Fargo-790243981-large Filmy
Fargo

Ocena ogólna:  Dobry ale z bardzo poważnymi zastrzeżeniami (+1)

Tytuł oryginalny
Fargo
Data premiery (świat)
8 marca 1996
Data premiery (Polska)
15 listopada 1996
Rok produkcji
1996
Gatunek
Dramat
Czas trwania
98 minut
Reżyseria
Ethan Coen, Joel Coen
Scenariusz
Joel Coen, Ethan Coen
Obsada
William H. Macy, Steve Buscemi, Peter Stormare, Kristin Rudrud, Frances McDormand
Kraj
USA/Wielka Brytania
BrakNiewieleUmiarkowanieDużoBardzo dużo
Nieprzyzwoity język
Przemoc / Groza
Seks
Nagość / Nieskromność
Wątki antychrześcijańskie
Fałszywe doktryny

Główny bohater filmu „Fargo” to Jerry Lundegaard -stateczny amerykański mąż i ojciec, sprzedawca samochodów, który popada w poważne finansowe tarapaty.  Jerry ma wprawdzie bardzo bogatego teścia, nie może jednak liczyć na jego dobrowolną pomoc. Postanawia więc wyłudzić od niego pieniądze. Wynajmuje dwóch zbirów, którzy mają porwać jego żonę i zażądać okupu. Okup ten, który w rzeczywistości ma być o wiele wyższy, niż przypuszczają wynajęci kidnaperzy, ma oczywiście zapłacić ojciec porwanej. Całe przedsięwzięcie wydaje się proste, wręcz „skazane na sukces”. Pomysłodawca porwania oczywiście zakłada, że nikomu nic się nie stanie, a żona wkrótce wróci do domu cała i zdrowa, by szykować domowe obiadki. Sprawy jednak w pewnym momencie wymykają się spod kontroli, a nakręcona spirala przemocy nie da się już tak łatwo zatrzymać.

W opiniach na temat „Fargo” często powtarza się zdanie, że jest to film o ludzkiej głupocie. I rzeczywiście głupoty jest tu dużo, tak w działaniach, jak i słowach. Jednak główną zaletą tego filmu jest wyraziste pokazanie jaką głupotą jest przekonanie, leżące u podstaw wielu ludzkich czynów, że zło jest czymś, co da się łatwo kontrolować. „Fargo” unaocznia, że człowiek wprawdzie może łatwo zainicjować zło, ale raz zainicjowane jest jak dzika bestia, gotowa pożreć tak przypadkowe ofiary, jak i swego „pana”. Film braci Coen bardzo dobrze pokazuje ten mechanizm i jest wyrazistym ostrzeżeniem przed taką głupotą.

Inną zaletą filmu „Fargo” jest to, że można go łatwo odebrać jako rodzaj hołdu złożonego przez jego twórców amerykańskiej prowincji, reprezentowanej tu przez rodzinne strony braci Coen. „Fargo” bowiem wyraźnie kontrastuje „miastowe” cwaniactwo, egoizm, chciwość, rozwiązłość, tchórzostwo, czy znieczulicę z niewinnością, czystością, ciepłem i prostotą mieszkańców amerykańskiej prowincji. Jej przedstawiciele to: wytrwale tropiąca złoczyńców policjantka i jej otoczenie (na czele z kochającym i troskliwym mężem). Na pozór ociężała i niezbyt lotna Marge, okazuje się bardzo bystrym i skutecznym stróżem prawa. Jest to jednocześnie osoba wyjątkowo wręcz prostolinijna, która nie potrafi pojąć, jak ktoś może odebrać życie drugiemu człowiekowi za garść dolarów i jak można nie rozumieć, że pieniądze nie są najważniejsze. Na marginesie warto zauważyć, że Marge jest w ciąży, a więc, pośród tego spektaklu przemocy i śmierci, nosi w sobie nowe życie.  I to właśnie ona w swojej niewinności i prostolinijności (ale nie głupocie) „zatryumfuje” na końcu filmu, a wraz z nią świat wartości, jaki reprezentuje. A że amerykańska prowincja uchodzi za jeden z bastionów chrześcijańskich wartości, można przyjąć, że w sposób pośredni „Fargo” oddaje hołd tym wartościom.

Niestety, film, poza licznymi zaletami, ma również poważne wady. A są nimi: znaczna ilość wulgaryzmów, nadużywanie świętego imienia Jezus (tu w formie nieco zmienionej „Jeez”) oraz dwie dość naturalistycznie pokazane sceny nierządu. Jeśli chodzi o wulgaryzmy, to przy okazji warto pochwalić polskich tłumaczy, którzy często, tak jak i w tym przypadku, łagodzą słownictwo stosowane w zagranicznych produkcjach stosując coś w rodzaju translatorskiej cenzury. Powyższe zastrzeżenia sprawiają, że ocena tego filmu, mimo jego wartościowego przesłania, musi być znacznie obniżona.

Marzena Salwowska

Fargo_167Pyxurz

1 lipca 2014 16:26