AMC Filmy
Breaking Bad (Serial TV)

Ocena ogólna:  Wyraźnie niebezpieczny albo dwuznaczny (-1)

Tytuł oryginalny
Breaking Bad
Data premiery (świat)
20 stycznia 2008
Rok produkcji
2008-2013
Gatunek
Serial telewizyjny
Czas trwania
43-58 minut
Reżyseria
Vince Gilligan
Scenariusz
Vince Gilligan
Obsada
Bryan Cranston, Anna Gunn, Aaron Paul, Dean Norris, Betsy Brandt, RJ Mitte, Bob Odenkirk, Giancarlo Esposito
Kraj
USA
BrakNiewieleUmiarkowanieDużoBardzo dużo
Nieprzyzwoity język
Przemoc / Groza
Seks
Nagość / Nieskromność
Wątki antychrześcijańskie
Fałszywe doktryny

Walter White, spokojny nauczyciel chemii w amerykańskim liceum tuż przed swoimi 50-tymi urodzinami dowiaduje się, że ma raka płuc w zaawansowanym stadium. Pan White zamierza wykorzystać czas, który mu pozostał (szacunkowo raczej miesiące niż lata), by zabezpieczyć finansowo przyszłość swojej rodziny (niepełnosprawnego nastoletniego syna i ciężarnej żony). Na pomysł jak osiągnąć ten cel w praktyce, wpada zaś nieoczekiwanie dzięki swojemu szwagrowi z rządowej agencji antynarkotykowej, który w ramach prezentu urodzinowego zabiera go na jedną ze swoich akcji i nieopatrznie pokazuje, gdzie „leżą prawdziwe pieniądze”. Odtąd przez pięć sezonów widzowie mogą śledzić jak ułożony nauczyciel z pomocą swojego byłego ucznia (i narkomana) zamienia się stopniowo w jednego największych producentów metaamfetaminy w USA.

Produkcja ta, chyba zasłużenie (gdyby brać pod uwagę jedynie walory artystyczne czy rozrywkowe), zarówno wśród krytyków, jak i szerszej widowni cieszy się opinią jednego z najlepszych seriali telewizyjnych, jakie w ogóle dotąd powstały. Zatem nasza ocena „-1” bynajmniej w tym przypadku nie oznacza ani niebezpieczeństwa zanudzenia się widza na śmierć, ani ryzyka zadławienia się niestrawną papką. Nie, tu, trzeba przyznać, mamy do czynienia ze świetną reżyserią, scenariuszem, który z sezonu na sezon robi się jeszcze ciekawszy i aktorami, którzy dają autentyczne życie swoim postaciom. Wiele dobrego można by też powiedzieć o ciekawej i przekonującej psychologii postaci czy nietuzinkowych relacjach, jakie zachodzą pomiędzy różnymi bohaterami tej opowieści. Twórcom serialu udało się też poprowadzić sceny humorystyczne (których jest tu naprawdę dużo i są autentycznie zabawne), tak by nie trywializować, ani nie osłabiać scen tragicznych czy wzruszających.

Poza wartościami artystycznymi nie można zresztą odmówić temu serialowi pewnego „moralnego zacięcia” (w zamyśle głównego reżysera i scenarzysty miał być on zresztą współczesnym westernem). Ogólnie, rzecz można, produkcja ta przez większość czasu balansuje pomiędzy rodzajem moralitetu a cyniczną „komedią łotrzykowską” a problem  tkwi w tym, że na końcu wydaje się przeważać to drugie.

Pewne cechy moralitetu, które w nim dostrzegamy, uznajemy oczywiście za jego atut. Mamy tu więc chociażby na przykładzie głównego bohatera pokazane fiasko humanistycznego mitu, który głosi, że ludzie wciąż są dobrzy z natury, a psuje ich opresyjne społeczeństwo i wychowanie. Historia spokojnego i niewadzącego nikomu przyzwoitego ojca rodziny, który w ciągu roku zmienia się w narkotykowego bezwzględnego bosa, może świetnie ilustrować biblijną prawdę o tym, że natura człowieka (o ile nie wspomoże jej łaska) po grzechu pierworodnym jest bardziej skłonna do zła niż dobra i to raczej presja wychowania, religii, otoczenia, kultury, tradycji czy prawa trzyma ją w pewnych ryzach. Mówiąc wprost „przeciętnemu” człowiekowi w miarę dobrze funkcjonującym społeczeństwie nie opłaca się być „tym złym gościem”, poza tym zazwyczaj nie ma tyle odwagi, by zaryzykować wszystkie konsekwencje, które by z tego wynikały. Serial więc stawia ciekawe pytanie, a co, jeżeli bycie „złym gościem” zaczyna się nagle opłacać, ba, jest jedyną szansą zabezpieczenia ukochanej rodziny, a, jak głosi jedna z tez „podwórkowej teologii”: rodzina jest przecież najważniejsza. Historia ta więc może skłaniać do refleksji nad tym, czy tak zwana „zwykła ludzka przyzwoitość” może nam wystarczać. Oczywiście hierarchia wartości, w której to rodzina jest najważniejsza, nie wypada tutaj też najlepiej.

