Filmy
Było sobie kłamstwo

Ocena ogólna:  Wyraźnie zły (-2)

Tytuł oryginalny
The Invention of Lying
Data premiery (świat)
14 września 2009
Rok produkcji
2009
Gatunek
Komedia
Czas trwania
2009
Reżyseria
Matthew Robinson, Ricky Gervais
Scenariusz
Ricky Gervais, Matthew Robinson
Obsada
Ricky Gervais, Jennifer Garner, Rob Lowe, Jonah Hill, Louis CK Jeffrey Tambor, Fionnula Flanagan, i Tina Fey, Jason Bateman, Christopher Guest, Philip Seymour Hoffman, Edward Norton
Kraj
USA
BrakNiewieleUmiarkowanieDużoBardzo dużo
Nieprzyzwoity język
Przemoc / Groza
Seks
Nagość / Nieskromność
Wątki antychrześcijańskie
Fałszywe doktryny

Czy wyobrażamy sobie rzeczywistość, w której nikt, nigdy nie kłamie, a za to przy każdej nadarzającej się okazji, mówi całą prawdę i tylko prawdę? Właśnie taka wizja relacji międzyludzkich została przedstawiona w filmie „Było sobie kłamstwo”. Taka absolutna prawdomówność trwa tu jednak do momentu, w którym Mark, główny bohater, nagle staje się zdolny do kłamstwa, co okazuje się odmienić życie jego i innych na lepsze. Kłamstwo sprawia bowiem, iż Mark odzyskuje utraconą pracę i zaczyna zarabiać wielkie pieniądze, będący na skraju samobójstwa Frank znów chce żyć, a na twarzach pensjonariuszy domu starców znów pojawia się uśmiech.  Kiedy zaś matka Marka leży na łożu śmierci, rozpaczając, iż po śmierci czeka ją wieczna nicość, ów by ją pocieszyć wymyśla nowe kłamstwo, twierdząc, że kiedy umrze będzie już na zawsze szczęśliwa, spotka wszystkich tych, których kochała i którzy ją kochali oraz zamieszka w willi.  Pech jednak chce, że świadkami tego kłamstwa Marka było więcej osób i szybko roznosi się wieść o tym, że jest on posiadaczem niezmiernie ważnych informacji o tym, jak wygląda życie po śmierci. Przed domem głównego bohatera zbiera się tłum ludzi domagających się od niego, by ujawnił więcej szczegółów odnośnie tego co wie na temat życia po śmierci. Mark początkowo jest temu niechętny, ale później postanawia spisać w 10 punktach wymyśloną przez siebie wizję życia pozagrobowego. Jako, że nie ma on pod ręką kamiennych tablic na których mógłby  umieścić swe wymysły, postanawia wypisać je na dwóch pudełkach po zjedzonej pizzy. I tak Mark wychodzi do oczekującego na niego  tłumu, trzymając w dłoniach owe dwa pudełka po pizzy. Główny bohater ogłasza ludziom, iż istnieje „Gościu w Niebie”, który odpowiada za wszystko co dzieje się na tym świecie i że wszyscy ludzie, którzy więcej niż trzy razy nie popełnią w życiu czegoś bardzo złego, otrzymają od „Gościa w Niebie” po śmierci nagrodę w postaci willi, nieograniczonej ilości lodów oraz wiecznej szczęśliwości. Mniej więcej od tego momentu sprawa z kłamstwem zaczyna się bardziej komplikować. Otóż ludzie zaczynają mniej przykładać się do pracy, gdyż bardziej myślą o wiecznej szczęśliwości niż o życiu doczesnym, Frank, który wcześniej planował samobójstwo, teraz z kolei nie dba o swoje zdrowie, bo uważa, że „nagroda po śmierci” i tak mu wszystko zrekompensuje (wcześniej zaś obdarowany pieniędzmi uliczny żebrak wraca do żebrania, gdyż zaczyna wierzyć w to, iż i tak będzie mu znacznie lepiej na „tamtym świecie”).

