Filmy



Ocena ogólna: Dobry ale z poważnymi zastrzeżeniami (+2)
| Brak | Niewiele | Umiarkowanie | Dużo | Bardzo dużo | |
|---|---|---|---|---|---|
| Nieprzyzwoity język | ![]() | ||||
| Przemoc / Groza | ![]() | ||||
| Seks | ![]() | ||||
| Nagość / Nieskromność | ![]() | ||||
| Wątki antychrześcijańskie | ![]() | ||||
| Fałszywe doktryny | ![]() |
Ten pięcioodcinkowy miniserial w reżyserii Jana Holoubka, inspirowany jest jedną z największych tragedii morskich w powojennej historii Polski – katastrofą promu „Jan Heweliusz”, która wydarzyła się w nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku na Bałtyku. Tragedię tę w mniej lub bardziej wyraźny sposób zapewne kojarzy jeszcze z ówczesnej telewizji, radia bądź doniesień prasowych gro Polaków ze średniego i starszego pokolenia. Można jednak przypuszczać, że dla większości młodszych widzów ta produkcja jest pierwszym zetknięciem z tym tematem. Klamrą tego serialu, który często przeskakuje czasem i miejscem akcji, jest jeden z kapitanów pływających na Heweliuszu, który feralnej nocy jednak nie miał służby na tym promie. Ów kapitan (postać fikcyjna, choć zapewne mająca swój mniej lub bardziej bliski pierwowzór w rzeczywistości) to Piotr Binter. Otrzymuje on propozycję, by jako ławnik brać udział w procesie przed Izbą Morską, mającym ustalić przyczyny katastrofy. Mężczyzna zgadza się, jednak szybko okazuje się, iż wyrok jest właściwie ustalony już z góry, a na głównego kozła ofiarnego wyznaczony został kapitan prowadzący Heweliusza w dniu zatonięcia, Andrzej Ułasiewicz. Binter jako zmiennik Ułasiewicza zdaje sobie jednak sprawę z nienajlepszego stanu technicznego promu oraz wielu innych okoliczności, które w decydującym stopniu mogły przyczynić się do katastrofy Heweliusza. Rozpoczyna więc jakby własne śledztwo, co nie jest na rękę ani ludziom z ministerstwa, którzy chcą wybielić armatora, ani funkcjonariuszom WSI, rzekomo przemycającym broń z pomocą tego promu…
„Heweliusz” to przede wszystkim ambitna, dobrze zrealizowana produkcja, która może służyć jako okazja do refleksji nad odpowiedzialnością moralną i poszukiwaniem prawdy. Warto w tym miejscu zaznaczyć, iż oceniając ten serial pozytywnie, przyjmujemy, że jego twórcy przedstawili z rzetelnością najbardziej prawdopodobne przyczyny zaginięcia promu, okoliczności to poprzedzające, stan statku, a także działania różnych stron zainteresowanych, by główną odpowiedzialnością za tragedię obciążyć kapitana, a po części też załogę. Jako że widać w tej produkcji duży wysiłek włożony w zbadanie przyczyn, przebiegu i następstw katastrofy Heweliusza, to chyba można twórcom tego serialu dać spory kredyt zaufania. Zakładamy zatem, iż wszelkie dostępne im źródła zbadali rzetelnie i dogłębnie, a wnioski, jakie z nich wyciągnęli, są prawidłowe. W związku z czym jako główny atut serialu jawi się próba przywrócenia dobrego imienia kapitanowi Ułasiewiczowi oraz jego załodze, gdyż produkcja ta dowodzi, że kapitan był zmuszony do wykonania feralnego zwrotu i przejścia linii wiatru (i nie był to błąd z jego strony), co było bezpośrednią przyczyną zatonięcia promu. A przywracanie dobrego imienia bliźnim, nawet po latach, jest oczywiście rzeczą chwalebną.
Warto też zauważyć, że twórcy serialu dobrze oddali historyczny kontekst transformacji ustrojowej w Polsce lat 90-tych: chaos, ogromne bezrobocie, niepewność ekonomiczną, bylejakość, kombinatorstwo, dopiero co rodzący się i wciąż jeszcze „dziki” kapitalizm. Czuć tutaj wyraźnie, że pieniądze i interesy mają większe znaczenie niż bezpieczeństwo czy ludzkie życie. Chociaż nie ma w serialu jakichś wyraźnych nawiązań do PRL-u, to twórcom serialu udało się też podskórnie przekazać wrażenie, iż ta epoka niedawno się skończyła, ale coś z jej szarzyzny jeszcze zostało, a nowe czasy po chwilowej euforii też nie dają wielkich perspektyw większości społeczeństwa. Niewiele miejsca pozostaje też w tym świecie na takie rzeczy jak sprawiedliwość, godność człowieka czy prawda. Serial ten może więc skłaniać do refleksji nad tym, dlaczego ten czas transformacji był aż tak zły, a nawet do stawiania pytań, kto był za taki stan odpowiedzialny (pewnym tropem, który zostawiają twórcy tej produkcji może być pokazywana tu potęga WSI, oraz wszechpotężne układy pod stołem ważniejsze niż oficjalne prawo). Inną istotną zaletą serialu, która wynika z dobrze oddanego tła historycznego jest naświetlenie, dlaczego pewnym osobom mogło tak zależeć na uwolnieniu od winy armatora i przerzuceniu całej odpowiedzialności na kapitana i załogę. Znajomość kontekstu historycznego, choć oczywiście nie zmienia negatywnej oceny takiego postępowania, to jednocześnie uzmysławia, że intencje tych osób mogły być nawet w jakiejś części szlachetne – za wszelką cenę nie dopuścić do upadku armatora, bo to oznaczałoby zwiększenie, już i tak dużego, bezrobocia na Wybrzeżu i nędzę wielu rodzin. Serial ten może więc skłaniać do przyjrzenia się ziarnu prawdy zawartemu w polskim powiedzeniu „Dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane.”
