Miłość z netu1 Filmy
Miłość z netu

Ocena ogólna:  Dobry ale z poważnymi zastrzeżeniami (+2)

Tytuł oryginalny
Christian Mingle
Data premiery (świat)
10 października 2014
Data premiery (Polska)
13 lutego 2015
Rok produkcji
2014
Gatunek
Komedia romantyczna
Czas trwania
99 minut
Reżyseria
Corbin Bernsen
Scenariusz
Corbin Bernsen
Obsada
Lacey Chabert, Jonathan Patrick Moore, Stephen Tobolowksy, John O’Hurley, Morgan Fairchild, David Keith, Corbin Bernsen, Saidah Arrika Ekulona, Erin Bethea, Taber Cross, Jessa French
Kraj
USA
BrakNiewieleUmiarkowanieDużoBardzo dużo
Nieprzyzwoity język
Przemoc / Groza
Seks
Nagość / Nieskromność
Wątki antychrześcijańskie
Fałszywe doktryny

Komedia romantyczna z chrześcijańskim przesłaniem. Gwyneth Hayden – główna bohaterka tego filmu – rozczarowana swymi dotychczasowymi związkami z mężczyznami, oraz świadoma tego, iż jest w wieku, w którym coraz trudniej jej będzie znaleźć kandydata na męża (przekroczyła już bowiem przysłowiową trzydziestkę), postanawia poszukać swej drugiej połówki na chrześcijańskim portalu randkowym. Sęk jednak w tym, iż ona sama nie jest chrześcijanką. Gwyneth postanawia więc udawać chrześcijankę, by w ten sposób przekonać do siebie ewentualnych kandydatów do jej ręki. Na jej anons odpowiada Paul, uroczy, przystojny i wierzący w Chrystusa mężczyzna, który od razu przypada do gustu i serca Gwyneth. Tym bardziej więc stara się ona przekonać Paula, iż tak jak on wierzy w Pana Jezusa, chodzi do kościoła, czyta Biblię, modli się, etc. Choć zabiegi Gwyneth w tym względzie od początku wyglądają na niezbyt udane, by nie powiedzieć „szyte grubymi nićmi”, jej mistyfikacja okazuje się być wstępem do szukania czegoś znacznie bardziej trwałego i głębszego niż szczęśliwe życie u boku oddanego oraz kochającego mężczyzny.

Jak zapewne nietrudno jest się domyśleć naszym Czytelnikom, film ten w swym podstawowym wymiarze oraz przesłaniu uznajemy za godny polecenia i obejrzenia. Co prawda, może i, w sposób charakterystyczny dla większości chrześcijańskich produkcji filmowych, jest on nieco zbyt prosty i trochę przesłodzony, jednak o niebo lepsza jest już troszkę przysłodka manna od masy dwuznacznych filmów, gdzie nie ma jasnego podziału na dobro i zło, tak typowych dziś zwłaszcza dla europejskiego kina. W swym więc fundamentalnym przesłaniu „Miłość z netu” stanowi obraz dobry, pro-chrześcijański oraz ewangelizacyjny, uczący widzów miłości do Boga, Pana Jezusa oraz próbujący wskazać na potrzebę właściwie ustawionej hierarchii wartości – zdradzę tylko, iż mimo, że jest to film o poszukiwaniu przysłowiowej drugiej połówki, w wyraźny sposób jego twórcy nie czynią z tego wartości absolutnej i bezwzględnej. Poza tym, zasadniczo rzecz biorąc, środki wyrazu użyte w tej produkcji – co jest na szczęście dość typowe dla stricte chrześcijańskich filmów – są tu stonowane, umiarkowane i powściągliwe, a więc np. nie ma scen seksu, przemocy, wulgarnej mowy, obscenicznych aluzji, bezwstydne stroje nie są eksponowane, etc. Do tego można jeszcze dodać zdrowy humor zawarty w tym obrazie: co prawda nie należy oczekiwać podczas jego oglądania częstych wybuchów śmiechu, tym nie mniej jednak jest tu parę momentów, w których autentycznie można się zaśmiać i co ważniejsze źródłem naszego śmiechu nie będą jakieś sprośne żarty czy skojarzenia.

Miłość z netu2

Niestety jednak, twórcy „Miłości z netu” nie ustrzegli się w swej pracy pewnych mniej lub bardziej poważnych usterek. Jedną z takowych jest choćby fakt zawarcia z treści tego filmu pewnych lekko ironicznych uwag względem co bardziej wstydliwego i skromnego stroju. Otóż, w jednym z wątków tego filmu, Gwyneth by zrobić wrażenie na Paulu, ubiera się do kościoła w długą luźną suknię bez dekoltu, związując przy tym swe włosy w kok, czym w pewien sposób odróżnia się od innych kobiet tam obecnych odzianych w mniej lub bardziej współczesny sposób. Ten strój Gwyneth  spotyka się z trochę kąśliwą uwagą Paula, że „ubrała się  jak jego babcia” – dla porównania jednak matka Paula w tym filmie wygląda jak przysłowiowa „stara lampucera” (ostry makijaż mający przykryć coraz bardziej marszczącą się twarz, natapirowane włosy, etc.), co jednak nie spotyka się tu z żadną choćby i lekko krytyczną uwagą. Drugą, ale już poważniejszą uwagą co do omawianej produkcji są zaś pokazane w nim sceny damsko-męskich pocałunków. Owszem, co prawda nie są one tu – poza jednym wyjątkiem – zbyt długie i obsceniczne, jednak kontekst w jakim zostały one zaprezentowane, w żaden sposób nie sugeruje ich nagany czy dezaprobaty. Tymczasem, wedle nauczania katolickiego, osoby nie będące małżeństwem (a Gwyneth i Paul nie są takowym) popełniają ciężką nieprawość wówczas, gdy całują się z intencją wywołania seksualnego podniecenia (twierdzenie, iż takowe pocałunki są tylko grzechem powszednim potępił papież Aleksander VII oraz św. Oficjum w dekrecie z 5 marca 1666 roku). Co prawda, co do niektórych z pocałunków pomiędzy Gwyneth i Paulem można by jeszcze dyskutować, czy mogły one nie wywołać podniecenia, ale trudno jest coś takiego domniemywać jeśli chodzi przynajmniej o jedną scenę tych czułości, gdzie owe dokonywane są na łóżku, w postawie półleżącej oraz przy towarzyszących temu objęciach.

Mimo wszystko jednak i z uwzględnieniem powyższych zastrzeżeń polecamy jednak ów film jako dobrą, ciepłą i pro-chrześcijańską komedię.

 

 

20 lipca 2016 17:54