Bardziej uważni Czytelnicy zapewne już domyślili się, dlaczego ów film został oceniony przez nas na „-2” czyli „Wyraźnie zły”. Najpierw wspomnijmy jednak co, jest w tym obrazie godnego pochwały. Otóż z pewnością należy docenić to, iż w jego wątku „romantycznym” (pokazującym relację pomiędzy Markiem i Anną) wskazano na to, iż za decyzją o poślubieniu kogoś winna stać miłość zamiast chłodnej kalkulacji odnośnie pewnych doczesnych perspektyw. Można też powiedzieć, iż niechętnie została tu przedstawiona rozwiązłość seksualna (Mark w pewnym momencie chce wykorzystać swą zdolność mówienia kłamstw, by uwieść pewną atrakcyjną fizycznie niewiastę, ale ostatecznie rezygnuje on z realizacji tego zamiaru). Niestety jednak reszta tego filmu to wielki stek fałszywych doktryn, herezji i wyraziście antychrześcijańskich aluzji oraz uprzedzeń.

W filmie tym prawdomówność jest kontrastowana z kłamliwością w sposób, który logicznie prowadzi do wniosku, iż o wiele lepsze jest kłamanie niż mówienie prawdy. Po pierwsze bowiem: przedstawiona tu prawdomówność jest bardziej karykaturą owej cnoty niż tym, czym ona winna być w rzeczywistości. O ile bowiem, w tradycyjnie chrześcijańskim nakazie mówienia tylko prawdy nie chodzi o to, by przy każdej okazji, nie zważając na uczucia innych i możliwe negatywne konsekwencje, mówić wszystko co się wie i odczuwa. Owszem, nigdy i nigdzie nie należy kłamać, ale to nie oznacza, że mamy zawsze i każdemu mówić o wszystkim co się wie i odczuwa – nieraz miłość do bliźniego i roztropność nakazują nam bowiem raczej milczeć w pewnych sytuacjach lub wypowiadać się na dany temat w sposób bardzo ogólnikowy (jednak nie kłamliwy). Tymczasem w owym filmie cnota prawdomówności jest mylona ze skrajnie nieroztropną formą szczerości i czymś co można by nazwać wręcz gadulstwem – wszyscy tu bowiem mówią wszystko. W efekcie widzimy więc, iż w sytuacjach, gdy łatwo byłoby w imię unikania niepotrzebnego urażania bliźniego, coś przemilczeć, ludzie swą szczerością ranią, poniżają, albo szokują się nawzajem (ktoś mówi do kogoś, iż np. nigdy go nie lubił, albo, że przed chwilą się masturbował). Koniec końców świat bez kłamstwa jawi się więc widzom jako smutny, depresyjny i odstręczający. Tymczasem to  kłamstwo przynosi weń żywe kolory radości, nadziei i pogody ducha (sprawa zaczyna się komplikować, gdy owe zachowanie przybiera charakter religijny).

Co jeszcze gorsze film „Było sobie kłamstwo” w oczywisty sposób wyśmiewa i atakuje wiarę w Pana Boga, Niebo i religię chrześcijańską. Scena, w której Mark wychodzi do tłumu oczekujących go ludzi z 10 wymyślonymi i wypisanymi przez niego na pudełkach od pizzy  tezami na temat istnienia „Gościa w Niebie”, oraz tego co nas czeka po śmierci jest jasną aluzją do biblijnej historii, w której Bóg objawił Mojżeszowi 10 przykazań, wypisując je na kamiennych tablicach, a następnie nakazał by ów prorok wyszedł z nimi do ludu żydowskiego. Wymyślone zaś przez Marka kłamstwo o istnieniu „Gościa w Niebie” i wiecznego szczęścia pod śmierci w uderzający sposób nawiązuje do wiary to, że jest jeden Bóg oraz nagroda niebieska dla tych, którzy za swego doczesnego życia ze skruchą odwrócili się od czynionych przez siebie wcześniej nieprawości. Tutaj jednak próbuje się nam wmawiać, iż wiara w te wielkie prawdy jest zmyślonym kłamstwem (gdyż uczynionym po to by pokrzepiać ludzkie serca), za którym nawet jeśli stały dobre intencje, to na dłuższą metę przyczynia się do pogorszenia sytuacji na tej ziemi (albowiem np. rozleniwia ludzi). Wreszcie miejsca „rozmyślań o Gościu z Nieba” są stylizowane na chrześcijańskie kościoły (styl architektoniczny, charakterystyczne witraże, etc.). Sam zaś Mark w pewnej scenie jest ucharakteryzowany tak, by do złudzenia przypominał sposób, w który tradycyjnie portretowało się Pana Jezusa, a także część z proroków i patriarchów Starego Testamentu (gęsta broda, dłuższe włosy, długie szaty).

Klamstwo2

 

12 czerwca 2014 17:31