ROSEMARYS-BABY Filmy
Dziecko Rosemary

Ocena ogólna:  Wyraźnie niebezpieczny albo dwuznaczny (-1)

Tytuł oryginalny
Rosemary's Baby
Data premiery (świat)
12 czerwca 1968
Rok produkcji
1968
Gatunek
Horror
Czas trwania
136 minut
Reżyseria
Roman Polański
Scenariusz
Roman Polański
Obsada
Mia Farrow, John Cassavetes, Ruth Gordon, Sidney Blackmer, Maurice Evans, Ralph Bellamy, Victoria Vetri, Patsy Kelly, Elisha Cook Jr.
Kraj
USA
BrakNiewieleUmiarkowanieDużoBardzo dużo
Nieprzyzwoity język
Przemoc / Groza
Seks
Nagość / Nieskromność
Wątki antychrześcijańskie
Fałszywe doktryny

Młody aktor Guy Woodhouse i jego żona Rosemary wynajmują mieszkanie w nowojorskim apartamentowcu.  Tu młode małżeństwo szybko ściąga na siebie zainteresowanie starszej pary Minnie i Romana Castavetów. Sąsiedzi są mili i czasami wręcz nadmiernie opiekuńczy, co budzi nieufność Rosemary. Guy natomiast szybko zaprzyjaźnia się z Castavetami i zostaje pod ich wyraźnym wpływem.  Tymczasem kariera aktorska Guya, w wyniku tajemniczej ślepoty jego kontrkandydata do wymarzonej roli, nabiera rozpędu. Rosemary zaś zachodzi w ciążę w okolicznościach, które mgliście pamięta – czuła się chora i śpiąca po kolacji oraz dziwnym deserze, będącym poczęstunkiem od natrętnej sąsiadki. Rosemary prześladuje też wspomnienie snu, w którym była gwałcona podczas dziwnego rytuału przez demoniczną bestię (…)

Pomijając całkowicie kwestię możliwości czy prawdopodobieństwa spłodzenia cielesnego potomka przez istotę czysto duchową jaką jest Szatan, przejdę od razu do omówienia zakończenia filmu, które jednocześnie stanowi jego najbardziej dwuznaczny element. Niepokojący jest bowiem fakt, że „Dziecko Rosemary” kończy się zwycięstwem Szatana, zwycięstwem jego planów, które konsekwentnie realizuje przez swoje sługi. W filmie niestety nie ma żadnej iskierki nadziei, dopowiedzenia, że Bóg i tak zatryumfuje w przyszłości. Pełny sukces Zła sugeruje zwłaszcza finałowy wybór bohaterki, która po czasie samotnej walki, szamotaniny i bezskutecznych prób ucieczki godzi się ze swoim „przeznaczeniem” i akceptuje sytuację, która jest po ludzku nie do zaakceptowania. „Czarny morał” tej opowieści może być więc taki – jeżeli chcesz dobrze prosperować w tym świecie, lub przynajmniej w nim przetrwać, musisz podporządkować się zasadom jego władcy. Inaczej skończysz na marginesie, jako osoba zaszczuta i półobłąkana (rzeczywiście lub w oczach większości społeczeństwa). Pogódź się więc z przygotowaną tobie rolą i podporządkuj tym, którzy wiedzą najlepiej, co dla ciebie „dobre”.  Nawet jeśli takie przygnębiające odczucia i spostrzeżenia nie wynikają wprost z jakichś ukrytych ideologicznych założeń filmu i pragnienia wywyższenia w ludzkich oczach Szatana, tak by wydawał się czymś więcej niż jednym z Bożych stworzeń, lecz równym przeciwnikiem Boga, to wynikają one wprost z ogólnej atmosfery filmu, rozwoju akcji, a przede wszystkim jego „czarnego happy endu”.

Film ten ma jednakże jedną istotną zaletę. Jest nią mianowicie wyciągnięcie „z pomiędzy bajek” satanizmu i czarów, pokazanie ich jako realnych zjawisk, występujących w nowoczesnym świecie. Słudzy diabła w „Dziecku Rosemary” to już nie dziwaczne istoty latające na miotłach, ani nawet demolujący cmentarze chuligani, a mili i uczynni sąsiedzi, zadomowieni w modnych apartamentach.  Ta zaleta, czyli pokazanie, że satanizm, pojmowany jako celowa i świadoma służba Szatanowi (dla idei bądź mniejszych lub większych korzyści) ma swoje bardziej wyrafinowane i „mieszczańskie” oblicze, nie wystarcza jednak, by zrównoważyć jego niebezpieczeństwa. Stąd też ocena filmu mówiąca, że wprawdzie nie jest on wyraźnie zły lecz raczej dwuznaczny i niebezpieczny. Lepiej go zatem unikać lub podchodzić do niego z wielką ostrożnością jak do węża, co do którego nie ma pewności, czy jest jadowity, czy też nie.

Marzena Salwowska

dziecko1

13 listopada 2014 17:43