filmweb.pl Filmy
Królestwo niebieskie

Ocena ogólna:  Wyraźnie niebezpieczny albo dwuznaczny (-1)

Tytuł oryginalny
Kingdom of Heaven
Data premiery (świat)
2 maja 2005
Data premiery (Polska)
6 maja 2005
Rok produkcji
2005
Gatunek
Dramat historyczny
Czas trwania
145 minut
Reżyseria
Ridley Scott
Scenariusz
William Monahan
Obsada
Orlando Bloom, Eva Green Jeremy Irons, David Thewlis, Liam Neeson, Brendan Gleeson, Marton Csokas, Ghassan Massoud
Kraj
Hiszpania/Niemcy/USA/Wielka Brytania/Maroko
BrakNiewieleUmiarkowanieDużoBardzo dużo
Nieprzyzwoity język
Przemoc / Groza
Seks
Nagość / Nieskromność
Wątki antychrześcijańskie
Fałszywe doktryny

Sławetny rycerz Królestwa Jerozolimskiego, Gotfryd z Ibelinu, powraca do Francji, by poznać swojego nieślubnego syna i prosić go o przebaczenie. Tym potomkiem Gotfryda jest młody kowal Balian, który właśnie stracił żonę (popełniła samobójstwo po śmierci dziecka) i nie jest zbyt mile widziany w rodzinnej wsi. Rycerz próbuje przekonać syna, by wraz z nim wybrał się do krainy, gdzie wszyscy mają podobne szanse i każdy może zacząć nowe życie, do założonego przez krzyżowców państwa ze stolicą w Jerozolimie, zwanego Królestwem Niebieskim. Balian nie jest z początku zainteresowany propozycją, jednak, kiedy w afekcie staje się mordercą (zabija księdza, który szydzi z jego zmarłej żony), wyrusza z ojcem do Jerozolimy, by uniknąć kary za morderstwo i szukać odkupienia za winy swoje i żony.

Film ten zakwalifikowaliśmy jako „dramat historyczny”, jednak nie bez wahania i trochę na wyrost. Wątpliwości wynikały tu z faktu, że mimo iż główne postaci tego dramatu, a także zdarzenia w nim pokazane są zasadniczo autentyczne, to już sposób ich przedstawienia jest daleki od historycznej wierności i wyraźnie tendencyjny. Trzeba jednak przyznać, że po twórcy „Gladiatora”, który po rzekomej śmierci cesarza Kommodusa na arenie przywraca w Imperium Rzymskim republikę, spodziewać się było można śmiało kolejnego „historical fiction”. Tym razem reżyser ograniczył się do wykrzywienia obrazu głównych bohaterów (których charakterystyki kształtuje wbrew historycznym świadectwom) i do bardzo jednostronnego przedstawienia przyczyn najazdu wojsk muzułmańskich pod wodzą Saladyna na Królestwo Jerozolimskie. Przykładowo z oddanej mężowi Sybilli twórcy filmu robią kobietę cudzołożną, a z jej męża, okrytego wprawdzie niesławą, lecz jedynie przez swą nieudolność, czynią nikczemnego łotra, pyszałka, dyszącego chęcią zabijania muzułmanów. Trudno też uwierzyć w obraz Saladyna jako człowieka zatroskanego o pokój, który wreszcie rusza do boju zmuszony ciągłymi prowokacjami templariuszy. Wiemy przecież (co trudno nawet do końca ukryć twórcom tej produkcji), że ten muzułmański wódz od dawna marzył o zdobyciu Jerozolimy.

