filmweb.pl Filmy
Frida

Ocena ogólna:  Wyraźnie zły (-2)

Tytuł oryginalny
Frida
Data premiery (świat)
29 sierpnia 2002
Data premiery (Polska)
21 lutego 2003
Rok produkcji
2002
Gatunek
Dramat historyczny
Czas trwania
123 minuty
Reżyseria
Julie Taymor
Scenariusz
Clancy Sigal, Anna Thomas, Diane Lake, Gregory Nava
Obsada
Salma Hayek, Alfred Molina, Geoffrey Rush, Ashley Judd, Antonio Banderas, Edward Norton, Valeria Golino
Kraj
Kanada/Meksyk/USA
BrakNiewieleUmiarkowanieDużoBardzo dużo
Nieprzyzwoity język
Przemoc / Groza
Seks
Nagość / Nieskromność
Wątki antychrześcijańskie
Fałszywe doktryny

Biografia Fridy Kahlo, znanej meksykańskiej malarki i zarazem jednej z ikon współczesnego feminizmu. Film koncentruje się zasadniczo na burzliwej historii związku Fridy z dużo starszym od niej i dwukrotnie już rozwiedzionym Diego Riverą, słynnym meksykańskim malarzem, architektem i aktywistą ruchu komunistycznego.

Omówienie filmu zaczniemy od jego bardziej pozytywnych i godnych pochwały elementów, których jest niestety znacznie mniej niż negatywnych.

Za wyraźniejszą zaletę filmu uznać można pokazanie mężnych i wytrwałych zmagań Fridy ze skutkami ciężkiego wypadku, jaki przeżyła w wieku nastoletnim. Jest ona pokazana jako osoba nieustannie twórcza i pełna życia pomimo towarzyszącego jej niemal codziennie bólu i nieuchronnie pogarszającego się stanu zdrowia. Istotną wartością jest też troska jaką w trudnych chwilach okazuje Fridzie Diego Rivera, chociaż w innych aspektach daleko mu do ideału dobrego męża.

Jako kolejny walor filmu, choć już z pewnymi zastrzeżeniami, postrzegać można jego wartość edukacyjną. Zdjęcia do „Fridy” czerpią bowiem obficie z barwnej sztuki Meksyku, niezbyt dobrze znanej Europejczykom. Tu już, jednak, pojawiają się pewne zastrzeżenia, gdyż część prezentowanych w filmie obrazów Diego Rivery to tzw. akty (czyli sceny nagości) bądź dzieła wspierające fałszywą komunistyczną ideologię.  Co do aktów, to na marginesie warto zauważyć, że film ten nieświadomie potwierdza, niepopularny w dzisiejszych czasach, pogląd o ścisłym związku pomiędzy obnażaniem ciała (również w tak zwanej sztuce wyższej), a skłonnością do nierządu. Wiele bowiem z licznych kochanek Diega to pozujące mu nago modelki. Widok obnażonych kobiecych ciał, które znajdują się dosłownie na wyciągnięcie ręki, jest dla Rivery tak oczywistym bodźcem, że Frida przestaje już nawet być zazdrosna o owe modelki i na ten rodzaj „nieuchronnych” kontaktów właściwie daje mu swoje pozwolenie. Z drugiej też strony, ten znany malarz nie ma większych problemów, by nakłonić do cudzołóstwa przyzwyczajone do przekraczania naturalnej bariery wstydliwości modelki.