Wrocławski Informator Internetowy

Wrocławski Informator Internetowy

Inną cechą moralitetu, jaką można tu dostrzec, jest pokazywanie spirali zła jako czegoś, co wprawdzie nakręcają sami ludzie, ale co później wymyka się im spod kontroli. Najlepiej widać to właśnie na przykładzie Waltera White, który jest osobą wyjątkowo inteligentną, wszystko doskonale i drobiazgowo planuje, zdaje się, nie zostawiając miejsca na przypadek, a jednak zło, jakie czyni, poza konsekwencjami, które uwzględnia w swoich kalkulacjach i które jakoś akceptuje jako część rachunku, to zło ma zwykle jeszcze jakieś skutki, których nie jest w stanie przewidzieć.

Pewną moralną wartość ma też to, że wbrew modzie ostatnich dekad, która upodobała sobie postaci szalonych psychopatów i sadystów mordujących dla przyjemności, ewentualnie kierowanych ideologią terrorystów, tu „korzeniem wszelkiego zła jest miłość pieniądza” (1 Tymoteusz 6:10). Czynienie zaś zła dla pieniędzy (np. by tak jak bohater serialu mieć środki finansowe dla rodziny) jest jedną z częstszych i poważniejszych pokus, z jakimi w realnym życiu spotyka się człowiek. „Breaking Bad” może więc być ostrzeżeniem przed uleganiem chciwości czy zbytniej trosce o materialny byt.

Niestety te moralne atuty serialu przyćmione są przez różne wątpliwe sceny w nim zawarte, a zwłaszcza przez zakończenie, które nadaje całej produkcji co najmniej dwuznaczną wymowę. W finale bowiem, mimo iż długo wydawało się, że Walter White skończy jednak jako człowiek złamany i przegrany, to w końcu udaje mu się tak pokierować sytuacją, że zasadniczo osiąga cel, który sobie od początku zamierzył. Poza tym odchodzi, tak jak chce, na własnych zasadach – mści się, na kim chce i ratuje życie, komu chce, umiera od własnej broni i w otoczeniu, jakie uwielbia.

Innym mocno wątpliwym elementem tej produkcji jest pokazywanie zbyt wielu smacznych owoców zatrutego drzewa. Widzimy tu bowiem zwłaszcza na przykładzie głównego bohatera i jego wspólnika nie tylko złe zmiany, jakie w nich zachodzą, ale też i liczne pozytywne, które są wynikiem ich przestępczej działalności. Tak więc pan White z ciamajdowatego pantoflarza zmienia się w pewnego siebie, odważnego, przedsiębiorczego i niezależnego mężczyznę. Jesse Pinkman zaś z nieodpowiedzialnego błazna w młodego mężczyznę, który stara się wykonywać swoją pracę najlepiej jak potrafi, rozwija się intelektualnie, staje się opiekuńczy i lojalny i dorasta nawet do opieki nad dziećmi (które zresztą uwielbia). Istnieje więc spore ryzyko, że widzowie mogą przywiązywać większą wagę do tych pozytywnych zmian niż negatywnych, jakie zachodzą w bohaterach, dochodząc do wniosku, że nie ważne kto, co robi, byleby robił to dobrze (a pamiętajmy, że nie chodzi tu tylko o produkcję metaamfetaminy, lecz także o morderstwa, kłamstwa czy kradzieże).

Najbardziej jednak wątpliwą cechą tego serialu jest chyba sam pomysł, by jego głównym bohaterem uczynić człowieka, który świadomie wchodzi na drogę przestępstwa, co więcej dla jego postaci nie ma tu żadnej przeciwwagi, gdyż agent DEA (i szwagier Walta w jednej osobie), który mógłby pełnić taką rolę, dopiero w ostatnim sezonie staje się głównym przeciwnikiem White’a, ostatecznie zaś nie udaje mu się postawić White’a przed sądem i sam kończy gorzej niż ścigany przez niego szwagier, ponosi więc w tym starciu klęskę. Istnieją więc poważne i bardzo zasadne obawy, że spora część widzów utożsamiać się może właśnie z głównym bohaterem „Breaking Bad” i jemu kibicować, wyrabiając w sobie aspołeczną i przestępczą mentalność. Na to zresztą wskazywałyby reakcje wielu fanów tej postaci, którzy oburzali się, kiedy wspólnik Walta podjął współpracę z przedstawicielami porządku i prawa, zamiast cieszyć się, że przynajmniej jeden przestępca zmierza w dobrym kierunku (czyli zwykli widzowie patrzyli na to nie inaczej jak ludzie z przestępczego półświatka, wyznający zasadę, że „z psami się  nie gada”).

Nadto serial ten nie jest wolny od typowych dla współczesnych amerykańskich produkcji telewizyjnych wad takich jak spora ilość brutalnej przemocy, nieunikanie wulgarnego języka czy pojawiające się w niektórych odcinkach lubieżne sceny.

Podsumowując zatem, nie polecamy tego serialu głównie ze względu na jego dwuznaczne moralnie przesłanie oraz zagrożenie zwłaszcza dla młodych widzów zbytnim utożsamianiem się z bohaterami „Breaking Bad”, nadmiernym współodczuwaniem ich przestępczych problemów i dylematów czy radowaniem się z kryminalnych osiągnięć i sukcesów. Słowem, lepiej raczej „uciekać od wszystkiego, co ma choćby pozór zła” niż tym przesiąkać (1 Tesaloniczan 5,22).

Marzena Salwowska

 

1 lutego 2017 19:01