filmweb.pl

filmweb.pl

Jednakże, mimo że jako całość oceniamy film negatywnie, to trzeba podkreślić, że ma on wiele szczegółowych zalet. Zaliczyć do nich można, chociażby eksponowanie pozytywnego etosu rycerza jako osoby, której obowiązkiem jest niezależnie od okoliczności „stawać w obronie prawdy i tych, którzy sami bronić się nie mogą”. Pochwalić też można piętnowanie buty ludzi niedorzecznie pyszniących się swoim szlacheckim pochodzeniem (jakby stanowiło ono jakąś ich osobistą zasługę). Napiętnowane jest też pogardzanie bliźnim z powodu „niższego” czy nieprawego pochodzenia. Za rozsądny można też uznać stosunek twórców filmu do kwestii konfliktów wojennych. Z jednej bowiem strony nie widać tu większych tendencji pacyfistycznych – jasnym jest tu, że czasami trzeba chwytać za broń (od czego zresztą są rycerze); z drugiej zaś strony mamy tu słuszne piętnowanie wojennych podżegaczy (jak mówi Pismo św.: „Jeśli możliwe, o ile to od was zależy, zachowujcie pokój ze wszystkimi ludźmi” – Rzym. 12-18, „Mężem krwawym i podstępnym brzydzi się Pan” -Psalm 5, 6-7). I chociaż nie zawsze jest to możliwe i nie zawsze od nas zależy, to oczywiście powinniśmy robić to, co w naszej mocy, by strzec pokoju, a nie dążyć do wojny. Wiele jest też w tym filmie szlachetnych postaw czy gestów poszczególnych ludzi. Mamy tu przykładowo scenę, w której główny bohater nie korzysta z okazji, by pozbyć się wroga i zostać królem, czy ze sposobności do ucieczki z zagrożonego rzezią miasta, możemy też podziwiać postawę Saladyna, który postanawia nie mścić się za dawną rzeź muzułmańskich mieszkańców Jerozolimy, jaką zgotowali im niegdyś krzyżowcy, ale wspaniałomyślnie daruje życie wszystkim mieszkańcom tego pokonanego miasta. Godne pochwały jest też pokazywanie znaczenia odpowiedzialności każdego człowieka za swoje poczynania.

Dlaczego więc mimo licznych i wyraźnych zalet filmu zdecydowaliśmy się ocenić go negatywnie? Otóż, z dwóch bardzo istotnych powodów. Pierwszym jest unoszący się niejako nad całym filmem duch sprzeciwu wobec wszelkiej bardziej zewnętrznie wyrażanej religii (a zwłaszcza chrześcijaństwa). Zaryzykować wręcz można stwierdzenie, że religia jest tu przedstawiana jako „opium dla ludu”. Co znajduje swoje potwierdzenie w słowach głównego bohatera, skierowanych do Saladyna: „Zanim poddam miasto, wypalę nasze i wasze świątynie i wszystko, co budzi w ludziach obłęd„. Zdaje się, że dla twórców tego filmu „w porządku” i niegroźna jest tylko jakaś mglista forma wewnętrznej religijności. A Królestwo Niebieskie to dla nich jedynie „królestwo sumienia”, przez co zamiast Królestwa Niebieskiego pojmowanego jako Królestwo Boże proponują nam w istocie jakieś post -oświeceniowe Królestwo Ludzkie. Oczywiście jako chrześcijanie nie możemy godzić się na pomysł rezygnacji z poszerzania wpływów Królestwa Bożego na ziemi. Nie możemy zamykać go w granicach naszych serc czy sumień. Negatywnemu podejściu twórców tej produkcji do religii towarzyszy też niestety szczególnie złe i tendencyjne przedstawianie reprezentantów bardziej ortodoksyjnie pojmowanego chrześcijaństwa( zwłaszcza dotyczy to templariuszy i księży). Są oni prezentowani jako nikczemnicy, okrutnicy, podżegacze wojenni, pyszałki, kłamcy i hipokryci. Na ich tle muzułmanie wypadają wręcz jak niewinne owieczki (zwłaszcza że odwraca się tu kota ogonem i to muzułmanie, by praktykować swoją wiarę, muszą tu płacić podatek chrześcijanom). Jednakże i tak największą sympatię widzów twórcy tej produkcji starają się wzbudzać do postaci, które są chwiejne w wierze, nieokreślone, bądź nieortodoksyjne w swoich poglądach.

Drugim zasadniczym powodem, dla którego nie możemy ocenić pozytywnie tego filmu, jest sposób ukazywania tu cudzołóstwa jako czegoś dobrego i romantycznego. Cudzołożni bohaterowie nie wykazuję tu cienia skruchy za swój grzech, a co gorsza częścią „happy endu” jest tryumf tego występku.

Z powyższych więc powodów nie możemy ocenić tej produkcji pozytywnie czy nawet uznać jej za neutralną.

Marzena Salwowska

 

Ps.  Spodobała Ci się ta recenzja? Przekaż nam choćby symboliczną darowiznę w wysokości 2 złotych. To mniej, niż kosztuje najtańszy z tygodników opinii, a nasze teksty możesz czytać bez żadnych limitów i ograniczeń.

Numer konta: 22 1140 2004 0000 3402 4023 1523, Mirosław Salwowski

13 października 2015 16:22