filmweb.pl

filmweb.pl

Przejdźmy teraz do głównych moralnych wad tej produkcji. Pierwsza to, zasygnalizowana już powyżej, duża pobłażliwość dla rozpusty. O ile jeszcze „pozamodelkowe” wyskoki Diega Rivery, zwłaszcza jego romans z siostrą Fridy, są pokazane jako raniące dla Fridy ( a więc można założyć, że są postrzegane jako moralnie niewłaściwe), o tyle już związek meksykańskiej artystki z żonatym Lwem Trockim ukazany jest wręcz jako manifest jej feministycznej niezależności, również jej  „przygody”  z kobietami pokazane są bardziej w konwencji zabawy i odreagowania niewierności męża. Co gorsza, sceny sodomii, zarówno łóżkowe jak i taneczne (Frida wykonuje z partnerką jeden z najbardziej moralnie ryzykownych tańców – tango, w sposób, który przywodzi na myśl określenie „seks na parkiecie”), są tu pokazane w dość wyrazisty sposób, w pewnym momencie ocierający się nawet o pornografię. Takie podejście do owego zboczenia jest oczywiście nie do przyjęcia przez chrześcijańskiego widza. Grzechu sodomii nie można bowiem traktować z pobłażaniem jako jakiejś formy lżejszego, czy niezbyt poważnego cudzołóstwa. Stosunki lesbijskie (jak i homoseksualne) nie tylko nie są mniejszym grzechem niż heteroseksualny seks pozamałżeński, ale przez Tradycję Kościoła uznawane są za jeden z grzechów wołających o pomstę do nieba. O niegodziwości tych czynów jasno zresztą naucza nieomylne Słowo Boże. Co ciekawe, jako ich przyczynę podając odwrócenie się ludzi od Boga, ich buntownicze nastawienie wobec Niego i podążanie za kłamstwem: „Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo (…) Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. 27 Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie. A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi” (List do Rzymian 1, 26-29). Warto zauważyć, że również w wypadku Fridy widać ten proces – najpierw pójście za kłamliwą i buntowniczą wobec Boga ideą komunizmu, a potem oddawanie się czynom sprzecznym z naturą.

Myślę, że w tym miejscu przejść możemy do kolejnego równie poważnego mankamentu moralnego filmu. Chodzi tu, mianowicie, o przychylny stosunek do idei marksistowskich. W żadnym momencie filmu nie widać, by czynny udział Diego i Fridy w strukturach partii komunistycznej był czymś negatywnym. Nadto jako niemal bohaterska prezentowana jest postawa Diega, który nie zgadza się usunąć podobizny swojego bohatera Lenina, którą „przemycił” niejako do zamówionego przez Rockefellera fresku. Co gorsza, w filmie wyraźnie przewija się teza, że za wszelkie „błędy i wypaczenia”  budowanego w ZSRR systemu odpowiedzialny jest właściwie tylko towarzysz Stalin. Innymi słowy:  pomysł dobry, tylko wykonanie złe. Skontrastowany ze Stalinem i mocno wyidealizowany jest tu, natomiast, Lew Trocki (któremu Frida i Diego udzielają schronienia). Zapewne, ma to sugerować widzowi, że gdyby bolszewicka rewolucja po śmierci Lenina znalazła się w rękach Trockiego, to komunizm okazałby się świetnym pomysłem.

Przy okazji wątku Trockiego wyszydza się tu też wiarę prostego meksykańskiego ludu. Słuszne rozpoznanie w owym człowieku antychrysta (podkreślamy,  z małej litery) jest tu pokazane jako przejaw ciemnoty i ignorancji.

Ostatnim zarzutem, jaki postawimy (choć może powinien on być pierwszy, ponieważ jest prawdopodobnym motywem powstania całego filmu) jest tworzenie z Fridy ikony współczesnej kobiety. Wybór na feministyczny wzorzec akurat zależnej od męża ekonomicznie, społecznie, artystycznie i emocjonalnie Fridy Cahlo może wydawać się nieco dziwny. Ale cóż, widać wystarczy, że dorównywała swojemu partnerowi śmiałością w rozpuście i wyznawaniu wywrotowych idei.

Cały ten obraz przyrównać można do złego drzewa , po którym trudno  spodziewać się dobrych owoców, nawet jeśli ładnie wygląda.

Marzena Salwowska

10 marca 2015 09:26