że oczekuje on od swoich owiec, by ” z radością przyjęli grabież swego mienia” (Hebrajczyków 10,34), ale jednak spodziewa się, że nie będą się oni siłą przeciwstawiać temu, co ich spotyka, a co postrzegają jako zło i niesprawiedliwość. Ojciec Gabriel ginie więc , kiedy niosąc Eucharystię pokojowo wyprowadza Indian z wioski. Ten jezuita jest więc symbolem Kościoła, który nie jest bierny ani obojętny, ale też nie uznaje ducha buntu. W filmie tym zresztą pokazane jest symbolicznie, że jego misja nie skończyła się całkowitym fiaskiem, mamy tu bowiem scenę, w której upadłą monstrancję podnosi jeden z Indian, by ponieść ją dalej i dziewczynkę, która znajduje instrument muzyczny i zabiera go ze sobą do dżungli. Drugi natomiast z głównych bohaterów filmu, Rodrigo Mendosa, postawiony w tej samej sytuacji, mimo że wcześniej przeżył piękne nawrócenie i złożył śluby posłuszeństwa jako jezuita, powraca do krwawych metod ze swojego starego życia (co w filmie wyraża scena, w której przyjmuje z rąk indiańskiego dziecka szpadę, którą nawracając się wyrzucił). Wprawdzie teraz nie walczy już ona dla swoich interesów czy próżności, lecz jego motywacją jest chęć obrony Indian przed niesprawiedliwością, nie zmienia to jednak faktu, że staje się on przez to buntownikiem i człowiekiem, który chce przeprowadzać sprawiedliwość siłą  i nie mając ku temu prawa. Jego postępowania nie da się bowiem usprawiedliwić ani obroną konieczną (gdyż życie Indian, gdyby wcześniej opuścili redukcje, nie byłoby w ogóle zagrożone, a zagrożone staje się dopiero wobec ich oporu), ani zasadą wojny sprawiedliwej, gdyż nie ma on upoważnienia żadnej legalnej władzy do zbrojnej obrony redukcji. Jego więc postępowanie, mimo że kieruje się on szlachetnymi pobudkami, powiększa tylko sumę nieszczęść ludzi, których chce bronić. Co gorsza w postępowaniu Rodriga łatwo można usłyszeć echo popularnej jeszcze w okresie produkcji tego filmu, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej, herezji zwanej teologią wyzwolenia, która najchętniej widziałaby Jezusa Chrystusa z karabinem w ręku prowadzącego uciśnionych na barykady.

Podsumowując, jako całość polecamy to wybitne dzieło chrześcijańskiej kinematografii, z głównym zastrzeżeniem, by widz nie dał się zwieść, że pomiędzy postawami oj. Gabriela i kapitana Rodrigo da się postawić znak równości.

Marzena Salwowska

28 sierpnia 2016 15:24