Jobs mniejszy Filmy
Jobs

Tytuł oryginalny
Jobs
Rok produkcji
2013
Gatunek
Dramat
Czas trwania
127 minut
Reżyseria
Joshua Michael Stern
Scenariusz
Matt Whiteley
Obsada
Ashton Kutcher, Dermot Mulroney, Josh Gad, Lukas Haas, Matthew Modine, J.K. Simmons, Lesley Ann Warren, Ron Eldard, Ahna O’Reilly, Victor Rasuk, John Getz, Kevin Dunn, James Woods, Nelson Franklin, Eddie Hassel
Kraj
USA
BrakNiewieleUmiarkowanieDużoBardzo dużo
Nieprzyzwoity język
Przemoc / Groza
Seks
Nagość / Nieskromność
Wątki antychrześcijańskie
Fałszywe doktryny

Filmowa biografia słynnego „geniusza od komputerów”, twórcy „Apple” i „Iphone”  – Steve’a Jobsa.  Obraz ten mógłby być całkiem dobrym moralitetem potwierdzającym słowa naszego Pana Jezusa Chrystusa, iż „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł ” (Mateusz 16, 26).  I oglądając do pewnego momentu ów film ma się wrażenie,  że rzeczywiście jego autorzy podsuwają widzowi taką konkluzję. Widzimy bowiem jak główny bohater w swej pogoni za dokonaniem czegoś wielkiego, tworzeniem coraz bardziej doskonałych technologii komputerowych, krok po kroku, pogrąża się jako człowiek. Co prawda ciężko i wytrwale pracuje na swój sukces (co samo w sobie jest godne pochwały), ale zarazem przy tym kłamie, oszukuje i zdradza swych przyjaciół, z byle powodu zwalnia swych pracowników, wygania swą ciężarną dziewczynę z domu, a później bezczelnie wypiera się, iż jest ojcem jej dziecka. Słowem, zachowuje się niemoralnie, egoistycznie,  bezwzględnie i apodyktycznie.  A wszystko to w imię obsesyjnego wręcz dążenia do osiągania coraz wyższych szczytów w tym czym się zajmuje. Jeśli zatem – jego własne dziecię choć trochę będzie mu w tym przeszkadzać – gotów jest on wyprzeć się go i nie widzieć przez całe lata. Autorzy omawianego filmu przedstawiają te wszystkie wady tytułowego Jobsa z brutalną szczerością i wyrazistością.  Główny bohater w pewnym momencie zostaje niemal sam, przegrany. Nawet najwierniejszy przyjaciel od niego odchodzi, a sam zostaje wyrzucony z firmy, którą stworzył, co jest efektem jego „trudnego charakteru”.  chciałoby się powiedzieć, że „zbiera to co zasiał”.  Nie tak jednak kończy się ta historia. Steve Jobs wraca po latach do swej firmy „Apple” (z której wcześniej został wyrzucony), by zostać jej dyrektorem. Choć z pewnych aspektach wydaje się już nie być tak bezwzględnym i niemoralnym (czego dowodem jest, że przyjął i zaopiekował się swym pierwszym dzieckiem), nie widzimy też u niego jeszcze jakiejś gruntownej przemiany.  Samo w sobie, nie jest problemem takie przedstawienie historii Jobsa – gdyż jest to zgodne ze stanem faktycznym.

 

Kłopot z oceną morału tego filmu jest jednak taki, iż nad całą fabułą w niej zaprezentowaną unosi się aura podziwu i uznania dla tego człowieka. Widzimy to najmocniej w końcowej scenie owej produkcji, gdzie główny bohater wygłasza dumnie brzmiące słowa o tych, „którzy nie boją się zmian” i dzięki którym „świat idzie do przodu”. W końcu więc widz wychodzi z kina nieco zdezorientowany.  Z chrześcijańskiej perspektywy należałoby bowiem wszak bardziej współczuć Jobsowi aniżeli go podziwiać – nie dość, że buddysta, to jeszcze niemoralny egoista, który w pogoni za sukcesem i wielkością ranił oraz niszczył swych bliskich. Tymczasem, w filmie akcent położony został na tym, że jest on jednym z tych, którzy przez swą pasję „zmieniają świat”. Czym jednak w porównaniu z tym jest to, że w zwyczajnym życiu Jobs często nie potrafił zachowywać się przyzwoicie?  Nieprawością godną napiętnowania czy ofiarą, którą należy złożyć na ołtarzu informatycznej rewolucji, dzięki której możemy korzystać z Iphonów i innych produktów Apple? Autorzy filmu nie dają na to pytanie jasnej odpowiedzi, ale przynajmniej końcówka ich dzieła nie sugeruje, iż Jobs jest postacią nad którą należy się litować.  Do tego dochodzą jeszcze dziwaczne wywody nadmiernie wywyższające  wartość technicznego postępu („Pracujemy tu, gdyż wierzymy, że komputery są częścią ludzi”).

20 września 2013 16:32