Docenić też można w „Heweliuszu” z pewnością pozytywne nawiązania do modlitwy. Jeden z ocalonych marynarzy przypisuje bowiem ocalenie swoje i kilku towarzyszy temu że inny wytrwale odmawiał Różaniec, kiedy czekali w pontonie na ratunek. Zaletą serialu jest też oczywiście coś, co można określić jako „duch prorodzinny”, a także związane z tym życzliwe pokazywanie ofiar katastrofy (scenariusz skupia się bardziej na tym, co było dobre w ich życiu i co straciły ich rodziny, tracąc męża i ojca). W serialu są też takie wyraźnie chrześcijańskie w duchu wątki jak np. wdowa, która z początku wyraża swój ból głównie gniewem, oskarżeniami i niechęcią wobec rodziny kapitana; potrafi się jednak wznieść ponad te uczucia i dać świadectwo prawdzie, wbrew własnym interesom. Na pochwałę zasługuje również z pewnością pokazywanie solidarności społecznej w obliczu takich katastrof. I chociaż serial ten niespecjalnie skupia się na sprawach ostatecznych, to i tak może być łatwo odczytany jako swoiste „memento mori”, gdyż pokazuje niezwykłą kruchość ludzkiego życia w zestawieniu z tym, co od człowieka nie do końca zależne. Morze, będące biblijnym symbolem chaosu i śmierci, zdaje się tu kolejny raz przypominać o konieczności pokory i właściwego podejścia do życia, które tak łatwo i szybko da się zatopić.
Serial ten należy też pochwalić za brak scen „erotycznych” i innych elementów podobnego rodzaju. Tym bardziej jest to godne uznania, że gdyby twórcy tej produkcji chcieli takie sceny wprowadzić, to wystarczyłoby, iż rozbudowaliby chociażby wątek romansu kapitana Bintera z „panią od armatora”.
Jeśli chodzi o złe bądź wątpliwe moralnie aspekty filmu, to nie jest ich wiele. Z tychże w uszy rzuca się tu przede wszystkim duża ilość wulgarnego słownictwa, po części niestety uzasadniona, gdyż oddaje przykry zwyczaj Polaków, jakim jest niewątpliwie częste „przeklinanie” (nie inaczej sprawy się miały w latach 90-tych). Trzeba więc przyznać, że twórcom serialu, którzy najwyraźniej starali się, jak najlepiej oddać realia lat 90-tych w naszej ojczyźnie, niezwykle trudno byłoby przedstawić naszych rodaków w sytuacji ogromnego stresu, którzy nie używają wulgaryzmów. Trudno oczywiście całkiem usprawiedliwić twórców serialu w tej materii, gdyż realizm przedstawienia nie jest jakąś nadrzędną wartością, poza tym już dawno wymyślono zabieg „wypikiwania” najgorszych słów. Gorszą rzeczą jest jeszcze łączenie na jednym oddechu świętego imienia Jezus z wulgaryzm słownictwem. Innym zarzutem, który można wysunąć wobec tej produkcji, jest, wprawdzie lekkie, ale jednak wspieranie pewnych przesądów i zabobonnych praktyk. Chodzi tu głównie o przedstawianie maskotki czarownicy, jako przedmiotu, który, w domyśle, istotnie mógłby przynieść szczęście kapitanowi, gdyby nie zapomniał go zabrać na statek. W pewnym momencie podkreśla się także tu fakt, iż do katastrofy Heweliusza doszło 13-tego. Innym problemem może być mieszanie faktów historycznych z fikcją. Wiąże się z tym ryzyko wprowadzania widzów w błąd co do prawdy historycznej. Wprawdzie twórcy filmu zastrzegają, iż serial jest tylko inspirowany tragedią Heweliusza, jednak realizm tej produkcji może sprawiać, że odbiorcy utożsamią bohaterów serialu (w tym „czarne charaktery) z rzeczywistymi postaciami. Z drugiej strony może o takie utożsamienie nie byłoby sprawiedliwym obwiniać twórców serialu, gdyż dorośli widzowie powinni sobie zdawać sprawę, że jest to produkcja, która ucieka się do pewnych skrótów fabularnych, typu np. łączenie kilku postaci w jedną.
Podsumowując, serial ten zyskuje pozytywną oceną, która byłaby wyższa, gdyby nie to, że silnie wystawia on widza na grzechy języka. A szkoda, bo jest to pod wieloma względami bardzo wartościowa produkcja, nadto bardzo udana jako ekranowe widowisko. Większa powściągliwość języka czyniłaby ją odpowiednią także dla nastoletnich widzów, a tak można ją polecić jedynie tym dojrzalszym.
Marzena Salwowska
31 grudnia 2025 14:59